Wizja przyszłości

Bycie polskim autorem fantastyki to ciężka i niewdzięczna praca. Mało to płatne, słyszy się same narzekania i tylko czasem błyśnie jaśniejszy punkcik: fani proszą o autografy.

Czy może być coś gorszego? Tak! Można być polskim pisarzem cyberpunkowym. Bo ten rodzaj fantastyki najwięcej wymaga od autora. Prócz ciekawej fabuły (co oczywiste) musi się on popisać niesamowitą zdolnością predykcji. Bo nic tak nie psuje tego gatunku jak zbyt zaawansowana technika obecna w naszym świecie, która przewyższa tę zaprezentowaną w książce. Taka nieprzyjemność spotkała ojca gatunku, Williama Gibsona. Bo przecież w „Johnnym Mnemonicu” teraz śmieszy nas, że bohater używa dysku twardego wielkości kilku megabajtów, podczas gdy nasze współczesne komputery mają pamięć liczoną w terabajtach.
Nic, tylko się załamać. Albo jednak próbować swych sił w nadziei, że prawda za szybko nie dogoni fikcji wykreowanej przez pisarza.

Przed tym zadaniem stanął Marcin Przybyłek. Nie jest on pierwszym rodzimym twórcą, który ima się tego gatunku. Przed nim byli Rafał Ziemkiewicz czy Tomasz Kołodziejczak.

W końcu okazja mi się trafiła i w moje ręce trafił tom „Gamedeca” zatytułowany „Sprzedawcy lokomotyw”. Jest trochę inny od klasyki, którą uwielbiam. Nie jest w nim ponuro, nie ma ciągłego deszczu, chmur i zapaszku slumsów, znanych z klasycznej wizji. Nie czytałem wcześniejszych tomów, więc nie mam porównania, czy świat wykreowany przez Przybyłka jest spójny. Ogólne wrażenie jest jednak na plus. Widać, że autor miał pomysł, i to niebanalny. To niby jest nasz świat, ale już nie ten, jaki znamy. Choć niektóre miasta są całkiem swojskie, ludzie (i inni rezydenci) już nie. Świat podzielił się na żywych i wirtualne byty. Każdy z nich żyje własnym życiem, nie przeszkadzają sobie wzajemnie. Wielkie wirtualne metropolie koegzystują z tymi fizycznymi.

Miła, radosna sielanka? No… nie do końca jednak. Bo kłopoty, które ich wszystkich spotykają, są tak samo intensywne. Stara bida w nowym wydaniu, chciałoby się powiedzieć. I miałoby się rację, bo niektóre rzeczy w myśleniu ludzi nigdy się nie zmienią. Zawsze będzie istnieć zło, i zawsze będzie je trzeba tępić. Tak samo z korporacjami – bardziej zaawansowana technika to dla nich tylko karta przetargowa, możliwość zwiększania wpływów i siły. Ot, świat przyszłości w teraźniejszości, łatwo nam się w niego wczuć. Pewną trudność sprawia słownictwo: wielość nowych określeń może na początku przytłoczyć czytelnika. A i sama historia świata może początkowo powodować niejaką dezorientację. Autor jednak to przewidział, więc na końcu zamieścił słownik co dziwniejszych pojęć i określeń. Dzięki temu już po 1/3 książki z niczym nie mamy problemu.

Wyjątkowo nie wypowiem się ani na plus, ani na minus. Nie mam zdania, czy warto tę książkę przeczytać, czy nie – co zazwyczaj mi się nie zdarza. Ale nie jestem obiektywny, bo dla mnie cyberpunk to tylko Trylogia Ciągu, jedyna i niepowtarzalna. Inne to tylko odbicia i kalki. Odświeżone, ale jednak kalki.
Więc nikomu niczego moją opinią nie ułatwię, ot co.

Konrad „Khorne_S” Fit

Tytuł: „Gamedec. Sprzedawca lokomotyw”
Autor: Marcin Sergiusz Przybyłek
Wydawca: Rebis 2017
Stron: 405
Cena: 37,90 zł

Ściągnij tekst: