Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Kantyczka dla Leibowitza” Walter M. Miller Jr.

Tytuł: "Kantyczka dla Leibowitza"
Autor: Walter M. Miller Jr.,
Grafika: Mikołaj Piotrowicz,
Tytuł oryginalny: "A Canticle for Leibowitz"
Seria wydawnicza: Wehikuł czasu
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS,
Redakcja: Krzysztof Tropiło,
Tłumaczenie: Adam Szymanowski,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 21 kwietnia 2026
Liczba stron: 423
Format: 13x21 cm
ISBN: 978-83-8338-440-5
Cena: 44.99 PLN
Więcej informacji: Walter M. Miller Jr. „Kantyczka dla Leibowitza”

Sic Transit Homo

Uważa się, że miarą ucywilizowania jest dostępność powszechnej edukacji, poszanowanie środowiska naturalnego, organizacja społeczeństw zapewniająca opiekę ich członkom, przestrzeganie praw i wolności. Ważnym aspektem ucywilizowania jest nieopresyjna moralność, empatia społeczna i odpowiedzialność przed tymi, którzy przyjdą po nas. To także wiedza, w szczególności naukowa i techniczna. Do połowy dwudziestego wieku nigdy jednak nie doszło do zapaści cywilizacyjnej jak ta, która stała się kanwą dla „Kantyczki dla Leibowitza” Waltera M. Millera Juniora (nagroda Hugo w roku 1961). Widmo tak głębokiego rozpadu pojawiło się po raz pierwszy 6 sierpnia 1945 roku, eskalując grozę nuklearnej zagłady. Gwałtowny wzrost tempa rozwoju nauki i techniki spowodował bowiem, że już bez mała dwie dekady później ludzkość dotarła niemal na krawędź takiej zapaści.

W „Kantyczce dla Leibowitza” stulecia upływające od atomowej pożogi zatarły wiedzę w umysłach pokoleń. Albertyński nowicjusz przypadkiem odkrywa materiały – ślad sprzed potopu atomowego ognia. Zwiedziony bezbożną ciekawością i poruszony spotkaniem z pielgrzymem-tułaczem, przeszukuje szczątki znalezione w nietkniętym przez rabusiów Schronie dla przetrwania opadu. Tym odkryciem niepokoi się Opat, choć już wkrótce dostrzega w tym okazję do zyskania prestiżu jako strażnik pamięci Świętego Leibowitza. Szczątki ze schronu to przecież nie tylko relikwie dawnych czasów sygnowane imieniem świętego, ale także dar od losu i filar umocnienia władzy nad przyszłością, w której kościół jest ostoją i pasterzem ludu, chroniąc przed zatratą ostatki dawnej wiedzy.

Sześć stuleci po nuklearnym kataklizmie nie istnieją państwa, rozległe terytoria są martwe i skażone radiacją, a ludzie wrócili do koczownictwa i prymitywnych wspólnot plemiennych. Światem rządzą siła i brutalność, egoizm przetrwania i sojusze wodzów. Kościół uważa się za jedynego sprawiedliwego i prawego w gromadzeniu i zachowaniu dla przyszłości okruchów świetlanej naukowo-technicznej przeszłości. W trzewiach opactwa skrywa i pielęgnuje zapisy, urządzenia i ich szczątki. Powiela ocalałe jeszcze dokumenty, choć bez wiedzy o znaczeniu tego, czego kopie wykonuje. Przedmioty znalezione w starożytnym schronie powędrują zatem do skarbca przeszłości w opactwie, a złożone tam dokumenty mnisi przepiszą do ostatniej litery, podkreślenia czy wręcz skreśleń, bazgrołów i kropek. Nie wiadomo przecież, co jest ważne, a co nieistotne (na przykład ocalały skrawek listy zakupów). Wzorem średniowiecznych praktyk mnichów irlandzkich, albertyni nowego średniowiecza kopiują zatem wszystko, a kopie ubogacają inicjałami i zdobieniami w intencji nadania kopiom prestiżu i symbolicznego znaczenia.

W pierwszych wiekach trzeciego tysiąclecia owe przyszłe pokolenia za nic mają jednak misję kościoła jako strażnika wiedzy, z rzadka tylko układając się z Hierarchią dla uzyskania wglądu w zgromadzone przez nią skarby. Święty Leibowitz i klasztor pod jego wezwaniem stają się artefaktami, oferując jedynie drobne fragmenty wiedzy technicznej. Kościół tkwi natomiast w przekonaniu, że jego prestiż i wpływ na rzeczywistość nadal są takie jak w czasach odkrycia schronu. Odgrywanie roli pośrednika stało się jednak nadzwyczaj ryzykowne, bo cena za popadnięcie w niełaskę jest bardzo wysoka.

Odgrywając wciąż uparcie rolę surowego mentora dwa stulecia przed nastaniem czwartego millennium, kościół przespał swoją szansę na kształtowanie przyszłości. Miał jednak szansę zrobić to, czego nie zrobił przed dawną apokalipsą, zanim nieuchronnie nadejdzie kolejna. Monitorował, skrzętnie jednocześnie gromadząc, wszelkie informacje o odkryciach naukowych, dokonaniach techniki i zaawansowaniu technologicznym. Kiedy w końcu ten czas nadszedł, wypełnił misję strażnika i ostoi przed barbarzyństwem, uchodząc z przemijającego świata, unosząc to, co w skrytości zgromadził dla zbudowania nowego.

Szlachetny cel zachowania dziedzictwa wiedzy i postępu dla skrócenia okresu barbarzyństwa po upadku cywilizacji w „Kantyczce dla Leibowitza” (1960) jest dokładnie taki sam, jak w „Fundacji” (1951) Isaaca Asimova. W obu wizjach jest to wręcz dogmat wiary w naukę i zachowania wiedzy, choć diametralnie różnie sformułowany. Technokratyczny i merkantylny Terminus w „Fundacji” odniósł sukces swoją otwartością. Kościół Nowego Rzymu zawodzi natomiast w starciu z ludzką przekorą i skłonnością do ulegania barbarzyństwu. Jako organizacja-instytucja zadowala się wyczekującą pasywnością, bo w istocie repozytorium mające chronić wiedzę staje się dla niej de facto więzieniem, które prewencją dostępu do niej ma służyć tylko utrzymaniu rządu dusz. Powrót do cywilizacji i postęp uczynią przecież ludzi niezależnymi, a pokorę wobec Boga słabością.

Rozważając przesłanie tej powieści można nawet zaryzykować tezę, że ta bierność i egotyzm kościoła z „Kantyczki…”, trwanie w przekonaniu o jedynym źródle prawdy i wiedzy jest poniekąd zarodzią kolejnej apokalipsy. Odradzającej się ludzkości zabrakło przez to kompasu na drodze powrotu co ucywilizowania, chociaż światłem nadziei jest próżniopław Quo Peregrinatur, symboliczna pochodnia mająca przenieść człowieczy płomień do nowego początku w niebiesiech. Powieściowa rola kościoła jest zresztą symboliczna, bo można w niej obsadzić dowolną inną strukturę czy organizację powołaną dla realizacji szczytnych celów, zawłaszczającą moralne i faktyczne prawo do wiedzy, tempa postępu i rozwoju, systemu wartości i norm społecznych, a skupioną introwertycznie na sobie dla zachowania status quo władzy i wpływów.

„Kantyczka dla Leibowitza” to wydana w roku 1959 jedna z najgłośniejszych powieści fantastyki postapokaliptycznej, której sprzedane nakłady sięgnęły kilku milionów egzemplarzy na całym świecie. Powieść powstała z połączenia i rozbudowania trzech wcześniejszych opowiadań napisanych w latach 1955-1957. Pierwsze wydanie tej powieści w Polsce ukazało się w roku 1991 i od tego czasu wydano ją jeszcze cztery razy. To jedyne wydane dzieło autora, którego dorobek tworzy także kilkadziesiąt opowiadań opublikowanych w kilku zbiorach, z „The Darfsteller” uhonorowanym w roku 1955 nagrodą Hugo. Miller pracował nad kontynuacją „Święty Leibowitz i Dzikokonna”, ale jej dokończenie wyszło spod pióra Terry’ego Bisona po samobójczej śmierci autora „Kantyczki” w roku 1996. Kontynuacja wyszła drukiem w roku 1997.

Powieść ma wymiar odczytu teologicznego, odwiecznych rozważań sprzeczności między wiarą w dobrego i wszechmogącego Boga, a jego przyzwoleniem dla nawracającego barbarzyństwa jako źródła zła i cierpienia. Pokora wypowiadania Voluntas TuaBarbara ludzkich uczynków.

Wizja z końca piątej dekady dwudziestego wieku, niewątpliwie skażona jest narastaniem tempa wyścigu zbrojeń atomowych z majaczącym już w niedalekiej przyszłości jego kubańskim apogeum. Nie ma w „Kantyczce…” optymizmu i entuzjazmu dla przyszłości poza nikłą iskrą kolejnego odrodzenia, ale szczęśliwie jak dotąd wciąż jest tylko niespełnioną wizją – i oby taką pozostała.

 

Tomasz Kokowski

    Mogą Cię zainteresować

    O nietypowym kryminale
    Bookiety Ebola - 29 kwietnia 2014

    Tytuł: „Spokój duszy” Wydawca: Rebis 2013 Stron: 369 Cena: 34,90 zł Autor:…

    [Recenzja] „Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda” Tadeusz A. Kisielewski

    Opracowanie Tadeusza A. Kisielewskiego świetnie pokazuje genezę służb wywiadowczych. Książka wymaga od…

    Wojna w muzeum
    Bookiety Ebola - 30 maja 2014

    Autor: Lynn H. Nicholas Tytuł: „Grabież Europy” Tłumacz:  Barbara Sławomirska Wydawca: Rebis…

    Komentarze: 2

    1. Seji pisze:

      W w nagłówku i w metryczce książki jest Henry zamiast Walter.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *