Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Gorath. Zabójcy bogów” Janusz Stankiewicz

Tytuł: "Gorath. Zabójcy bogów"
Autor: Janusz Stankiewicz,
Grafika: Joanna Halerz,
Cykl: Gorath.
Wydawnictwo: Sinister Project,
Redakcja: Joanna Czarkowska,
Korekta: Emil „Paddy” Dworakowski,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 22 czerwca 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 337
ISBN: 978-83-971490-9-0
Więcej informacji: Janusz Stankiewicz „Gorath. Zabójcy bogów”

Ostateczne rozliczenie

Zakończenie kilkutomowej serii nigdy nie jest dla autora proste. Konieczność domknięcia wszystkich rozpoczętych wątków, stworzenie satysfakcjonujących wyjaśnień dla rozgrywających się wydarzeń czy wreszcie rozwiązanie historii stworzonych postaci, a przy tym uczynienie tego w sposób zrozumiały i spójny, okazuje się nierzadko przekraczać kompetencje niejednego twórcy. Z drugiej strony jest jeszcze kwestia czasu, by niepotrzebnie nie przedłużać cyklu, zachować uwagę i zainteresowanie odbiorców, ale zadbać także o jego odpowiednią jakość. Od strony technicznej finał nie jest zatem sprawą ani łatwą ani przyjemną. Ważne jednak, by ostatecznie taki właśnie stał się dla czytelników.

Trwa wojna między Imperium Orków a Dominium Natanbanu. Już nie tak jednostronna, ponieważ krasnoludzka technologia pozwoliła na zatrzymanie smoków, a najeźdźcy nie tylko stracili impet, lecz ponoszą coraz więcej dotkliwych porażek. W tym czasie półork Gorath, najemny wojownik, wraz z zabójczynią Moraną Thail oraz złodziejką Noelle podążają śladami elfiego zdrajcy, maga Evelona. Kathana Marr, zleceniodawczyni tej misji, prowadzi dalej obronę swoich – i nie tylko – dziedzin. Przypadek, a raczej wielka polityka, ku jej zaskoczeniu stawia przed nią zupełnie inne zadanie i zarazem niewiarygodną szansę na odmianę losu. Z kolei Bovis-Tor, który sprzeniewierzył się orkowym współbraciom, knuje, jak ostatecznie pokonać obie strony konfliktu, by samemu zostać wszechpotężnym władcą świata. Ich historie w końcu się przetną, co będzie definitywnym finałem opowieści.

Jeżeli ktoś po książce „Gorath. Zabójca bogów”, wieńczącej debiutancki cykl Janusza Stankiewicza, spodziewa się wyłącznie intensywnej akcji, spektakularnych bitew oraz heroicznych pojedynków, może poczuć się nieco rozczarowany. O ile początek jest rzeczywiście dynamiczny, o tyle w pewnym momencie następuje dość zaskakujące przeobrażenie fabuły. Bowiem nie pierwszy raz Gorath stara się zmienić swoje przeznaczenie. Autor przełamuje schemat mieszczący się gdzieś na granicy heroic i dark fantasy, w który wpisywała się jego opowieść, czym potwierdza swoją pisarską dojrzałość.

W czwartym tomie serii nie pojawia się wiele nowych postaci, a te już znane i powracające mają jasno rozpisane role. Co wcale nie oznacza, że są czy stają się monotonne. Czynami potwierdzają co prawda miejsce zajmowane po stronie dobra lub zła, ale pokazują też, że nie zawsze czyny można oceniać wyłącznie na takiej dychotomicznej skali, a pozory lubią mylić. Dotyczy to zwłaszcza bohaterów dalszego planu, takich jak han Kratos (a ich raczej krótkie sceny są naznaczone szczególnym znaczeniem).

Warto zwrócić uwagę, że „Gorath. Zabójca bogów” jest swoistym pamfletem antywojenny. Sceny zwycięstwa, niezależnie czy mowa o elfich najeźdźcach czy orkowych obrońcach, mają niewiele wspólnego z radosnymi obrazami znanymi z kultury popularnej. To przede wszystkim chwile rozpaczy, gdy po walce opada przysłowiowy kurz i widać niemal wyłącznie całkowite zniszczenie. A jednocześnie jest zapowiedzią dalszego cierpienia, tym razem cywilów, a zatem najczęściej niewinnych ofiar czyjejś mniej lub bardziej nieprzemyślanej polityki. Być może to drobna nadinterpretacja, ale wydaje się, że to efekt toczącej się już od czterech lat pełnoskalowej wojny za wschodnią granicą Polski oraz innych dramatycznych wydarzeń rozgrywających się na Bliskim Wschodzie.

Na pewno jako duży plus książki należy zapisać wprowadzenie do niej elementów znanych z fantastyki naukowej, w stylu kojarzącym się na przykład z komiksami Grzegorza Rosińskiego i Jeana Van Hamme’a. Jest to uczynione w sposób logiczny i rozbudowuje wykreowaną rzeczywistość o raczej niespodziewane elementy, które mogą znaleźć dalsze rozwinięcie w następnych fabułach. Zarazem  zabieg ten nie jest ordynarnym sposobem na wyprodukowanie (jak bywa to w kapitalistycznym przemyśle konsumpcyjnym) kolejnych książek, co przecież jest dość dobrze znane wszystkim odbiorcom popularnych serii, czy to telewizyjnych, czy literackich.

Natomiast można mieć pewne zastrzeżenia do samego zakończenia. Bynajmniej nie dlatego, że jest ono niezadowalające czy źle opracowane. Może nieco zbyt naiwnie dochodzi do jednoczesnego pojawienia się wszystkich protagonistów i antagonistów w tym samym miejscu i czasie, aczkolwiek ma to pewne wytłumaczenie, nawet jeśli nie dość dobrze uwypuklone. Ta kulminacja zachodzących zdarzeń jest po prostu bardzo gwałtowna, ponieważ na mniej więcej sześćdziesięciu stronach rozgrywają się wszystkie kluczowe wydarzenia. Ponownie – dobrze napisane i spójne, dzięki czemu poszczególne wątki zostają domknięte. Ale można odnieść wrażenie, jakby Janusz Stankiewicz nagle przypomniał sobie, że nie może przekroczyć pewnego limitu znaków i już teraz zaraz musi skończyć książkę.

Ckliwością rażą także niektóre sytuacje, gdy dochodzi do pożegnania czy upamiętnienia odchodzącej w ten czy inny sposób postaci. Niepotrzebnie zostają przedstawione i podkreślone ich wewnętrzne rozterki albo pogodzenia się z własnymi ułomnościami, co ma wywołać jeszcze większe emocje. Nawet przyjmując, że jest to zgodne z pewnym kanonem czy motywami, wydaje się dodane nieco na siłę.

Najbardziej, i to chyba najpoważniejszy zarzut, szkoda smoków. Pomysł, aby jeden z nich pojawił się zupełnie niespodziewanie w finale „Gorath. Uderz pierwszy”, pierwszego tomu cyklu, był naprawdę dobry. Cóż z tego, gdy w następnej opowieści smoki właściwie nie występują, w trzeciej części ponownie zawitały przed końcem fabuły, a w „Gorath. Zabójca bogów” odgrywają nawet nie drugo-, co raczej trzecio- a może nawet i czwartorzędną rolę. Chociaż zatem są intrygującymi i niejednoznacznymi charakterami nie dostały szansy, by rozwinąć – nomen omen – skrzydła.

Niemniej jednak, mimo wskazanych mankamentów, „Gorath. Zabójca bogów”, a w szerszej perspektywie cały cykl Janusza Stankiewicza, jest pozycją godną polecenia wszystkim miłośnikom fantastyki szukającym dobrej, przygodowo-awanturniczej lektury. Perypetie hardego półorka, których doświadcza na lądzie, morzu i w górach, w iskrzących bogactwem miastach, na skrzypiących pod falami statkach czy w mrocznych zamkach zapewnią przyjemną rozrywkę na wiele wieczorów. I tylko trochę szkoda, że to już koniec.

 

Maciej Tomczak

    Mogą Cię zainteresować

    Zabójczyni romansów
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 8 października 2013

    Autor: Robin LaFevers Posępna litość Wydawca: Fabryka Słów 2013 Stron: 527 Cena:…

    Światy Franka Herberta (poza Diuną)
    Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 11 listopada 2016

    Maciej Tomczak zwiedza światy powstałe w wyobraźni Franka Herberta. Dziś – zmęczony, lecz zadowolony –…

    Wstępniak – Na dobry (lepszy?) początek

    Kiedy ponad pięć lat temu rejestrowałem się na forum, nie przypuszczałem, że…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *