Scenariusz: Laurent Hopman,
Grafika: Renaud Roche,
Cykl: Wojny Lucasa
Tytuł oryginalny: "Les guerres de lucas"
Wydawnictwo: Lost In Time,
Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 30 października 2025
Liczba stron: 208
Format: 16x21 cm
ISBN: 978-83-67270-57-1
Cena: 72 PLN
Więcej informacji: Renaud Roche, Laurent Hopman „Wojny Lucasa”
Grafika: Renaud Roche,
Cykl: Wojny Lucasa
Tytuł oryginalny: "Les guerres de Lucas – Épisode 2"
Wydawnictwo: Lost In Time,
Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 24 października 2025
Liczba stron: 208
Format: 16x21 cm
ISBN: 978-83-68346-42-8
Cena: 72 PLN
Więcej informacji: Renaud Roche, Laurent Hopman „Wojny Lucasa. Epizod II”
Dawno temu w Hollywood
Wcale nie tak dawno, dawno – bo około pięćdziesiąt lat temu – do tego jak najbardziej w naszej galaktyce, nadszedł czas rewolucji, kiedy młodzi amerykańscy twórcy zjednoczyli się, by rzucić wyzwanie filmowemu imperium. Ich marzeniem było kino ambitne, podejmujące tematy ważkie, komentujące aktualną sytuację społeczną i polityczną. Ale i w tym gronie doszło do pęknięcia, gdyż nie wszystkich interesowały bieżące wydarzenia i zaangażowanie na rzecz zmiany świata. Dla nich liczyło się dostarczanie przyjemności i rozrywki, zapewniającej oderwanie uwagi od nieciekawej lub trudnej codzienności. A od kiedy w 1977 roku pojawiła się „Nowa nadzieja”, nic w popkulturze nie było już takie samo.
„Wojny Lucasa” Renauda Roche’a (rysunki) oraz Laurenta Hopmana (scenariusz) opowiadają o drodze George’a Lucasa do powstania pierwszego filmu z cyklu Gwiezdnych wojen. Na kilkudziesięciu stronach otwierających komiks przedstawione zostają młodzieńcze losy głównego bohatera, niepokornego i dość krnąbrnego ucznia, a później studenta. Introwertyk i samotnik, marzy o karierze filmowca. Po tej krótkiej, acz treściwej ekspozycji, fabuła przechodzi do meritum, a zatem do kwestii powstawania „Nowej nadziei”. Od wstępnych kłopotów z napisaniem scenariusza poprzez wielomiesięczne utarczki z wytwórnią filmową, na właściwiej, wymagającej między innymi wielu nowatorskich efektów specjalnych, realizacji kończąc, produkcja okazała się wielce wyczerpująca dla twórcy. Potem nadchodzi wreszcie upragniony dzień premiery. Reszta jest historią.
A raczej tak się tylko na pozór wydaje, bowiem – jak można dowiedzieć się z drugiego tomu cyklu „Wojny Lucasa. Epizod II” – okupiony wieloma wyrzeczeniami i poświęceniami sukces nie stał się końcem gehenny George’a Lucasa. Nieustannie musiał on prowadzić spory ze studiem filmowym, walcząc o zachowanie swojej wizji świata Gwiezdnych wojen. O ile decyduje się zrezygnować z nadzorowania wszystkich elementów kolejnej części serii, czyli „Imperium kontratakuje”, pozwalając napisać scenariusz (pierwszą wersję) Leigh Brackett, a reżyserię oddając w ręce Irvina Kershnerowa, o tyle kolejne drobne niepowodzenia (jak choćby już legendarne „Star Wars Holiday Special”) i kłopoty na planie zmuszają go do przejęcia bezpośredniej kontroli nad projektem. Co ponownie zaprowadzi Lucasa, a jakżeby inaczej, do upragnionego celu oraz zapewni mu glorię i chwałę.
Składająca się (przynajmniej jak na razie) z dwóch tomów seria Renauda Roche i Laurenta Hopmana opowiada o zakulisowych zmaganiach George’a Lucasa z wielkim przemysłem filmowym, który – w mniemaniu autorów – nie był gotowy zarówno na jego osobę, jak i na zaproponowaną przez niego wizję, nazwaną nieco później przez Jerzego Płażewskiego Kinem Nowej Przygody. Komiksów nie należy traktować jak historii biograficznych w ścisłym sensie. Nie tylko ze względu na fakt, że autorzy nie otrzymali zgody, czy tym bardziej autoryzacji, od samego bohatera (lub reprezentujących go korporacji), lecz również dlatego, że nierzadko dokonują własnych, dość swobodnych reinterpretacji wydarzeń, które rzeczywiście miały miejsce. Jakkolwiek korzystają z wielu źródeł, czego najlepszym dowodem są obszerne spisy bibliograficzne na końcu każdego z woluminów, to jednocześnie interpretują je zawsze na korzyść George’a Lucasa. Ewentualnie po prostu ignorują zdanie innych postaci pojawiających się na kartach komiksów, którzy również opowiedzieli w takiej lub innej formie o doświadczeniach związanych z produkcjami dwóch pierwszych filmów z uniwersum Gwiezdnych wojen. W konsekwencji można zatem powiedzieć, że komiksy są nie tyle fabularyzowanymi biografiami Lucasa, co raczej hagiografiami.
Lucas przedstawiany jest jako samorodny geniusz, niezrozumiany najpierw przez rodziców, później wykładowców akademickich czy większość kolegów z roku, jak i w końcu, przede wszystkim, przez przedstawicieli wielkich koncernów filmowych. W bezpośrednim zestawieniu z najbliższymi przyjaciółmi, Francisem Fordem Coppolą oraz Stevenem Spielbergiem, okazuje się profesjonalistą i pasjonatem oddanym niemal bezwarunkowo sprawie swych wymyślonych opowieści. Coppola, niezależnie od nakręconych (nie mniej genialnych) filmów, to bawidamek i imprezowicz. Z kolei Spielberg to duże dziecko wymyślające niekonieczne poważne, a na pewno mocno ekscentryczne postacie czy wątki. Gdyby nie pilnował go Lucas, Indiana Jones wyglądałby zupełnie inaczej… oczywiście jeśli bezwarunkowo wierzyć Renaudowi Roche i Laurentowi Hopmanowi.
Niemniej jednak komiksy stanowią bardzo interesującą i wciągającą lekturę. Poza intrygującym scenariuszem – niemal dosłownie napisanym przez życie – istotną rolę w pozytywnym odbiorze odgrywa warstwa wizualna. Nie tylko bardzo przyjemna w percepcji, lecz także dobrze dopasowana pod względem formalnym do treści. Rysunek jest prosty, ale realistyczny, co nadaje powieści odpowiedniego dynamizmu – z jednej strony miejsca i postacie są identyfikowalne, z drugiej strony kadry nie wymagają przesadnego skupienia. Podobnie sprawa ma się z kolorystyką. W większości komiksy utrzymane są w szarości, ale znaczenie pewnych wydarzeń, momentów czy osób podkreśla dodatkowo wyróżniająca się barwa. Dzięki temu całość jest w pełni komunikatywna.
Różne próby podejścia Roche’a do tematu można zobaczyć na ostatnich stronach „Wojny Lucasa” – i utwierdzić się, że hiperrealistyczne obrazy zdecydowanie nie posłużyłyby komiksowi. Można jedynie mieć zarzut, że zbyt często ilustracje pozbawione są choćby symbolicznego tła, a prezentują wyłącznie twarze czy osoby. Natomiast jako pozytywny element trzeba wskazać mniej lub bardziej bezpośrednie nawiązania w montażu i ujęciach do kadrów z obu filmów. To swoiste mrugnięcia okiem do wszystkich miłośników „Nowej nadziei” oraz „Imperium kontratakuje”.
„Wojny Lucasa”, mimo swoistego uwielbienia autorów do przedstawianej postaci, są zatem serią komiksową godną polecenia nie tylko miłośnikom Gwiezdnych wojen. Z równym zaciekawieniem powinni przeczytać je zarówno wszyscy zainteresowani kulturą popularną, jak i przemysłem filmowym, którego sposób funkcjonowania właściwie nie zmienił się szczególnie (chyba, że na grosze) od czasów, gdy mierzył się z nim George Lucas. I chociaż można odnieść wrażenie, że o Gwiezdnych wojnach – zwłaszcza pierwszej, klasycznej trylogii – powiedziano już wszystko, warto przeżyć tę baśniowo-magiczną opowieść, czy to pierwszy, czy kolejny raz.
Maciej Tomczak

[OPINIA] „Wojna królów” (Jan Žižka, Medieval)
Martin Králik zapytał na swoim profilu na FB o opinię na temat…

Szalona Morela
Autor: Lee Goldberg Tłumacz: Paweł Laskowicz Tytuł: „Detektyw Monk wyrównuje rachunki” Wydawca:…

Dwa w jednym
Anthony Horowitz to nie tylko scenarzysta i autor, to także wielki miłośnik klasycznych kryminałów. Dał temu wyraz,…

















Gdańsk
11.09.2026 - 13.09.2026

Zdecydowanie polecam jednak obejrzenie dwusezonowego serialu dokumentalnego o powstaniu i rozwoju studia filmowego-wytwórni-firmy Industrial Light and Magic. To sam rdzeń historii poznanej w epizodzie IV i kolejnych. To także historia rozwoju kinematografii cyfrowej i technologii efektów specjalnych.
2 sezony, Disney+