Autor: Juan Gabriel Vasquez,
Grafika: Natalia Twardy,
Tytuł oryginalny: "Los Nombres de Feliza"
Seria wydawnicza: Echa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca,
Redakcja: Maja Lipowska,
Korekta: Adam Osiński, Maja Lipowska,
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko,
Lektor: Sebastian Konrad,
Typ publikacji: papier, ebook, audiobook,
Premiera: 25 lutego 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 269
Format: 13x21 cm
ISBN: 978-83-8382-423-9
Cena: 54.99 PLN
ISBN (ebook): 978-83-838-2877-0
Cena (ebook): 39.99
ISBN (audiobook): 978-83-8382-879-4
Cena (audiobook): 44.99 PLN
Więcej informacji: Juan Gabriel Vasquez „Imiona Felizy”
Córka, żona, matka, artystka, wolny duch
Ilekroć czytam biografię artysty – pisarza, malarza, rzeźbiarza, performera – który bez reszty poświęcił się sztuce i podporządkował jej całe swoje życie, nawiedzają mnie refleksje, które (być może) wcale nie świadczą o mnie dobrze. Zastanawiam się mianowicie, czy oto śledziłam drogę życiową kogoś, kto dokonał świadomego wyboru i na przekór wszystkim żył w zgodzie z sobą, czy też może kogoś skrajnie niedojrzałego, kto skupiał się wyłącznie na sobie i realizacji własnych zachcianek, i nie przejmował się, komu i jaką uczyni tym krzywdę. Ostatnią biografią, jaka wzbudziła we mnie podobny dylemat, jest książka „Imiona Felizy” autorstwa Juana Gabriela Vasqueza.
Feliza Bursztyn była kolumbijską rzeźbiarką, znaną z awangardowych instalacji. Tak awangardowych, że do dziś niewiele osób było w stanie zrozumieć i docenić jej sztukę. Zmarła w 1982 roku w wieku 48 lat – i przyznam szczerze, że zanim książka nie trafiła w moje ręce, o jej bohaterce nie wiedziałam absolutnie nic. Niestety, ten stan utrzymuje się przez cały czas, bo – wskutek opisanej powyżej alternatywy – wciąż nie wiem, z kim miałam do czynienia: z niezrozumianą artystką czy rozkapryszoną wieczną dziewczynką z bogatego domu, która porzucała każdą rozpoczętą ścieżkę życia, kiedy docierało do niej, że nie doczeka się na niej beztroskiej zabawy.
Biografia pisana jest dwutorowo. Jeden wątek kreśli życie Felizy od początku, od dzieciństwa i wczesnej młodości, drugi drobiazgowo opisuje ostatni dzień jej życia. Ten pierwszy ukazuje nam dostatnie dzieciństwo córki zamożnej rodziny, upływające w cieniu dramatycznych wydarzeń w jej najbliższym sąsiedztwie, a potem życie młodej kobiety, która szybko wyszła za mąż, urodziła troje dzieci, a potem opuściła tę ścieżkę, by zacząć od zera. Z kolei drugi wątek z bolesną szczegółowością skupia się na śmiałych planach Felizy, które nigdy nie miały szansy być zrealizowane. Położyła im kres nagła śmierć w paryskiej restauracji; los okazał się złośliwy, bo kres nadszedł właśnie w takim czasie, gdy artystce wszystko zaczynało się układać i klarować.
Jeśli o mnie chodzi, po lekturze wrażenia mam mocno mieszane. Dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy o samej Felizie Bursztyn, a pośrednio dzięki jej losom także o Kolumbii, Francji i Stanach Zjednoczonych z czasów jej młodości – i to mogę uznać za wielki plus. Niestety sposób pisania Vasqueza zupełnie do mnie nie trafił – autor starał się oddać atmosferę dnia codziennego artystki, lecz popadł w nadmierną szczegółowość. Drobiazgowo opisał dni Felizy, jakby przez cały czas jej towarzyszył: obudziła się, przeciągnęła, skrzywiła się, bo bolała ją głowa, podeszła do okna, przetarła rękawem brudną szybę, otworzyła je, głęboko odetchnęła rześkim powietrzem i przez kwadrans cieszyła się pięknym widokiem i światłem słonecznym (opis zmyślony, ale oddający istotę rzeczy). Taki sposób prowadzenia opowieści potężnie mnie wymęczył, bo umysł podpowiadał, że Vasqueza przecież wtedy przy niej nie było, a konstrukcja tekstu z użyciem narratora wszechwiedzącego niesie ze sobą pułapki, których autor biografii nie przewidział.
Nie ma we mnie nic z artysty, dlatego niektóre decyzje Felizy trudno mi zrozumieć – a autor biografii wcale mi w tym zrozumieniu nie pomógł. Nie była pierwszą matką w historii, która porzuciła swoje dzieci, ale w ujęciu Vasqeza było to zamknięcie pewnego etapu: definitywne, szybkie i prawie beznamiętne. Trudno mi w to uwierzyć! Nawet jeśli na kolejnych stronach autor pokusił się o rozterki Felizy, jakieś jej dylematy, wątpliwości czy żal z powodu (być może koniecznej) decyzji, podał to w sposób suchy i drętwy. Zgoda, Feliza nie była kandydatką do tytułu matki roku, lecz absolutnie nie kupuję wizji kobiety, która pakuje walizkę, wychodzi z domu na zawsze, a potem poświęca trzem małym córkom jedną myśl na kwartał.
Dla kogo jest ta książka? Nie wiem – bo przecież nie tylko dla osób żyjących szeroko pojętą sztuką. Być może dla każdego, kto pragnie poszerzać swoje horyzonty i dowiedzieć się więcej o ludziach i sprawach, które do tej pory go nie zaprzątały. Jedno jest pewne: Natalia Twardy, która zaprojektowała okładkę z autentycznym zdjęciem Felizy Bursztyn, zrobiła znakomitą robotę. Czytelnik ma przed oczami kobietę, która żyła po swojemu na przekór swemu środowisku i swoim czasom. Czy to ważne, z jakiego powodu? Nigdy się tego nie dowiemy, lecz książkę przeczytać warto, choćby po to, by na kilka godzin przenieść się do świata, którego już nie ma.
Hanna Fronczak

Brudna wojna
Dla Lenny’ego. Byś przeżył nas wszystkich. Ciężko jest się zmierzyć z własną legendą, bo zwykle…

Blaski i nędze życia Ekumeny
Ursuli LeGuin wielbicielom fantastyki przedstawiać nie trzeba. Jeśli o mnie chodzi, autorka…

O dawnych, dobrych czasach
Jeri Westerson Zasłona kłamstw Tłum.: Robert Kędzierski Fabryka Słów 2012 Stron: 362…

















Wydarzenie wirtualne
10.06.2026
Niepołomice