Jarosław Misiak „Wzgórze H 224”


– Tutaj – odparł.

– Z kim? – Była nieustępliwa.

– Zzz… – zawahał się – … z wrogiem.

– To się czasem zdarza. – Pokiwała poważnie głową. – Może przynajmniej powiesz, jak ci na imię?

– Szeregowiec – odpowiedział po dłuższym namyśle.

Dziewczyna zaczęła się śmiać. Tym razem jej śmiech był bardziej przyjazny, szczery, niemal serdeczny.

– Rozumiem, rozumiem – powtarzała. – Jesteś niezły wariat. Kompletnie zakręcony gość – zakończyła z uznaniem.

– A ty jak masz na imię? – zapytał niepewnie.

– Ja? – zdziwiła się. – Poczekaj sekundę…

Dziewczyna zastanawiała się nad czymś. Na jej ładnej twarzy pojawił się figlarny grymas, wreszcie oznajmiła z tryumfem:

– Dziewczynka z Zapałem. Prawda, że ładnie?

– Chyba tak. – Szeregowiec odniósł wrażenie, że skłamała.

Nie pamiętał, czy przed wojną nosił jakieś imię. Możliwe, że urodził się jako Szeregowiec, a ona była rzeczywiście Dziewczynką z Zapałem. Możliwe też, że było zupełnie inaczej.

– Masz pieniądze? – Dziewczyna przysunęła się bliżej niego.

– Nie mam nic. Dzisiaj wróciłem z wojny – tłumaczył się.

– A ty ciągle z tą wojną! – Dziewczynka z Zapałem wyglądała na zniecierpliwioną. – Rób co chcesz, żołnierzu, ale myślę, że moglibyśmy się dogadać. Wiem, na co masz ochotę i mogłabym ci pomóc. Coś za coś. – Mrugnęła porozumiewawczo. – Do diabła z wojną, na dzisiaj zawieramy rozejm, zawieszamy działania militarne i przechodzimy do namiętnych negocjacji. Zresztą prawdziwa wojna tutaj już dawno się skończyła.

– Jak dawno? – podchwycił temat.

– Noo… jakieś kilkadziesiąt lat temu, kto by tam pamiętał dokładnie. Na świecie jest codziennie mnóstwo wojen, ale nasz skwerek na razie to omija.

Dziewczynka z Zapałem przerwała raptownie swój wykład z historii. Dała się złapać na haczyk i omal nie zaczęła robić z siebie idiotki.

– Dobra, mam dla ciebie propozycję – podjęła poprzedni wątek. – Jeżeli jesteś bez grosza, możemy załatwić sprawę w inny sposób. Skombinuj mi działkę, na pewno masz w okolicy kumpli, którzy są ci coś winni. Załatwisz sprawę, odpalisz mi działkę, a potem zrobisz ze mną, co zechcesz. Tylko dwa warunki: będziesz sam i towar dostanę do ręki. W porządku?

– Nie wiem, o czym mówisz – przyznał się.

– No, że najpierw zapłata, a później przyjemność – wyjaśniła Dziewczynka z Zapałem.

– Nic z tego nie rozumiem. – Rozłożył bezradnie ręce.

Pragnął powiedzieć jej, że naprawdę wrócił z wojny i chce jedynie, żeby wytłumaczyła mu, o co w tym wszystkim chodzi. Nie zdążył powiedzieć słowa.

– Jesteś prawdziwym pierdolcem i nie wiesz, co tracisz – rzuciła mu na pożegnanie i szybko odeszła.

Został sam na sam z głodem, zmęczeniem oraz setką pytań, na które odpowiedzi przepadły wraz z jego przeszłością. Na dodatek teraźniejszość chwiała się w posadach, a przyszłość nie obiecywała żadnych rozwiązań. Cała ta namiastka człowieka, za którą się uważał, nadawała się wyłącznie do rozbiórki. Szeregowiec był znużony i zniechęcony, w tej chwili potrzebował przede wszystkim odpoczynku. Uznał, że kryjówka dziewczyny zapewni mu dostateczne odosobnienie. Przecisnął się pod gałęziami i znalazł się w świetnie zamaskowanym, całkiem wygodnym naturalnym schronie. Ze wszystkich stron otaczała go zwarta ściana krzewów, jedyne przejście stanowiła niewidoczna z zewnątrz luka pod splątanymi gałęziami. W środku panował zaduch – smród ludzkich ekskrementów przemieszał się z wonią gnijących liści. Pod nogami plątały się puste butelki, foliowe opakowania, puszki i kilka strzykawek jednorazowego użytku. Jedna z nich pokryta była grubą warstwą żółtego nalotu, który po bliższych oględzinach okazał się zaschniętymi wymiocinami. Chłopak lustrował uważnie każdy metr terenu, w końcu miał tutaj spędzić swoją pierwszą noc w „cywilu”.

