Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”

Dariusz Sprenglewski

LUBIĘ SSAĆ

 

[KRUGER: Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie zły. O wiele gorszy od poniższego. I to już na wstępie jak najlepiej o poniższym świadczy. Ale przecież – nie tylko! Spójrzmy na tytuł! Jakże wiele on obiecuje. Jakie niezmierzone głębie intelektualnej rozrywki połączone z (może przyziemniejszym) konstruktem o charakterze, hmmm, pornograficznym. Ale – no przyznać się, chłopy! – który z Was tak naprawdę nie lubi chociaż tej krzynki pornodosadności? O tak, tytuł wiele obiecuje. Ale niestety autor partoli sprawę, nie daje nam tego, na co czekamy. I to, podany Wam niejako z góry, nie jest optymistyczny akcent na rozpoczęcie odkuŻania. Z porno nici, powiedzmy to sobie wprost. Ale mimo to mam nadzieję, że zostaniecie do końca.]

[CORDELIANE: Nie zgodzę się do końca, że fakt istnienia tekstu gorszego świadczy dobrze o poniższym. Jak z doświadczenia wynika, trudno znaleźć granicę, i w każde dno da się zapukać od spodu. Ale przyznaję – nie jest dramatycznie źle. Jest natomiast źle z różnych powodów, które odkryjemy po drodze. A tytuł? No nie wiem, może to humoreska na temat inwazji futrzastych obcych napisana z punktu widzenia odkurzacza? Ale gdyby komuś się taka wstępna koncepcja spodobała, to niestety również się zawiedzie.]

 

Jonatan prowadził konia powoli, co chwilę w myślach upominał samego siebie, by nie ściskać tak mocno ud – wciąż nie ufał zwierzęciu (w zasadzie nie ufał wszystkim stworzeniom większym on niego samego, co wcale nie było takie trudne).

[Teraz zdradzę wam coś z warsztatu czytacza tekstów przysłanych do redakcji Fahrenheita. Stosuję regułę pierwszego zdania, znacie? Takich reguł w życiu jest mnóstwo; pierwsze wrażenie, gdy kogoś poznamy, albo gdy czytamy książkę – reguła pierwszego rozdziału (czy warto czytać dalej). Przy selekcji tekstów pierwsze zdanie z bardzo dużym prawdopodobieństwem informuje mnie, czy z danym tekstem będę się męczył (i nawet w jakim stopniu), albo czy wręcz przeciwnie. Co widzicie w pierwszym zdaniu?]

[Bezwład w wyrażaniu myśli, braki warsztatowe i nieświadomość znaczeń słów.]

[Mamy więc Jonatana, który prowadzi konia, a że koń nie jest, dajmy na to, samochodem, więc przy braku dokładniejszego opisu oznacza to, że idzie pieszo, ciągnąc konia za uprząż, kantar, wodze, lejce – mniejsza o to. A skoro idzie pieszo, to uporczywe upominanie się w myślach (w tym momencie widać, że autor nie umie, nie zna imiesłowów, co widać w zasadzie do końca tekstu, z dużą szkodą dla narracji oczywiście), by nie zaciskać tak mocno ud, wydaje się informacją arcyciekawą. I to dlaczego, bo wciąż nie ufa koniowi! Jakąż tu mamy sensacyjną tajemnicę, skoro wciąż nie ufa, musi być jakiś tego powód! I gdy weźmiemy pod uwagę tytuł opowiadania, zagadkowy powód zaciskania ud i napominanie się, by tego nie robić (bo przecież tak się nie da chodzić), to wszystko staje się jasne! Kurde, też bym takiemu koniowi nie ufał!]

[W tym kontekście pozornie zbyteczna informacja o braku zaufania do wszelkich stworzeń większych od bohatera (co nie jest dla niego takie trudne!) rzuca nowe światło na jego dotychczasowe doznania z takimi stworzeniami. Strach się bać!]

[Mamy więc sugestię pornoretrospekcji i… eee, już Wam zdradziłem, że porno nie będzie… Ale chociaż udawajcie później zaskoczenie, OK?]

