ISSN: 2658-2740

Ursula LeGuin „Sześć światów Hain”. Fragment (4)

Fragmenty Ebola - 20 listopada 2015

U wejścia do jaskini, bezzębnej, ziejącej paszczy dyszącej ciepłem i stęchlizną, jeden z Gliniaków powiedział:

– Latające zwierzę nie wejdzie.

– Wejdzie – powiedziała Semley.

– Nie – zaprotestowały Gliniaki.

– Tak. Nie zostawię go tutaj. Nie mam prawa go zostawić. Nie zrobi wam krzywdy, dopóki go trzymam za uzdę.

– Nie – powtórzyły niskie głosy, ale inne wtrąciły:

– Jak chcesz.

Po chwili wahania ruszyli dalej. Ogarnęły ich takie ciemności, jakby paszcza jaskini zatrzasnęła się za nimi. Szli gęsiego.

Wkrótce mrok się rozjaśnił – zbliżyli się do wiszącej pod stropem kuli słabego białego ognia. Dalej była następna i jeszcze następna, między nimi ciągnęły się po ścianach długie czarne robaki. Im dalej szli, tym więcej było kul ognistych, aż wreszcie cały tunel wypełniło jasne, zimne światło.

Przewodnicy Semley zatrzymali się u zbiegu trzech korytarzy zamkniętych żelaznymi wrotami.

– Tu zaczekamy, pani – powiedzieli i ośmiu pozostało z nią, a trzech otworzyło środkowe wielkie drzwi i weszło do środka. Wrota zatrzas­nęły się za nimi z hukiem.

Córa Angyarów stała nieruchoma, wyprostowana pod ostrym, białym światłem lamp. Wiatrogon przysiadł obok, bijąc końcem pasiastego ogona, a jego wielkie zwinięte skrzydła drgały raz po raz, zdradzając hamowaną chęć ucieczki. Za plecami Semley ośmiu Gliniaków przysiadło na piętach, mamrocząc w swoim języku.

Środkowe wrota otworzyły się ze zgrzytem.

– Wprowadźcie Angyarkę do Królestwa Nocy! – zawołał dudniącym i napuszonym głosem stojący we wrotach Gliniak. Miał coś w rodzaju odzieży na krępym, szarym ciele. – Wejdź i podziwiaj cuda naszej krainy, dzieła rąk panów nocy!

Semley bez słowa szarpnęła uzdę swego wierzchowca i poszła, schylając głowę w drzwiach zrobionych dla karłowatego ludu. Otworzył się przed nią nowy rozjarzony korytarz z wilgotnymi ścianami skąpanymi w białym świetle, tylko tym razem na podłodze zamiast chodnika leżały dwie lśniące żelazne belki ciągnące się równoległą linią jak okiem sięgnąć. Na belkach stał jakiś wózek na metalowych kołach. Posłuszna gestom swego nowego przewodnika Semley bez wahania i bez cienia zdziwienia na twarzy weszła do wózka i skłoniła wiatrogona, żeby przysiadł obok niej. Gliniak usiadł z przodu, gdzie manipulował jakimiś dźwigniami i kółkami. Rozległ się głośny hałas, metal zazgrzytał o metal i ściany korytarza zaczęły uciekać do tyłu. Umykały tak coraz szybciej, aż wreszcie ogniste kule nad głową zlały się w jedno pasmo, a ciepłe, stęchłe powietrze zmieniło się w cuchnący wiatr, który odrzucił jej kaptur z głowy.

Wózek się zatrzymał. Semley weszła za przewodnikiem po bazaltowych schodach do rozległego przedpokoju, a stamtąd do jeszcze większej sali wyżłobionej przed wiekami przez wodę, a może wykutej w skale przez Gliniaków. Mrok, którego nigdy nie naruszyło światło dzienne, rozjaśniał niesamowity, zimny blask ognistych kul. W otworach wyciętych w ścianach obracały się wielkie śmigła, wyciągając stęchłe powietrze. Rozległa zamknięta przestrzeń huczała i wibrowała hałasem – donośnymi głosami Gliniaków, zgrzytem, piskiem i szumem pracujących wentylatorów i kół, wielokrotnym echem tych dźwięków odbitym od skał. Tutaj wszyscy przysadziści Gliniacy mieli na sobie stroje naśladujące Władców Gwiazd; spodnie, miękkie buty i bluzy z kapturami. Tylko nieliczne kobiety, pospiesznie przemykające się karlice, były nagie. Wśród mężczyzn przeważali żołnierze noszący przy boku broń wyglądającą jak straszne miotacze światła Władców Gwiazd, ale Semley zauważyła, że są to zwykłe żelazne pałki. Wszystko to widziała, nie patrząc. Szła, dokąd ją prowadzono, nie zwracając głowy w lewo ani w prawo. Kiedy doszła do grupki Gliniaków noszących na czarnych włosach żelazne obręcze, jej przewodnik stanął, skłonił się i zahuczał:

– Panowie Gdemiaru!

Było ich siedmiu i wszyscy spojrzeli na nią z taką butą na swoich z gruba ciosanych szarych twarzach, że miała ochotę roześmiać im się w nos.

– O władcy królestwa mroku, przybywam do was w poszukiwaniu zaginionego skarbu moich przodków – powiedziała poważnie. – Szukam Oka Morza, które zdobył Leynen. – Jej głos zabrzmiał słabo w hałasie wielkiej krypty.

– Tak nam donieśli posłańcy, o pani Semley. – Tym razem zauważyła, kto mówi; Gliniak z białą, srogą twarzą, niższy jeszcze od pozostałych, sięgający jej ledwie do piersi. – Nie mamy tego, czego szukasz.

– Mówią, że kiedyś Oko Morza było w waszym posiadaniu.

– Różnie mówią na górze, tam gdzie pali słońce.

– A wiatr roznosi słowa wszędzie, dokąd dociera. Nie pytam, w jaki sposób naszyjnik zginął i wrócił do was, którzy go kiedyś zrobiliście. To dawne opowieści, dawne pretensje. Chcę tylko znaleźć go teraz. Nie macie go, ale może wiecie, gdzie jest.

– Tutaj go nie ma.

– Zatem jest gdzie indziej.

– Jest tam, dokąd nigdy nie dotrzesz. Chyba że my ci pomożemy.

– Więc pomóżcie mi. Proszę o to jako wasz gość.

– Powiedziane jest: Angyarowie biorą, Fiia dają, Gdemiarowie dają i biorą. Jeżeli zrobimy to dla ciebie, co za to dostaniemy?

– Moje podziękowanie, panie nocy.

Stała wśród nich wysoka i jasna, uśmiechnięta. Wpatrywali się w nią wszyscy z zazdrością i podziwem, z ponurą tęsknotą.

– Posłuchaj, Angyarko, prosisz nas o wielką przysługę. Sama nie wiesz, jak wielką. Nie potrafisz tego zrozumieć. Należysz do rasy, która nie chce rozumieć, która umie tylko ujeżdżać wiatrogony, uprawiać zboże, machać mieczem i chóralnie krzyczeć. A kto robi wasze miecze z jasnej stali? My, Gdemiarowie! Wasi panowie przychodzą do nas, kupują miecze i odchodzą, nie oglądając się za siebie, nie rozumiejąc. Ale ty jesteś tutaj, ty będziesz patrzeć, możesz zobaczyć kilka z naszych niezliczonych cudów, światła, które palą się wiecznie, wóz, który sam jedzie, maszyny, które robią nam ubrania, gotują nam pożywienie, odświeżają nam powietrze i służą nam we wszystkim. Wiedz, że wszystko to jest dla ciebie nie do pojęcia. I wiedz, że my, Gdemiarowie, żyjemy w przyjaźni z tymi, których wy nazywacie Władcami Gwiazd! Byliśmy z nimi w Hallan, w Reohan, w Hul-Orren, we wszystkich waszych zamkach, żeby pomóc im w rozmowach z wami. Książęta, którym wy, dumni Angyarowie, płacicie daninę, są naszymi przyjaciółmi. Świadczymy sobie nawzajem przysługi! Czym jest dla nas twoje podziękowanie?

– Na to pytanie wy musicie odpowiedzieć, nie ja – odparła Semley. – Ja zadałam pytanie. Odpowiedz mi, panie.

Siedmiu Gliniaków naradzało się przez chwilę słowami i w milczeniu. Spoglądali na nią, odwracali się, mamrotali coś i milkli. Powoli, w milczeniu zbierał się wokół nich tłum, aż wreszcie Semley stała otoczona setkami czarnych kudłatych głów i cała wielka hucząca grota z wyjątkiem wąskiego kręgu wokół niej była zapełniona Gliniakami. Wiatrogon drżał ze strachu i zbyt długo powstrzymywanego gniewu, a jego oczy zrobiły się wielkie i jasne jak oczy zwierzęcia zmuszonego do lotu w nocy. Semley pogłaskała ciepłe futerko na jego głowie, szepcząc:

Ściągnij tekst:
Strony: 1234567

Mogą Cię zainteresować

J.R.R. Tolkien „Upadek Gondolinu”
Fantastyka J.R.R. Tolkien - 5 listopada 2019

„Upadek Gondolinu” jest dla miłośników twórczości Tolkiena najprawdziwszym Świętym Graalem. Przedstawiona w…

W sam raz do plecaka (i nie tylko)

Recenzja książki Janie Chang „Droga Smoczych Źródeł”. Wbrew pozorom znalezienie odpowiedniej książki…

Laureaci szóstej edycji Nagród Nowej Fantastyki
Aktualności A.Mason - 26 maja 2019

Na Warszawskich Targach Książki zostali ogłoszeni laureaci szóstej edycji Nagród Nowej Fantastyki.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!