ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Gorath. Uderz pierwszy” Janusz Stankiewicz

Tytuł: "Gorath. Uderz pierwszy"
Autor: Janusz Stankiewicz,
Cykl: Gorath
Wydawnictwo: Wydawnictwo Alegoria,
Redakcja: Joanna Czarkowska, Barbara Mikulska,
Korekta: Anna Grzeszczyk,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 17 maja 2022
Wydanie: 1
Liczba stron: 292
Format: 13x20 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-66767-18-8
Cena: 35.00 PLN
Więcej informacji: Janusz Stankiewicz „Gorath. Uderz pierwszy”

Coś więcej (niż tylko klasyka)

Napisanie współcześnie książki w gatunku fantasy wymaga nie lada odwagi. Nie tak dawno znaczną część wizualnego aspektu kultury popularnej zawłaszczył „Władca Pierścieni”, później była „Gra o Tron”, a teraz prymat dzierży „Wiedźmin”. Oczywiście, w zachodniej literaturze działo i dzieje  zdecydowanie więcej. A do tego dochodzi jeszcze przecież lokalny koloryt, a zatem (tylko dla przykładu): cykl szererski, Kroniki Drugiego Kręgu, meekhańskie pogranicze czy świat Zmroczy. To wszystko sprawia, że, podejmując się trudu wykreowania własnego fantastycznego świata, trzeba mieć nie tylko pomysł, ale także pewną – niemałą – dozę pewności siebie, a może nawet i buty.

Głównym bohaterem powieści Janusza Stankiewicza jest parający się wojaczką półork Gorath. W trakcie swojej włóczęgi najemnik przysporzył sobie wielu wrogów, dlatego zmuszony jest ukrywać się przed ścigającymi,  przyjmując fałszywe miano. Spokój Goratha nie trwa wiecznie – prawdę o nim odkrywa Władczyni Imperium Kathana Marr. Jak jednak często to bywa, w każdym nieszczęściu kryje się ziarno szczęścia. Oto szlachetny ork może skorzystać z umiejętności wojownika. W zamian za akt łaski i zapomnienia przewinień Gorath ma wykonać specjalną misję: musi dostać się do grupy skrytobójców, zwanej Nocnymi Cieniami, by odkryć i zlikwidować ich przywódcę.

„Gorath. Uderz pierwszy” pozornie prezentuje się niczym klasyczne heroic fantasy. Protagonista otrzymuje zadanie wyeliminowania celów, co w pewnym stopniu jawi się jako element walki toczącej się między dobrem, utożsamianym z władczynią, i złem – jej oponentami, mordercami pracującymi na zlecenie. Gorath dzierży miecz nie gorzej niż Conan Barbarzyńca Roberta E. Howarda czy Kane Karla E. Wagnera, jest także równie silny i przebiegły oraz cieszy się podobnym powodzeniem u płci przeciwnej. A u Janusza Stankiewicza wszystkie kobiety (nie tylko te ludzkie), mimo że pozornie mają dość silne osobowości i spore znaczenie, są przedstawiane przede wszystkim jako obiekty seksualne.

Ale to skojarzenie z heroic fantasy jest tylko powierzchowne. Bohater, chociaż ma swój honor i brzydzi się zabijaniem bezbronnych czy niewinnych, nie jest postacią jednoznacznie dobrą. Nie stroni od przemocy, nie waha się przed okazywaniem pogardy słabszym, nie pomaga gnębionym, nawet będąc świadomym bezsensownego okrucieństwa współtowarzyszy. To poniekąd wynik zmiany w początkowym dychotomicznym podziale na pozytywne i negatywne strony, gdyż ten szybko ulega skomplikowaniu, a każda z występujących pierwszo- czy drugoplanowych postaci kieruje się innymi motywacjami, do tego nie zawsze mając na uwadze wyłącznie własne powodzenie. Co więcej, w toczącej się rozgrywce znaczenie okazuje się mieć wielka polityka, wykraczająca poza dotychczasowe doświadczenie Goratha.

Nie jest to zatem konwencja czarno-białego fantastycznego świata, z wyraźnym podziałem na tych szlachetnych i prawych oraz stojących do nich w opozycji, podłych i okrutnych. O ile trup nie ściele się może gęsto, o tyle krew leje się dość obficie i często. Ale ponownie – mimo dominacji szarości i pewnego mroku, nie jest to dark fantasy. Książka nie jest także utworem postmodernistycznym, nie służy metaforycznemu ukazaniu czy komentowaniu naszej rzeczywistości, nie opiera się na przetworzonych motywach czy wątkach wywodzących się z  literatury pięknej. Jest jak najbardziej poprawną i przyjemną w odbiorze powieścią przygodową.

Z drugiej strony, debiut Janusza Stankiewicza nie jest pozbawiony wad. Otwierające powieść  rozdziały przytłaczają nadmiarem informacji – imionami kolejnych pojawiających się postaci, nazwami miejscowości i regionów, odniesieniami do porządku społeczno-kulturowego czy różnymi historycznymi wydarzeniami. Czytelnik zaczyna gubić się w tym, kto jest kim, co gdzie leży, ale przede wszystkim nie do końca wie, czemu to ma właściwie służyć. Akcja prowadzona jest dynamicznie , zatem zabrakło czasu na wyjaśnienie czy dokładniejsze opisanie wszystkich niuansów; a trochę szkoda.

Co więcej, w kwestii fabuły można mieć wątpliwości co do sposobu, w jaki Gorath najpierw wkrada się w szeregi Nocnych Cieni, a później szybko i bezproblemowo pnie się w ich hierarchii. Wygląda na to, że zupełnie obcy i nikomu nieznany wojownik, jedynie deklarujący chęć przyłączenia się do grupy skrytobójców, zostaje nie tylko przyjęty do bandy, ale także wprowadzony w jej największe tajemnice – z poznaniem tożsamości przywódcy włącznie. Nawet jak na odwołanie się do typowej konwencji fantasy, gdzie zasady funkcjonowania mogą być zdecydowanie prostsze, razi to zbytnią naiwnością.

Jednak największą wątpliwość wzbudza rasa Goratha i wynikające z tego konsekwencje; a właściwie to właśnie ich brak. Jak było to powiedziane na początku, tytułowa postać jest półorkiem, ale tak naprawdę ten fakt nie ma za dużego znaczenia dla samej fabuły. Protagonista w swym zachowaniu właściwie niczym nie odróżnia się od innych ludzkich bohaterów, znanych z różnych dzieł popkultury. Wydaje się, że wskazanie na pochodzenie Goratha czy ogólną dominację orków w świecie wymyślonym przez Janusza Stankiewicza, jest bardziej zabiegiem mającym przyciągnąć uwagę niż faktem przekładającym się w jakiś sposób na rzeczywistość i toczącą się opowieść.

Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

Antropomorficzna personifikacja

Nie od dzisiaj wiadomo, że dobry redaktor (chyba należałoby napisać: Redaktor) jest…

[RECENZJA] „Fuga” Magdalena Anna Sakowska

Ludzie w XXII wieku oddali własny los we władanie technologii. Podróżują między…

[Recenzja] „Efekt pandy” Marta Kisiel
Bookiety Maciej Tomczak - 22 października 2021

„Efekt pandy” jest komedią kryminalną jeszcze bardziej kameralną niż „Dywan z wkładką”.…

Fahrenheit