ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Granty i smoki” Łukasz Kucharczyk

Tytuł: "Granty i smoki"
Autor: Łukasz Kucharczyk,
Grafika: Vivi Ekhart,
Wydawnictwo: Pewne Wydawnictwo,
Redakcja: Dawid Wiktorski,
Korekta: Weronika Rychta,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 1 stycznia 2022
Wydanie: 1
Liczba stron: 194
Format: 14x20 cm
ISBN: 978-83-63518-59-2
Cena: 25 PLN
Więcej informacji: Łukasz Kucharczyk „Granty i smoki”

Aż do końca świata, czyli mniej więcej przez kwadrans

„Granty i smoki” prezentują się niepozornie. Ot, niewielka, dosyć chuda książeczka z okładką sugerującą, że na jej kartach czeka nas coś fantastycznego, ale z absurdalnym i humorystycznym odchyleniem, jak podczas najbardziej szalonej sesji Munchkina. I rzeczywiście – dokładnie to dostajemy.

„TURNIEJ RYCERSKI (…) Nagrodą będzie worek złota, pół królestwa w skali 1 do 10 000 (sponsorem makiety jest patron turnieju, firma modelarska Palladinum) i odlew dłoni królewny Giaury”.

Głównym bohaterem serii sześciu połączonych chronologicznie opowiadań jest Cilgeran – doktorant metodologii nauk barbarzyńskich na Uniwersytecie Wielkobohaterowskim imienia Kelta Niezwyciężonego. Cilgeran, poza wyprawami do biblioteki, musi też – jak przystało na doktoranta akademickiego – pozaliczać różne mniej przyjemne projekty: a to zorganizować konferencję (co kończy się spotkaniem z bandytami i wyprawą po latający dywan), a to zdobyć zaświadczenie do stypendium o wykonaniu misji bohaterskiej (co dla odmiany kończy się wpadnięciem w sam środek bajki o magicznej fasoli i olbrzymie). Całość otaczają opary absurdu i sporej dawki satyry na całe środowisko akademickie.

„– Jestem z pana dumny – powiedział. – Teraz już pan chyba rozumie, dlaczego to właśnie pana wybrałem do tego zadania.

– Chyba tak… Dlatego, że niczym specjalnym się nie wyróżniałem, poza świadomością konieczności wypełniania misji?

Profesor pokiwał głową. W zasadzie chciał powiedzieć, że dlatego, że po pierwsze akurat stali niedaleko siebie w celi, a po drugie Cilgeran był wystarczająco chudy [by przecisnąć się przez kraty – przyp. red]. Ale zaproponowana przez Cilgerana interpretacja bardziej korespondowała z doniosłością chwili”. 

 Wszystkie przygody Cilgerana obficie sięgają do legend, mitów, baśni i popkultury, zaczynając od przemowy Gandalfa z Władcy Pierścieni, poprzez wyprawę do Narni, na Gwiezdnych Wojnach kończąc. Zresztą dopiero gdy sięgniecie po książkę Kucharczyka odkryjecie całe bogactwo nawiązań, bo wymienienie ich wszystkich przekształciłoby tę recenzję w artykuł z bardzo długą bibliografią.

W tym wszystkim Cilgeran jest tak naprawdę antytezą bohatera. Chudy, strachliwy, niepotrafiący walczyć… a jego orężem jest Młot Motywacyjny, dający dobre, choć jednocześnie kompletnie bezużyteczne porady. Cilgeran ma też przy sobie wielką i grubaśną księgę zupełnie nieprzydatnych zwrotów i okrzyków bojowych, którą wertuje w najmniej odpowiednich momentach. Choć gdyby tak przyłożył komuś tą knigą… Cóż, ten numer już raz przeszedł, gdy u Terry’ego Pratchetta ktoś został zabity dobrze wycelowanymi „Prawami i Przepisami Porządkowymi miast Ankh i Morpork”.

 „– Ufasz mu?

– Aż do końca świata.

– Aż tak mocno?

– Nie, gdzie tam, to będzie jakiś jeszcze kwadrans, zważywszy, że mniej więcej tyle dzieli nas od przybycia smoka”.

Dodatkowego smaczku dodaje towarzysząca naszemu głównemu bohaterowi postać niziołka, pana Rorty’ego Pragmatickbucka, studenta zaocznego, który, aby zaliczyć ćwiczenia, musi odrobić nieobecności na dyżurach. A towarzyszenie Cilgeranowi w misjach jest na to jego jedyną szansą. Rorty jest tym typem towarzysza twardo stąpającego po ziemi. Jest mrukliwy, złośliwy i ogólnie niemiły dla świata jako takiego. Świetnie się też nadaje do burzenia czwartej ściany i pokazywania, że naprawdę, ale to naprawdę nie należy traktować tej książki poważnie, chyba że mamy na myśli poważny ubaw. Do tego „Granty i smoki” nadają się jak najbardziej.

„– Panie Rorty, tak w zasadzie to co pan tu robi? – zapytał Cilgeran.

– Konieczność fabularna – odrzekł niziołek z miną świadczącą o tym, że już dawno pogodził się z losem postaci towarzyszącej”.

Koniec końców, na niecałych dwustu stronach mamy świetny przykład współczesnej humorystycznej fantastyki pisanej z przymrużeniem oka i niezwykłą inteligencją oraz obeznaniem w szeroko pojmowanej kulturze i popkulturze. Z pewnością nie będziecie się nudzić.

 

Anna Szumacher

 




Pobierz tekst:

Mogą Cię zainteresować

[Recenzja] „Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze” Edward Brooke-Hitching
Bookiety Anna Szumacher - 18 stycznia 2021

Rok literacki 2020 kończę pozycją mocarną i zacną. Edward Brooke-Hitching zaczarował mnie…

[Recenzja] „Tkając świt”, Elizabeth Lim

We need YA, wydawca „Tkając świt” (i następującej po nim „Snując zmierzch”),…

[Recenzja] „Muzeum Luster” Luis Montero Manglano
Bookiety Anna Szumacher - 27 listopada 2020

Luis Montero Manglano nie jest świeżynką na polskim rynku wydawniczym. Rebis wydał…

Fahrenheit