Autor: Martyna Raduchowska,
Grafika: Urszula Gireń,
Cykl: Szamanka od umarlaków
Seria wydawnicza: Mint Witch
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mięta,
Redakcja: Piotr Chojnacki,
Korekta: Magdalena Jabłonowska,
Lektor: Ewa Abart,
Typ publikacji: papier, ebook, audiobook,
Premiera: 7 maja 2025
Liczba stron: 560
Format: 13x20 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-68371-30-7
Cena: 54.99 PLN
ISBN (ebook): 978-83-68371-31-4
Cena (ebook): 45.99
ISBN (audiobook): 978-83-68371-32-1
Cena (audiobook): 45.99 PLN
Więcej informacji: Martyna Raduchowska „Fałszywy pieśniarz”
Le grand final (sauf que non)
Każda opowieść ma swój początek. Dobrze jest, kiedy ma również koniec – zwieńczenie domykające poruszane wątki lub przynajmniej ich większość. Najlepiej zaś, gdy koniec jest zdecydowanie lepszy od początku (i środka). Świadczy to nie tylko o względnie spójnym zamyślenie, jaki na przedstawianą historię miał autor, nawet jeśli ten pojawił się dopiero w trakcie jej snucia, lecz przede wszystkim dowodzi, że dokonał się progres jego talentu. Oczywiście z drugiej strony sam fakt, że efekt jest odwrotny – to znaczy, koniec nie przewyższa początku – nie przekłada się jednoznacznie na negatywną ocenę, czy to fabuły czy jej twórcy, chociaż wzbudza jak najbardziej słuszne wątpliwości.
Trzeci tom opowieści o szamance od umarlaków – dziewczynie komunikujące się ze zmarłymi, pomagającej im przejść na drugą stronę – rozpoczyna się, gdy główna bohaterka, Ida Brzezińska, przywykła do swojej na poły spirytystycznej codzienności oraz bycia członkinią Wydziału Opętań i Nawiedzeń (WON-u). Przynajmniej do pewnego stopnia, ponieważ trudno jest się do końca oswoić ze świadomością, że ktoś niebawem opuści świat żywych, najczęściej w sposób dość gwałtowny, i nie można temu w żaden sposób zapobiec. Z kolei śledztwo dotyczące Demona Luster utknęło w miejscu. Oczywiście tylko do czasu. Kiedy na terenie jego dawnej posiadłości odkryto magicznie zabezpieczone zwłoki nieznanej osoby, ich odczarowanie wywołuje wyłącznie dosłownie chaos i zniszczenie, zwłaszcza w gronie osób obdarzonych magicznymi zdolnościami. To wszystko spowoduje, że protagonistka popadnie w bezsenność, odkryje swoją prawdziwą naturę, a w konsekwencji będzie musiała rzucić wyzwanie samej (nieszczególnie przychylnej) opatrzności.
Lektura „Demona luster”, poprzedniej części cyklu, rozbudziła nadzieję na finał. Nie była ona aż tak bardzo wygórowana, nie należało zaraz spodziewać się wyjątkowo spektakularnego zakończenia, niemniej jednak po raczej słabym początku („Szamanka od umarlaków”) i w pełni satysfakcjonującej kontynuacji, można było oczekiwać przynajmniej równie dobrej historii. Niestety wiara ta okazała się daremna.
I nie chodzi bynajmniej o to, że przedstawiony świat stracił na atrakcyjności. Wręcz przeciwnie, Martyna Raduchowska nieustannie rozbudowuje wykreowaną rzeczywistość, zarówno jeśli chodzi o koncepcję związaną z niepowtarzalnymi umiejętnościami Idy, jak i całym środowiskiem czarodziejek i czarodziejów. Autorka wprowadza do narracji ciekawe i zarazem oryginalne magiczne aspekty, rozwiązania czy klątwy.
W „Fałszywym pieśniarzu” nie pojawia się wiele nowych postaci, lecz jest kilka, które są co najmniej intrygujące, na przykład piaskunka Aisling Lukøie lub czytacze umysłów. Z kolei te już wcześniej zaprezentowane, poprzez podejmowane działania, a niekiedy ich zaniechanie, zyskują na głębi. Pojawia się także następny negatywny bohater – podobnie jak w „Demonie luster” jest to przedstawiciel Wydziału Wewnętrznego, nekromanta Łukasz Chmielarz. Swoją konstrukcją charakterologiczną przypomina – trochę aż za bardzo – maga Filipa Wrońskiego z poprzedniego tomu, ale ostatecznie zostaje mu powierzona zupełnie inna rola. Zatem pod względem występujących postaci proporcje są jak najbardziej właściwie rozłożone.
A mimo to powieść nie wywołuje niemal żadnych emocji. Nie wzbudza zainteresowania toczącą się, dość zresztą flegmatycznie, akcją. Nie wciąga wreszcie w coraz bardziej zagmatwane – i jak by nie patrzeć, wyjątkowo dramatycznie powiązane losy Idy oraz towarzyszącego jej w coraz bliższy sposób Konstantego „Kruchego” Kruszyńskiego. I – co chyba najgorsze – trudno właściwie orzec, dlaczego tak się dzieje, chociaż odpowiedź na to pytanie nie jest aż tak bardzo interesująca, a przecież powszechnie wiadomo, że obojętność jest dużo gorsza niż nienawiść.
Być może to skutek pewnej wtórności czy może raczej powtarzalności już raz wykorzystanych schematów. Ponownie Ida jest okazuje się główną podejrzaną. Ponownie spędza sporo czasu, snując się bez celu w domu odziedziczonym po ciotce Tekli. Ponownie grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo, a jego rozwiązaniem może być, paradoksalnie, jej jak najbardziej literalna fizyczna eliminacja.
Być może to „efekt antagonisty”, który ostatecznie okazuje się zupełnie nijaki. Jasne, jej przeciwnik to bezwzględny i okrutny morderca, niewahający się przed dokonaniem najgorszych zbrodni… ale to już było wiadome od pierwszego tomu. Jego motywacje („Tak! Zemsta, zemsta, zemsta na wroga”) są po prostu miałkie, a finałowe spotkanie i pojedynek rozczarowują podobną bezbarwnością.
A być może to wynik przesytu emocjonalnymi rozterkami protagonistki, przystającymi bardziej do egzaltowanej nastolatki niż już mocno doświadczonej, w pełni dorosłej kobiety. To było nawet uzasadnione na początku historii szamanki, w jakimś stopniu mogło wydawać się komuś zabawne, ale przysłowiowo – co za dużo, to niezdrowo.
Analogicznie wygląda sytuacja z opowiadaniem „Ponura żniwiarka i przędzarz gwiazd”, o które zostało poszerzone nowe wydanie „Fałszywego pieśniarza”. Objętością przypomina bardziej minipowieść, ponieważ stanowi niemal jedną trzecią całej książki. I chociaż w sensie merytorycznym jest wprowadzeniem do właściwej fabuły, a wraz z dwoma wcześniejszymi krótkimi utworami („Maszkarada”, „Gdy zapłacze rajski ptak”), zamieszczonymi w odświeżonym „miętowym” wydaniu serii, tworzy spójną, po części nawet odrębną trylogię, to mierzi emocjonalnymi rozterkami dwójki protagonistów. Nie są to może rozważania na poziomie „kocha? nie kocha?”, aczkolwiek niewiele im do tego stylu brakuje. Jednocześnie w żaden sposób dylematy te nie wpływają na indywidualną charakterystykę Idy i Kruchego, a ich skomplikowane relacje, mimo usilnych zabiegów autorki, uzasadniają raczej w stopniu niewielkim. Do tego trudno powiedzieć, co zadziało się z postacią Tekli, dotychczas zdystansowaną i profesjonalną, a teraz, niczym dojrzewający nastolatek z rozbuchanymi do czerwoności hormonami, myślącą wyłącznie o cielesnych uciechach.
Wyjątkowo szkoda, że „Fałszywy pieśniarz” okazał się tak słabą powieścią, ponieważ zarówno wyjściowy pomysł na Idę Brzezińską oraz otaczający ją świat, jak i jego (początkowe) rozwinięcie były bardzo obiecujące. Później coś jednak zdecydowanie poszło nie tak. Natomiast niewykluczone, że zapowiedziany przez Martynę Raduchowską czwarty tom przygód Idy Brzezińskiej odmieni nieco wyłaniające się z całości nienajlepsze oblicze „Szamanki od umarlaków”.
Maciej Tomczak

Zaczyna się zwyczajnie. A potem się komplikuje
Autor: Ian Rankin Tytuł: Na krawędzi ciemności Tłumaczenie: Jan Kraśko Wydawnictwo: Albatros Stron:…

I znowu Schronienie
Opasły tom pełen kosmicznych walk i męstwa… oraz szczypty łopatologii. Konrad Fit recenzuje powieść…

Nie zachowuj się jak bydlę!
Po lekturze książki Vitusa B. Dröschera „Reguła przetrwania” powoli dochodzę do wniosku, że powyższe zdanie jest…

















Leszczynek
17.03.2026