[Jeśli iść dalej tym tropem, szykuje nam się może jeszcze jedna niespodzianka. Czyżby Jonatan był dziewczyną w przebraniu? Bo faceci, hmm… zaciskać powinni nie uda, a mięśnie w nieco innej, choć pobliskiej okolicy.]

Na przedzie jechał Belliger, za nim Arguta, dalej Bonum, później nasz młody bohater, a tyły osłaniał Samuel.

[Drugie zdanie – przedstawiamy drużynę. Mechanicznie dość, bez pokuszenia się o jakieś krótkie charakterystyki (co się już za chwilę zemści). Młodego bohatera odpuszczę, niech będzie, że się domyślam: chodzi o Jonatana. No a Samuel osłania tyły – przed czym?]

[Może z tyłu idzie jeszcze jeden koń, któremu Jonatan nie ufa.]

[A skoro z całej drużyny to właśnie Jonatan jest naszym bohaterem, to na pewno przed końcem tekstu czymś się wykaże. Czekamy?…]

Belliger wskazał coś palcem [mama nie uczyła, że się palcem nie pokazuje?]. Z krzaków oblegających [oblężeeenie, to długie oblężeeeenie…] pobocze, wystawała drewniana tablica. Jedna z jej krawędzi była wyszczerbiona. Na spruchniałych [sic] dechach [bo „deski” brzmią mało wyrafinowanie] widniał niewyraźny napis [jeśli naprawdę te wszystkie szczegóły dotyczące tablicy są niezbędne, to można by je zmieścić w jednym zdaniu, a nie w trzech: „…wystawała spróchniała, wyszczerbiona tablica z niewyraźnym napisem”.] [Ja myślę. Że. Tak. Jest. Dramatyczniej.] Wojownik [Czyli kto, bo nie wiemy, czy wojownik był tylko jeden, czy może cała drużyna?] [Toż to RPG, mamy pewnie wojownika, maga, złodziejkę, barda i druida.] poprowadził konia bliżej. Nachylił sie, by rozszyfrować wyblakłe litery.

– To droga do Duodevert – oznajmił. – Będziemy tam przed zmierzchem.

[Będę marudził. Z tablicy dowiadują się, że to droga do Duodevert. Wcześniej, gdy wyruszali, nie wiedzieli, dokąd prowadzi droga? Toż nawet w średniowieczu i w światach fantasy szlaki prowadzą skądś – dokądś. Znaczy, jechali zupełnie na pałę? A jeśli Duodevert jest tylko wioską przy drodze, to nie jest to droga do, prawda?]

[Pewnikiem pobłądzili. A Duodevert musi być najbliższą miejscowością przy tej drodze, bo ostatecznie i tak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.]

– I dobrze – krzyknął Samuel. – Mój brzuch domaga się jadła bardziej, niż marynarz kobity, po zejściu na ląd. [Interpunkcja rządzi, najbardziej gdy jadę konno, a mój brzuch domaga się jadła po zejściu na ląd.]

– Strzeżcie się przybysze – Belliger powiedział pod nosem [Jeden mówi, drugi mu odpowiada krzykiem, na co znów pierwszy szepcze pod nosem. Nie potrafią normalnie rozmawiać?]

– Co tam szepczesz, przyjacielu? [No właśnie. Samuel, który niby był na tyłach, i może dlatego krzyczał, teraz usłyszał szept. Szczypta konsekwencji?…]

– Tutaj jest ostrzeżenie. Strzeżcie się przybysze. I tyle.

– Nie od dziś tropię złe moce – zaczął Samuel. – Słyszałem o wielu wioskach i miastach, nękanych przez demony i potwory, ale Duodevert… Pierwsze słyszę, żeby w takiej wiosce coś działo się nie tak.

[Bo to zła wioska była. Nie taka jak te, o których słyszał, że są nękane. Tylko inna, to oczywiste. Bo tylko w tych tamtych dzieje się coś nie tak, a w takiej jak ta dzieje się tylko tak tak. Rozjaśniłem, mam nadzieję?] [Najpewniej chodzi o kategorię „wioski zwane Duodevert”, w których z definicji nic się nie dzieje. Bo nazwa to na razie jedyne, co tę wioskę określa. Poza tym, że jest demononienękalna.]

– Znak wygląda na stary, ale też mogli go postawić z desek z jakiejś opuszczonej chaty. [Albo z zamieszkanej chaty, albo z opuszczonego dworu, albo z zamieszkanego dworu, albo z opuszczonego szałasu, albo z zamieszkanego szałasu… Nadszczególarstwo nadaje narracji i dialogom szczególnego polotu. Nie wystarczyłyby stare, używane, zniszczone, zdewastowane, sfatygowane deski?] Jonatan? – Belliger spojrzał na młodzieńca. – Co ty na to? Powinniśmy sprawdzić, co nęka tę wioskę? [Wysoce inteligentne pytanie, bo przecież stoją na rozdrożu, mogą pojechać w prawo, mogą w lewo… a nie, tu nie ma skrzyżowania, mogą tylko wrócić. Autorze, przecież i tak jadą w tę stronę, po co pytać?] [No nie, ale mogliby nie sprawdzać, mieć nękanie w rzyci, przemknąć opłotkami i pojechać dalej… tylko co wtedy z resztą fabuły?] [Mnie jeszcze frapuje, skąd on wiedział, że wieś coś nęka. Bo Strzeżcie się przybysze? Może mieszkańcy po prostu nie lubią grupek zidiociałych bohaterów od siedmiu boleści?]

Chłopak rozejrzał się po kompanach, jeszcze nie przywykł do roli przywódcy… [Ahaaa, przywódcy. Młody bohater, uda się same zaciskają, mroczna przeszłość związana ze ssaniem i stworzeniami większymi od niego… Coś mi się zdaje, że oni jednak jechali na pałę.] No, przywódcy to może za dużo powiedziane; raczej kogoś, kto podejmuje decyzje w kluczowych kwestiach ich podróży [No cóż, jako krytyk tego tekstu… no, krytyk to może za dużo powiedziane, raczej ktoś, kto negatywnie opiniuje jego wątpliwe walory.] [A mnie zaczyna dręczyć ciekawość, jakież to kwalifikacje do podejmowania decyzji Jonatan posiada? Bo na razie, według opisu, to ani walorów fizycznych, ani pewności siebie.]

– Jonatan? – Bonum nachyliła się do młodzieńca, [Wszak musiała, pamiętamy, że ona konno, a on pieszo.] spod kaptura wypadło kilka kosmyków jej rudych włosów. [To ważne, by napisać, że włosy były jej. Bo mogłyby wypaść jej kosmyki cudzych rudych włosów, to bardzo istotne, wręcz groźne. No i ważne jest, by zaznaczyć, że włosów, bo same rude kosmyki to zbyt ogólnie, ktoś by pomyślał, że spod kaptura wypadło jej kilka zajęczych ogonów, to po łowiecku też kosmyki, nie można dopuścić do takiej pomyłki.] Jonatan zapatrzył się w atrakcyjne oblicze dziewczyny. – Jonatan?

[Bonum to niefortunnie dobrane imię dla dziewczyny. Oznacza dobro, w rodzaju nijakim. Jeśli mamy do czynienia ze standardowym fantasy osadzonym w świecie pseudośredniowiecznym, a na razie wszystko na to wskazuje, to skojarzenia z łaciną nasuwają się same i powodują zgrzyt.]

– Co? Tak. Tak, myślę, że powinniśmy to sprawdzić. [Już wiadomo, czemu przywódca? Taki pewny, taki zdecydowany, ta psychiczna siła! Nawet już zapomniał, że nie musi ud zaciskać.] Jeśli znak postawiono nie dawniej, niż przed rokiem, to musimy się upewnić, co nęka wioskę. [A jeśli dawniej niż przed rokiem, to olewamy. Hajda, badajcie wiek tablicy, może datowanie węglem? Nie, po prostu jeśli dawniej, to już nie ma czego sprawdzać, wioska została na pewno zanękana w niebyt.] Być może Ananta maczał w tym swoje wężowe palce.

[Yeah. Ananta i wężowe palce! Mamy tu więc jakiegoś solidnego adwersarza, z którym drużyna nie raz się zwycięsko potykała, a nigdy nie było lekko. To jest, moi drodzy, zapowiedź dramatycznych wydarzeń, a i zapewne jakiś fragmencik ciekawej historyjki o dawniejszych wyczynach Ananty usłyszymy. Będzie mrok, magia, wężowe palce i inne potwory!]

[Albo… bardzo się zdziwicie, jeśli to imię, ba, ta postać w ogóle – więcej się w tekście nie pojawi?]

[Nie zdziwimy. Mamy już pewne podejrzenia, czego można (nie)oczekiwać.]

– W takim razie, postanowione. – Belliger wyprowadził konia z zarośli [A kiedy w nie właził? Wiem! Krzaki mu konia też obległy!] i drużyna ruszyła dalej na wschód.

 

Gdy niebo tonęło w stalowej barwie wieczoru, a płomienna poświata tliła się już tylko nad zachodnim horyzontem, drużyna minęła pierwsze zabudowy. [Zabudowa – budynki znajdujące się na jakimś terenie. Nie wiem, w jakiej sytuacji można poprawnie użyć tego słowa w liczbie mnogiej.] Z pomiędzy [sic] szpar [Poważnie, spomiędzy szpar, a pomiędzy szparami, jak tuszę, jest drewno – ergo z drewna mógłby się wydobywać jakiś blask?] [Może to takie elfie drewno, albo “spruchniałe”, też świeci.] okiennic nie wydobył [Ale tylko raz się nie wydobył, żeby w zwyczaj mu nie weszło…] się żaden blask, mieszkańcy albo spali, albo siedzieli w ciemnościach [Skąd ta pewność, mogli pójść na mecz, chlać w oberży, stawiać po lasach nowe tablice ostrzegawcze z dech pochodzących z opuszczonych chat, a nawet szukać Ananty w tym opowiadaniu.] [Po prostu poszli po rozum do głowy i trzymali się z dala od tego tekstu.] – chaty były zadbane, musiał je ktoś zamieszkiwać.

[Autorowi przyda się głębsza refleksja dotycząca opisów, bo robi to dokładnie odwrotnie niż powinien. Na poziomie zdania nadopisy, jak z tymi kosmykami jej rudych włosów, zamiast po prostu rudymi kosmykami. Za to na poziomie głębszym, fabularnym, brak opisów, tylko gołe fakty, niczym nieuzasadnione. Autor podaje nam gotowe wnioski bohaterów – chaty zadbane, ale ciemne, znaczy muszą być zamieszkane, a mieszkańcy śpią albo siedzą po ciemku. A właśnie tutaj, autorze, przydałby się jakiś opis wskazujący na zadbanie tych chat! Zamiecione klepiska, wysprzątane gumna, firanki w oknach wyklejonych rybimi pęcherzami, wycieraczki z napisem „Serdecznie witamy” albo ogrodowe krasnale. Cokolwiek, co wykazałoby nam, że te chaty nie wyglądają na opuszczone. A tak, wyciągnięte wnioski wyglądają na autorskie chciejstwo. Albo na brak wyobraźni.]

Główna aleja ciągnęła się lekkim łukiem ku szerokiemu [Był szeroki, ale bardzo krótki, w sumie wyglądał jak ulica, tylko w poprzek. Serio, plac może być podłużny, kwadratowy, okrągły, duży, mały, ale jego większy wymiar zawsze będzie długością.] placowi. W jednym rogu stały obok siebie dwie karczmy [Wieś, główna aleja, szeroki plac. Poważnie?] [No i koniecznie dwie karczmy, żeby wszyscy mieszkańcy się zmieścili po zmroku, skoro nie siedzą w chałupach.]. Pijackie śpiewy dobiegały z obu. Drużyna zatrzymała się przed gospodą, obok której dobudowano stajnię. [I znów chciejstwo, autor nie informuje nas, skąd drużyna wie, że stajnię dobudowano, a nie zbudowano razem z gospodą. Poza tym druga gospoda może mieć stajnie z tyłu.]

– Zobaczę, czy mają wolne pokoje [Poważnie – pokoje? W wiejskiej gospodzie? Tylko niech się upewni, czy w pokojach jest wifi, bo jak nie ma, to jedziemy dalej.] [No, jeśli nie będzie wolnych zwykłych pokoi, to może apartament dla nowożeńców?] – powiedział Belliger i zsiadł z konia. [Naumieć się imiesłowów, chyba że bohater nie potrafi jednocześnie mówić i zsiadać – no wiem, wiem, są tacy. W końcu podobno Jonatan jest w tej drużynie od myślenia, może on potrafi?]

Zniknął za drewnianymi drzwiami, na których namalowano dwie krzyżujące się, białe kreski. [Czemu nie po prostu: biały krzyż albo krzyżyk? Chyba że kreski nie przecinały się pod kątem prostym, ale wtedy należałoby to opisać.] Hałas dobiegający z wnętrza, ucichł. [Jak ja, lubię, gdy ktoś oddziela przecinkiem podmiot od orzeczenia…] Po chwili wojownik wyszedł z karczmy, tuż za nim biegł chłopak nieco chudszy od Jonatana (tak, bycie chudszym od naszego bohatera okazało się możliwe). [Właśnie nad tym się zastanawiałem od początku tekstu: czy to możliwe, żeby ktoś był chudszy od Jonatana?]

– Witajcie w naszym zajeździe – wydukał. – Zaprowadzem konie do spania. Pokoje som w środku. [Krótka wypowiedź, a tyle ciekawych spostrzeżeń! Czemu na ten przykład nie powiedział „Witojcie”? Czemu w zajeździe (trudne słowo) a nie karczmie, oberży czy po prostu nie wymienił nazwy? Kolejne zdania też powalają, nawet jak się weźmie poprawkę na stylizację na zidiociałego parobka. Czemu konie do spania, a nie do stajni? I na koniec chyba najlepsze – czemu, wbrew wszelkim przepisom budowlanym, pokoje nie są na zewnątrz?]

Ściągnij tekst:

P O W I Ą Z A N E   A R T Y K U Ł Y:

NOTKA BIOGRAFICZNA:
Fahrenheit Crew

Tutaj powinna być notka biograficzna redakcji Fahrenheita, ale ponieważ nikomu z nas nie chciało się jej napisać, zostawiamy tekst, który właśnie teraz czytacie. Jeśli spodziewaliście się czegoś ciekawego, przepraszamy!

Facebook.

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź


*

*

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

Któż to jest optymista? To człowiek który mówi: wszystko idzie źle, wszędzie jest jeszcze gorzej, ale mnie się udało, mnie jest dobrze. I cieszy się tym, co ma. A pesymista? Pesymista powiada: wszystko idzie wspaniale, wszędzie jest dobrze, tylko mnie się nie udało, mnie jest źle. I bezustannie zadręcza się swoją ciężką dolą.

— Aleksander Sołżenicyn, Oddział chorych na raka

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie
od do
Aktualności
Międzynarodowe Centrum Targowo-Kongresowe EXPO Kraków
Soundedit ’17 – I ty zostaniesz Numanoidem
od do
Aktualności
Klub Wytwórnia w Łodzi
The Symphony of Heroes - Music from Heroes of Might and Magic©
Aktualności
Narodowe Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu (Plac Wolności 1)
Opolcon 2017
od do
Aktualności
Zespół Szkół Elektrycznych i Zespół Szkół Ekonomicznych w Opolu przy ulicy Tadeusza Kościuszki
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!