Autor: Andrzej Miszczak,
Grafika: Artur Rudnicki,
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX,
Redakcja: Krzysztof Biliński,
Korekta: Anna Hrycyszyn,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 30 września 2025
Wydanie: 1
Liczba stron: 348
Format: 12x19 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-
Cena: 55 PLN
Więcej informacji: Andrzej Miszczak „Bajki pilotów”
Powróćmy jak za dawnych lat
Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte XX wieku – abstrahując od zawirowań społecznych i politycznych – były w historii rozwoju ludzkości prawdopodobnie najlepszymi dekadami dla twórców fantastyki naukowej. W ujęciu technologicznym to czas marzycieli i pionierów podboju kosmosu. Wtedy nauka była prawdziwym i raczej pewnym źródłem pomysłów dla pisarzy. Zarazem ich utwory nierzadko inspirowały badaczy do podejmowania działań wykraczających poza przyjętą wiedzę. Jednocześnie był to okres permanentnego poczucia niepewności, wynikającego z różnych zagrożeń: od zagłady atomowej poczynając, na domniemanej dominacji robotów kończąc. Nic zatem dziwnego, że powstałe wówczas książki, niezależnie od walorów językowych, nadal zaliczane są do obowiązkowego kanonu literatury fantastycznej. I nieustannie skłaniają do podejmowania krytyki, negacji, polemiki lub naśladownictwa.
W ten ostatni trend wpisuje się zbiór opowiadań Andrzeja Miszczaka „Bajki pilotów”. W książce znalazło się dziesięć tekstów oraz trzy dodatkowe historie wykraczające poza bezpośredni wątek głównego bohatera, lecz nawiązujące do przewodniego motywu podróży kosmicznych i tytułowych pilotów. Spośród nich większość, choć nieznaczna, to utwory premierowe, pozostałe mogą być już czytelnikom znane, chociaż na potrzeby publikacji przeszły mniejszą lub większą redakcję. Opowieści poprzedza wprowadzenie autora wspominającego swoje pierwsze spotkania z fantastyką naukową, zaś całość podsumowuje syntetyczna analiza Łukasza Kucharczyka.
Protagonistą „Bajek pilotów” jest Lois Yepes. Najpierw kadet („Dwie inwazje”) mierzący się z pierwszym egzaminacyjnym lotem, potem pilot patroli („Kor.o.a.”) natrafiający na dryfujący frachtowiec, gdzie jedynym ocalałym jest robot. Wreszcie – komandor mierzący się z różnymi wyzwaniami. Czasami zlecają mu je prywatne konsorcja („Luna”), a polegają na weryfikowaniu funkcjonowania androidów, a niekiedy Lois uczestniczy w nich przypadkowo, trafiając w wir dziwnych wydarzeń („Wicher”), na przykład, jako świadek w postępowaniu Trybunału Izby Kosmicznej dotyczącego katastrofy na Marsie („Erato”), czy wreszcie jako uczestnik potencjalnego kontaktu z obcymi cywilizacjami („Menhir”; „Milczenie diabła”). Zdarza się i tak, że Yepes jest odbiorcą przygód przeżywanych przez innych („Pozdrowienia z Tytana”) – wydarzeń nie zawsze przyjemnych („W oceanie szaleństwa”), a nawet po prostu tragicznych („Słona lawina”).
Z kolei dodatkowe utwory to wyznania dawnej, dość specyficznej kosmicznej „podróżniczki”, przywołującej swoje różne przeszłe przygody („Wspomnienia”), relacja przedstawiciela handlowego Iana Noizy z nietypowego spotkania podczas sześćdziesiątego dziewiątego Światowego Konwentu Fantastycznego odbywającego się w Cracowicanie („Konwent Fantastyczny”) oraz recenzja ośmioodcinkowego serialu Zespołu Filmowego „Gwiazda” zatytułowanego „Przygody pilota Pirxa” („Pierwsza gwiazda”).
Skojarzenie „Bajek pilotów” z twórczością Stanisława Lema jest oczywiste i jak najbardziej słuszne. Zarazem to niejedyna osoba, do dorobku której odwołuje się bezpośrednio lub pośrednio Andrzej Miszczak. Sam autor wspomina Jamesa E. Gunna, lecz w historiach pobrzmiewają również, na przykład, echa utworów H.P. Lovecrafta. W związku z tym zbiór łączy różnorakie elementy i formy, od typowo humorystycznych, poprzez utrzymane w konwencji realistycznej, na grozie kończąc. Niemniej jednak niesprawiedliwością byłoby stwierdzenie, że książka jest wyłącznie zabawą z konwencją czy oddaniem sprawiedliwości i swoistego hołdu dawnym pisarzom fantastyki naukowej, bowiem znaleźć w niej można także komentarze do bolączek współczesnego świata.
Na pierwszy plan wysuwają się kwestie związane ze sztuczną inteligencją, reprezentowaną przede wszystkim przez androidy, zwane nielautami – od nieliniowych automatów. Z jednej strony są wykorzystywane do działań wykraczających poza ludzkie zdolności, w tym niekoniecznie w pełni etycznych. Z drugiej strony osiągają pewną dozę autonomii, lecz wbrew obawom, jakie przeważają we współczesnej narracji, nie chcą dominować nad rodzajem ludzkim, ale pragną stworzyć dla siebie enklawę z daleka od człowieka.
Innym tematem staje się odpowiedzialność kosmicznych pilotów i nawigatorów oraz obsługi „naziemnej” i całych zatrudniających ich korporacji, za podejmowane mniej lub bardziej rutynowe czynności. Andrzej Miszczak niejako neguje mit herosów, jakimi mieliby być przyszli międzyplanetarni podróżnicy. Tak naprawdę, mimo spełnienia zapewne dość wygórowanych oczekiwań, nadal byliby przecież zwykłymi ludźmi obciążonymi osobistymi traumami i tragediami oraz niedoskonałościami wpływającymi na codzienną pracę. W szerszej perspektywie jest to krytyka teraźniejszej, paternalistycznej kultury, opartej w dużym stopniu o rywalizację i dążenie do zysku niezależnie od poniesionych kosztów.
W tym wykreowanym świecie Lois Yepes wymyka się jednoznacznym ocenom. Młodzieńczą brawurę łączy z chęcią zaimponowania kolegom, czym potrafi wzbudzić równie dużo sympatii, co nieprzychylnych emocji. Co prawda wraz z kolejnymi opowiadaniami, a zatem dojrzewaniem bohatera, staje się on coraz mądrzejszy i bardziej stonowany w swoich zachwianiach, dzięki czemu coraz większą przewagę zyskują w stosunku do niego pozytywne uczucia. W przeciwieństwie do Pirxa, Lois Yepes doświadcza kilka razy sytuacji wykraczających poza racjonalne pojmowanie, wręcz paranormalnych. Stanisław Lem, mocno osadzony w tradycji naturalizmu, choć nie do końca stroniący od metafizyki, nie stawiał swego protagonisty wobec takich zjawisk.
Największą wadą „Bajek pilotów” są zresztą właśnie dość liczne żarty oraz złośliwości Loisa Yepesa pod kierunkiem pilota Pirxa. To, co sprawdziło się dość dobrze na poziomie pojedynczego opowiadania, w zwartej antologii zaczyna nieco drażnić. Zbyt częste niedopowiedzenia, przekręcanie nazwiska albo epitety w stylu „Wielka Fajtłapa” oraz „Safanduła”, śmieszą za pierwszym razem, ale z każdym kolejnym powtórzeniem tracą na świeżości i wywołują coraz większą irytację. Przy czym nie należy mylić tychże fabularnych wątków z nawiązaniami czynionymi przez Andrzeja Miszczaka na metapoziomie, których ocena jest zupełnie odwrotna.
Jakkolwiek pomysł na powstanie zbioru „Bajek pilotów” opiera się w jakimś stopniu na sentymentalnym odwołaniu się do przeszłości, i przede wszystkim, do reminiscencji klasycznych powieści science fiction czytanych w latach młodości, to publikacja nie jest przeznaczona wyłącznie dla czytelników urodzonych w okresie słusznie minionym. Opowiadania, nawet te bezpośrednio korespondujące z „Opowieściami o pilocie Pirxie”, wciągają w wir fantastycznych przygód, pozwalając spojrzeć w niebo z pewną dawką nie tylko nadziei, lecz również podążania za – jak dotąd, niespełnionymi – marzeniami. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że „kosmos to ostateczna granica”.
Maciej Tomczak

Poleć to jeszcze raz, Agnieszko (7)
David Gemmel „Troja. Pan Srebrnego Łuku” Opowieść o Troi to historia, od wieków działająca na wyobraźnię.…

Zabójczyni romansów
Autor: Robin LaFevers Posępna litość Wydawca: Fabryka Słów 2013 Stron: 527 Cena:…

Podziemna krucjata, czyli apokaliptycznie, klaustrofobicznie i nieco dziwnie
Dmitry Glukhowski Metro 2033 Tłum. Paweł Podmiotko Insignis 2010 Stron: 591 Cena:…

















Lublin
20.02.2026 - 22.02.2026

Oj, zdaje się, że nie tylko sentyment był inspiracją. Powiedziałbym nawet, że o ile się od tego zaczęło, to Andrzej Miszczak bardzo, ale to bardzo starał się odróżnić od stylu Mistrza usilnie pisząc mistrzo-podobnie. Jakby skrycie chciał umknąć przed zgrają tych, którzy zaczną pokrzykiwać o nieudolnym i lichej wartości naśladownictwie. Stąd te uszczypliwości i „wytykanie” Pirxa jako „tamtego” niezguły, stąd szukanie sub-wątków i wątków paralelnych. Wyszło jednak nieźle. Miał być co prawda Pirx inaczej, ale wyszło prawnie na Grand Prix – cytująć puentę jednego z opowiadań.
Opowiadania „pirxowe” przemycają tu i ówdzie zdanie i sformułowania toczka-w-toczkę z tekstów Mistrza. Miłe to każdemu, kto tę beletrystykę Mistrza czytał, kto od niej napoczynał Fantastykę.
No cóż, coś mi się wydaje, że o tym zbiorze opowiadań jeszcze usłyszymy.