Arkady Saulski „Kroniki Czerwonej Kompanii. Czarna kolonia” – fragment

Fragmenty MAT - 17 marca 2016

Wtedy Czerwona Kompania otworzyła ogień.

Zaterkotały karabiny maszynowe. Lebiediew ułożył gru­pę uderzeniową tak, by pokryła ogniem praktycznie całą kolumnę nieprzyjaciela. Kule pomknęły ku żołnierzom Stratusa, wciąż oszołomionym po wybuchu min. Ci, któ­rzy zachowali zimną krew, odpowiedzieli ogniem zza osłon. Pociski rozrywały korę drzew, dziurawiły liście, wbijały się w leśne poszycie, wywołując fontanny błota i wody. Po chwili do terkotu broni ręcznej dołączyły działa ocalałych kogutów.

Kera patrzyła na to wszystko ze spokojem. Jej komputer celowniczy nie odbierał zakłóceń, w pełni zaangażowany w śledzenie celów i wysyłanie informacji o korektach do jej okularów.

Na początku szkolenia praca z maskami, komputerami celowniczymi i skanerami mogłaby się wydawać żołnierzo­wi praktycznie niemożliwa. Sprzęt wysyłał bezpośrednio na siatkówkę istne mrowie informacji, obrazów i komuni­katów, w których trzeba było się odnaleźć. Jednak ludzki mózg ewoluował, umiał się przystosowywać i tak jak przed wiekami przestroił się z jazdy konnej do szybkiej jazdy sa­mochodem, tak obecnie przestawił się na skuteczny odbiór i analizę wielu danych. Z czasem dla żołnierzy odnalezienie się pośród informacji, skanów i komunikatów stawało się naturalne, zaś maska lub okulary były niczym druga para oczu i uszu.

Obrała pierwszy cel, pociągnęła za spust.

Tym zawsze byli dla niej żołnierze wroga – celami. Ludz­ki umysł od wieków starał się odhumanizować nieprzy­jaciela. Wbrew temu, co można sądzić, człowiek posiada wbudowane mechanizmy oporu przeciwko zabijaniu istot ze swojego własnego gatunku. To właśnie pokonanie tych oporów jest kluczowym elementem wyszkolenia każdego żołnierza. Kerze akurat zawsze przychodziło to dość łatwo – być może dlatego, że w przypadku żołnierzy nieprzyjacie­la, pokrytych od stóp do głów pancerzami lub z obliczami zakrytymi maskami, łatwiej było zapomnieć, iż są ludźmi. Kolba kopnęła ją w ramię, gdy pocisk opuszczał lufę. Pomknął w kierunku mężczyzny ostrzeliwującego się zza powalonego pnia, ponad trzysta metrów przed nią.

Kula weszła w jego bok, pod lewym ramieniem. Przebi­ła pancerz, mundur, skórę. Przewierciła się przez mięśnie i żebra, przeszyła płuco. Trafiła w dolną część serca i prze­szła dalej – w drugie płuco, po czym znów musiała pokonać kość, tym razem przebijając się przez jedno z żeber, docie­rając do mięśni, skóry, munduru i pancerza po drugiej stro­nie. Wyszła z ciała żołnierza, ciągnąc za sobą krew, która pokryła korę obalonego pnia.

Kera zmieniła cel. Komputer celowniczy natychmiast wprowadził korektę. Żołnierz w ostatniej chwili obrócił się, jakby patrząc bezpośrednio na nią.

Strzeliła. System nie zawiódł – wprowadzone przez lune­tę poprawki skierowały kulę prosto w pierś nieprzyjaciela.

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Fałszywe déjà vu
Recenzje fantastyczne - 29 czerwca 2016

O niesugerowaniu się blurbami słów parę, czyli Konrad „Khorne S” Fit dzieli się…

Złodziejski alien
Recenzje fantastyczne - 8 stycznia 2016

Konrad Fit wyruszył na wielką, długą i emocjonującą wyprawę po tajemniczych zakątkach kosmosu. Towarzyszyli mu…

Dariusz Domagalski „Hajmdal 2. Księżyce Monarchy” – fragment
Fragmenty - 30 października 2018

Czwartą godzinę jeździli po tym lesistym księżycu, na­potykając różnego rodzaju krabopająki, ssawkonogi, kolo­rowe…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!