Sławomir Nieściur „Shadow Raptors 1: Kurs na kolizję” (fragment)

Fragmenty Wydawnictwo Drageus - 18 kwietnia 2019
INFORMACJE O KSIĄŻCE:

Autor: Sławomir Nieściur
Tytuł: "Shadow Raptors 1: Kurs na kolizję"
Cykl: Shadow Raptors
Wydawnictwo: Drageus
Typ publikacji: papier,
Premiera: 17 kwietnia 2019
Wydanie: 1
Liczba stron: 384
Format: 12,5x19,5 cm
Oprawa: miękka,
ISBN (papier): 978-83-65661-93-7
O ksiażce: Sławomir Nieściur „Shadow Raptors 1: Kurs na kolizję”

– Panie komandorze! Panie komandorze! – Natar­czywy głos oficera dyżurnego przebił się przez opa­ry snu, które niczym wata otulały skołatany stresem umysł Luposa.

– O co chodzi? – wymamrotał, przecierając oczy. Po­masował zdrętwiały kark. Spojrzał na główny chronometr i westchnął z irytacją. Króciutka w założeniu drzemka za­kończyła się czterogodzinnym snem na siedząco.

– Mamy łączność z pułkownikiem Dresslerem – zameldował porucznik. Pochylony nad terminalem kaprala Kulaka, wpatrywał się w jeden z wyświetlaczy.

– Przełącz do mnie… Albo nie, zostaw. – Lupos pod­szedł do stanowiska łączności i zajął miejsce w fotelu radiowca. – Poruczniku, ma pan przerwę. – Machnął ręką w kierunku wyjścia.

Oficer skinął głową i opuścił mostek. Gdy jego kroki ucichły w korytarzu, Lupos obrzucił jeszcze wzrokiem pomieszczenie. Upewniwszy się, że jest sam, włączył tryb głośnomówiący.

– Cały i zdrów? – zapytał.

– Chwilowo tak, komandorze – zaszeleścił w głośni­kach dziwnie przytłumiony głos Dresslera.

Z uwagi na odległość odpowiedź dotarła z niemal dziesięciosekundowym opóźnieniem.

– Cieszę się. – Lupos usadowił się wygodniej w fote­lu. Poluzował kciukiem zapięcie bluzy.

– Nie wątpię.

– Martwiliśmy się o pana.

– Doprawdy? Dziewięć skuńskich maszyn, koman­dorze. Szły w zwartej formacji. Wystarczyłaby jedna salwa z waszych wyrzutni dziobowych! – Dressler już nie szeptał. Dressler syczał jak wąż. – Jedna salwa!

– Pułkowniku! – warknął Lupos, ledwo przebrzmia­ły ostatnie słowa dowódcy eskorty. – Przywołuję pana do porządku! Proszę grzeczniej. Podjąłem taką decyzję, jaką uznałem za stosowne, i nie będę się z tego przed panem tłumaczył. Jeżeli ma pan jakieś uwagi, proszę je zgłosić do dowództwa floty, tymczasem zaś proszę posłuchać uważnie, co mam do powiedzenia. Jest pan gotów?

– Nie, komandorze, to pan mnie wysłucha! – przy­szła odpowiedź. – Tkwię na pokładzie wyludnionego habitatu, który lada chwila zostanie przejęty przez skuński desant. Wróg przyleciał tu za mną z rejonu, który powinien być monitorowany przez pański krą­żownik albo co najmniej grupę mniejszych jednostek.

– Chwileczkę! – Lupos szarpnął się w fotelu, jakby poraził go prąd. – Jaki desant?! W habitacie są Skuno­wie?!

Zanim nadeszła odpowiedź, podbiegł do swojego stanowiska i uruchomił cichy alarm. Szybko wrócił na fotel łącznościowca. Gdzieś w trzewiach okrętu komu­nikatory personelu mostka zawibrowały cicho, a diody na ich obudowach rozjarzyły się czerwienią.

– Owszem. Opanowali jeden z poziomów stacji i właśnie szykują się do przejęcia kolejnego – odpo­wiedział spokojnie Dressler. – Montujemy tutaj prowi­zoryczną obronę, ale nie sądzę, by udało nam się ich powstrzymać.

– Rany boskie! – Lupos złapał się za głowę. – Ian, nie możemy utracić tej stacji! – jęknął, zapominając o protokole. – Wezwij pomoc z planety albo, nie wiem, z najbliższej stacji… – wyrzucił z siebie gorączkowo. – Zrób coś!

– Powiadomiliśmy Korpus Planetarny na AEgi­rze. Wysłali na odsiecz kompanię piechoty – wyjaśnił Dressler. – Obawiam się jednak, że kawaleria przybę­dzie za późno. Ta stacja jest stracona, panie komandorze.

– Nie wiem, jak zdoła pan tego dokonać, pułkow­niku, ale habitat musi pozostać w naszych rękach! – powiedział Lupos, starając się odzyskać spokój. Lada moment na mostek miał wpaść wezwany w trybie alar­mowym personel. – Nie wiem, czy jest pan tego świa­dom, ale od pasa asteroid leci właśnie w stronę plane­ty cholernie duży Oumuamua. W całym układzie nie ma w tej chwili okrętów ani instalacji defensywnych, które byłyby w stanie go zniszczyć lub choćby spowol­nić. Próby zatrzymania go przy pomocy młotów spełzły na niczym. Jest za duży. Musimy doprowadzić do jego zderzenia z czymś równie wielkim, pułkowniku. Tak się złożyło, że Habitat Czwarty jest w tej chwili największym sterowalnym obiektem na trasie przelotu tego draństwa. Wysłałem tam porucznika Mossa i in­żynier Sniegową. Pani inżynier ma indywidualny kod dostępu do systemów sterowania stacji i zgodziła się go udostępnić pod warunkiem, że zostanie zanonimizo­wany. I właśnie to, czyli depersonalizacja kodu Sniego­wej, będzie pańskim zadaniem.

 

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Szpiegowski gambit
Recenzja fantastyczna - 28 marca 2017

A to nas autor zaskoczył! Nie negatywnie, nie pozytywnie, ale zaskoczył. Mowa oczywiście o piątej części cyklu cyklu…

Trudne początki
Recenzja fantastyczna - 30 maja 2016

Nowy cykl dla wielbicieli walk na planetach i w otwartym kosmosie – i nie tylko. Konrad „Khorne S”…

Nowiny z „Fabryki Słów”
Aktualności - 3 listopada 2016

Wydawnictwo Fabryka Słów ma dla czytelników trochę ciekawych informacji ze swojego świata i życia……

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!