Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Mały astronauta” Jean-Paul Eid

Komiks Maciej Tomczak - 26 listopada 2025
Tytuł: "Mały astronauta"
Scenariusz: Jean-Paul Eid,
Grafika: Jean-Paul Eid,
Tytuł oryginalny: "Le petit astronaute"
Wydawnictwo: Lost In Time,
Tłumaczenie: Jakub Syty,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 25 kwietnia 2022
Liczba stron: 152
Format: 16x23 cm
ISBN: 978-83-67270-02-1
Cena: 75 PLN
Więcej informacji: Jean-Paul Eid „Mały astronauta”

Życie tak cudem jest

Narodziny dziecka – przynajmniej dla osób, które tego oczekiwały – są jednym z najważniejszych i najszczęśliwszych momentów w życiu. Sam proces formowania się nowego człowieka jest zarazem fascynujący i niesamowicie skomplikowany, a fakt, że ostatecznie dochodzi do pomyślnego porodu, może wydawać się wręcz nieprawdopodobny. Niestety nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.

Do takiej właśnie sytuacji doszło kiedyś w rodzinie Juliette. Młoda dziewczyna, teraz już niemal dorosła, co roku wyrusza w sentymentalną podróż do dzielnicy, którą zamieszkiwała razem z młodszym bratem Tomem (od imienia bohatera piosenki Davida Bowie „Space Oddity”) oraz rodzicami – asystentką filmową Pénélope oraz muzykiem Miguelem. Tym razem, ku swojemu zaskoczeniu, dowiaduje się, że jej dawny dom został wystawiony na sprzedaż. Bez wahania decyduje się zobaczyć, jak aktualnie prezentują się mniejsze i większe przestrzenie, w których kiedyś się wychowywała. To oczywiście przywołuje najróżniejsze wspomnienia, w tym zwłaszcza te nierozerwalnie związane z Tomem cierpiącym na mózgowe porażenie dziecięce.

„Mały astronauta” został stworzony przez Jeana-Paula Eidna. Nie jest to komiks biograficzny czy autobiograficzny, lecz opiera się w dużym stopniu na osobistych doświadczeniach oraz informacjach zgromadzonych przez twórcę w trakcie przygotowywania albumu. Podobnie jak rodzice głównej bohaterki, również Eid musiał zmierzyć się z niepełnosprawnością syna. Zatem w komiksie została przedstawiona szczęśliwa czteroosobowa rodzina, na którą spadła nagła i niespodziewana informacja o chorobie dziecka. Nieodwracalność sytuacji jest przytłaczająca, ale powoli, krok po kroku, mimo kolejnych przeciwności, dochodzi do jej oswojenia i względnego unormowania.

Wbrew temu, czego można byłoby spodziewać się po tak zarysowanej fabule, nie jest to opowieść dramatyczna czy tym bardziej tragiczna. Wręcz przeciwnie! Fabuła komiksu to afirmacja życia. To prawda, na pewno jest ono bardzo trudne, wymagające wielu poświęceń i wyrzeczeń, lecz mimo wszystko okazuje się szczęśliwe zarówno dla samego Toma, jak i wszystkich jego najbliższych.

We wspomnieniach Juliette przemierzającej kolejne pomieszczenia jednorodzinnego domu próżno szukać obrazów mających, na przykład, stanowić wyrzut w stosunku do rodziców, którzy ze względu na niepełnosprawność brata nie poświęcali jej odpowiednio dużo uwagi. Albo też świadczących o tym, że to ona musiała rezygnować z własnej aktywności na rzecz małego Toma. Jeśli już pojawiają się jakieś przykre myśli, są to typowe problemy i smutki dorastającej dziewczynki mierzącej się przede wszystkim z przykrymi rówieśnikami.

Natomiast postawiona diagnoza początkowo wywołała rzeczywiście poczucie zwątpienia i niepewności u Pénélopy i Miguela, ale dzięki posiadanym zasobom (bez wątpienia także tym materialnym) oraz ich determinacji cała rodzina daje radę niemal normalnie – na tyle, na ile w tej sytuacji było to możliwe – funkcjonować.

To oczywiście może wzbudzać największe wątpliwości w odbiorze. Z jednej strony, pojawia się pytanie na ile wydarzenia widziane oczami kilkuletniej Juliette są wiarygodne, a zatem oddają skomplikowanie całej sytuacji i prawdziwe emocje rodziców. Z drugiej strony, czy w ogóle fabuła nie jest zbyt przerysowana, a nawet – kolokwialnie mówiąc – do zniesmaczenia czy bólu brzucha przesłodzona. Mając jednak na uwadze charaktery protagonistów, determinację matki oraz optymistyczne podejście do życia ojca, raczej nie można mieć obiekcji co do prawdziwości wykreowanej historii.

Przy czym w polskich realiach, gdzie systemy opieki zdrowotnej oraz pomocy społecznej balansują na granicy wydolności, a niezależnie od tego ich oferta pozostaje mocno ograniczona, rzadko odpowiadając na zindywidualizowane potrzeby osób z niepełnosprawnościami, przedstawione w komiksie sytuacje mogą wywoływać naprzemiennie poczucie frustracji oraz zazdrości. Jakkolwiek rodzice Toma napotykają liczne trudności ze znalezieniem odpowiedniego zaplecza edukacyjnego, ostatecznie udaje im się trafić na placówki zapewniające opiekę i wsparcie dla dzieci z najróżniejszymi potrzebami. Podobnie sprawa wygląda ze szpitalami posiadającymi niezbędny sprzęt medyczny, jak i empatycznych lekarzy. W polskiej rzeczywistości niestety nadal jest to raczej margines niż norma.

Jeśli zaś chodzi o techniczno-formalną stronę komiksu, to jest ona równie interesująca, co warstwa fabularna. Co prawda struktura i układ przyjmują klasyczną postać kadrów z dymkami, ale w przypadku opowieści obyczajowej mniej lub bardziej ekstrawaganckie zabiegi w tym zakresie raczej nie miałyby sensu, a nawet prawdopodobnie niepotrzebnie odciągałyby uwagę od toczącej się historii. Rysunek jest prosty i realistyczny, bardzo przyjemny dla odbiorcy. Na uwagę zasługuje stonowana kolorystyka, utrzymana w ciepłych, nieco jesiennych barwach.

Ciekawy zabiegiem narracyjnym, chociaż jedynie zasygnalizowanym, jest kilkukrotne spojrzenie na świat oczami – dosłownie – Toma. Ta perspektywa oddaje swoiste zamknięcie chłopca w ciele odmawiającym pełnej współpracy. Być może Eid zrezygnował z większego wykorzystania tego ujęcia, by uniknąć niepotrzebnych skojarzeń z innym znanym francuskim dziełem opowiadającym o osobie z niepełnosprawnością – „Motyl i skafander”. Mimo wszystko przypomina o podmiotowości pozornie nieobecnego młodszego brata Juliette.

Tak samo jak życie nie zawsze ma dobry początek, podobnie bywa różnie z jego zakończeniem. O ile oczywiście wszystkich czeka ostatecznie ten sam definitywny i nieodwracalny los, o tyle dla niektórych nadchodzi on nieco wcześniej niż później. Warto pamiętać, że  – wbrew słowom głoszonym przez różne religie – cierpienie nie ma żadnego sensu. Stanowi wyłącznie wyraz przeżywanego fizycznego czy psychicznego bólu. Nie uszlachetnia, nie daje nadziei na lepszą przyszłość gdzieś tam, w domniemanym życiu wiecznym. Być może zresztą jest tak, że nie ma żadnej drugiej strony, a śmierć jest definitywnym końcem. Dlatego warto spróbować cieszyć się swoją, choćby najzwyklejszą, codziennością. A jeśli teraz nie daje ona szczególnych powodów do radości, może trzeba spróbować ją odmienić. Być może jedno lub drugie się uda.

 

Maciej Tomczak

    Mogą Cię zainteresować

    Miejsce dziur jest w serze

    Recenzja przedpremierowa książki Michała Gołkowskiego „Spiżowy gniew”. Książki Michała Gołkowskiego lubię za…

    Awanturniczy kryminał w rytmie (steam)punk
    Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 10 października 2014

    Autor: Andrzej W. Sawicki Tytuł: „Aposiopesis” Wydawca: Rebis 2014 Stron: 341 Cena:…

    Bookiecik kwiatuszków bagiennych
    Bookiety Fahrenheit Crew - 28 kwietnia 2012

    Krzysztof Kotowski, Krew na Placu Lalek, Prószyński 2011, stron: 408, cena: 34 zł…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *