Autor: Tom Rob Smith,
Grafika: Aneta Skwara,
Tytuł oryginalny: "Cold People"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros,
Redakcja: Piotr Królak,
Tłumaczenie: Robert Ginalski,
Lektor: Maciej Więckowski,
Typ publikacji: papier, ebook, audiobook,
Premiera: 28 stycznia 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 447
Format: 13x20 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-8361-978-1
Cena: 48.99 PLN
Cena (ebook): 39.99
ISBN (audiobook): 978-83-8361-979-8
Cena (audiobook): 39.99 PLN
Więcej informacji: Tom Rob Smith „Dzieci lodu”
Czas apokalipsy
Trudne czasy wymagają trudnych decyzji. W sytuacjach krytycznych to często stosowany slogan, który ma uzasadniać decyzje i działania obciążone kosztami nie do przyjęcia w innych sytuacjach. Szczególnie trudne są te, które prowadzą do konieczności poświęcenia życia i nieważne – swojego czy innych. Bronić się w kolejnym Alamo czy się wycofać? Kogo wpuścić do szalupy opuszczonej z pokładu tonącego statku, kogo wyrzucić w próżnię, kiedy braknie powietrza? Komu zmniejszyć racje kończących się zapasów, a kto ma wyjść na powierzchnię w deszcz meteorów i wyłączyć blokadę zatrzymującą automaty w schronie? Skala trudności rośnie niemal wykładniczo, kiedy sprawa dotyczy wielu istnień. Nie wiadomo jednak, jak działać i decydować w sytuacjach eksterminacji całych populacji czy gatunków, a właśnie tego doświadczają bohaterowie „Dzieci lodu” Toma Roba Smitha.
Codzienność egzystencji, dla jednych trudną i pracowitą, a dla innych beztroską z odrobiną próżniaczej nudy, przerywa kosmiczne ultimatum. Ludzkość ma opuścić dotychczas zajmowane kontynenty i przenieść się tam, gdzie na stałe nie mieszkał żaden człowiek. Trzydzieści dni jest terminem ostatecznym, a kto nie zdąży lub nie chce się przenieść, dosięgnie koniec bez żadnych wyjątków. Żadnych negocjacji, żadnej komunikacji z autorami tego ultimatum, tylko olbrzymie statki, majestatycznie przemierzające ziemskie niebo.
Rozpoczyna się zatem desperacki wyścig, bo ludzkość chce przetrwać za wszelką cenę. Uratują się co najwyżej miliony z miliardów, bo dla miliardów nie ma tylu statków i samolotów, nie mówiąc już o czasie potrzebnym na dotarcie do Antarktydy. Kogo ratować, a kogo zostawić na pewną śmierć? To wyścig, w którym liczy się szybkość podejmowania trudnych i bolesnych społecznie decyzji. Trzeba przy tym zabrać także i to, co będzie potrzebne do przeżycia w lodach Antarktydy i przetrwania tam naszego gatunku.
Kilkumilionowa populacja ocalałych jest silnie zróżnicowana koncepcjami przyszłości w lodowym piekle. Znaczna część chce po prostu normalizacji niewykluczającej organizacji społecznej i stopniowego przystosowania. Koszt wyboru tej drogi jest znaczny, zasoby się kurczą, ale po dwóch dekadach udaje się wypracować kruchą równowagę między ludźmi i lodowym pustkowiem. W jego sercu natomiast trwa budowa przyszłości napędzana kontrolowaną ewolucją rasy ludzkiej. Hierarchiczna organizacja społeczna tej grupy ocalałych służy wyłącznie poszukiwaniom najlepszego genowego dopasowania biologicznego do warunków środowiskowych mroźnego kontynentu. Postęp się dokonuje, ale to droga kręta i nieprzewidywalna. Ewolucja rządzi się bowiem prawami natury, a nie wolą człowieka materializowaną w inżynierii genetycznej. Dogmatyczne wręcz zapamiętanie w podążaniu tą drogą jest niebezpieczne, ale przecież w tak ekstremalnej sytuacji cel uświęca środki.
„Dzieci lodu” wpisują się w poczytny nurt powieści katastroficznych, proponując znany scenariusz usunięcia ludzkości z powierzchni Ziemi poza garstką ocalałych usiłujących przetrwać po apokalipsie. Autor włącza jednak do tego scenariusza dwa elementy, które dodają mu świeżości. Pierwszym z nich jest siódmy kontynent i jego wieczna zima, skrajnie niesprzyjająca zamieszkaniu tam na stałe. W powieści Antarktyda jest swoistym katalizatorem i jednocześnie polowym laboratorium przemian, które ilustrują dwie koncepcje przetrwania. Drugim elementem świeżości jest inżynieria genetyczna mająca przyspieszyć ewolucję naszego gatunku, co znajdowaliśmy dotychczas w fantastyce opowiadającej o sposobach na skuteczne kolonizowanie innych światów przez dostosowanie do nich genotypu kolonistów. Dalszym planem jest natomiast organizacja społeczna ocalałych z wątkiem rodzinnym pierwszej z nowego rodzaju, dopasowanej Echo, wyhodowanej w jednym z laboratoriów genetycznych. Wymowę zmian relacji społecznych z nowymi ludźmi wyostrza jednak inne człowieczeństwo następnego po niej wyhodowanego, jeszcze bardziej udoskonalonego Eitana.
Osią powieści jest jednak decyzja o wyborze inżynierii genetycznej jako narzędzia przetrwania w skrajnie nieprzyjaznym, zabójczym dla ludzi środowisku. Smith nie stara się jednak drobiazgowo tłumaczyć powodów sięgnięcia po tak zaawansowaną technologię, bo są one bezdyskusyjnie oczywiste. Cywilizacja i zaawansowanie technologiczne przepadły, a ocalona wiedza i zasoby są tak skromne, że wystarczyło ich tylko na prowadzenie poszukiwań genetycznego odpowiednika Świętego Graala Przetrwania. Powieść nie eksponuje jednak aspektów filozoficznych i etycznych takiej decyzji, ale w istocie skrywa je tam, gdzie reportersko opisuje dwie dekady życia ludzi na Antarktydzie. W tej relacji jest może trochę fascynacji autora skutecznością genetycznego doboru naturalnego i inżynierią genetyczną, ale brakuje optymizmu. Instrumentalne traktowanie manipulacji genowych wywołuje raczej niepokój i wrażenie lekceważenia potęgi natury przez tych, którzy etykę i empatię uznali za przeszkody na drodze do celu. Jest w tym jednak także odpychający i ponury obraz natury człowieczej, mającej za nic pokorę wobec daru tworzenia życia i powoływania do niego nowych istnień. To niewypowiedziane w powieści kardynalne pytanie o odpowiedzialność tych, którzy posiedli wiedzę; o granice etyczne w sytuacji krytycznej i czy ludzie mają prawo te granice przekraczać.
„Dzieci lodu” to swoista parafraza kultowej opowieści grozy o szaleństwie naukowca owładniętego żądzą władzy nad tworzeniem i powoływaniem nowego życia. Żądzą jest tu dogmat przetrwania przez dopasowanie genetyczne i akceptacja tabu eugeniki w badaniach genetycznych, a powoływaniem życia jest łączenie genów. Aspekty psychologii i współistnienia ocalałych z „dopasowanymi” do Antarktydy nie mają znaczenia dla twórców nowego życia, co, jak w pierwowzorze, prowadzi do konfrontacji z jego stworzycielem.
Nawet taki darwinowski wybór nie musi jednak prowadzić do katastrofy, bo przetrwanie to nie tylko genetyczny patchwork kreacji. Równie ważne, a kto wie, czy nie ważniejsze, są więzi społeczne, empatia i poczucie wspólnoty. Jeśli tego zabraknie, nowego wspólnego świata nie będzie. Nadejdą ci, którzy być może będą nas przypominać fizycznie, ale ludźmi nie będą i w tym nowym świecie postanowią, że nie znajdą dla nas miejsca.
Tomasz Kokowski
Socjopatka i bestia
Autor: Robin LaFevers Tłumacz: Dominika Bogucka Tytuł: „Mroczny triumf” Wydawca: Fabryka Słów…

Kryminalne rozczarowanie
Autorzy: Beata i Eugeniusz Dębscy Tytuł: „Dwudziesta trzecia” Wydawca: Rebis 2014 Stron: 352…

[Recenzja] „LandsbergOn” nr 12
Jak być może pamiętają czytelnicy Fahrenheita – a należy mieć nadzieję, że…















Kraków
13.05.2026 - 17.05.2026
