Mieszane uczucia

Lubię kryminały. Także te w wersji skandynawskiej, choć obraz tamtejszego społeczeństwa, jaki ukazują, może czasami odebrać ochotę do życia. Obok zagadek kryminalnych cenię sobie wątki obyczajowe, a tych w kryminalnych powieściach rodem ze Skandynawii nie brakuje. Powieść Monsa Kallentofta „Łowcy ognia” jest pierwszą pozycją tego autora, po jaką sięgnęłam. Przeczytałam. Zapamiętałam. Lecz uczucia mam bardzo mieszane.

Na dobrą sprawę Kallentoft zawarł w swym najnowszym dziele wszystko, co potrzeba. Jest w nim inteligentna pani komisarz, jest prowadzone przez nią dochodzenie. Są jej osobiste zmory i upiory, umiejętnie wprowadzone przez pisarza, który dobrze wie, jak konstruować postaci, by sprawiały wrażenie żywych ludzi, a nie papierowych tygrysów. Jest konsekwentnie prowadzone śledztwo w sprawie dwóch pozornie niezwiązanych ze sobą morderstw, a jego zakończenie okazuje się logiczną konsekwencją pracy zespołu dochodzeniowego, co bardzo cenię. Nic nie irytuje mnie bardziej od autora, który dwa rozdziały przed końcem wprowadza nową, całkowicie marginalną postać, która okazuje się winną całego zła. Intryga wydaje mi się wtedy wyciągnięta z kapelusza, a pisarza zaczynam traktować podejrzliwie. Kallentoft ustrzegł się podobnej wpadki, i chwała mu za to. Ponadto akcja rozgrywa się tu i teraz, w XXI wieku, Internet jest częścią świata, narzędziem, które może posłużyć i mordercom, i śledczym. Cenię sobie uwzględnianie podobnego signum temporis. Dzięki niemu powieść stanowi część teraźniejszości, takiej, jaką mamy za oknem. Skąd więc tytułowe mieszane uczucia?

Kiedy biorę do ręki powieść kryminalną, chciałabym otrzymać dokładnie to, czyli powieść kryminalną. Z niewielkim wątkiem obyczajowym, może również społecznym, ale zasadniczo – podkreślam: dla mnie – powinna stanowić zapis pewnego procesu, rozpoczynającego się od zbrodni, a kończącego się na ujęciu zbrodniarza. W „Łowcach ognia” to wszystko jest… tyle że przez cały czas miałam wrażenie, że pisarz zapragnął stworzyć coś więcej, zapewne powieść z przesłaniem. Uwypuklającą pewne problemy tego świata, zwracającą uwagę na rzeczy, które dzieją się, a dziać się nie powinny. Sprawiło to, że punkt ciężkości, który w czystym gatunkowo kryminale leży na rozwiązaniu kryminalnej zagadki, u Kallentofta uległ przesunięciu na nieuniknione problemy związane z rozwojem cywilizacyjnym. I to jest słuszne, nic bardziej nie uwłacza człowiekowi, jak traktowanie przez niego innego człowieka jak przedmiot. Mój rozum to wie, ba, stuprocentowo się z tym zgadza. Ale dusza moja pragnie odpocząć od świata za oknem, podczas lektury bodaj na moment zapomnieć o znieczulicy, tej wstrętnej chorobie toczącej rodzaj człowieczy. Czytając powieść kryminalną, dążę do rozwiązania sprawy razem z prowadzącym dochodzenie. Mogę się z nim utożsamić, cieszyć się wraz z nim albo mu współczuć – ale nie mogę jednoczyć się z całą ludzkością, jej globalnymi problemami i zanikiem człowieczeństwa.

Rozumiem, że Kallentoft chciał wywołać u czytelnika pewne refleksje – i jeśli chodzi o mnie, świetnie mu się udało. Tyle że ja ich nie chciałam. Chciałam prowadzić śledztwo razem z Malin Fors, przekonać się, czy potrafię wyłapać podpowiedzi pozostawione w tekście przez pisarza i domyśleć się, kto zabił. Od pewnego momentu było to już dla mnie jasne – i wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie dwie rzeczy. Pierwsza to wspomniane przesunięcie punktu ciężkości intrygi z śledztwa na realnie istniejący globalny problem. Druga jest drobna i – moim zdaniem – niepotrzebna. Tworząc wątek dusz w zaświatach, autor pragnął wzbudzić u czytelnika współczucie… może żal, że są ludzie, którzy mogą spotkać się ze sobą dopiero po tamtej stronie bytu. Obawiam się jednak, że przeszarżował, a zawodzący zmarli zamiast ciepłych uczuć wywołają u czytelnika brzydki uśmieszek, jaki towarzyszy zagłębianiu się w nieintencjonalną groteskę. U mnie na przykład wywołali, co bez bicia przyznaję.

Jako się rzekło na wstępie, nie znam innych powieści Kallentofta – a trochę ich już wydał. Na pewno autor wzbudził moją ciekawość i będę chciała sprawdzić, czy „Łowcy ognia” to jego jedyny kryminał „z przesłaniem”, czy rzecz dotyczy innych pozycji z jego twórczości. Jeśli okaże się, że tak właśnie jest, zmartwi mnie to. Dlaczego? Bo jest pisarzem, który potrafi wymyślić interesującą intrygę i logicznie pokierować śledztwem, ale – jak dla mnie – jego kryminał zawierał o jeden element za dużo.

Hanna Fronczak

Tytuł: „Łowcy ognia”

Autor: Mons Kallentoft

Tłumacze: Anna Krochmal, Robert Kędzierski

Wydawca: Rebis 2017

Stron: 319

Cena: ‎ 39,90 zł

Ściągnij tekst:

P O W I Ą Z A N E   A R T Y K U Ł Y:

NOTKA BIOGRAFICZNA:
nimfa bagienna

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

Po uraczeniu Ziemi wspomnianym przedsmakiem piekła Marsjanie poinformowali Ziemię, że jej sytuacja jest beznadziejna.
Ziemia była odmiennego zdania.
W ciągu następnej doby Ziemia wystrzeliła w kierunku marsjańskiego przyczółka na Księżycu 617 pocisków termonuklearnych. Z czego 276 dotarło do celu. Celne pociski nie tylko unicestwiły przyczółek, lecz i sprawiły, że Ziemianie musieli zrezygnować z odwiedzania Księżyca na co najmniej dziesięć milionów najbliższych lat.

— Kurt Vonnegut, Syreny z Tytana

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

O_KAZ Wita Szostaka i Łukasza Orbitowskiego
Aktualności
Cheder (ul. Józefa 36, 31-056 Kraków)
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!