Zamienił okop na prostokątny bunkier z gałęzi. Nie potrafił uwolnić się od myśli, że w każdej sekundzie do środka może wpaść granat. A wtedy: bum! Zauważył leżące pod przeciwległym żywopłotem odchody i rozrzucone wokół nich strzępy gazety. Papier był zabrudzony. Brudny, ale nie pożółkły! Przełamał obrzydzenie. Wyłuskał kawałki gazety, rozprostował i zaczął czytać. Wiadomości sportowe. Ogłoszenia. Porady kulinarne i wreszcie informacje o zagrożeniu środowiska naturalnego. Oczyścił największy kawałek gazety – pisano o wojnach. Wiadomości z odległych frontów, nazwiska prezydentów, ministrów i generałów, które nie wywoływały u szeregowca żadnych skojarzeń. Najważniejsze były jednak daty, nie mógł w to uwierzyć, ale Dziewczynka z Zapałem nie kłamała. Sprawdził jeszcze daty produkcji na pogiętych puszkach – wszystko się zgadzało.

Jego wojna skończyła się wiele lat temu. Wówczas miał dwadzieścia lat i po upływie czterdziestu lat nadal ma dwadzieścia. Gdzie był w tym czasie? Mundur wciąż śmierdział ziemią okopów. A może to tylko złudzenie? Mundur faktycznie śmierdział.

Czterdzieści lat walczył na wojnie, a w tym czasie sportowcy wrogich krajów ściskali sobie dłonie, gratulowali uczciwej rywalizacji, zaś prezydenci składali kurtuazyjne wizyty witani przez wrogów z pełnymi honorami. Dlaczego się nie zestarzał, dlaczego dopiero teraz odczuwał przejmujący głód, tak jakby nigdy przedtem go nie zaznał? W okopach nie brakowało żywności, żołnierze przez tyle lat nie umierali z głodu ani ze starości. Ginęli w walce, od ołowianych kul, pomimo sportowców, prezydentów i innych aktów wzajemnej przyjaźni. Ten świat nie był światem jego młodości, tamten zabrała mu wojna. Czyja wojna? Bardzo chciał to wiedzieć.

Szeregowiec spróbował jeszcze raz powiązać ze sobą ciąg wykluczających się faktów. Przy okazji zasnął. Wyobrażał sobie, że sny w wolnym od wojny świecie są cudowną podróżą przez krainy piękna, rzeki mądrości oraz góry dobra. Sądził, że znajdzie w snach azyl, poczucie bezpieczeństwa i odpoczynek. Myślał, że tylko na wojnie ludzie śnią koszmary. I jakże się mylił.

Najpierw spotkał matkę. Wiedział że to ona, chociaż twarz kobiety przesłaniał biały bandaż. Pod opatrunkiem pulsowało coś żywego, przyjrzał się uważniej i dostrzegł, że twarz matki uwięziona jest pod napiętą powłoką skóry, która do złudzenia przypominała bandaż. Usta kobiety rysowały na gładkiej powierzchni zdeformowane okręgi – kształty krzyku. Oczy błyszczały w głębi skórzanego pokrowca mdłym światłem. Matka chciała mu coś powiedzieć, jej wargi szamotały się konwulsyjnie niczym owady w pajęczynie, jednak sieć wytrzymywała napór, skóra uwypuklała się na moment i błyskawicznie wracała do poprzedniej gładkości. Matka była posłanniczką, miała mu do przekazania coś bardzo ważnego, lecz jakaś obca siła skutecznie uniemożliwiała kontakt.

Chłopak znalazł się na dworcu. Patrzył na lokomotywy, które zamiast wagonów ciągnęły kolumny olbrzymich trumien. Podróżni wsiadali do nich, trumny odjeżdżały, ale ciągle przybywały nowe transporty. On czekał na swoją kolej. Nikt nie rozmawiał, nikt się nie żegnał z bliskimi. Ludzie wsiadali, pociągi jechały. Upadł na coś twardego. Zrobiło się jasno i jakiś człowiek zerwał mu z szyi łańcuszek.

Teraz siedział w wielkiej, pustej sali. Naprzeciwko stał katafalk… albo mównica. Raczej mównica podobna do katafalku. W sali była matka. Zamiatała podłogę, która i tak wydawała się sterylnie czysta. Matka stała przez cały czas zwrócona do niego plecami. Zawołał ją. Odwrócił się Sierżant, który w dłoni ściskał pęk kluczy. Chłopak krzyknął i ruszył w kierunku najbliższych drzwi. W sali znajdowało się mnóstwo drzwi, ale wszystkie okazywały się zamknięte. Chłopak biegał od jednych do drugich, a Sierżant spacerował dokoła mównicy, pobrzękując kluczami.

Szeregowiec przeniósł się do zielonego schronu. W oczy świeciła mu latarka, krzyczano na niego i szarpano go za ramię.

– Obudził się, skurwysyn – powiedziano.

Wykręcono mu ręce, skuto i wywleczono z kryjówki. Mówiono o nim, ale potrwało jeszcze chwilę, zanim zrozumiał, gdzie się znajduje. Policjanci wpakowali go do samochodu.

– Włóczęgostwo, ćpanie i stawianie oporu – wyrecytował pierwszy.

– No, no – poparł go drugi. – Dokumenty!

Przeszukali jego kieszenie. Nie znaleźli dokumentów ani czegokolwiek innego. Robili wrażenie rozczarowanych.

– Nazwisko! – wrzasnął ostro pierwszy.

– Jestem szeregowcem – odpowiedział chłopak. – Nic więcej nie wiem! – dodał odrobinę za głośno.

– Cisza! Myślisz pewnie, gnoju, że jesteś cholernie cwany. Nazwisko! – Policjant chwycił go mocno za kark.

– Szeregowiec.

Policjanci popatrzyli na siebie. Uścisk na karku chłopaka nieco zelżał, cisza przeciągała się i szeregowiec poczuł dziwny strach. Doskonale pamiętał, że taka cisza bywa często zwiastunem nieszczęścia.

– Dobrze, cwaniaczku. Zdążymy jeszcze pogadać – powiedział ten, który usiadł za kierownicą. Samochód ruszył. Jechali ulicami miasta i chłopak mógł wreszcie zobaczyć, jak wygląda świat, który wyprzedził jego młodość. Zdziwił się, że w nocy miasto żyje z taką intensywnością. Po chodnikach poruszali się ludzie, gdzie nie spojrzeć – jarzyły się kolorowe światła, a z niektórych pomieszczeń dochodził głośny gwar ludzkich rozmów i odgłosy muzyki. Jechali w potoku innych samochodów, na skrzyżowaniu obok wozu policyjnego zatrzymał się kabriolet, w którym siedziały dwie piękne dziewczyny z nagimi ramionami.

– Nie rozglądać się! – skarcił go któryś z policjantów.

Po kilkunastu minutach zaparkowali przed jasno oświetlonym budynkiem. Policjanci weszli z nim do środka. Czekał dość długo, aż starszy mężczyzna w cywilu zaprowadził go do małego pokoju, w którym stały dwa krzesła i stolik. Po godzinnej rozmowie trafił do celi. Dostał coś do jedzenia, ale do rana nikt się już nim nie zajmował. Rano zaprowadzono go znów do skąpo umeblowanego pokoju, lecz teraz, oprócz znajomego starszego cywila, pytania zadawał szczupły mężczyzna, który w trakcie rozmowy przeglądał jakieś notatki. Po dwóch godzinach nużącego przesłuchania szczupły mężczyzna zamknął notatnik i wstał z krzesła.

– Musimy go zawieźć do szpitala – powiedział do kolegi. – To najprawdopodobniej jakiś rzadko spotykany przypadek amnezji.

– Nie udaje? – Starszy miał wątpliwości.

– Jeśli tak, to jest najlepszym bezrobotnym aktorem na świecie – zapewnił mężczyzna z notatnikiem.

Szpital okazał się pokaźnych rozmiarów budowlą, po której na pierwszy rzut oka widać było ślady kolejnych etapów rozbudowy. Szeregowca skierowano do skrzydła będącego najstarszą częścią kompleksu. Podczas pierwszej wojny światowej mieścił się tam lazaret.

Ściągnij tekst:
NOTKA BIOGRAFICZNA:
nimfa bagienna

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

Kiedy próbuję sobie wyobrazić, że moje życie jest, w takim większym wymiarze, czekaniem na urlop, a w takim mniejszym wymiarze, czekaniem na piątek – to mi się zimno robi. Groza miesza się ze współczuciem.

— Łukasz Orbitowski, Radiowa „Trójka”: „Z najwyższej półki”

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

Wystawa komiksów w Muzeum Narodowym w Krakowie
from to
Komiks
Muzeum Narodowym w Krakowie (al. 3 Maja 1, 30-062 Kraków)
Spotkanie z Joanną Baran w Szczecinie
Aktualności
Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie (al. Wojska Polskiego 2)
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!