ISSN: 2658-2740

Tomasz Kołodziejczak „Biała reduta cz.1”

Fragmenty Jagna Rolska - 5 listopada 2014

KOLODZIEJCZAK_BialaReduta_2D-malaTomasz Kołodziejczak
Biała Reduta
Fabryka SŁów
stron: 456
cena: 39.90

Nowa powieść Tomasza Kołodziejczaka z uniwersum Ostatniej Rzeczpospolitej.
„Biała Reduta” to mistrzowski popis erudycji osadzony w uniwersum Ostatniej Rzeczpospolitej. Tomasz Kołodziejczak podniósł poprzeczkę bardzo wysoko i stworzył powieść dla tych, którzy pragną od literatury czegoś więcej. Cztery różne światy, odmienne społeczności – jedna wojna. Wszechogarniające Zło, by zapanować nad światem, nie cofnie się przed niczym. Stale rodzi się i odnawia z większą siłą w mrocznych przestrzeniach Gehenny. Zarówno w Warszawie, jak i w Zachodnich Kresach Rzeczpospolitej, a także w zagrożonej kolonii na Marsie trwa nieustanne śledztwo i rozpaczliwa próba zbudowania powłoki ochronnej z pomocą zaklęć. Premiera już 5. listopada!

Skażone kraje, zatrute kontynenty, obezwładnione wspólnoty. Getta, obozy pracy, szkoły
i parlamenty. Ludzie powtarzający barbarzyńskie hasła. Pędzeni na masówki, gdzie widzą tysiące takich jak oni, wiernych i posłusznych. Zatruwani nieustającym jazgotem ulicznych szczekaczek, nigdy nie wyłączanych kołchoźników czy elegancką propagandą z telewizorów. Straszeni i kuszeni także indywidualnie, w mokrej celi lub eleganckim gabinecie, przez kata albo ministra. Zdradzani przez przyjaciół, małżonków i dzieci tak, by wiedzieli, że nigdzie nie są bezpieczni.

O „Białej Reducie”:

Jacek Dukaj:
Scenografie może zmieniać pod dowolne atrakcyjne konwencje, ale Kołodziejczak nie wymieni sobie mózgu: mimo elfów, balrogów i podniesionych do magicznej potęgi patriotycznych sentymentów, pod powierzchnią świata „Ostatniej Rzeczpospolitej” nadal pracuje oldskulowy generator superlogicznych koncepcji, który mógłby napędzić wydział fizyki teoretycznej i antologię hard SF.

Andrzej Ziemiański:
W tej książce jest wszystko, za co kochamy literaturę w ogóle. I jak uwielbiam Warszawę, tak wizja miasta z czterema pałacami kultury w tle, sprawiła, że chętnie bym tu zamieszkał by podążać ścieżkami na wskroś warszawskiego Kołodziejczaka i jego bohaterów. Szczerze polecam.

Jarosław Grzedowicz:
Mariaż prawdziwego fantasy z solidnym sf udaje się niewielu. Kołodziejczak jest w tym mistrzem.
Wstrząsająca wizja, epicka i jedyna w swoim rodzaju.

Maja Lidia Kossakowska:
Tomkowi Kołodziejczakowi udała się rzecz niezwykła. Stworzył spójne intrygujące uniwersum łącząc znane motywy z nowatorskimi pomysłami i rozwiązaniami.
A co najważniejsze, napisał książkę mądrą, odważną i wartościową, którą pochłania się jednym tchem.

Jerzy Rzymowski – red. Nacz. Nowej Fantastyki
Cykl Kołodziejczaka to niezwykła, autorska mieszanka. Rozmach i bogactwo jego wizji kojarzy się z “Hyperionem” Simmonsa, w nazewnictwie odwołuje się do Tolkiena, a całość osadza głęboko w polskiej tradycji religijnej i patriotycznej. Wrogiem zaś są totalitaryzmy – zarówno czarne jak czerwone – które w jego powieściach mają dosłownie demoniczną naturę.

Marcin Zwierzchowski – Nowa Fantastyka, naEkranie.pl) :
Kołodziejczak wykreował chyba najbardziej oryginalne i najbogatsze uniwersum współczesnej fantastyki, a przy tym najbardziej polskie, bo Polską przesycone. Niesamowite, jak dużo i jak prawdziwie ta historia z elfami, balrogami i magicznymi mieczami mówi o naszym kraju, jak sprawie jej autor uchwycił esencję tego, co tworzy nasz nadwiślański kawałek ziemi.

Zapraszamy do uniwersum Rzeczpospolitej.
„Biała Reduta” we fragmentach:

CAPE CANAVERAL
Znów wysyłamy ludzi na Marsa. Powstrzymujemy ofensywę wroga. Odbijamy terytoria w Europie, przesuwając i łamiąc Czarne Horyzonty. Budujemy nową kolej transsyberyjską, wdzierając się coraz głębiej w Czerwoną Mgłę. Odbudowaliśmy Manhattan. Nasze konwoje znów pływają na Hokkaido. Ratujemy miasta, uwalniamy niewolników, stawiamy na powrót nasze znaki na ziemiach jeszcze przed dekadą przeżartych fagową magią. I robimy kolejny krok – wracamy w kosmos, tam, dokąd balrogi dotrzeć nie mogą. Wesprzemy marsjańską kolonię, zaatakujemy wroga z miejsca, gdzie jego moc nie sięga. Odzyskamy nasz świat.
Odliczanie dobiegło końca.
Odgięły się ramiona podpierające rakietę, drony rozpierzchły się jak owady odpędzone bijącym spod pocisku żarem i dymem.
Wracamy w kosmos.
Wycieńczony wojną Wolny Świat ponownie zbiera siły, by wzmocnić swój marsjański przyczółek, niezagrożony bezpośrednio inwazją balrogów. Jeśli ten start się uda, wyślemy kolejne rakiety.
To ma być też symbol. Znak dla ludzi na całym świecie, żyjących w grozie i biedzie. Dla tych, którym zaczyna już brakować oddechu i nadziei. Dla wątpiących. Dla walczących. W wolnej Ameryce, w Królestwie Polski, w Twierdzy Barcelona, na resztkach Wysp Japońskich, na archipelagach, w które zmieniły się i Kanada, i Indie. Dla gruzińskich dżygitów, włoskich czerwonych koszul, niedobitków bawarskiego grenzschutzu, węgierskich huzarów śmierci i wszystkich, którzy stawali przeciw Czarnym.

WARSZAWA
– Mamy ważnego trupa. Właśnie po pana jedziemy – usłyszał w słuchawce Robert Gralewski i już wiedział,że tego popołudnia nie spędzi tak, jak sobie zaplanował.
Ofiara mieszkała na Anielewicza, w nowym bloku postawionym obok starej szkoły. Fiat podjechał pod budynek, zatrzymał się na tyle tylko, by Robert zdążył wysiąść i zatrzasnąć drzwi. Kierowca nawet nie powiedział „Do widzenia”. Będzie trzeba na to zwrócić uwagę jego przełożonym. Od lekceważenia obyczajów zaczynają się upadki imperiów.
Przed domem już czekał elf w cywilu, ubrany w szyty na miarę garnitur, podkreślający szczupłość, a jednocześnie proporcjonalną budowę ciała. Gładkoczarne jedwabne ubranie leżało wprost idealnie, jeśli nie liczyć wyraźnie rysującego się pod prawą pachą kształtu kabury. Do tego z lewego boku spod garnituru wystawała pochwa miecza wakizashi, od którego aż promieniowało nanokadabrową aurą.
– Witam pułkowniku, miło mi pana znów widzieć – wyciągnął dłoń o smukłych palcach i gładkiej skórze.
Robert widział kiedyś, jak ta pozornie delikatna dłoń chwyta i miażdży pysk szuchamanna, potwora samozrodzonego w warszawskiej ziemi, jak rozrywa cielsko monstrum spojone z cegieł i cieni. Jak ciche słowa wypowiedziane spokojnie wąskimi ustami elfa powstrzymują od zawalenia trzy kamienice, dając ich mieszkańcom czas na ucieczkę. Jak jedno spojrzenie lśniących oczu tłumi ogień, którym szuchamann chciał spalić zapędzonych do piwnic ludzi.
Elf był kuzynem trzeciego stopnia króla Polski i zastępcą szefa kontrwywiadu na Mazowsze, Warmię i Podlasie, przygotowywanym do znacznie bardziej odpowiedzialnych funkcji. Może kiedyś zostanie hetmanem. Ósmy w linii dziedziczenia korony.
Robert uścisnął elfią dłoń tak solidnie, jak tylko potrafił.
– Witam pana, kapitanie Barg’O’Dar. Nie otrzymałem żadnych wstępnych informacji.
– Rozumiem, proszę za mną – elf odwrócił się błyskawicznie i ruszył ku drzwiom bloku. Teraz dopiero Robert rozejrzał się nieco i zwrócił uwagę na bezruch panujący wzdłuż całej Anielewicza. Ulicą nie jechał żaden samochód, riksza czy rower, po chodnikach nie przechodzili ludzie, a światła w sklepach i barach na parterach budynków były zgaszone. Za to na kilku dachach i balkonach, pod drzewami i w podcieniach klatek schodowych tkwiły niemal nieruchome sylwetki ludzi i elfów, w cywilu i umundurowanych. Smugi lśniącej mgły pełgały po asfalcie i chodnikowych płytach – to nanokadabrowe enpisy śledcze szukały najmniejszych śladów wrogiej emanacji.
Sprawa wyglądała na bardzo poważną.

Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

Wesołych Świąt!
Aktualności A.Mason - 31 marca 2018

Smacznego jajka życzy redakcja Fahrenheita.

Poza granice wyobraźni
Film A.Mason - 25 lutego 2020

„Poza granice wyobraźni” – tak brzmi tytuł nowego cyklu filmowego, który już…

Zamojskie Spotkania z Fantastyką i VI Edycja Nadszańca Fantastyki
Aktualności Fahrenheit Crew - 4 sierpnia 2016

W trzeci weekend września (16-18.09.2016) odbędzie się kolejna edycja Zamojskich Spotkań z…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!