Autor: Matt Dinniman,
Grafika: Will Staehle,
Cykl: Dungeon Crawler
Tytuł oryginalny: "Dungeon Crawler Carl"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca,
Redakcja: Magdalena Sronawska,
Korekta: Beata Wójcik, Maciej Karbasiński,
Tłumaczenie: Sara Manasterska,
Lektor: Filip Kosior,
Typ publikacji: papier, audiobook,
Premiera: 11 marca 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 536
Format: 13x21 cm
ISBN: 978-83-8382-191-7
Cena: 59.99 PLN
Więcej informacji: Matt Dinniman „Dungeon Crawler Carl”
Cholerny świat, Pączuś!
Przez ostatnie kilka lat w księgarniach początkowo nieśmiało zaczęły się pojawiać – a od niedawna wręcz uginają pod nimi półki – książki należące do jednego z młodszych gatunków, czy też podgatunków fantastyki, mianowicie LitRPG (Literary Role-Playing Game). Trudno się dziwić owej świeżości na rynku czytelniczym, bowiem sama koncepcja tychże tworów w dużej mierze opiera się bardziej na komputerowych grach RPG niż na tradycyjnych, papierowych erpegach, takich jak Warhammer, Zew Cthulhu czy najklasyczniejszy z ducha Dungeons & Dragons. Zasada, na której opiera się cały pomysł, jest prosta: ot, człowiek bądź grupa ludzi zostaje gdzieś przeniesiona albo otrzymuje nakładkę na nasz świat i od tej pory ich życie zmienia się w zdobywanie punktów doświadczenia. Nic prostszego, prawda?
Jednak od tego jest literatura, pisarskie umysły i talenty, by każda z tych pozycji różniła się od siebie diametralnie – zarówno treścią, jak i (nie oszukujmy się) jakością, a także „metodą”, jaką będzie próbować dotrzeć do czytelnika (i gracza). Dzisiejsza bohaterka, powieść autorstwa Matta Dinnimana zatytułowana „Dungeon Crawler Carl”, przełożona przez Sarę Manasterską i opublikowana przez wydawnictwo Czarna Owca, to książka-pułapka. Poczynając od okładki, a kończąc na samej formie, stara się udawać lekką i wesołą odmianę LitRPG, mającą zapewnić dobrą rozrywkę w letnie wieczory. Natomiast w trakcie lektury okazuje się jednak mocną krytyką współczesnego społeczeństwa w stylu godnym najlepszych powieści SF sprzed lat.
Zacznijmy jednak ab ovo – mianowicie od wspomnianej okładki, a nawet brzegów książki. Jest krzykliwie, są czachy. Przewracamy pierwszą kartkę i czytamy dedykację dla „hipopotamicy Fiony”, po czym na samym początku powieści dowiadujemy się o totalnej apokalipsie i całkowitej eradykacji ludzkości (poza garstką, do której zalicza się główny bohater, tytułowy Carl). Do tego okazuje się, że kompanką protagonisty zostaje rozpieszczona kotka jego eks, zwana Pączuś (tak naprawdę jej imię jest tak długie i skomplikowane, jak tylko mogą nadawać rasowym kotkom miłośnicy targania ich po wystawach). W Lochu (o nim za moment) kotka otrzymuje możliwość pełnej komunikacji głosowej oraz status pełnoprawnego zawodnika. Jaki Loch? Jacy zawodnicy? Choć tego nie cierpię, muszę odrobinę zaspoilerować. Otóż niedobitki z Ziemi trafiły do intergalaktycznego reality show prowadzonego przez bezduszną korporację. Muszą w nim pokonywać w odpowiednim czasie kolejne poziomy sztucznie stworzonego Lochu, zdobywać popularność wśród oglądających i sponsorów, nie dać się zabić i samemu eliminować jak najwięcej przeciwników. Potworów, rzecz jasna, ale nie zaszkodzi zgładzić też innych graczy.
Wszystko to opisywane jest językiem pełnym ironii i dowcipu, którym operuje Carl. Zresztą humoru nie brakuje również wokół niego. Nawiązania kulturowe pojawiają się na każdym kroku – od tych poważniejszych (ale tylko ciut) po klimaty twórczości Bartosza Walaszka i podejrzewanie Systemu sterującego Lochem o zawzięte stópkarstwo. Myślicie Państwo, że to grubo? Że podrzuciłem najmocniejsze karty, by podbić temat? A skąd! Resztę proponuję poodkrywać samemu, bo może to być naprawdę świetna zabawa. Tyle że trochę przez łzy, bowiem chwil wzruszających i zmuszających do myślenia również tu nie brakuje.
Matt Dinniman niczym Monty Pythoni w swoich najlepszych latach balansuje na cienkiej granicy między groteską, parodią i kiczem a mocnym szturchaniem współczesnego społeczeństwa. W wyjątkowo atrakcyjny sposób drażni je i mówi: „Ej, obudźcie się, przecież to jesteście WY!”. Mocna krytyka korporacji, konsumpcyjnego stylu życia, utraty prywatności na rzecz popularności – można by tak ciągnąć jeszcze przez kolejne akapity. Pisarz jest bardzo wnikliwym obserwatorem współczesności, a przy tym nie brakuje mu talentu i potrafi opisać ją w słodko-gorzki sposób.
„Dungeon Crawler Carl” to początek dłuższego cyklu. Jak bardzo długiego? Tego nie wie recenzent, nie wiedzą protagoniści powieści, a być może nie wie jeszcze sam autor. Na szczęście pewnikiem jest to, że drugi tom, zatytułowany „Sądny dzień Carla”, również ukazał się w Polsce (i także będzie obiektem recenzji). Wielotomowość wymusza pewne zabiegi autorskie – jak choćby celowe utrzymywanie niektórych wątków w tajemnicy przed czytelnikami, po to, by nie „wystrzelać się” ze wszystkich pomysłów zbyt szybko. Wymaga też umiejętności utrzymania tempa i jakości powieści. Czy tak będzie dalej z cyklem o Carlu? Przekonamy się. Tymczasem „Dungeon Crawler Carl” to naprawdę mocna rzecz, atrakcyjna nie tylko wizualnie. Podczas jej lektury – poza salwami śmiechu, które trzeba powstrzymywać – przychodzi do głowy wiele przemyśleń na temat współczesności.
Piotr Wojnarowicz

A na pieszczoty to trzeba sobie zasłużyć!
Autor: Matt Mayevsky Tytuł: „Homoseksokracja” Wydawca: Foreknowledge Ltd 2014 Stron: 500 Cena:…

Sieciowe życie po życiu
Bohaterka powieści, Leila, to klasyczny przykład odludka. Jej życie upływa po cichutku, przeciekając przez palce…

Wszystkie światy Pilipiuka
Dziś premiera, dziś recenzja, czyli Jagna Rolska bierze na warsztat „Litr ciekłego ołowiu”…














Toruń
18.09.2026 - 20.09.2026
