ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Diabelski posłaniec” Maciej Liziniewicz

Tytuł: "Diabelski posłaniec"
Autor: Maciej Liziniewicz,
Cykl: Dzikie pola
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie,
Redakcja: Jacek Ring,
Korekta: Iwona Huchla,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 13 lipca 2022
Wydanie: 1
Liczba stron: 480
Format: 13x20 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-271-6196-3
Cena: 49.90 PLN
Więcej informacji: Maciej Liziniewicz „Diabelski posłaniec”

W stepie szerokim…

Tworzenie wielotomowego cyklu nie jest prostą rzeczą. Kluczową umiejętnością jest zachowanie odpowiedniego balansu między koniecznością powtarzania pewnych elementów a wprowadzaniem zupełnie nowych. Innymi słowy, chodzi zarówno o uniknięcie rutyny czy monotonii, jak i nieustanne podejmowanie prób napisania czegoś nowego i oryginalnego. Odnosi się to na równi do formy, struktury czy samej treści. W przypadku powieści historycznych, albo też rozgrywających się w ściśle określonych realiach historycznych, istnieje jeszcze dodatkowa, bardzo cienka linia graniczna, leżąca między pożądaną precyzją a przesadną skrupulatnością.

Życie Żegoty Nadolskiego herbu Bojno z Wygnanki wydaje się toczyć wreszcie po jego myśli. Majątek ulega stopniowo, ale konsekwentnie powiększeniu. Żona Agnieszka i syn Maciek są radością i wsparciem. Spokój szlachcica mącić może jedynie nierozwiązany zatarg z chorążym sanockim Jerzym Stano, ale sprawa ta ma tak naprawdę drugorzędne znaczenie i nie spędza snu z powiek Żegoty. Jednak tego samego nie mogą powiedzieć jego sąsiedzi, Anna i Mikołaj Podhoreccy z Tarnawki, których dwór jest nawiedzony przez siły nieczyste. Kiedy sytuacja staje się naprawdę niepokojąca, Nadolski o interwencję prosi swoich dwóch towarzyszy, Williama Murraya oraz Wernera Stillera. Dopiero wtedy okazuje się, że za obecnością złośliwej zjawy kryje się dużo poważniejsza tajemnica, a pojawienie się upiora mogło nie być do końca przypadkowe. Żegocie nie pierwszy raz przychodzi wyruszyć w podróż, by zmierzyć się z przeszłością.

Zawiązanie akcji „Diabelskiego posłańca” jest odmienne od poprzednich opowieści o Nadolskim. Bowiem pierwszy rozdział przenosi czytelnika do nieodległej (dla głównego bohatera) przeszłości i przedstawia mu antagonistę oraz trzy inne osoby, kluczowe dla rozgrywającego się później dramatu. Ta konstrukcja fabuły przypomina nieco strukturę seriali kryminalnych, kiedy widz od początku wie, kto jest mordercą, i przygląda się prowadzonemu dochodzeniu, a właściwie śledzi sposób dojścia protagonisty do prawdy. U Liziniewicza jest podobnie, a cała prawda kryjąca się za historią tytułowego diabelskiego posłańca zostaje odkryta niemal na samym końcu powieści.

Jest to po części konsekwencja zmiennej dynamiki powieści. Właściwie po dość mocnym otwarciu fabuły na długo następuje wręcz radykalne spowolnienie akcji, ponieważ uwaga zostaje przeniesiona na codzienność głównego bohatera. Wydarzenia kluczowe z punktu widzenia głównej intrygi stają się elementem wpisanym w szereg mniej lub bardziej ważnych epizodów, przedstawiających realia siedemnastowiecznej Rzeczpospolitej. Tempo akcji wzrasta ponownie dopiero grubo po przekroczeniu połowy książki, choć też nie na długo. W związku z tym próżno szukać w „Diabelskim posłańcu” widowiskowych pojedynków czy spektakularnych bitew. Wbrew pozorom, powieść jest chyba jeszcze bardziej kameralna niż „Mroczny zew”.

Nie jest to bynajmniej zarzut – a przynajmniej nie przede wszystkim, o czym będzie jeszcze mowa – lecz stwierdzenie faktu. „Diabelski posłaniec” nie jest typowym przedstawicielem powieści awanturniczej spod znaku płaszcza i szpady. Przywoływane powyżej skojarzenie z serialem kryminalnym nie jest do końca przypadkowe, gdy weźmie się pod uwagę, w jaki sposób budowane są współczesne kryminały, w których kwestie relacji osobistych bohaterów czy prezentacja zawiłości stosunków społecznych odgrywają niebagatelną rolę. Podobnie jest właśnie u Liziniewicza, dla którego zwykła i być może nawet pod pewnymi względami monotonna codzienność szlachcica na włościach okazuje się dużo ciekawsza od zajazdów i zwad, a jednocześnie może stanowić punkt wyjścia do snucia ciekawej intrygi.

Poza przywołaniem postaci znanych z poprzednich powieści, nie tylko tych pierwszoplanowych, jak już wymienieni Stiller czy Murray, ale także nieodgrywających kluczowych ról, jak Tatar Bejda czy stary szlachcic Wawrzyniec Sulatycki, autor wprowadza do historii nowe, nie mniej intrygujące osoby – by wymienić przywoływane już małżeństwo Anny i Mikołaja Podhoreckich, ale też Marynę i Zbigniewa Siemieńskich, byłego lisowczyka Grzegorza Krupińskiego czy Szkota Ronana Camerona. Mimo że w większości przypadków pojawiają się wyłącznie epizodycznie, Liziniewicz poświęca im wiele uwagi, nadając każdemu nie tylko niepowtarzalny rys charakterologiczny, ale też pieczołowicie konstruując misterne biografie. Bez wątpienia poczet pełnokrwistych bohaterów jest najmocniejszą stroną książki.

Na oddzielne omówienie zasługuje tytułowa postać diabelskiego posłańca. Nie jest to demon czy morderczy szaleniec. Przypomina raczej złośliwego trefnisia, wymierzającego sprawiedliwość w obliczu popełnionych grzechów. Wyjaśnienie zagadki jego istnienia jest niebanalne, a co więcej, mocno rozbudowuje fantastyczny aspekt świata opisywanego przez Liziniewicza. Wbrew pozorom, a zgodnie z postmodernistycznym podejściem, negatywny bohater okazuje się nie być tak jednoznacznie złym charakterem, jak mogłoby się to początkowo wydawać. Fakt, że stereotypowo nosi się na czarno, można mu wybaczyć.

Przy czym ostateczne zamknięcie jego wątku jest nieco zaskakujące. Niestety w tym przypadku oznacza to coś niekoniecznie pozytywnego. Właściwie można odnieść wrażenie, że do spotkania Nadolskiego z mężczyzną dochodzi niezależnie od poczynań Żegoty i grupy jego przyjaciół. Scena ta przypomina również – by ponownie odwołać się do innych dzieł kultury popularnej – różne filmy sensacyjne czy przygodowe, w których na moment przed zadaniem herosowi zabójczego ciosu, antagonista wyjaśnia wszystkie swoje motywy. Każdy wie, jak kończą się tego typu przydługie i nieco sztuczne przemowy.

Wskazując na inne wady „Diabelskiego posłańca”, trzeba przede wszystkim powiedzieć, że tym razem erudycja Macieja Liziniewicza nieco go zgubiła, ponieważ niepostrzeżenie przeobraziła się w nieco natarczywą chęć popisania się posiadaną wiedzą. Znaczną część powieści zajmują odwołania do historycznych wydarzeń bądź postaci, które często nie stanowią mniej czy bardziej istotnego elementu fabuły, a jedynie tło dla opowieści. Ten zabieg ma oczywiście uwiarygadniać miejsce i czas akcji, lecz nadmiar podawanych wiadomości – nazw miejscowości i nazwisk – staje się po pewnym czasie dość uciążliwy. Do tego nie zawsze są one wplecione w narrację, bywają przeniesione do przypisów. A tych jest i tak wystarczająco dużo, gdyż autor postanowił objaśnić znaczenie wielu słów, zwrotów czy przedmiotów; nie zawsze zresztą potrzebnie.

Podobnie można odnieść wrażenie, że nie wszystkie opisane w fabule wydarzenia znajdują swoje uzasadnienie. Nie chodzi o zakłócanie akcji czy niepotrzebną zmianę w jej przebiegu, lecz wprowadzanie elementów, z których później nic nie wynika. Na przykład, w pewnym momencie Liziniewicz kilkukrotnie podkreśla, że obecność w Wygnance Anny Podhoreckiej źle wpływa na stan ducha Żegoty. Nie ma to jednak wpływu na jego relacje z żoną Agnieszką czy mężem Anny, Mikołajem, a ostatecznie wątek ten w ogóle zostaje zarzucony. Analogicznie, niezrozumiałym jest rozpisywanie się o rozwiązłości Semka. Nawet jeśli cała sytuacja ma określone konsekwencje fabularne, mogło to zostać zdecydowanie zwięźlej przedstawione. Tego typu drobnostek jest w książce jeszcze kilka.

W konsekwencji, z dotychczas napisanych przez Macieja Liziniewicza książek o przygodach Żegoty Nadolskiego, „Diabelski posłaniec” jest najsłabszy. Z drugiej strony, nadal pozycja wyróżnia się na rodzimym fantastycznym rynku i jest godna polecenia; co prawda, bardziej jako element serii niż indywidualna lektura. Z kolei ostatni rozdział wyraźnie wskazuje, że autor ma już plan na przyszłe losy szlachcica. Zatem bez wątpienia ciąg dalszy nastąpi.

 

Maciej Tomczak




Pobierz tekst:

Mogą Cię zainteresować

Prawdziwy detektyw, nie żaden magik
Bookiety nimfa bagienna - 16 czerwca 2014

 Autor: Robert Galbraith Tytuł: „Wołanie kukułki” Tłumaczenie: Anna Gralak Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie…

[Recenzja] Antologia „Tarnowskie Góry Fantastycznie 3”
Recenzje fantastyczne Maciej Tomczak - 15 października 2021

Cały zbiór „Tarnowskie Góry Fantastycznie 3” to idealna książka na nadchodzące coraz…

[Recenzja] „Harda Horda” Antologia

Twórcy, zarówno dopiero początkujący, jak i już wiekowo lub/i artystycznie dojrzali, mają w zwyczaju…

Fahrenheit