Autor: Marta Magdalena Lasik, Ewa Marczyńska-Goldstein, Martyna Biesiada, Sida Olesiak, Małgorzata Lewandowska, Natalia Ciejka, Mateusz Wyszyński, Artur Siwek, Istvan Vizvary, Karol Ligecki, Tomasz Kozłowski, Marta Gidyńska, Jakub Sokołowski, Paweł Jakub Domownik, Romuald Pawlak,
Grafika: Lech Kamiński,
Seria wydawnicza: Krucze antologie
Wydawnictwo: Stowarzyszenie Klub Miłośników Fantastyki „Biały Kruk”,
Redakcja: Grzegorz Czapski, Martyna Wróbel, Paula Rumanowska, Marta Choińska-Młynarczyk, Ewelina Bełz, Magdalena Zwolińska, Aneta Marciniak, Agnieszka Turbakiewicz, Justyna Krawczyk, Dariusz Frenki, Karol Ligecki, Janina Zabielska, Magdalena Siry, Natalia Kubicius, Anna Bolińska,
Korekta: Grzegorz Czapski, Martyna Wróbel, Paula Rumanowska, Marta Choińska-Młynarczyk, Ewelina Bełz, Magdalena Zwolińska, Aneta Marciniak, Agnieszka Turbakiewicz, Justyna Krawczyk, Dariusz Frenki, Karol Ligecki, Janina Zabielska, Magdalena Siry, Natalia Kubicius, Anna Bolińska,
Typ publikacji: papier, pdf,
Premiera: 11 lipca 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 440
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-967313-7-1
ISBN (pdf): 978-83-967313-8-8
Więcej informacji: Krucza antologia „Fikcja klimatyczna w Polsce”
Nie patrz w górę!
Wszystkim osobom wątpiącym w nadchodzącą wielkimi krokami katastrofę klimatyczną poleca się film dokumentalny „Można panikować” Jonathana L. Ramseya. Jeśli temat kogoś zainteresuje albo nadal będzie reprezentantem sceptyków i nieprzekonanych, powinien sięgnąć po książkę „Nauka o klimacie” autorstwa Aleksandry Ewy Kardaś, Marcina Popkiewicza oraz Szymona Malinowskiego lub spojrzeć na stronę o tożsamej nazwie. Gdy i to nie pomoże, osoba taka proszona jest o założenie foliowej czapeczki anty5G, łyknięcie lewoskrętnej witaminy C, popicie jej wodą ustrukturyzowaną oraz, przede wszystkim, uderzenie się (żeby nie napisać dosadniej) gumowym młotkiem w głowę – czynności te może wykonać w dowolnej kolejności – a następnie wyłączenie komputera.
Natomiast pozostała grupa czytelników bez wątpienia chętnie zapozna się z pierwszą kruczą antologią „Fikcja klimatyczna w Polsce”, która ukazała się nakładem Stowarzyszenia Klubu Miłośników Fantastyki Biały Kruk pod redakcją jego prezesa Grzegorza Czapskiego. Opowiadania nie tylko skupione na tytułowym klimacie, lecz też rozgrywające się w różnych lokalizacjach Polski.
Zbiór otwiera „Raz dwa trzy! Baba Jaga Patrzy” Marty Magdaleny Lasik. Historia przedstawia świat po diametralnej zmianie klimatycznej, do której ludzie się dostosowali, ale raczej trwają niż myślą o lepszej przyszłości. Alternatywą dla prawdziwej rzeczywistości jest jej wirtualna wersja zwana Życiem. Nie wszyscy chcą się pogodzić z takim umiarkowanym czy wręcz minimalistycznym podejściem, a wyjścia z sytuacji upatrują w radykalnym działaniu.
Niewątpliwą zaletą utworu Marty Magdaleny Lasik jest drobiazgowe opisanie ponurego, a zarazem fascynującego miejsca akcji, jakim jest Wrocław z bliżej nieokreślonej przyszłości, wraz z wnikliwym i bardzo ciekawym przedstawieniem zastosowanych rozwiązań technologicznych odpowiadających na przeobrażenia pogodowe. Fabuła, chociaż interesująca, z wiodącym wątkiem przygodowo-sensacyjnym, wydaje się raczej pretekstem, by zaprezentować ten wyimaginowany świat. Należy mieć nadzieję, że autorka jeszcze do niego powróci, być może w dłuższej formie.
Drugim opowiadaniem antologii są „Tradycyjne role społeczne” Ewy Marczyńskiej-Goldstein. Fabuła skupia się na rozmowie kilku starszych koleżanek, które rozmawiają o swoich rodzinach i ich mniej lub bardziej konserwatywny podejściu do rzeczywistości. Co może wydawać się zwykłym towarzyskim spotkaniem, jest tak naprawdę swoistym sabatem.
Najkrótszy tekst publikacji jest zabawny i przewrotny. Ewa Marczyńska-Goldstein zwraca uwagę, że zmiany klimatyczne – w tym przypadku są to przede wszystkim kłopoty z dostępem do świeżej wody, co jest konsekwencją wzrostu temperatury i wystąpienia suszy – mogą dotyczyć nie tylko ludzi jako takich. Pomysł, że można spojrzeć na zachodzące przeobrażenia z punktu widzenia istot wywodzących się z mitologii słowiańskiej jest niewątpliwie godnych pochwały, a zastosowane przez nie rozwiązania wyjątkowo nowatorskie.
Bohaterką następnej historii, „Opowieści miłosnej o końcu świata” Martyny Biesiady, jest Stefa, dla której obserwowane od wczesnego dzieciństwa powolne wymieranie zwierząt i roślin jest doświadczeniem krańcowym. Na szczęście protagonistka na swej drodze spotyka Adama. Ten odkrywa nią nieznane warstwy świata i nadaje nowy sens jej życiu. Nic jednak nie trwa wiecznie.
Martyna Biesiada stworzyła kameralną, a zarazem najbardziej dramatyczną i poruszającą opowieść. Autorka pisze o nieuchronnie zbliżającej się zagładzie, której nikt nie dostrzega, ponieważ nie ma ona nagłego czy masowego charakteru. Giną pojedyncze okazy i gatunki, czym właściwie nikt się nie przejmuje. Szansa na naprawę czy odmianę tej sytuacji także jest niewielka. A miłość, chociaż trwa dłużej niż samo życie, daje znikomą nadzieję na odmianę losu.
Czwarty utwór antologii, „Rodzinny interes” Sidy Olesiak, jest utrzymany w zupełnie innej atmosferze. Oto babcia Józefina Lipka, obdarzona darem widzenia przyszłości, ukazuje przed wnuczętami zagrożenie stojące przed całą ludzkością. Dysponując taką wiedzą, jej potomkowie mają szansę zapobiec niebezpiecznym wydarzeniom… o ile tylko wszystko dobrze zrozumieli.
Opowiadanie Sidy Olesiak to lekka komedia omyłek. Czytelnik obserwuje rodzinę Lipków starających się odszyfrować zagadkowe słowa wieszczącej babci, które zostają nierzadko opacznie zapamiętane lub odczytane, co prowadzi do serii absurdalnych pomyłek i podjęcia błędnych decyzji – oczywiście z punktu widzenia odbiorców tekstu, a nie bohaterów znających ich konsekwencje. Jedynie szkoda, że autorka tak niewielką uwagę przywiązała do historycznych detali, przez co fabuła traci na autentyczności, a to prowadzi do nieco mniejszej przyjemności z lektury.
Kolejnym tekstem zbioru są „Wolne blokowiska” Małgorzaty Lewandowskiej. Marek, kiedyś człowiek sukcesu pnący się po drabinie kariery w warszawskiej korporacji, doświadcza osobistej i zawodowej porażki, przez co wraca do rodziców na Podlasie. Konieczność zamieszkania w swoim dawnym pokoju wydaje mu się końcem świat, podobnie zresztą jak sam region. Kiedy w końcu wychodzi z depresji i marazmu okazuje się, że jego matka z ojcem, podobnie jak pozostali współlokatorzy bloku, są więcej niż zaradni i kryją wiele tajemnic.
Małgorzata Lewandowska z ironią przygląda się napływającym do Warszawy młodym ludziom, starającym się żyć w myśl hasła „kariera, kupowanie, kredyt”, łatwo i szybko zapominających o swoich korzeniach. Analogicznie traktuje nowobogacką elitę spełniającą zachcianki bez oglądania się na materialne i niematerialne koszty. Jednocześnie zachowuje pewien dystans w stosunku do autochtonów, choć wyraźnie widać, po czyjej jest stronie. Poza komentarzem społecznym warto podkreślić, że pisarka i ilustratorka dużą uwagę przyłożyła do wiarygodnego opisu zastosowanych rozwiązań dotyczących przydomowej uprawy roślin czy hodowli zwierząt. Jedyną wadą jest zbyt optymistyczna prostoduszność całej sytuacji, co nie wpływa na ogólnie pozytywny odbiór „Wolnych blokowisk”.
Protagonistą szóstego opowiadania, „Po ile dziś powietrze?” Natalii Ciejki, jest również chłopak, Igor, podejmujący pracę w Stacji Uzdatniania Powietrza. Te budowle są kluczowe dla ludzkich osiedli, ponieważ w efekcie III wojny światowej doszło do skażenia atmosfery i tylko jej filtracja umożliwia jakiekolwiek funkcjonowanie. Przyjmując obowiązki technologa środowiskowego, Igor raczej nie spodziewa się, jak bardzo zmieni to jego spojrzenie na świat.
Jest to drugi najkrótszy tekst antologii. Mimo skromnej objętości Natalia Ciejka prezentuje solidne podwaliny wykreowanej rzeczywistości. Co więcej, łączy fantastykę naukową z pewną dozą duchowości. Myśląc o przeszłym świecie, w mniemaniu Igora lepszym, chłopak poszukuje drogi umożliwiającej mu dosłowne spojrzenie na ziemię i niebo. Ścieżka, jaka się przed nim niespodziewanie otwiera, jest wąskim i mało komfortowym przejściem, co można odczytać jako odwrotność króliczej nory z „Alicji w Krainie Czarów” – wyjście ze skomplikowanego i nieco surrealistycznego świata do prawdziwej rzeczywistości.
Tego typu problemów zdecydowanie nie doświadcza Filip z utworu „Ziemia ma się świetnie!” Mateusza Wyszyńskiego. Mężczyzna, przemierzając zgliszcza ludzkiej cywilizacji, gromadzi na swoim wózku różnego rodzaju dobra, przede wszystkim żywność i wodę. Kiedy trafia do planetarium, spotyka dziwnego starca, co okaże się bardzo ważnym doświadczeniem dla obu mężczyzn.
Niewątpliwą inspiracją dla Mateusza Wyszyńskiego była „Droga” Cormaca McCarthy’ego. W przeciwieństwie do Amerykanina postapokaliptyczny świat polskiego autora nie jest miejscem tak jednoznacznie beznadziejnym, pełnym przemocy i wzajemnej agresji. To prawda, że po dawnej rzeczywistości pozostały niemal wyłącznie zgliszcza, a temperatura i brak wody nie sprzyjają życiu. Fakt, że ludzie nawet w obliczu zagłady mogą mieć nieco absurdalne marzenia i pragnąć doświadczania rzeczy wykraczających poza biologiczne potrzeby, stanowi swoiste światełko w tunelu.
Akcja „Zereca” Artura Siwka przenosi czytelnika na Europejską Stację Kosmiczną, która unosi się nad Ziemią. Trwa na niej rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami o prym w prowadzeniu proekologicznej polityki, a tym samym energetycznej dominacji na świecie. Doktor Patryk Amiuch, główny inżynier orbitalnej elektrowni, wbrew sobie zostaje wciągnięty w wielką politykę, gdy nagle znajduje się centrum zainteresowania polskiego rządu.
Opowiadanie Artura Siwka ma w największym stopniu charakter przygodowo-awanturniczy, gdzie względnie wartka akcja – w końcu jej miejscem jest stacja kosmiczna, co nieco ogranicza dynamizm wydarzeń – jest kluczowa dla fabuły. Niczego nieświadomy bohater jest przedmiotem toczącej się rozgrywki, a pojawiające się elementy i rozwiązania nasuwają skojarzenia z kinem szpiegowskim, zwłaszcza filmami o James Bondzie z Rogerem Moorem w roli głównej, stawiającymi na rozrywkę i dobrą zabawę. Fabuła „Zereca” wydaje się wskazywać, że autor ma w głowie pomysł na zdecydowanie dłuższą historię, a zaprezentowany tekst może być do niej wprowadzeniem.
Dziewiątym utworem zbioru jest „Tylko to się liczy” Istvana Vizvary’ego. Wit, główny bohater i narrator, żyje w quasiśredniowiecznej społeczności, gdzie władzę sprawuje książę z karabinem. Podlegli mu kasztelani zgłaszają najazdy nieznanych wrogów. Wit wyrusza na czele orszaku, by zbadać sprawę i być może przygotować księstwo do wojny.
Przedstawiona przez Istvana Vizvary’ego wizja społeczeństwa powstałego po katastrofie – serii epidemii chorób – jest groteskowa. Ludzie starają się odtworzyć dawnym porządek. Problem polega na tym, że robią to w sposób nieumiejętny, ponieważ bazują na niedomówieniach, szczątkach ksiąg, pism i komiksów, oraz ich błędnych interpretacjach. Łódzki pisarz słusznie zwraca uwagę, że kataklizmy mogą oddziaływać nie tylko na załamanie się technologii i ładu społecznego, lecz także doprowadzić do poważnego regresu posiadanej wiedzy, co tylko pogłębi chaos wynikający z takich czy innych zmian klimatycznych. Zresztą, obserwując współczesne delegowanie różnego rodzaju nawet najprostszych obowiązków na rzecz tak zwanej sztucznej inteligencji, przy jednoczesnym bezkrytycznym zaufaniu do niej, można dojść do wniosku, że stan ludzkiej refleksyjności jest już w nienajlepszym stanie.
Następny tekst, „Marek, Anna i Bartek” Karola Ligeckiego, jest dramatyczną opowieścią o walce człowieka z korporacją dążącą do podporządkowania sobie wszystkich aspektów ludzkiej egzystencji. Marek zostaje zmuszony do zdradzenia największego sekretu żyjącej poza systemem grupy– położenia jabłoni Bartka. Drzewo ma przynosić owoce i być źródłem drewna jako symbolu dawnego luksusu. Jednak, mimo starań robota Anny, wszelkie działania nie przynoszą pożądanych rezultatów. Coś ważnego najwyraźniej jej umyka. Coś, czemu może zaradzić wyłącznie Marek.
W opowiadaniu Karol Ligecki skupia się na relacjach człowiek-przyroda oraz człowiek-technologia. O ile pierwsza opiera się o naturalny, bezpośredni fizyczny kontakt, o tyle druga ma charakter pośredni, wymuszony i wsparty różnego rodzaju medykamentami. Nie oznacza to bynajmniej, że nie może stać się równie prawdziwa, ale wymaga przekroczenia granicy, która dla maszyny, mimo posiadanej mocy i wiedzy, wydaje się nieosiągalna. Natomiast, paradoksalnie, brak biologicznego podobieństwa między Markiem i Bartkiem nie powstrzymuje ich przed nawiązaniem bliskiego, mistycznego kontaktu. W tym sensie utwór jest gnostycki – mówi o dualizmie rzeczywistości czy samosprawczości ludzkiej poprzez osiągnięciu wewnętrznego oświecenia.
Zdecydowanie mniej mistyczne są „Odłamki pór roku” Tomasza Kozłowskiego, chociaż w fabule również kryje się na poły magiczna tajemnica. Oto na pewnym współczesnym osiedlu wielkomiejskich bloków – gdzie mieszka bohater wraz z Najwspanialszą z Małżonek oraz córką Zuzką, a niedaleko ich swoje lokum mają także teściowie – zaczyna dochodzić do nietypowych, bo jak najbardziej prawidłowych w danej porze roku, zjawisk pogodowych. Najwyraźniej wszystko ma początek w nieopatrznie złożonej obietnicy dziadka.
Opowiadanie Tomasza Kozłowskiego jest bardzo subtelne, a jego akcja stonowana i niespieszna. Do protagonisty, skupionego na pracy i codziennych obowiązkach, powoli docierają sygnały z otoczenia, świadczące o niewielkiej, nieco irracjonalnej i punktowej zmianie w klimacie. Jego brak reakcji, oparty nie tyle na brakach intelektualnych, co racjonalnym podejściu do świata, kontrastuje z zachowaniem innych mieszkańców, którzy zamiast docenić niespodziewany uśmiech losu, pogrążają się w coraz bardziej niezdrowym dla przyrody postępowaniu. To bardzo smutna konstatacja, niestety prawdziwa – ludzie są tylko ludźmi, zawsze pozostaną ułomni w swym lenistwie i pragnieniu wygody.
W „Hemimetabolii” Marty Gidyńskiej czytelnicy przenoszą się do przyszłości, Suwerennego Miasta Nowy Poznań i jego Osad Satelickich. Ludzie dzielą się na dwie kasty. Pierwsi egzystują w prawdziwym świecie, cierpiącym z powodu niedoboru wody, gdzie muszą głównie ciężko pracować fizycznie na rzecz wspólnego dobra. Drudzy należą do grona odrodzonych, żyją w wirtualnej rzeczywistości bez żadnych ograniczeń. Fabuła rozpoczyna się w momencie, gdy najlepsze przyjaciółki, Alicja i Laura, dochodzą do ustawowej granicy wieku i muszą zdecydować o swoim dalszym życiu oraz przynależności do jednej z wyżej wymienionych grup. Dość niespodziewanie ich postępowanie będzie miało wpływ na losy obu społeczności.
Marta Gidyńska łączy w opowieści dystopię z cyberpunkiem. Pozornie każdy jest kowalem swojego losu, może dobrowolnie przyłączyć się do którejś ze zbiorowości. Jednak równowaga, podobnie jak swoboda, jest tylko złudzeniem, a wszystko jest podporządkowane dobrostanowi serwerów. Pozostający w formie biologicznej wykonują zajęcia niemal ponad swoje siły, a ich skolektywizowane funkcjonowanie i możliwość stowarzyszeń ma stanowić wentyl bezpieczeństwa. Przemoc ma zatem charakter symboliczny, a nie dosłowny, i jest nie mniej, jeśli nie bardziej, skuteczna. Należy docenić skrupulatne światotwórstwo autorki, aczkolwiek pewnym mankamentem historii jest brak wyjaśnienia, jaki jest dokładnie systemowy sens przejścia ze sfery fizycznej do cyfrowej. Można odnieść wrażenie, że osoby te nic nie robią, a ich celem staje się wyłącznie hedonistyczne trwanie poza wyeksploatowaną z naturalnych zasobów Ziemią. Padają sugestie, że są to wysoko wykwalifikowani specjaliści od zarządzania, co nie jest dobrze uwypuklone.
Na opisie przyszłości, jakkolwiek pozbawionej tak zaawansowanej technologii, skupia się również akcja „Tożsamości narodowej” Jakuba Sokołowskiego. Do rządzonej przez Josuhę Fleminga Zonie Katowickiej, powstałej na gruzach dawnego miasta i państwa, przybywa Jannik Weiss. Mężczyzna, by pomóc przypadkowo poznanej dziewczynie, jest gotów do najbardziej desperackich czynów. Ostatecznie nie musi ich popełniać, co wcale nie okazuje się aż tak dobre.
Utwór wywołuje mieszane uczucia, chyba pod tym względem najpoważniejsze w całej antologii. Tekst jest bez wątpienia bardzo dobrze napisany. Pierwsze wrażenie jest pozytywne. Intrygujące zawiązanie akcji, ciekawe rozwinięcie, postacie o dość pogłębionym rysie psychologicznym, względnie oryginalna rzeczywistość po załamaniu nowoczesności. Jednak im dłużej myśli się o treści opowiadania, tym więcej rzeczy przestaje do siebie pasować. Trudno przypuszczać, by ktoś ryzykował swoim życiem dla obcej osoby, jeśli coś by ich wcześniej nie łączyło; co prawda to jeszcze można zrzucić na karb irracjonalnego altruizmu. Natomiast samozwańczy watażka zdecydowanie nie zaufałby nieznanemu przybyszowi. Zona też rządzi się dziwnymi prawami – niby ludzie dbają o ograniczone zasoby, każdy dokłada swoją pracę do wspólnego wysiłku utrzymania miejsca, tylko to wszystko najwyraźniej nie przeszkadza w swobodnym, wręcz niekontrolowanym przepływie osób. A samo zakończenie jest nazbyt ckliwe i po prostu rozczarowuje naiwnością.
Przedostatnie opowiadanie zbioru, „Morowy chłopak” Pawła Jakuba Domownika, zabiera odbiorców do cyberpunkowej Warszawy. Na jej Dworcu Zachodnim wysiada Feliks. Dwudziestodwulatek nie do końca wie, co ma ze sobą zrobić, a takie sytuacje prędzej czy później przyciągają kłopoty. Nie inaczej jest i tym razem.
Główny bohater nieco przypomina zachowaniem Jacka Reachera. Tyle tylko, że postać wykreowana przez Lee Childa kieruje się prostymi zasadami opartymi na poczuciu sprawiedliwości i przyzwoitości, a nie wyłącznie chęcią dokonania bezmyślnej i brutalnej zemsty. Może zatem nieco bliżej mu do Rambo z zespołem stresu pourazowego. Z kolei stolica jest miastem kontrastów – niewyobrażalnego bogactwa i przytłaczającej biedy, wielkich korporacji i wyzyskiwanych prekariuszy, skorumpowanych policjantów i zaradnych przestępców obchodzących system nadzorujący obywateli.
Ostatnim tekstem pierwszego kruczego zbioru jest „Rozwiewa się mgła nad Niebiańskimi Grobami” Romualda Pawlaka. Osadę Krokiew zamieszkują cztery główne rodziny skupiające wokół siebie domy i warsztaty objęte patronatem. Pokojowa wspólnota żyje w zgodzie z naturą, inaczej niż Poprzedni Ludzie, których agresja i niepohamowane wykorzystywanie przyrody doprowadziły do zagłady. Grupa ma swoje tradycje, legendy i harmonijny podział obowiązków. Seria niespodziewanych wypadków postawi przed nimi zupełnie nowe wyzwania i konieczność zmierzenia się z ustalonym porządkiem.
Opowiadanie jako jedyne posługuje się w pełni sztafażem fantasy. Co prawda nie pojawiają się wymyślone magiczne istoty… choć już na poły nadnaturalne umiejętności jak najbardziej tak. Romuald Pawlak stworzył frapującą kulturę obejmującą nietuzinkowe obrzędy i zwyczaje. Pozornie niewielki światek wypełnił wieloma pierwszo- i drugoplanowymi bohaterami posiadającymi własne pasje, namiętności i wady. W przygodowej fabule autor nie stawia na dynamiczną akcję, podkreśla raczej wątki obyczajowe, wplatając nieoczekiwane wypadki w wioskową codzienność. Całość sprawia więcej niż bardzo przyjemne wrażenie, a tym samym zakończenie „Fikcji klimatycznej w Polsce” jest wręcz doskonałe i sprawia, że człowiek chciałby pozostać w tym konkretnym świecie (jak i we wcześniejszych) zdecydowanie na dłużej.
Teksty zgromadzone w antologii można podzielić według kilku dychotomicznych porządków. Pierwszym jest przyjęta konwencja, a zatem „humorystyczna” – chociaż w żadnym wypadku nie oznacza to wyśmiewania czy wyszydzania poruszanej problematyki – oraz „poważna”, podchodząca do fabuły i bohaterów na serio, z zachowaniem maksymalnego realizmu. Drugim znaczeniem jest przypisane do zmian klimatycznych, gdzie mogą one być albo kluczowe dla zawiązania i poprowadzenia fabuły, albo stanowić wyłącznie element tła, odgrywający niewielką rolę w losach protagonistów. Trzecim – podejście do współczesności, w tym zwłaszcza krytyki korporacyjnego turbokapitalizmu. Następnym – wiara we wrodzoną dobroć człowieka albo właśnie jej brak. Kolejnym – kwestia lokalizacji. O ile wszystkie opowiadania toczą się na terenie współczesnej Rzeczpospolitej, o tyle nierzadko miejsce, nawet jeśli konkretnie wskazane, bywa nieistotne dla toczącej się akcji.
To chyba może wzbudzić największą wątpliwość. Grzegorz Czapski we „Wstępie” stwierdza, że chciał, aby antologia poruszała temat klimatu a fabuła rozgrywała się w Polsce. Autorzy rzeczywiście przywołują nazwy regionów kraju nad Wisłą lub miast, dzielnicy lub charakterystycznych budynków. Natomiast są dwa, może trzy opowiadania, dla których dana przestrzeń jest realnie istotna dla opowieści, zatem jej zmiana wymagałaby istotnych korekt treści. Ale to właściwie drobnostka, wręcz nieistotny i minimalny mankament.
Niezależnie od formy i odmiany gatunkowej, jakość wszystkich tekstów jest bardzo wysoka, co nie powinno szczególnie zaskakiwać, ponieważ autorki i autorzy nie są debiutantami, lecz mogą pochwalić się mniejszym lub większym dorobkiem artystycznym; nie tylko literackim. W konsekwencji to na pewno jedna z najlepszych tegorocznych publikacji fantastycznych, po którą powinny sięgnąć osoby także na co dzień stroniące od fantastyki.
Wbrew powszechnemu malkontenctwu, Polska jest krajem dobrze rozwiniętym i zamożnym, co oznacza, że kryzys klimatyczny – przynajmniej w aktualnym, mało radykalnym wydaniu – jakkolwiek będzie na pewno dotkliwy, nie wyeliminuje jej mieszkańców. Wzrosną koszty życia, spadnie poziom komfortu i poczucie bezpieczeństwa, lecz państwo w jakieś formie, lepszej lub gorszej, przetrwa. Podobnie jak większa część globu. Oczywiście nie oznacza to, że należy ignorować niepokojące sygnały wysyłane przez przyrodę czy alarmujące wiadomości przynoszone przez wyniki badań naukowców. Wszelkie działania na rzecz ograniczenia negatywnego wpływu człowieka na otoczenie są jak najbardziej pożądane i leżą wyłącznie w jego interesie. Bowiem jeśli ludzka cywilizacja ostatecznie zginie, Ziemia sobie poradzi, tak jak radziła sobie zresztą wcześniej. A może nawet odetchnie.
Maciej Tomczak

[Recenzja] „Halloveen: Do zakochania jeden gryz” Julia Żmudka
Co prawda kalendarz jasno sugeruje, że przyszła pora raczej na tłuściutkich i…
Udany powrót po latach
Tytuł: „Oko jelenia. Sowie zwierciadło” Autor: Andrzej Pilipiuk Wydawca: Fabryka Słów 2015…

Banalna osobliwość
Tytuł: „Osobliwość” Autor: Dariusz Domagalski Wydawca: Rebis 2015 Stron: 296 Cena: 32,90…














Toruń
18.09.2026 - 20.09.2026
