Evan Currie „Hayden War 4: Zew Walhalli” – fragment

Dwa okręty zacieśniły szyk w odległości kilometra od siebie i zanurkowały w stronę przeciwnika. Olbrzymie okręty Ghuli wydawały się w ogóle nie zwracać na nie uwa­gi, ani odrobinę nie zmieniając kursu, a z dziur w ich kadłu­bach uciekała atmosfera.

Jednak małe pościgowce zareagowały natychmiast, przy­spieszając i przyjmując szyk doskonale znany ziemskim pi­lotom sprzed wieków. To miało być szybkie przechwycenie, obie strony miały tylko jedną szansę. Ale w przestrzeni jed­na szansa to często wszystko, na co można liczyć.

Systemy obrony punktowej „Terry” i „Kanady” były go­towe. Teraz, kiedy obie grupy znalazły się zbyt blisko siebie, by używać uzbrojenia głównego, walka miała odbywać się prawie na noże.

* * *

– Nadlatują!

Pościgowce przeciwnika były dużo mniejsze niż terry, ale najwyraźniej dorównywały im prędkością, nadal mając trochę zapasu. W tym momencie nawet zwalniały, aby wy­dłużyć czas starcia.

Pierce nie mógł odmówić im odwagi, ponieważ spotka­nie miało być dla nich co najmniej tak samo nieprzyjemne, jak dla „Terry”.

– Ognia z laserów i dział średniego zasięgu – nakazał. – Gotowość na rakietach przechwytujących!

– Aye, sir.

„Terra” i „Kanada”, wciąż przyspieszając i mierząc w blo­kadę, otworzyły ogień do małych jednostek przeciwnika. La­sery i zamontowane na pokładach działka Metalstorm zbu­dziły się do życia.

Wysokoenergetyczne fotony, pociski ze zubożonego ura­nu i łuki plazmy krzyżowały się ze sobą w przestrzeni i gna­ły, by dosięgnąć celów.

Konwencjonalna broń ludzi była dość prymitywna, jed­nak z drugiej strony uderzenie w głowę pałką było zazwy­czaj równie skuteczne, jak stosowanie wymyślnej broni.

Gigawatowe lasery powodowały odparowywanie frag­mentów pancerza, zamieniając materiał w plazmę w proce­sie sublimacji trwającym ułamki sekund. Rozgrzany materiał wypryskiwał w przestrzeń w formie dzikich fajerwerków.

Pociski ze zubożonego uranu, poruszające się z prędko­ścią relatywistyczną, nie stanowiły zagrożenia dla okrętu kosmicznego. Nie pojedynczo. Ale dziesięć tysięcy uderza­jących w ten sam punkt na pancerzu, kruszących go stop­niowo, aż dotarły do miękkiego wnętrza? To zupełnie inna historia.

Pociski broni typu Metalstorm rozrywały cele, obraca­jąc w perzynę pancerz, który mógł z łatwością wytrzymać pojedyncze uderzenie. Na cel brały miejsca naruszone już przez lasery. Przebijały pancerze okrętów przeciwnika i ry­koszetowały we wnętrzach jak szalone kule bilardowe.

Z drugiej strony, okręty ludzkie także nie pozostawały bez szwanku.

Pierwsze łuki plazmy dosięgły „Terrę”, kiedy wielki okręt wchodził w nieprzyjacielską formację, uderzając w pan­cerz, który zaprojektowano właśnie do powstrzymania broni o takim działaniu. Aktywny pancerz „Terry” składał się z warstw żaroodpornej ceramiki i materiałów wybu­chowych. Kiedy zewnętrzna warstwa ceramiki zniszczona została przez plazmę, materiały wybuchowe eksplodowały, odrzucając strumień.

Ten wielokrotnie testowany i sprawdzony środek obrony wynaleziony został dla czołgów wkrótce po drugiej wojnie światowej.

Niestety, przy całej swojej potędze i zaawansowaniu nie był w stanie zatrzymywać broni przeciwnika, dużo potęż­niejszej, niż przewidywali konstruktorzy pancerza. Niektó­re ze strzałów zaczynały się więc już przez niego przebijać.

* * *

– Tracimy ciśnienie na sterburcie, sekcje dziewięć, czter­dzieści, czterdzieści trzy, pięćdziesiąt… Raporty cały czas napływają, kapitanie!

– Wysłać tam ekipy naprawcze i nie przerywać ognia – rozkazał Pierce. – Priorytet mają sekcje, w których znajduje się amunicja.

– Aye, sir!

Na mostku, umieszczonym głęboko w kadłubie, ledwie było czuć uderzenia. Docierały tu tylko nieliczne wibracje, czasem grzmot wybuchającego panelu, ale większość czasu Pierce był zaniepokojony brakiem odgłosów walki, do ja­kich przywykł w Błękitnej Marynarce.

– Straszydła Osiem i Dziewięć strącone!

– Piątka traci przyspieszenie! Wstrzymują ogień.

– Magazynki hammerów załadowane!

Pierce pochylił się do przodu.

– Cel: okręty Ghuli, ognia pełną salwą!

– Aye, aye, kapitanie. Ogień pełną salwą.

Mostek był wyspą porządku na morzu chaosu, utrzymy­waną w takim stanie dzięki wyszkoleniu załogi. Pierce czuł się tu jak w domu.

Okrętem szarpnęły magnetyczne wyrzutnie hammerów, co było dziwne, biorąc pod uwagę, że otrzymywane ciosy były ledwie odczuwalne. Odległe powarkiwanie wyrzutni brzmiało miło dla ucha. Jak muzyka zwycięstwa.

Ściągnij tekst:

P O W I Ą Z A N E   A R T Y K U Ł Y:

NOTKA BIOGRAFICZNA:
MAT

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

Zawsze było coś, co trzeba zrobić, zanim człowiek może zrobić to, co chce zrobić, i nawet wtedy może to zrobić źle.

— Terry Prachett, Para w ruch

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

O_KAZ Wita Szostaka i Łukasza Orbitowskiego
Aktualności
Cheder (ul. Józefa 36, 31-056 Kraków)
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!