Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Filmowy wehikuł czasu” Harry Harrison

Tytuł: "Filmowy wehikuł czasu"
Autor: Harry Harrison,
Grafika: Igor Morski, Sławomir Folkman,
Tytuł oryginalny: "The Technicolor Time Machine"
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS,
Redakcja: Katarzyna Zegadło-Gałecka, Piotr Mocniak,
Korekta: Katarzyna Zegadło-Gałecka, Piotr Mocniak,
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 27 lipca 2025
Wydanie: 1
Liczba stron: 224
Format: 13 x 21 cm
ISBN: 978-83-8338-338-5
Cena: 44.99 PLN
Więcej informacji: Harry Harrison „Filmowy wehikuł czasu”

Wiking w technikolorze

Co łączy kręcenie filmów z odkryciem Ameryki i historią? Wszystko, bo prawda o awanturniczym odkryciu Ameryki jest rewelacyjnym pomysłem na ekranowy sukces i konkurencję. Produkcja filmowa to jednakowoż interes kapryśny jak mało który. Widzowie ciągle marudzą, budżet nigdy się spina, obsada grymasi, właściciel wytwórni wiecznie narzeka, inwestorzy żądają zysków, banki odgrażają się zablokowaniem finansów. Pół biedy, jeśli ma się w zanadrzu coś, co można rzucić na ekrany albo co najmniej dobrze rokujący scenariusz. Bez tego widmo bankructwa puka do drzwi, a Barney Hendricksen musi znaleźć sposób, jak szybko i tanio sfilmować kinowy przebój, który uratuje jego głowę, właścicielowi firmę, a inwestorów i banki nasyci zyskiem.

Prosperity wytwórni, dla której nakręcił kilka dochodowych obrazów, to stan przeszły. Właściciel interesu beszta filmowca i odgrywa rolę strapionego tym, że interes rozdrapią wredni bankowcy. Cóż ma więc zrobić Barney Hendricksen – reżyser bez pomysłu na kasowy hit? Potrzebne jest jakieś szybkie rozwiązanie, które właśnie Barney ma wytrzasnąć skądkolwiek, choćby i z przeszłości. Kreatywna dywersja w sprawie budżetu zyskała wytwórni co prawda kilka dni, ale w tym czasie nie ma co nawet marzyć o nowym filmie i to jeszcze wymagającym gwiazd, z tłumami statystów. Scenografii się nie wyczaruje. Nieważne zatem, jak bardzo niesamowity i niewiarygodny jest wynalazek profesora Hewitta, bo jeśli tylko działa, to Barney ma wszystko, czego potrzeba do wykiwania bankowych krwiopijców i konkurencji.

Sensacyjne odkrycia, niewiarygodne wynalazki, niesamowite teorie. Atrybuty kontestujących badaczy, stukniętych geniuszy, szalonych naukowców. Wszystko to zdaje się mieć wynalazca Vremeatronu do podróżowania w czasie. Nikt w to nie wierzy, nikt nie wyłoży na tę niewiarygodną konstrukcję choćby centa. To czysta fantastyka, chyba że zdesperowany profesor Hewitt spotka innego desperata rozpaczliwie poszukującego wszelkich sposobów na ucieczkę od bankructwa. Dla wynalazcy to zrządzenie losu, dla filmowca po prostu kapitalny sposób na błyskawiczne nakręcenie kinowego hitu ratującego przed plajtą, bez ponoszenia kosztów całej maszynerii robienia filmów i do tego w czasie bijącym konkurencję na głowę – ba, na wiele głów! Wynalazek może i jest absurdalnie niewiarygodny, ale nie takie rzeczy powstają przecież w studiach filmowych.

Pragmatyzm filmowców jest godny uznania. Kreatywność i sprawność organizacyjna perfekcyjnie, wręcz błyskawicznie uruchamiają produkcję filmową. Ekipa przemieszcza się w plener do XI wieku, do prawdziwej osady na Orkadach z pełnokrwistym, nieokrzesanym wikingiem Oskarem i jego klanem. Pojawiające się co chwila problemy techniczne są pokonywane z marszu, a ponadczasowy Jack Daniels neutralizuje różnice kulturowe i ułatwia komunikację z pierwszoplanowym bohaterem. Brakuje scenariusza? Nic prostszego, wszak teraz czasu mamy tyle, ile trzeba. Kręcimy do upadłego i w końcu trzeba odpocząć? Nic prostszego, spokojnie – mamy czas. Film powstaje sprawnie, naturszczycy z XI wieku to wielce udatni statyści, realistyczne sceny są na medal, materiał kręci się jak marzenie bez potrzeby kaskaderskich dubli. Sprawnie, szybko, tanio. Trochę tylko trzeba pokombinować, żeby namówić bohatera do tego, aby poczuł się odkrywcą. Wszak ma to być naturalistyczna opowieść awanturniczo-przygodowa z wątkiem miłosnym.

Podróże i majstrowanie w czasie to jeden z kanonicznych obszarów XX-wiecznej fantastyki naukowej. Źródeł inspiracji dla tych pomysłów można doszukiwać się we wcześniejszych powieściach i opowiadaniach o wizjach, a nawet o legendach, na przykład o ponad półwiecznym śnie, w który zapadł Epimenides z Krety, domniemany cudotwórca z Fajstos (VII/ VI wiek p.n.e.). O niestałości czasu jako zmiennej miary przemijania rozważał także w jednym ze swoich dzieł Święty Augustyn z Hippony (IV wiek n.e.). Możliwość podróżowania w czasie potwierdziła naukowo dopiero teoria względności, ale tylko w przyszłość, jako konsekwencję efektów relatywistycznych. Teorie z lat 1935 (most Einsteina-Rosena), 1949 (kosmologia Gödla) i 1988 (tunele czasoprzestrzenne Thorne’a) pokazały natomiast, że podróże w czasie mają przyszłość. Za początek historii z czasem w fantastyce uznaje się natomiast Wehikuł czasu H.G. Wellsa, opublikowany w roku 1895.

Podróże w czasie, paradoksy i manipulacje czasem silnie eksploatowano w opowiadaniach SF powstałych w okresie złotego wieku SF (od ok. 1930 do ok. 1960 r.). Wśród utworów dłuższych rozgłos zyskały m.in.: „Koniec wieczności” (1955) I. Asimova, „Czas jest najprostszą rzeczą” (1961) C.D. Simaka), „…I ujrzeli człowieka” (1969) M. Moorcocka, cykl „Podróż w czasie” (1982 – 2010) C. Willis. „Filmowy wehikuł czasu” (1967) H. Harrisona, wpisuje się w nurt fantastyki „czasowej” zgryźliwą satyrą na wyczyny tzw. przemysłu filmowego, który dba tylko własny interes, nieważne czyim i jakim kosztem – choćby i historii.

Fabuła tej czaso-filmowej powieści nie zwalnia tempa od pierwszego do ostatniego rozdziału. Chropawe i dosadne słownictwo, sporo niepoprawności obyczajowej, sporo prześmiewczego spożywania napojów wysokoprocentowych. Może to dziś nieco razić, ale trzeba pamiętać o czasie powstania tej powieści. Interesujący pomysł na praktyczne zastosowanie fantastycznego wynalazku i ekipa wyćwiczona w sprawnym produkowaniu ruchomych obrazów, czynią z „Filmowego wehikułu czasu” doskonałą porcję fantastycznej klasyki.

Finał tego wyścigu z czasem przynosi sekwencję zaskakujących zdarzeń. Ekipa jeszcze kilka dni temu niemal upadłego reżysera nabiera takiej biegłości w używaniu Vremeatronu, z jaką operuje kamerą i obiektywem. Drobne kolizje czasowe nie mają znaczenia, można kręcić filmy gdzie i kiedy tylko się da. Chronoklazm? Toż to kapitalna inspiracja dla jeszcze jednego kinowego hitu, bo przecież historia będzie taka, jaką nakręcą filmowcy.

A nie mówiłem? Kino jest najważniejszą ze sztuk!

Tomasz Kokowski

    Mogą Cię zainteresować

    Metro bez metra
    Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 7 listopada 2014

    Autor: Paweł Majka Tytuł: „Dzielnica obiecana” Wydawca: Insignis 2014 Cena: 39,99 Stron:…

    Richard Shirreff „2017: Wojna z Rosją”
    Fantastyka MAT - 26 października 2016

    Autor: Richard Shirreff Tytuł: 2017: Wojna z Rosją (2017: The War with Russia) Tłumaczenie:…

    Niełatwe jest życie gangstera

    Do biografii pisanych przez członków rodzin sławnych ludzi, podobnie jak do autobiografii, zwykle podchodzę z niejaką…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *