Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Maja i czas motyli” Radek Rak

Bookiety Maciej Tomczak - 29 kwietnia 2026
Tytuł: "Maja i czas motyli"
Autor: Radek Rak,
Grafika: Aleksandra Krzanowska, Jan Kosik,
Wydawnictwo: Powergraph,
Redakcja: Kasia Sienkiewicz-Kosik,
Korekta: Maria Aleksandrow,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 20 marca 2026
Liczba stron: 272
Format: 13x20 cm
Oprawa: twarda,
ISBN: 978-83-68599-13-8
Cena: 69 PLN
Więcej informacji: Radek Rak „Maja i czas motyli”

Precious (by Depeche Mode)

Jest coś frapującego w fakcie, że współczesna literatura dziecięca wcale nierzadko potrafi przyciągnąć uwagę bardziej niż poczytne tytuły dla dorosłych. Może to kwestia mniejszej relatywizacji rzeczywistości, wyraźnych podziałów na to, co właściwe i niestosowane, braku moralnych dwuznaczności oraz pokładania wiary, że wszystko skończy się – jak to w bajkach – dobrze. Oczywiście może to być objaw generalnej i postępującej niedojrzałości społecznej, raczej nie resentymentu za młodością, ale niechęci wobec dorastania i przyjmowania odpowiedzialności nie tylko za siebie, lecz i za innych. Chociaż w opowieściach dla najmłodszych odbiorców często to właśnie jest kluczowy motyw.

Podobnie jest u tytułowej bohaterki powieści Radka Raka „Maja i czas motyli”. Dziewczyna przed rozpoczęciem piątej klasy szkoły podstawowej musi zmierzyć się z niebagatelnymi zmianami zachodzącymi w jej życiu. Razem z tatą wprowadza się do starego Domu pod Dębami, a raczej tylko do jego dwóch wynajmowanych pokoi. Nowe miejsce to nowe środowisko, w przenośni – a zatem obcy współlokatorzy i sąsiedzi – jak i dosłownie, ponieważ wokół drewnianego budynku rozciąga się dziki ogród, a cała okolica jest jeszcze mniej zasymilowana czy raczej zdewastowana przez tak zwane cywilizowane miasto. Ale jakby tego było mało, również w szkole coś się zmienia. Pozornie to ta sama klasa, z koleżankami i kolegami, lecz w grupie narastają konflikty i animozje pogłębiane przez dochodzącą na zastępstwo nauczycielkę. Ten cały kiedyś tak dobrze znany i bezpieczny świat jest teraz dla Mai obcy. I jakkolwiek bardzo tego nie chce, będzie musiała zbudować go sobie samodzielnie niemal od podstaw, ułożyć według odmiennych, trochę własnych, a trochę nie, zasad i reguł.

Jakub Małecki w wywiadach powtarza, że największą radość sprawiają mu wędrówki do antykwariatów i zakupy książek, o których nic nie wie. Nie tylko dlatego, że bywają to dla niego obce wydania i autorzy, lecz również ze względu na brak umieszczonych rekomendacji i streszczeń utworów na okładkach, z których czasami nieostrożny czytelnik może dowiedzieć się o fabule nazbyt wiele. Stąd na obwolutach ostatnich dwóch powieści Małeckiego, „Korowodzie” i „Obiektach głębokiego nieba”, nie można było znaleźć nic więcej poza tytułem i jego nazwiskiem. Kiedy rozpoczyna się czytanie „Mai i czasu motyli” Radka Raka, można w pełni zrozumieć i zatęsknić za takim ascetycznym kształtem publikacji. Bowiem autor w pierwszych rozdziałach konsekwentnie buduje odnośnie niejasnej sytuacji dziewczynki napięcie. Do dziewiątego rozdziału nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się w życiu rodziny Mai, że ta nagle musiała się przeprowadzić i rozstać z wieloma swoimi rzeczami. Nie jest również jasne, co stało się z jej mamą, która jest nieobecna. Natomiast kto przeczytał informacje zamieszczone na okładce, ten zawczasu wie, czego może się spodziewać. Nie wpływa to znacząco na przebieg całej lektury, ale świadczy o niekoniecznie przystających zamierzeniach pisarza i działu marketingu.

Z drugiej strony takie budowanie narracji to nie przypadek, ponieważ czytelnik, zwłaszcza ten dojrzalszy, może domniemywać, że wydarzyło się coś ostatecznego i nieodwracalnego. I choć dla niego nic takiego nie nastąpiło – w końcu okazuje się, że mama bohaterki żyje – to dla protagonistki rzecz ostateczna i nieodwracalna zaszła. Radkowi Rakowi udała się niełatwa sztuka. Z czułością oddaje emocjonalny chaos dziecka, którego dotychczasowy zrozumiały i bezpieczny świat uległ katastrofie. Pokazuje również, do jakich barier i nieporozumień dochodzi w komunikacji z dorosłymi, nawet jeśli ci szczerze starają się pomóc. Pewne granice są może nie tyle nieprzekraczalne, ale wymagają wiele energii, empatii i przede wszystkim uważności.

Zresztą wszystkie postacie, zarówno te pierwszo-, jak i drugoplanowe, są zbudowane i przedstawione w sposób wiarygodny. Ich postępowanie nie zawsze jest w pełni logiczne i zrozumiałe, tak jak bywa przecież w prawdziwym życiu. Zachowanie może też wynikać z obowiązujących norm czy przypisanych ról społecznych. Ktoś jest „dorosłym”, który nie chce albo nie może utracić swojego prestiżu, ktoś w towarzystwie staje się „gwiazdą”, a inni jego „wyznawcami”, a ktoś jeszcze zostaje „ofiarą”.

Podobnie jest z miejscem akcji. To nie jest piękny i nieprawdopodobny świat znany z kolorowych seriali prywatnych stacji telewizyjnych. Na przykład rodzice Mai muszą radzić sobie z problemami finansowymi, co zmusza ojca bohaterki do podjęcia pracy niecieszącej się, przynajmniej w oczach jej koleżanek, prestiżem, i staje się źródłem problemów. A wyłaniający się obraz przemocy rówieśniczej, niczym nieuzasadnionego wykluczenia, stygmatyzowania i wyszydzania ze względu na błahe sytuacje i często niezawinione działania może wydawać się przesadzony, ale niestety prawda bywa o wiele poważniejsza i po prostu dużo gorsza.

Gdyby tego wszystkiego było mało, to jeszcze „Maja i czas motyli” jest wręcz doskonałym ucieleśnieniem oświeceniowej zasady „uczyć bawiąc, bawić ucząc”. W fabułę, bez niepotrzebnego dydaktyzmu czy moralizatorstwa, wplecione są wątki ekologiczne dotyczące zajmowania się dzikimi i domowymi zwierzętami, codziennego współżycia z różnymi owadami oraz dbania o przyrodę. Dodatkowo, poza historią, pojawiają się tablice na temat motyli, nietoperzy czy grzybów, opatrzne na poły humorystycznymi, a przy tym wielce ciekawymi i rozwijającymi komentarzami Radka Raka.

Jeśli zaś coś może razić w opowieści, to dość stereotypowe przedstawienie w negatywny sposób reprezentującej niemal całe grono pedagogiczne nauczycielki od kluczowego dla fabuły przedmiotu – biologii. Jasne, że w zdecydowanej większości merytoryczni pracownicy szkoły nie są niestety ludźmi o wybitnych kompetencja społecznych, zwłaszcza po latach zatracania się w obowiązujących planach nauczania, wyznaczanym kanonie oraz ministerialnych wytycznych. Jednocześnie każdy lub niemal każdy ma w swoim edukacyjnym doświadczeniu choćby jednego jedynego pedagoga, który potrafił podzielić się i zaszczepić prawdziwą pasję do jakiegoś zagadnienia lub zainspirować do nauki. Zatem stawianie tutaj wielkiego kwantyfikatora nie jest uzasadnione. I nadal trzeba czekać na postać, która odczaruje (w kulturze popularnej) wyobrażenie o dydaktykach.

Inna wadą książki jest jej nieco zbyt ckliwy i optymistyczny ostatni rozdział. Przy cały bolesnym realizmie historii, doprowadzenie rodziny Mai do tego akurat miejsca (nie zdradzając, jakie jest to dokładnie miejsce) wydaje się jednak odrobinę nieprawdopodobne. Nawet jeśli człowiek tego życzyłby bohaterce.

Można zaryzykować tezę, że powieścią Radka Raka powinny zainteresować przede wszystkim dwie grupy osób. Pierwszą są dzieci i nastolatkowie przeżywający trudności związane z rozpadem ich więzi rodzinnych. Pisarz nie daje prostych rozwiązań ani nie oszukuje, że jest to sytuacja łatwa, a wynikające z niej problemy mogą zostać szybko zażegnane. Wskazuje jednak, że nawet w najmroczniejszych okolicznościach można odnaleźć jasną iskrę, promyk nadziei, a każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Z kolei drugą docelową grupą powieści są rodzice tychże dzieci i nastolatków. Zapatrzeni w siebie, swój gniew lub rozpacz, podjętymi decyzjami, zwłaszcza tymi pozornie najlepszymi, czy to przypadkiem czy intencjonalnie, mogą wyrządzić dzieciom poważną krzywdę. Często zapominają także, że mały człowiek czuje i wiele rozumie, niekiedy więcej niż ten duży.

„Maja i czas motyli” tak naprawdę nie jest łatwą książką. To nie jest również do końca przyjemna książka, aczkolwiek jej lektura do jak najbardziej przyjemnych należy.

Ale zarazem jest to książka bardzo ważna.

 

Maciej Tomczak

    Mogą Cię zainteresować

    A na pieszczoty to trzeba sobie zasłużyć!
    Recenzje fantastyczne Ebola - 23 maja 2014

    Autor: Matt Mayevsky Tytuł: „Homoseksokracja” Wydawca: Foreknowledge Ltd 2014 Stron: 500 Cena:…

    Sen o gadającym krześle
    Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 11 lutego 2015

    Tytuł: „Kąpiąc lwa” Autor: Jonathan Carroll Tłumacz: Jacek Wietecki Wydawca: Rebis 2013…

    Bilbo czy Skywalker?
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 27 czerwca 2012

    Tomasz Duszyński Tam i z powrotem. Podróż tom 1 Paperback 2012 Stron: 388 Cena:…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *