Zmarł Krzysztof KochańskiObrazek wstążki
Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja]„I tak nie słuchasz” Romuald Pawlak

Bookiety Piotr Wojnarowicz - 23 września 2025
Tytuł: "I tak nie słuchasz"
Autor: Romuald Pawlak,
Grafika: Tomasz Maroński,
Wydawnictwo: Czarna Dama,
Redakcja: Ksenia Olkusz,
Korekta: Dorota Piekarska,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 31 lipca 2025
Liczba stron: 354
Format: 12x19 cm
ISBN: 978-83-68102-90-1
Cena: 39.99 PLN
Więcej informacji: Romuald Pawlak „I tak nie słuchasz”

Tak daleko stąd, tak blisko

Na rynku wydawniczym, mimo iż od wielu lat czytelnictwo utrzymuje się na poziomie, który optymistycznie można nazwać „średnim”, tempo ukazywania się nowości jest zaskakujące, a dla osób, które mają szerokie grono ulubionych autorów, wręcz czasem zabójcze. Wynika z tego ni mniej, ni więcej, a fakt, iż często dosłownie „uciekają” nam interesujące nowości. A czasem nawet, gdy jesteśmy w stanie zanotować samą obecność książki, to i tak nie jest ona w stanie „załapać się” do naszej listy czytelniczej, niekiedy łypiąc na nas z kupki wstydu. Dziś pragnę opowiedzieć o książce, która, choć miała premierę pod koniec lipca tego roku, to jak na razie nie wzbudziła większego echa wśród braci czytelniczej, ja zaś uważam ją za lekturę wprost obowiązkową, nie tylko dla rodziców dorastającej młodzieży, ale dla wszystkich, którym los bliźnich nie jest obojętny i chcieliby choć trochę zrozumieć, co dzieje się „pod skórą” społeczeństwa.

Mowa o „I tak nie słuchasz” autorstwa Romualda Pawlaka. Autora, który swoją karierę zaczynał (i, z sukcesami, kontynuuje) w nurcie fantastycznym. Powieść, o której dziś mowa, jest natomiast dramatem społecznym, w którym autor bardzo przenikliwie ukazuje problemy trapiące nasze społeczeństwo, zwłaszcza ludzi młodych, wchodzących dopiero w życie. Problemy, które są tuż obok nas, a których nie widzimy, czasem może dla spokoju naszego ducha nie chcemy widzieć, a które czasami kończą się notką na portalu, czy też wzmianką w dzienniku telewizyjnym, o kolejnym samobójstwie popełnionym przez kogoś, kto „miał przed sobą całe życie”.

Jest to książka zarówno świetna, jak i straszna. Straszna w tym sensie, że, korzystając oszczędnie ze środków warsztatowych, nie epatując wcale obrzydlistwem, gore i szczegółami intymnymi, tak mocno, tak dobitnie potrafi pokazywać okrucieństwo, ból i to wszystko, co sprawia, że ci, którzy powinni po nas następować, nie widzą innej drogi niż ta donikąd. Oczywiście, wiele w tym zasługi doświadczenia pisarskiego Pawlaka, jednak najważniejsze jest jego dobre zrozumienie problematyki i twórcze przelanie jej na papier. Powieść dzieje się współcześnie, co można poznać choćby po gadżetach występujących na jej stronach, jednak przesłanie jest na tyle uniwersalne, że osoby, które swoje młodzieńcze lata przeżyły dziesięć, dwadzieścia czy więcej lat temu, też poczują klimat czasów swojego dorastania i jego problemów, bowiem to, jak w słynnym wstępie do pewnej legendarnej gry, jest jak wojna, która tak naprawdę nigdy się nie zmienia. Zmienia się tylko jej sztafaż.

Narratorką całej historii jest Hania. Jak sama zaznacza na początku swojej opowieści, jej imię jest zmyślone. Dzieje się tak dlatego, iż „I tak mnie nie wysłuchasz” jest nie tylko tytułem, ale też pierwszym zdaniem, które wypowiada dziewczyna, leżąc na szpitalnym łóżku, do policjantki, która przyszła ją  przepytać. Dlaczego Hania w szpitalu się znalazła? Bowiem cudem nie zginęła pod kołami pociągu ekspresowego, pragnąc dokonać samobójstwa. Cała powieść została zainspirowana prawdziwym zdarzeniem, kiedy to właśnie w ten sposób cudem nie zginęła młoda dziewczyna w Rosji. Nie to jednak najbardziej zmrozi krew w żyłach czytelnikowi. Hania bowiem bez upiększania (w tym miejscu szapoba dla autora za umiejętne posługiwanie się innym językiem dla uczniów, innym dla dorosłych prostych ludzi, innym dla nauczycieli, niby prosta kwestia warsztatowa, a zdecydowanie zbyt wielu autorów się na tym potrafi wyłożyć) opowiada historię swojego życia. Życia jakich wiele, nie jest ani ona, ani pozostali bohaterowie jej opowieści jakoś specjalnie wyjątkowi. Ot, mieszkańcy dużych miast z ich plusami i minusami. Pod tą powierzchnią, pod pozorem codziennego życia i obowiązków, kłębią się jednak straszliwe demony.

Zanurzamy się w świecie Hanny, jej domu, podwórka, ulicy i szkoły i już po pierwszych kilku stronach zostajemy zbrukani zastaną rzeczywistością. To jedna z tych powieści, podczas  lektury których nawet osoby będące kompletnymi abstynentami tytoniowymi czują co jakiś czas potrzebę zrobienia sobie przerwy na papierosa. Świadomość, że jest to świat mimo swej fikcyjności aż nazbyt realny, bowiem przeróżne jego fragmenty wydawać się mogą wprost wydarte z naszych wspomnień i życiorysów, tylko pogłębia poczucie immersji. Nie da się nie zauważyć, że swoistą klamrą spajającą wątki jest kolej, zarówno kolej – żywicielka, gdyż spora część dorosłych bohaterów była, bądź jest, zatrudniana przez kolej, jak też kolej będąca przedmiotem fascynacji oraz kolej-morderczyni. Nie wiem, czy to skutek osobistej fascynacji Pawlaka, czy konsekwencja źródła inspiracji fabularnej, myślę jednak, że kolej świetnie „zagrała” w powieści, stając się jedną z głównych jej bohaterek.

Pisarz, choćby stworzył najmocniejsze dzieło o silnym przekazie moralnym, nie zbawi świata i z pewnością nie takie było zamierzenie Romualda Pawlaka. Jednak jego, tak różna od wielu innych powieści, książka „I tak mnie nie wysłuchasz” ma wystarczająco wiele siły, by wstrząsnąć czytelnikiem na tyle, by zarówno w ciszy wieczornych rozmyślań została z nim na dłużej, jak i by spojrzał trochę inaczej na otaczający go świat i może raz, drugi czy dziesiąty postąpił inaczej. Jeśli dzięki temu poprawi się sytuacja choć jednej osoby, zakończy to choć jedną bezsensowną waśń, sprawi, że choć jeden rodzic w natłoku pędzącego niczym ekspres życia w XXI wieku zacznie zwracać większą uwagę na to, dlaczego jego dzieciak z wesołego stał się zamkniętym ponurakiem, będzie to największy sukces, większy od wszelkich nagród literackich. I dlatego właśnie bardzo tę książkę polecam i pragnę, by nie zaginęła w tym wydawniczym morzu, zapełniającym półki księgarń, mimo że, jak wspomniałem, momentami wyda Wam się straszna.

 

Piotr Wojnarowicz

    Mogą Cię zainteresować

    O żmii bez jadu
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 28 marca 2012

    Karina Pjankowa Z miłości do prawdy Tłum. Ewa Skórska Fabryka Słów 2011 Stron: 512…

    [Recenzja] „Strzeżcie się, olbrzymy!” Jorge Aguirre, Rafael Rosado

    Choć na początku można pomyśleć, że będziemy mieć do czynienia z  przesiąkniętymi…

    Achaja po włosku
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 26 stycznia 2013

    Licia Troisi Królestwa Nashiry. Marzenie Talithy Tłum.: Katarzyna Kolasa-Garibotto Zielona Sowa 2012…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *