Glen Duncan – Ostatni wilkołak. Fragment

Fragmenty Fahrenheit Crew - 25 sierpnia 2012

 

NÓW

NIECH SIĘ STANIE

 

Rozdział 1

 

— To potwierdzone — oznajmił Harley. — Dwie noce temu zabili Berlinera. Jesteś ostatni.

Zapadła cisza.

― Przykro mi ― dodał po chwili.

Było to więc wczoraj wieczorem. Znajdowaliśmy się w bibliotece jego domu, przy Earl’s Court. On, sztywno pochylony, stał pomiędzy kamiennym paleniskiem kominka a kanapą w kolorze byczej krwi, ja zaś siedziałem w wykuszu okna, trzymając szklankę czterdziestopięcioletniej whisky Macallan oraz camela z filtrem, i spoglądałem na ciemny, zasypywany śniegiem Londyn. Pokój pachniał mandarynkami, skórą i płonącymi sosnowymi kłodami. Mimo upływu czterdziestu ośmiu godzin nadal byłem ociężały z powodu Klątwy. Wilk znika najpóźniej z nadgarstków i ramion. Niezależnie od tego, co właśnie usłyszałem, przyszło mi do głowy, że Madeline może mi później zrobić masaż ― ciepły olejek jaśminowy i dłonie o barwie kwiatów magnolii, z długimi paznokciami, dłonie, których nie kocham i których nie pokocham nigdy.

― Co postanowisz? ― spytał Harley.

Upiłem łyk, a gdy whisky mościła się w mojej klatce piersiowej, pomyślałem przelotnie o białych nogach członków klanu Macallan, odzianych w kilty, grzęznących w torfowisku. „To potwierdzone. Jesteś ostatni. Przykro mi”. Wiedziałem, co ma mi do powiedzenia. A teraz, kiedy to się stało, co dalej? Lekki ontologiczny zawrót głowy. Astronauta jak u Kubricka, z odciętą pępowiną, samotnie wirujący ku nieskończoności… W pewnej chwili każdego zawodzi wyobraźnia. Odpowiedź powinna brzmieć: „Nie ma sensu o tym myśleć”. Najwyraźniej jednak nie.

― Marlowe?

— Dla ciebie ten pokój jest martwy ― stwierdziłem. ― Ale na całym świecie są bibliofile, którzy na jego widok rozpłakaliby się z radości.

Nie było w tym krzty przesady. Zbiór Harleya jest wart miliony, ale książki nie mają już dla niego wielkiego znaczenia, bo dał sobie spokój z czytaniem. Jeśli przeżyje kolejnych dziesięć lat, osiągnie następny etap ― powrotu do niego. Nieczytanie początkowo wydaje się oznaką najwyższej dojrzałości. Jednak, jak wszystkie takie szczyty, jest on fałszywy. To ludzka przypadłość. Widziałem to już niezliczoną ilość razy. W ciągu dwustu lat życia wszystko widzi się niezliczoną ilość razy.

― Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co to oznacza dla ciebie ― przyznał.

— Ja też nie.

— Potrzebujemy planu.

Milczałem. Pozwoliłem ciszy wypełnić się przeciwieństwem planowania. Harley zapalił gauloise’a i dolał nam drżącą ręką, obecnie pokrytą siateczką fioletowych żył i plamami wątrobowymi. W wieku siedemdziesięciu lat zachował długawe, przerzedzone szare włosy i gęste, poplamione nikotyną wąsy, które wyglądają, jakby były nawoskowane, ale nie są. Były czasy, gdy jego młodzi mężczyźni nazywali go Buffalo Billem. Teraz jego młodzi faceci znają Buffalo Billa tylko jako seryjnego mordercę z Milczenia owiec. W okresach psychicznej zapaści opiera się na lasce z kościaną gałką, choć lekarz powiedział mu, że rujnuje jego kręgosłup.

— Berliner ― odezwałem się. ― Zabił go Grainer?

— Nie. Jego kalifornijski protegowany, Ellis.

— Grainer oszczędza się przed najważniejszym wydarzeniem. Przyjdzie po mnie osobiście.

Harley usiadł na kanapie i wbił wzrok w podłogę. Wiem, co go przeraża: jeśli umrę pierwszy, to pomiędzy nim a jego świadomością nie będzie już zbawczego surrealizmu. Fakt: Jake Marlowe jest potworem. Fakt: zabija i pożera ludzi. Fakt: czyni to z niego, Harleya, współsprawcę. Ze mną ― żywym, chodzącym i rozmawiającym, i raz w miesiącu zmieniającym postać ― żyje jak w dekadenckim śnie. „A przy okazji, czy wspominałem, że mój najlepszy przyjaciel jest wilkołakiem?” Moja śmierć zmusi go do brutalnego przebudzenia. „Pomogłem Marlowe’owi bezkarnie popełnić morderstwo”. Pewnie się zabije albo raz na zawsze popadnie w obłęd. Jego lewy górny siekacz jest ze złota, to stomatologiczny anachronizm, który i tak wskazuje na częściowe szaleństwo.

― Przy następnej pełni ― potwierdził. ― Reszcie Gonu kazano się wycofać. To impreza Grainera. Wiesz, jaki on jest.

W istocie. Eric Grainer to gruba ryba Gonu. Wszyscy ważniejsi w hierarchii członkowie MOKFO (Międzynarodowej Organizacji Kontroli nad Fenomenami Okultystycznymi) dostają pieniądze za swoje umiejętności. Grainer umie tropić i zabijać mój rodzaj. Mój rodzaj. Z którego ― przez zabójców z MOKFO i to, że w ciągu ostatnich stu lat nie pojawiło się ani jedno dziecko wyjące do księżyca ― jestem, jak się okazuje, ostatni. Pomyślałem o Berlinerze, który miał na imię (Bóg nie żyje, ale ironia ma się świetnie) Wolfgang. Wyobraziłem sobie jego ostatnie chwile: trzaskający pod nim lód, oświetlony blaskiem księżyca pysk i pokryte wilgocią futro, moment, w którym jego oczy wypełniły się mieszaniną niedowierzania, strachu, smutku i ulgi ― potem biel i ostateczny błysk srebra.

— Co postanowisz? ― powtórzył Harley.

Jest wilk ― Wolf ― tylko gangu nie ma. Wisielczy humor. Wyjrzałem przez okno. Śnieg padał z nieustępliwością starotestamentowej plagi. Na Earl’s Court Road chwiali się i ślizgali przechodnie; w tej wirującej, anielskiej świeżości zimna czuli się przez chwilę, jakby wciąż byli dziećmi, zanim dopadał ich bezsens tego złudzenia. Dwie noce temu zjadłem czterdziestotrzyletniego doradcę inwestycyjnego. Miałem fazę na tych, których nikt nie chce. Najwyraźniej była to moja ostatnia faza.

— Nic ― powiedziałem.

— Musisz zniknąć z Londynu.

— Po co?

— Nie będziemy tak rozmawiać.

— Już czas.

— Jeszcze nie.

— Harley…

— Masz obowiązek żyć, tak samo jak wszyscy.

— Tylko że ja nie jestem taki jak wszyscy.

— Nieważne. Żyj. I nie wyjeżdżaj mi z tymi poetyckimi pierdołami o tym, że jesteś zmęczony. To bzdura. Kiepski scenariusz.

— To nie jest bzdura ― zaprzeczyłem. ― Jestem zmęczony.

— Za długo już chodzisz po tym świecie, jesteś rozdarty przez historię, za wiele w tobie wspomnień, za dużo bezwartościowych treści ― wiem, już mi to mówiłeś. Nie wierzę ci. W żadnym razie się nie poddawaj. Kochasz życie, bo tylko ono istnieje. Bóg nie istnieje, a to Jego jedyne Przykazanie. Obiecaj mi.

Już gdy Harley przekazał mi wieść, uczciwa część mnie pomyślała: musisz o tym opowiedzieć ― historię nie do opowiedzenia. Zastanawiałeś się, jak długo to odwlekać. Okazuje się, że sto sześćdziesiąt siedem lat. Trochę zbyt długo, żeby dziewczyna na ciebie czekała.

― Jake! Obiecaj mi.

— Co takiego?

— Obiecaj mi, że nie będziesz tu siedział jak warzywo i czekał, aż Grainer cię znajdzie i zabije.

Kiedy zastanawiałem się, jak będzie wyglądać ta chwila, wyobrażałem sobie czystą ulgę. Teraz ten moment nadszedł, a wraz z nim ulga, ale nie była ona czysta. Mały, brudny ognik osobowości zadrżał w proteście. Nie żeby moja osobowość była taka jak kiedyś. Obecnie zasługuje na smutny uśmiech, jak pulsowanie śladowej żądzy w lędźwiach starca.

― Zastrzelili go, prawda? ― spytałem. ― Herr Wolfganga?

Harley zaciągnął się z ponurym wyrazem twarzy, a potem wypuścił dym nosem i zdusił gauloise’a w obsydianowej popielniczce.

― Nie, nie zastrzelili go ― odparł. ― Ellis odciął mu głowę.

 

 

Rozdział 2

 

Wszystkie zmiany paradygmatu były odpowiedzią na amoralne pragnienie zmian. Zwycięstwo Obamy w wyborach prezydenckich tym właśnie było, tak jak w swoim czasie film o Oświęcimiu. Bóg i diabeł nie mają tu nic do rzeczy. Pokażcie nam, że świat jest inny, niż sądziliśmy, a część z nas będzie się cieszyć. Nic nie jest od tego wolne. Wyrok śmierci na samego siebie wywołuje szaleńcze, małe alleluja, a mój i tak był już znacznie odroczony. Przez dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat tylko udawałem. Jak długo żyją wilkołaki? O to spytała ostatnio Madeline. Według MOKFO około czterystu lat. Nie wiem, skąd ta wiedza. Naturalnie, każdy stawia sobie wyzwania ― sanskryt, Kant, rachunek różniczkowy, tai chi ― ale to tylko częściowo rozwiązuje kwestię Czasu. Poważniejszy problem, Byt, cały czas rośnie. (Wampiry, co nie jest niespodzianką, mają te swoje okresy katatonii na życzenie). Wypróbowałem już wszelkie możliwości: hedonizm, ascetyzm, spontaniczność, refleksyjność, wszystko: od pożałowania godnego Sokratesa po szczęśliwą świnię. Mój mechanizm się zatarł, zabrakło mi paliwa. Wciąż mam uczucia, ale mam ich już dość ― a to kolejna rzecz, której też mam dość. Ja po prostu… po prostu nie chcę już więcej życia.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Porządnie o pożądaniu
Recenzja fantastyczna Fahrenheit Crew - 18 kwietnia 2013

Antologia Pożądanie Powergraph, 2013 Stron: 373 Cena: 34,90   Temat najnowszej antologii…

Hugo Awards 2018
Aktualności Fahrenheit Crew - 20 sierpnia 2018

Laureaci tegorocznej nagrody „Hugo”.

Premiera „Elex”
Gry MAT - 17 października 2017

W postapokaliptycznym świecie, na zniszczonej uderzeniem meteorytu planecie Magalan, mieszkańcy walczą o przetrwanie. Dzieląc i łącząc…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!