ISSN: 2658-2740

[Recenzja] Antologia „Magiczna Łódź”

Tytuł: "Magiczna Łódź. Antologia opowiadań, kronik i kuriozów"
Autor: Danuta Psuty, Ewa Psuty, Artur R. Woźniak, Adam Paradowski, Krystian Śmietański, Anna Karnicka,
Grafika: Marcin Sienny, Monika Janiszewska, Aleksandra Graczyk, Tomasz Ścibiorek,
Wydawnictwo: Fundacja Atelier Improwizacji,
Redakcja: Tomasz Kozłowski, Danuta Psuty,
Korekta: Paulina Walenia,
Typ publikacji: papier, pdf,
Premiera: 15 stycznia 2022
Wydanie: 1
Liczba stron: 124
ISBN: 978-83-950726-6-6
Cena: 40 PLN
ISBN (pdf): 978-83-950726-7-3
Więcej informacji: Antologia „Magiczna Łódź”

Mam, tak samo jak ty, Miasto moje, a w nim…*

Pierwsze wzmianki o komorze celnej, położonej na terenach współczesnej Łodzi, pochodzą z przełomu XII i XIII wieku. Natomiast powstanie osady nad rzeką Ostrogą (zwaną od XVIII wieku Łódką) datuje się dopiero na wiek XIV. Wieś znajdująca się na szlaku handlowym prosperowała na tyle dobrze, że król Władysław Jagiełło nadał jej status miasta, jednak nie przyczyniło się to do jej dalszego rozwoju. Sytuacja zmieniła się diametralnie dopiero na początku XIX wieku, gdy Łodzi nadano status osady fabrycznej, a przemysł włókienniczy zdominował obraz miasta na niemal dwa stulecia. Z liczącego kilkuset mieszkańców miasteczka Łódź przeobraziła się w jedną z największych polskich metropolii, by najpierw w czasie II wojny światowej znaczna część jej obywateli zginęła, a po transformacji systemowej pogrążyła się w marazmie. Współcześnie miasto nieustannie poszukuje nowej tożsamości, coraz bardziej doceniając robotniczą przeszłość; traktowaną przez pewien czas jako dość wstydliwe obciążenie.

Jak każde miasto, Łódź również posiada swoją fascynującą historię – z niepowtarzalnymi podwórkami, oryginalnymi ludźmi czy wieloma zabytkowymi budynkami – stanowiącą niemal idealną inspirację dla różnych twórców. Tym właśnie tropem podążyła Fundacja Atelier Improwizacji, która zgromadziła łódzkich artystów, by mocą ich imaginacji przedstawić miasto w utworach literackich. W konsekwencji powstała antologia „Magiczna Łódź”, składająca się z pięciu opowiadań, jednego eseju oraz przeplatających je sześciu „Kronik z historii miasta” – krótkich tekstów, stylizowanych na reportaże, nawiązujących fabułą do poszczególnych utworów, a związanych z historią miasta i zarazem Polski. Całość poprzedza wstęp Anny Szumacher.

Mimo względnie niewielkich rozmiarów – zbiór liczy niespełna sto dwadzieścia pięć stron – znalazło się w nim miejsce na opowiadania w niemal wszystkich najważniejszych fantastycznych gatunkach: horror, science fiction, fantasy i urban fantasy, nawiązujące do słowiańskich wierzeń, a nawet swoisty rodzaj baśni.

Tom otwiera utwór „Przeklęte maszyny” Danuty Psuty. To kameralna historia grozy, w której para: Andrzej, inżynier w jednej z fabryk Herza, i jego narzeczona Klementyna, poszukuje źródła tajemniczych głosów wydobywających się jakoby z tkających maszyn. Autorka bardzo dobrze zarysowuje swoich bohaterów, nie tylko pierwszoplanowych, lecz także drugoplanowych, oddaje ducha czasów „ziemi obiecanej”, a jednocześnie wprowadza do tej zastanej rzeczywistości pewien rodzaj niepewności i trwogi. Z drugiej strony, po lekturze opowiadania właściwie nie wiadomo do końca, co się wydarzyło i dlaczego. Czytelnik zdecydowanie zostaje z poczuciem pewnego niedosytu.

W drugim tekście antologii, zatytułowanym „Na poszukiwania Ślepego Mruczka”, Ewa Psuty przedstawia łódzkie ulice z punktu widzenia zwierząt, przede wszystkim kotów. Młoda i niedoświadczona bohaterka o imieniu Zmora wyrusza na niebezpieczną misję, której celem jest odnalezienie zaginionego przywódcy. Podstawą kociej rzeczywistości wymyślonej przez Ewę Psuty jest hierarchia, wynikająca z przynależności do określonego rodu, wieku i doświadczenia oraz, jak łatwo można się domyślić, siły. Zmora, chociaż początkowo pełna niepewności i lęku, przełamuje ten schemat, nie tylko wykazując się nieprzeciętnym sprytem, lecz otwartością na innych, co w jej przypadku oznacza nawiązanie przyjaźni z psem Noskiem. Na poły baśniowa opowieść może wydawać się nieco naiwna, ale przygody kotki wciągają, a rozwiązanie zagadki zniknięcia Mruczka okazuje się, nawet jeśli ostatecznie nieco banalne, to jednak dość zaskakujące.

Z kolei „Pośród gwiazd” Artura R. Woźniaka to rasowa historia science fiction. Autor przenosi odbiorcę w odległą przyszłość, kiedy ludzkość nie tylko posiadła umiejętność podróżowania między galaktykami, stworzyła sztuczną inteligencję, ale także napotkała obcą cywilizację. Grupa najemników wyrusza do systemu Nowa Polska w poszukiwaniu wartościowych rzeczy, jakie mają znajdować się na kosmicznym okręcie-skarbcu o nazwie SKF Łódź. Jak się okaże, pojęcie majątku bywa niejednoznaczne. Woźniak bawi się konwencją, zresztą nie tylko space opery, ale też powieści awanturniczej czy, w jakimś stopniu, kryminalnej. Najmocniejszą stroną utworu są bezpośrednie i pośrednie nawiązania do historii i kultury Łodzi, inteligentnie wplecione i wykorzystane w fabule. Najsłabszą – szablonowe i jednowymiarowe postacie. Ale mimo to opowiadanie jest warte lektury.

Analogicznej oceny nie można wystawić „Panu Henrykowi” Adama Paradowskiego. Jest to mocno nostalgiczna, a nawet nieco ckliwa, historia o relacji dwóch mężczyzn – Jana, kiedyś kilkuletniego chłopca mieszkającego w jednej z wielu łódzkich kamienic, a współcześnie sprawnego przedsiębiorcy, oraz tytułowego Henryka, starszego człowieka, byłego dozorcy, szukającego dla siebie miejsca w nowych realiach, a posiadającego niespotykane zdolności i tajemnice. Nawiązując do wierzeń słowiańskich Paradowski chciał zapewne przedstawić, z jednej strony, wieczną walkę dobra ze złem, w tym przypadku po części utożsamianych, odpowiednio, z naturą i techniką, a z drugiej strony, pokazać, że dobre uczynki wracają. Czyni to jednak w sposób zbyt prosty, a przede wszystkim moralizatorski. O ile nie można mieć żadnych zarzutów względem warsztatu autora, o tyle cała intryga jest po prostu naiwna.

W tym momencie antologii „Magiczna Łódź” następuje chwilowy odwrót od fikcji. Bowiem „Moja magiczna szafa – wspomnienie kina Bałtyk” Krystiana Śmietańskiego nie jest beletrystyką, lecz esejem, w którym autor dzieli się swoimi wspomnieniami związanymi z tytułowym kinem Bałtyk, mieszczącym się kiedyś niemal w centrum miasta za budynkiem Filharmonii Łódzkiej. Tekst na szczęście nie jest utrzymany w konwencji „kiedyś to było”. To raczej sentymentalne wspomnienie o różnych przygodach związanych z seansami, jakie miał okazję oglądać w Bałtyku Śmietański. Tam też poznał techniczną stronę funkcjonowania kina. Jedyny zarzut, jaki można mieć do autora, a pośrednio do redaktora całej antologii, to właśnie charakter dzieła, który nie przystaje do pozostałych utworów.

Ostatnim opowiadaniem zbioru jest „Ogrodnik” Anny Karnickiej. Para przyjaciół, studentka Michalina i nastolatek Mitra, prowadzą śledztwo w związku z dziwnymi zniszczeniami upraw na terenie ogródków działkowych. W tym samym czasie kolega Michaliny z uczelni, Piotrek zwany Tężcem, ku jej zaskoczeniu decyduje się rzucić naukę i poświęcić zupełnie innej działalności. Jak można się domyśleć, te dwa – pozornie niezwiązane ze sobą – wydarzenia będą miały wiele wspólnego. Siłą utworu Karnickiej są intrygujące postacie, zaprezentowane w zdecydowanie niesztampowy sposób. Z kolei mocą fabuły są kryjące się wszędzie tajemnice i niedomówienia. Przedstawiony świat to tylko pozornie normalna Łódź, bowiem za tą fasadą kryje się zupełnie inna rzeczywistość. Przy czym sama historia może rozczarować czytelników oczekujących niesamowitej akcji. „Ogrodnik” toczy się powoli i spokojnie. Bez wątpienia jest to związane z faktem, że stanowi wyłącznie wprowadzenie do większej całości; a przynajmniej taką należy mieć nadzieję.

Na oddzielną uwagę zasługuje sześć części „Kronik” autorstwa Tomasza Kozłowskiego, które same w sobie stanowią doskonały materiał literacki. Relacje o łódzkim światku przestępczym, czy to międzywojennym czy z początku polskiego dzikiego kapitalizmu lat 90. XX wieku, zagubionej mistycznej księdze, niedoszłym arcydziele filmowym albo amerykańskim astronaucie wywodzącym się ze śródmieścia, czyta się w największym skupieniu, niczym najlepsze reportaże. Twórca miesza w nich fikcję z rzeczywistością, czyniąc to w sposób niemal niedostrzegalny. W efekcie powstają wyjątkowe, wciągające historie, rozgrywające się w łódzkich realiach.

Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

Potęga stereotypu

Recenzja książki Evana Curriego „Atlantis Rising. Rycerze Atlantydy”. „Rycerze Atlantydy” – pierwsza…

Tylko twist

Swego czasu (było to dawno, dawno temu) wśród autorów zapanowała moda na…

Skandalu nie będzie
Bookiety nimfa bagienna - 10 października 2016

Historia bez emocji spisana, czyli Agnieszka Chodkowska-Gyurics recenzuje książkę „Spadochroniarz Hitlera” Gilberta…

Fahrenheit