Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] Antologia „Przestrzenie pomiędzy światami”

Ścieżki życia

 

Kto czyta książki, żyje podwójnie
Umberto Eco

 

Uwaga: recenzja może zawierać śladowe ilości niektórych fabuł, ale w żadnym przypadku nie powinna popsuć przyjemności z ich samodzielnego konsumowania.

 

Czytanie jest jedną z funkcji poznawczych wyjątkowo pozytywnie wpływających na stan ludzkiego intelektu. Stymuluje, angażuje i rozwija mózg. Ale też, już na poziomie mniej biologicznym, dostarcza wielu niezapomnianych wrażeń i emocji, nawet jeśli nie zawsze przyjemnych. Co więcej, pozwala na poznanie miejsc i osób, których często człowiek w innych sposób nie miałby szans nigdy zobaczyć. To wszystko niewątpliwie banał, ale również oczywistości, przynajmniej od czasu do czasu, warto sobie przypomnieć i powtórzyć.

Antologię „Przestrzenie pomiędzy światami” otwiera opowiadanie „Poza i pomiędzy” Wojciecha Moski. Historia chłopaka i dziewczyny, studentów Akademii Sztuk Pięknych, których połączyła najpierw fascynacja leśną przyrodą, a później sobą nawzajem. Za to dzieli ich rzeczywistość, lecz nie społeczna czy polityczna, ale dosłownie równoległa, ponieważ żyją w przystających do siebie światach. Jedynym punktem styku tych punktów jest wiekowy świerk, którego specyficzny układ gałęzi stworzył niejako międzywymiarową bramę.

Wojciech Moska napisał bardzo piękny, nastrojowy utwór. Zabiera czytelnika na spotkanie z bohaterami w kilkunastu wybranych momentach ich (nie)wspólnego życia, pokazując stopniowy rozwój relacji. Jest przy tym bardzo czuły, choć zarazem bezwzględny dla swoich bohaterów, gdyż nie daje im niemal żadnej nadziei. Można oczywiście pytać, dlaczego para nie szuka dla siebie innych pozycji połączenia albo czy rzeczywiście taki związek (dosłownie na odległość) miałby sens i przetrwałby próbę czasu, lecz są to zbyt trywialne zagadnienia, by zaprzątać sobie nimi głowę. Nie pierwszy raz miłość pozwala przekraczać granice.

Podobnie można podsumować drugi utwór, zatytułowany „Pożegnanie”. Leszek Dziubek opisuje w nim spotkanie zmarłej kobiety z rodziną. Tę możliwość daje jej skorzystanie ze specjalnej usługi, Pożegnalni, przenoszącej świadomość odchodzącej osoby do wirtualnego konstruktu, gdzie może po raz ostatni porozmawiać z najbliższymi albo wydać dyspozycje co do spadku. Poniekąd jest to krótka chwila życia po życiu, dająca być może pewną szansę na naprawienie relacji czy popełnionych błędów.

Leszek Dziubek, skupiając całą uwagę na protagonistce i jej postępowaniu, zachował się bardzo perfidnie, ale zapewne dobrze to przemyślał. Wciąga odbiorcę w wir przygotowań do zakończenie egzystencji tak bardzo, że ten zapewne sam zaczyna myśleć, co dokładnie zrobiłby w takich okolicznościach, a zupełnie zapomina o wielu dwuznacznościach całej sytuacji. Dopiero po przeczytaniu ostatniego akapitu powraca otrzeźwienie i ontologiczna refleksja nad potencjalnym znaczeniem i konsekwencjami zaistnienia takiej Pożegnalni. Każdy sam musi ocenić, czy jest ona bardziej gorzka, czy słodka.

W zupełnie inne rejony, zarówno jeśli chodzi o przestrzeń, jak i wartości, przenosi nas Sabina Bacior-Chadryś. Akcja jej opowiadania „Zooraj, po drugiej stronie śnienia” toczy się w tytułowym niebycie, do którego trafia kuoka krótkoogonowa – niewielki ssak z podrodziny kangurowatych, popularny za sprawą memów wyśmiewających fakt porzucania przez nią młodych podczas ucieczki, co ma odwrócić uwagę drapieżników od osobników dorosłych. W nowe miejsce i obowiązujące tam zasady wprowadza bohatera Rudencjusz, panda czerwona. Pewna nieporadność zwierzęcia sprawia, że świat ludzi ulega poważnej zmianie. To może być przypadek, ale równie dobrze, sprawiedliwość za wszystkie przewiny popełnione przez człowieka.

Wędrówkę martwej kuoki z towarzyszącą jej pandą przez Śnienie Przeświadczeń można poniekąd skojarzyć z drogą Dantego przez zaświaty. Oczywiście ta przedstawiona przez Sabinę Bacior-Chadryś jest zdecydowanie bardziej humorystyczna, aczkolwiek ostatecznie wcale nie mniej smutna. Krótka historia zarysowuje fantastyczny świat i wydaje się wyłącznie preludium do większej fabuły.

Z kolei „My” Moniki Sochaj jest zapisem swoistego dialogu prowadzonego pomiędzy nienarodzonym dzieckiem, skupionym przede wszystkim na relacji fizycznej i uczuciowej z matką i ojcem, a jego początkowo bliżej nieokreślonym opiekunem. Tajemnica kryjąca się za ich relacją – czy raczej związkiem –stanowi niejako zagadkę łączącą życie ze śmiercią.

Poruszane przez Monikę Sochaj zagadnienie jest wyjątkowo bolesne i trudne. Co więcej, wbrew pozorom dotyczy też znacznej części populacji osób tworzących związki i myślących o potomstwie. Wymaga zatem raczej subtelnego ujęcia. O ile przyjęty sposób narracji jest nie tylko intrygujący, ale jak najbardziej sprawdza się w samej formie, to jednak przekaz jest pozbawiony głębi. Nie wzbudza niemal żadnych emocji, co jest zarazem zaskakujące i nieco rozczarowujące.

Cztery pierwsze opowiadania antologii mają charakter mniej fabularny, a bardziej metafizyczny czy filozoficzny. Następne nastawione są zdecydowanie mocniej na przedstawienie konkretnej historii, mającej nierzadko, przynajmniej w jakiejś części, pierwiastek przygody.

Co prawda „Las prawdę ci powie” Aleksandry Bednarskiej jest opowieścią dość kameralną. Jej bohaterka, Jen, marzy o dalekich wyprawach i egzotycznych podróżach. Ma jednak wyjątkowego pecha, ponieważ każda podjęta przez nią próba opuszczenia rodzinnych stron kończy się fiaskiem. Być może zamiast uparcie szukać szczęścia gdzieś daleko, powinna większą uwagę zwrócić na to, co ją otacza i skąd właściwie pochodzi?

Utwór Aleksandry Bednarskiej jest bardzo – być może nawet nieco za bardzo – skondensowany. Od jednego czynu i wiążącej się z nim porażki protagonistka niemal od razu przechodzi do działania, które tym razem wszystko zmienia. Pomysł pokonania fatum otaczającego dziewczynę jest ciekawy i twórczy, ale podany w tak absurdalnej czasowo formie (dlaczego tak nagle? dlaczego akurat w tym momencie?), że wzbudza wyłącznie poważne wątpliwości. Innymi słowy, w tym kilkustronnicowym kształcie po prostu się marnuje.

Natomiast „Port światów” Artura R. Woźniaka to już pełnoprawne fantasy. Mały złodziejaszek Shin po nie do końca udanej próbie kradzieży zmuszony jest do rejterady w stronę bramy prowadzącej do innego świata. Po jej przekroczeniu wpada szczęśliwym trafem na osobę, która pozwoli mu odmienić swój dotychczasowy nieciekawy los.

Napisana przez Artura R. Woźniaka nieco awanturnicza historia wciąga swoją dynamiką. Z opisów wyłania się egzotyczna rzeczywistość, pełna kolorowych miejsc i różnorodnych istot. Nie jest to może najoryginalniejsza koncepcja, łącznie z raczej mało zaskakującym zwrotem, ale dobrze wpisuje się w motyw cudownego dziecka, które zmuszone jest zmagać się z samotnością i niezrozumieniem oraz innymi przeciwnościami losu aż do szczęśliwego zakończenia i swoistego tryumfu dobra.

Dla zachowania równowagi w składzie antologii należy zauważyć, że „Ośmiornica” Barbary Uznańskiej-Loch jest twardą fantastyką naukową. Oto przybywający do kosmicznej stacji przeładunkowej statek transportowy okazuje się tylko do połowy wypełniony zakontraktowanym urobkiem. Nic nie wskazuje, by towar został nielegalnie usunięty – a zarazem dokonywane pomiary nie kłamią. Zagadka staje się dużo poważniejsza, gdy zaburzenia wagi przestają dotyczyć włącznie samego ładunku.

Barbara Uznańska-Loch dobrze rozumie, że kosmos jest naprawdę ostateczną granicą. Nie chodzi jednak o możliwość jej przekroczenia i dalszego podróżowania po galaktykach, ale zrozumienie dla rzeczy wykraczających poza ludzkie i ziemskie doświadczenie. Autorka konsekwentnie buduje napięcie, stopniowo odkrywając tajemnicę statku i jego podróży. Wytrącając z równowagi swoich bohaterów, pogrąża ich w coraz większej niepewności. Przypomina, że człowiek jest tylko małym elementem wszechświata, a jego poczucie panowania nad rzeczywistością bywa bardzo złudne.

Z podobną niewiadomą musi się zmierzyć dwójka naukowców w opowiadaniu „Ledwo wyczuwalny puls skały” Wiktorii Szydłowskiej. Będąca człowiekiem mikrobiolożka Rubin oraz geolog Chondri, przedstawiciel gatunku mandibron (z dwoma parami żuwaczek, trzema parami oczu oraz dwoma parami rąk), przybywają z ekspedycją badawczą na planetę EN-7319. Dotychczasowe (dużo liczniejsze) wyprawy, nie odniosły sukcesu, gdyż starania ich uczestników przerywały nagle pogarszające się warunki atmosferyczne. Zatem Rubin i Chondri stanowią ostatnią szansą na eksplorację bogatego w złoża, lecz wyjątkowo tajemniczego globu.

Opowieść Wiktorii Szydłowskiej toczy się na dwóch planach. Pierwszy dotyczy studiów nad EN-7319; chociaż teoretycznie to wątek wiodący, jest tak naprawdę mniej ważny. Powadzi on bowiem do drugiego motywu, jakim jest wzajemne poznawanie się bohaterów i przełamywania międzygatunkowych barier. W historii można odnaleźć pewne mniej lub bardziej oczywiste nawiązania do „Solaris” Stanisława Lema. Przy czym samo znaczenie ciała niebieskiego jest drugorzędne i nawet jego odkrycie, jakkolwiek wyjątkowo doniosłe i niesamowite, dla pary protagonistów przestaje mieć większe znaczenie, gdyż wtedy są już skupieni na zupełnie innych zagadnieniach. Może to nieco trywialne, ale w końcu niemała liczba twórców uznaje miłość za fundament nadający sens ludzkiej (i nie tylko) egzystencji.

Po tych kosmicznych przygodach Paweł Jakub Domownik w „Drugim najściu dżungli” powraca na Ziemię, choć nie skupia się na ludziach, lecz na zwierzętach. Te z bliżej nieznanych przyczyn zyskały nieco ludzkich cech i nabyły także pewnych typowych dla homo sapiens zachowań; wcale niekoniecznie najlepszych. Mysz rycerka Lady Marion, jeż naukowiec Anzelm oraz piżmak biznesmen Efrem wyruszają na niebezpieczną wyprawę, by poznać przyczyny transformacji ich pobratymców w dzikie bestie.

Paweł Jakub Domownik balansuje na granicy „Mysiej Straży” (serii komiksowej Davida Petersena) i „O czym szumią wierzby”. Co prawda zwierzęta nie są w pełni antropomorficzne, ale stopniowo nabierają takiego charakteru, a postępowanie niektórych z nich zaczyna niebezpiecznie przypominać ludzką kłótliwość czy pragnienie absurdalnego zysku lub władzy. Trochę zaskakujący jest ostatni akapit opowieści, zdecydowanie bardziej humorystyczny niż wcześniejsze fragmenty, co nieco kłóci się z całym wydźwiękiem utworu.

Akcja ostatniego opowiadania zbioru, „Nici” Alicji Westphal-Kalinskiej, przenosi czytelnika z powrotem do współczesności. Olga, główna bohaterka, pracuje w kawiarni portu lotniczego Londyn Stansted. Właśnie zaczyna kolejną nocną zmianę, ale seria nagłych, pozornie niezwiązanych ze sobą wypadków sprawi, że nie będzie to zwykła noc. Podobnie jak ona sama nie jest zwykłą dziewczyną.

Zamykająca antologię historia napisana przez Alicję Westphal-Kalinskią nie jest może aż tak subtelna, jak pierwszy utwór zbioru, ale na pewno toczy się spokojnym rytmem i ma mocno obyczajowy rys. Tym bardziej pozytywnie odbiera się niespodziewany zwrot akcji, odkrywający inną warstwę przedstawionej rzeczywistości.

Jakkolwiek antologia „Przestrzenie pomiędzy światami” to przede wszystkim zbiór zarysowanych powyżej dziesięciu opowiadań, to jednak nie mniejszą uwagę należy zwrócić na otwarcie („Zaproszenie do wyruszenia pomiędzy światy”) i zamknięcie („Głód podróżowania”) woluminu oraz na krótkie wprowadzenia do poszczególnych tekstów, dostarczające niekiedy zabawnych, niekiedy refleksyjnych treści. Główny wstęp jest stylizowany na okres dwudziestolecia międzywojennego, co utrzymuje się w kilku kolejnych introdukcjach do utworów, lecz niestety potem ta maniera zanika. Z kolei zakończenie ma przenosić czytelnika do zupełnie innej epoki, chociaż w tym przypadku zabrakło już analogicznej kreatywności. Ale, jak powszechnie wiadomo, przewidywanie samo w sobie jest dość trudne, a już zwłaszcza przewidywanie przyszłości. Fakt, że grono redaktorskie nie pokusiło się o kontynuowanie swojej językowej zabawy, nie jest aż tak zaskakujące. Choć nadal szkoda.

Warto natomiast nadmienić, że te zabiegi odróżniają antologię „Przestrzenie pomiędzy światami” od innych podobnych książek gromadzących prace różnych autorek i autorów, które w coraz większym stopniu znajdują nie tylko uznanie wśród wydawców, lecz także czytelników i krytyków. Zbiór IAtelier można porównać do muzycznego albumu koncepcyjnego, w którym wszystkie utwory są ze sobą powiązane, tworząc spójną całość. Nie chodzi wyłącznie o zadany motyw podróży czy wędrówki, zarówno dosłownej, jak i metaforycznej, ponieważ wybór konkretnego tematu jest raczej typowym zjawiskiem w tego rodzaju publikacjach. Kolejne kroki nie są jednak przypadkowe, nawiązują do poprzedniego lub równoważą jego konsekwencje. Nawet jeśli nie wszystkie są równie doskonałe, raczej pod względem treści niż formy – ta bowiem jest zawsze bardzo dobra– to i tak wyróżniają się na tle innych tekstów, jakie pojawiają się w czasopismach czy innych antologiach. I zmuszają do przynajmniej chwilowego zatrzymania i zastanowienia.

Biorąc pod uwagę publikacyjny dorobek IAtelier z tomu na tom widać jakże wyraźny postęp. Nie chodzi bynajmniej o to, że „Około fikcji”, „Magiczna Łódź” czy „Dzień po najczarniejszej nocy” były w jakimś stopniu ułomne czy wybrakowane. Wręcz przeciwnie, każda z nich zapewniła wiele przyjemnych doznań, niekiedy zaskakiwała, niekiedy irytowała, ale zawsze wyróżniała się niepowtarzalną jakością. W przypadku „Przestrzeni pomiędzy światami” jest po prostu jeszcze lepiej. Trudno orzec, jakie jeszcze granice zdołają przekroczyć twórcy IAtelier i gdzie zaprowadzi ich ścieżka wiodąca pomiędzy różnymi rzeczywistościami. Jedno jest pewne – będzie to następna, strasznie wielka przygoda.

 

Maciej Tomczak

    Mogą Cię zainteresować

    [Recenzja] „Algorytm” Krzysztof Koziołek

    W gruncie rzeczy trudno orzec, czym „Algorytm” próbuje być: przestrogą przed sztuczną…

    Rozczarowanie 2034
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 28 marca 2012

    Dmitry Glukhovsky Metro 2034 Tłum. Paweł Podmiotko Insignis Media 2010 Stron: 488…

    Alice? Who the f&!# is Alice?!
    Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 22 maja 2015

    Tytuł: „Alice” Autor: Joseph Delaney Tłumacz: Paulina Braiter Wydawca: Jaguar 2015 Stron:…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *