Jagna Rolska „Duch”

– Nie jestem tchórzem, żeby się chować! – żachnął się Janek.

– Spokój! – uciął stanowczo Michał. – Skoro mój brat mówi, że mamy się schować, to tak właśnie zrobimy.

– W lewym korytarzu jest wnęka. Nieduża, ale nas pomieści – odparł Duch.

Czując ciepło łokcia Krystyny, chłopak skradał się bezszelestnie za innymi w stronę kryjówki. Myślał o ojcu, o kucharce. Zastanawiał się, co się z nimi stało. Czy kucharka, uciekając z płonącej Warszawy, zabrała kalekę ze sobą? Dość już i on, i ojciec nadużyli dobroci tej kobiety. A teraz jeszcze Michał. Od śmierci pana Józefa w pierwszych dniach powstania nazywa go bratem. Prawdziwy brat Ducha nigdy nawet słowa nie powiedział do niego. Może bał się ojca, a może gardził kalekim bliźniakiem. A Michał zawsze traktował go jak równego sobie. Cenił jego opinie i troszczył się o niego. Dla Michała Duch zrobiłby wszystko.

– Czego te szczury tak piszczą? – szepnęła Krystyna.

Duch zatrzymał się w pół kroku.

– Coś jest nie tak – odparł półgłosem. – One… jakby nie chciały, żebyśmy tam szli…

W głębi kanału rozległ się plusk. Szczury zaczęły piszczeć jeszcze głośniej i wartkim strumieniem naparły na stojących w połowie korytarza powstańców.

– Jezu! Szczury nas atakują! – ktoś wrzasnął.

– Nie! Nie! Padnij! – krzyknął rozpaczliwie Duch i pociągnął na ziemię Krystynę.

Po chwili wszyscy powstańcy przywarli do dna kanału, a szczury w panice przebiegały po ich plecach. Nie minęła sekunda, a podziemną Warszawą targnął potężny wybuch.

– Ciesz się, że żyjesz! – tłumaczył dziewczynie po raz kolejny i niezdarnie głaskał jej wstrząsane histerycznym szlochem plecy.

Siedzieli wtuleni w wilgotny wyłom muru, i grzejąc sobie nawzajem dłonie, odwlekali moment zrozumienia własnej sytuacji. Krystyna rzewnie płakała za Michałem, a Duch za swoimi złudzeniami, że Krysia coś do niego czuje. Nigdy tak jak teraz właśnie nie chciał się poczuć prawdziwym mężczyzną, który niesie na barkach odpowiedzialność za ukochaną kobietę.

– Boże mój! – szlochała Krystyna. – Co się stało z Michałem? I z resztą oddziału?

Duch przygarnął ją bliżej do siebie i zaczął delikatnie kołysać w ramionach. Chciał choć odrobinę ukoić strach dziewczyny, zanim powie jej, że zostali pogrzebani na wieki w niewielkim załomie kanału. Szloch sanitariuszki odbijał się od zwałowiska cegieł i matowy od bardzo krótkiej podróży wracał do uszu zrozpaczonego chłopaka. Właściwie powinien przestrzec Krysię, że jej spazmatyczny szloch odbiera im zbyt szybko resztki tlenu i że niewielka piwnica, w której utknęli, stanie się ich grobem, ale nie chciał spędzać ostatnich chwil życia w towarzystwie rozhisteryzowanej dziewczyny. Podejrzewał, że już wkrótce brak tlenu wyciszy jego towarzyszkę i w spokoju zasną, zatruci własnymi oddechami. Właściwie to nie taka zła śmierć. Duch nigdy nie widział światła, więc koniec życia w kompletnych ciemnościach byłby potwierdzeniem jego kłopotliwej ułomności. Ale Krystyna, po raz pierwszy w życiu całkowicie pozbawiona zmysłu wzroku, nie umiała zapanować nad paniką. Wraz ze wzrokiem zatraciła zdolność jakiegokolwiek odczuwania i logicznego myślenia.

– Co my zrobimy? Boże mój! – płakała, wciskając połamane paznokcie w wojskową kurtkę chłopaka i mocząc łzami jego policzek.

Duch nie był w stanie się powstrzymać. Poczuł, że ten jedyny raz w życiu ważne jest to, czego on pragnie, i czego żaden z widzących ludzi nie jest w stanie mu odebrać. Nie będzie więcej przepraszał za to, że jest kaleką. Tu, w podziemiach, jest więcej wart niż jakikolwiek inny mężczyzna. Nie wzrok przecież świadczy o męskości. W oddali zapiszczały szczury, co Duch wziął za dobry omen, a przerażona dziewczyna za powód, by jeszcze mocniej przywrzeć do chłopaka. Tuż za ich plecami pachnąca pleśnią woda kapała miarowo na pokruszone cegły. W zależności od nastawienia powtarzający się dźwięk mógł doprowadzać do szaleństwa lub do stanu kompletnego wyciszenia.

– Zaraz zwariuję! – szepnęła dziewczyna.

– Ciiii… – zaszemrał chłopak. – Będzie dobrze.

– Nie puszczaj mnie.

– Nie puszczę.

– Michał…

– Może przeżył…

– Duch?

– Tak?

– To koniec? Tak?

– Nie wiem. Szczury…

– Stąd nie ma wyjścia, prawda?

– Nie jestem pewien…

– Więc nie ma?

Duch westchnął i pogłaskał ją po włosach. Po chwili odnalazł jej usta. Nie opierała się. Przywarła do niego drżącym ciałem. Pachniała tak słodko i tak szybko oddychała. Jej twarz, którą pierwszy raz dotykał, była kolejnym doświadczeniem, ale nie umiał powiedzieć, czy była piękna, czy zwyczajna lub brzydka. W świecie niewidomych piękno opiera się na dźwiękach, zapachach i dotyku. Dziewczyna była aksamitnie miękka, ale pachniała kanałami. Na pewno pięknie westchnęła, gdy Duch znalazł do niej drogę.

– Ja nigdy… – szepnęła.

– Ja też … – odparł i wtulił twarz w jej włosy.

A potem usłyszeli pisk szczurów kłębiących się wokół nich. Skoro one znalazły drogę do ich więzienia, to pewnie wyjście nie będzie takie trudne.

– Zastanawiam się, jak potoczyłoby się nasze życie, gdyby nie ta cholerna wojna.

– Nigdy byśmy się nie spotkali.

– Skąd wiesz?

– Jesteś synem fabrykanta.

– I co z tego?

– A ja córką handlarki z targu.

– Nadal nie rozumiem.

– Nie rozumiesz? – Wtuliła się w niego, pieszczotliwie muskając ustami ucho.

– Nie

– Ja pochodzę z nizin a ty z bogatego domu.

– Nie widzę różnicy! – zaśmiał się przekornie.

– Nie widzisz?

– Nie! Nie widzę – Oplótł ją ramionami, przyciągnął do siebie.

– A co widzisz? – wyszeptała.

– Niczego nie widzę! – Śmiał się w głos i tulił Krysię jak wariat.

– Głodna jestem – poskarżyła się.

– Wiem, ale co mogę zrobić?

– Złap szczura.

Szczur, zwabiony śpiewnymi dźwiękami wydawanymi przez Ducha, zjawił się niezwłocznie i bez lęku zaczął dreptać po rękawie kurtki. Chłopak westchnął głęboko i spróbował złapać gryzonia za ogon. Ten odskoczył na kolana Krysi. Zobojętniała na wszystko dziewczyna nawet nie zareagowała.

– Nas nie zjesz… – zapiszczał zwierzak i podreptał ku jego stopom. Przycupnął na ceglanym wyłomie i przekrzywiając łebek, obserwował ludzi.

– Jestem głodna. Tak bardzo głodna – rozpłakała się dziewczyna.

– Wiem. Ja też – westchnął Duch.

– Nie jestem żarciem!

– Słyszałaś? – zapytał chłopak.

– Co? – odparła Krysia.

– Szczur powiedział, że nie jest żarciem!

– A kto jest? Ja?

– Nie ty. On – zapiszczał szczur.

Ściągnij tekst: