ISSN: 2658-2740

Karen Miller „Skażona magia” – fragment (3)

Fragmenty MAT - 18 marca 2017

O nie, to raczej idealny przykład ograniczonego umysłu, ale nie było sensu mówić tego Ibbicie, na której wysoka pozycja społeczna zawsze robiła wrażenie. Arndel zresztą był pod tym względem taki sam. Artur Traint był lordem, inspektorem dystryktu, i miał pełną kiesę. W obliczu tych pożytecznych atrybutów nikt nie zważał na jego przytępioną wrażliwość.

Z poczuciem porażki Barl wróciła wraz z Ibbithą do warsztatu. Przez całe popołudnie pracowała nad dokończeniem tego, co zaczęła, i jeszcze przed zachodem słońca nijaki zegarek lorda Trainta był gotowy.

Wezwany do sprawdzenia rezultatu jej pracy mistrz Arndel obszedł stół i ze ściągniętymi ustami przyglądał się ukończonemu przedmiotowi. Czując na sobie przenikliwe spojrzenia pozostałych magów, Barl usunęła się na bok, by mógł swobodnie wytknąć jej nieistniejące wady. Żaden z jej towarzyszy nie byłby w stanie skonstruować nawet takiego prostego zegarka w tak krótkim czasie i z taką dokładnością, choć uczyli się rzemiosła od trzech lat, a nawet dłużej, i pochodzili z bardziej znamienitych rodów niż ona.

No i co? Talent jednak ma znaczenie. Nie zawsze najważniejsza jest etykietka z rodowym nazwiskiem.

– Hm – mruknął w końcu mistrz Arndel i przystanął. – Nie dostrzegam w nim żadnych niedoskonałości, magu Lindin. Zaklęcia i kontrpieczęcie gładko się zazębiają, a kryształy wyglądają zadowalająco.

Kryształy wyglądały wspaniale, lecz Arndel nigdy by tego nie przyznał. Nie tylko prezentowały się lepiej niż kryształy wszystkich jego innych pracowników, ale i lepiej niż kryształy stworzone przez niego samego – nie należał jednak do ludzi, którzy szczyciliby się osiągnięciami magów stojących w hierarchii niżej niż on. Pochwały zbierał chętnie. O tak, z pewnością ochoczo ich wysłucha, gdy lord Traint przyjdzie odebrać zegarek. Oczywiście nie powie, że sam skonstruował zamówiony przedmiot. Nie omieszka za to zasugerować, dać do zrozumienia, napomknąć czy wymownym spojrzeniem podsunąć myśl, że bez jego stałego nadzoru zegarek byłby słabiutkiej jakości.

A skoro warsztat należał do niego, Barl nie miała wyboru i musiała mu na to pozwolić. Udała więc, że czuje się doceniona.

– Dziękuję, mistrzu.

Arndel podejrzliwie rzucił na nią okiem, doszukując się w jej słowach nieszczerości lub sarkazmu. Nie wyczuł ich, nie był bowiem tak sprytny, jak mu się wydawało, więc kiwnął głową.

– Potraktuj to jako naukę, magu Lindin. Kiedy ograniczają nas projekty, należy realizować je w sposób zadowalający klienta. Czy moglibyśmy usłyszeć tykanie nowego zegarka lorda Trainta?

Była magiem zegarmistrzem, dlatego to do niej należało zwolnienie tymczasowej pieczęci zegarka, by można było sprawdzić, czy tyka on precyzyjnie i czy odgłos ten jest miły dla ucha. To właśnie w tej – i żadnej innej – kwestii rzemieślnik mógł sobie pozwolić na spełnienie własnych zachcianek. Odgłos tykania zależał wyłącznie od twórcy.

Barl podeszła do stołu. Spojrzała na przedmiot skonstruowany ze zwątpieniem i pogardą dla człowieka, którego pospolity umysł nie zdołał stworzyć niczego bardziej wyszukanego niż kwadratowa kryształowa koperta gdzieniegdzie ozdobiona złotem. Uwięziona w Barl dusza maga załkała.

A mógł być taki piękny. Gdybym tylko miała możliwość, stworzyłabym taki zegarek, że niebiosa przez wiele dni płakałyby z zachwytu.

Szepnęła i zegarek wydał z siebie pierwszy odgłos.

– Bardzo ładnie – rzekł mistrz Arndel z niechęcią, gdy w powietrzu zawisły przyjemne, harmonijne dwu- i trójdźwięki tykającego zegarka.

Barl popatrzyła w dół i choć przybrała skromną minę, aż w niej wrzało. Ładnie? Ładnie? Ty zrzędliwy stary krecie.

– Dziękuję, mistrzu Arndel.

Pstryknęła palcami i zegarek lorda Trainta wygrał dźwięki obwieszczające godzinę. Nawet najbardziej nieprzyjaźnie nastawieni rzemieślnicy uśmiechnęli się, gdy usłyszeli radośnie brzmiące kuranty. Przyglądając się Arndelowi spod osłony rzęs, Barl ujrzała przebiegający przez jego twarz grymas zazdrości, który jednak w mgnieniu oka zniknął.

– Tak, w sam raz – powiedział, jak gdyby podała mu właśnie odpowiednio posolone jajko na twardo. – Cofnij się, magu Lindin.

Zrobiła więc krok w tył i zaczekała, aż Arndel założy główną pieczęć pomiędzy kolejnymi tyknięciami zegarka. Jako mistrz warsztatu miał do tego prawo. Cena zakupu obejmowała przekazanie klientowi runy odpieczętowującej przedmiot. Jeżeli lord Traint zaakceptuje zrealizowane zamówienie – a nie miała wątpliwości, że tak właśnie będzie – Barl dostanie dodatek do tygodniówki.

Ale wzbogaci się na tym nie ona, lecz Arndel, który zyska i pieniądze, i reputację.

A to już czysta kradzież.

Zapiekła ją ta niesprawiedliwość.

Gdy tylko mistrz wyszedł, zabrawszy ze sobą zapieczętowany zegarek lorda Trainta wraz z jego projektem, Barl rozpoczęła pieczołowite sprzątanie stołu.

Najpierw opróżniła tacki z piaskiem. W Doranie nie było złóż drobnego piasku, dlatego alchemia kryształów wymagała sprowadzania go po bardzo wysokich kosztach z Feen, Brantone i Iringi. Kiedy zsypała niezużyty piasek do kamiennych słojów w magazynie, musiała pozbierać niewykorzystane samorodki i wiórki złota oraz złoty pył, bo i pod tym względem Dorana była nędzarzem. W pilnie strzeżonych granicach państwa znajdowała się tylko jedna kopalnia złota, w której w dodatku nie było złóż najlepszego czerwonego kruszcu występującego w innych krajach. Dorana miała mnóstwo srebra i miedzi, ale Barl i tak musiała pozbierać najmniejsze drobinki. Mistrz Arndel traktował wszystkie surowce jak piasek i złoto. Następnie poukładała w odpowiednich szufladach klejnoty – rubiny, szmaragdy i topazy – których nie użyła do stworzenia mechanizmu zegarka. Wreszcie oczyściła stół roboczy za pomocą odpowiedniego zaklęcia. Dzięki temu miała pewność, że żadne wspomnienie zegarka lorda Trainta nie wkradnie się do jej kolejnych prac i nie wpłynie na ich unikalne projekty.

Tymczasem godziny pracy dobiegły końca i pozostali magowie zaczęli opuszczać warsztat. Ibbitha nie dokończyła jeszcze swojego zegarka, dlatego zapieczętowała swój stół roboczy.

– Idziesz, Barl?

Barl już miała przytaknąć, nagle jednak się rozmyśliła. Nie powinnam. To szaleństwo. Jeśli ktoś się dowie, zostanę zwolniona. Ale choć serce aż podskoczyło jej w piersi na tę straszliwą myśl, wiedziała, że zachowa się lekkomyślnie.

– Nie mogę – udała poirytowanie. – Zaklęcie oczyszczające nie zadziałało jak należy. Dokończenie zegarka dla lorda Trainta wyczerpało mnie bardziej, niż mi się wydawało.

– Pięknie ci wyszedł, Barl – powiedziała Ibbitha. Mimo swoich banalnych kazań potrafiła być miła. – Możesz być dumna.

Nie znosiła momentów, w których musiała udawać, że ograniczenia jej nie drażnią.

– Jestem. Miałaś rację, mam szczęście, że mistrz Arndel okazał mi takie zaufanie.

Zwykle niezadowolone oblicze Ibbithy złagodniało, gdy pojawił się na nim wątły uśmiech zadowolenia.

– Cieszę się, że to zrozumiałaś. Pomóc ci i rzucić silniejsze zaklęcie?

– Dam sobie radę. Arno na pewno nie może się już doczekać, żeby wziąć cię w ramiona.

Ibbitha lekko się zarumieniła. Niedawno wyszła za mąż, a zachowywała się tak okropnie przyzwoicie.

– Skoro tak, to do zobaczenia jutro, Barl.

Barl patrzyła, jak za koleżanką zamykają się drzwi, a potem zaczęła udawać, że krząta się nad stołem, gdy tymczasem pozostali trzej magowie opuścili warsztat, pożegnawszy się z nią zdawkowo. Kiedy tylko została sama, odskoczyła od stołu. Doskonale. Teraz mogła się zabawić.

Choć szczerze powiedziawszy, jeśli chciała wykazać się sprytem, powinna zaczekać jeszcze chwilę, by mieć pewność, że mistrz Arndel nie wróci. Dla zabicia czasu przyjrzała się pobieżnie zegarkowi, nad którym pracowała Ibbitha. Miał trafić do najstarszej córki lady Isolte z okazji zaręczyn. Nuda. Co prawda sam projekt był całkiem ładny, ale o Ibbicie nie dało się powiedzieć, że była natchnionym twórcą. Mogłaby zrobić mnóstwo rzeczy, żeby zegarek zamiast przyzwoitego był wspaniały, a jednak nie zrobiła żadnej. Problem Ibbithy polegał na tym, że nie miała wyobraźni. Nigdy nie wychodziła poza granice projektu i nie brała pod uwagę subtelnych możliwości kryjących się wśród linii szkicu.

Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Karen Miller „Skażona magia”
Fantastyka MAT - 16 marca 2017

Autor: Karen Miller Tytuł: Skażona magia (A Blight of Mages) Tłumacz: Izabella Mazurek…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!