Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Król Smutek” Joe Hill

Tytuł: "Król Smutek"
Autor: Joe Hill,
Grafika: Dark Crayon,
Tytuł oryginalny: "King Sorrow"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros,
Redakcja: Marzena Wasilewska,
Korekta: Dorota Jakubowska, Sabina Raczyńska,
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska,
Lektor: Leszek Filipowicz, Izabela Perez,
Typ publikacji: papier, audiobook,
Premiera: 9 września 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 864
Format: 14x21 cm
ISBN: 978-83-8439-003-0
Cena: 89.90 PLN
Więcej informacji: Joe Hill „Król Smutek”

Powrót Króla

Joe Hill to autor, który rozpoczął karierę pisarską najbardziej „pod górkę”, jak to tylko możliwe. Cóż bowiem może zrobić młody autor, żeby się wybić, gdy jego ojciec jest żyjącą, aktywną i bardzo często wydającą nowe książki legendą? Do tego jeszcze twórczość rodziciela, słynnego Stephena Kinga była tak wielokrotnie ekranizowana, że jego nazwisko jest nieobce nawet tym, którzy potrafią omijać książki bardzo szerokim łukiem. Lekki spoiler odpowiedzi krył się już w pierwszym napisanym przeze mnie zdaniu. Młody Joe postanowił bowiem mierzyć się z wysoką falą krytyki literackiej i próbować zdobyć własne grono czytelnicze używając innego nazwiska. Oczywiście kto miał wiedzieć, ten wiedział, jednak jego decyzja okazała się jedną z najlepszych z możliwych.

Oczywiście nawet najbardziej udany pseudonim literacki nie zastąpi talentu i ciężkiej pracy, ale na szczęście na tym polu nie można Hillowi nic zarzucić. Dorobił się on całkiem sporego grona miłośników swojej literatury, którzy wiernie czekają na każdą kolejną książkę. Niestety dla nich nie odziedziczył on po ojcu stachanowskiego tempa pisania, toteż na jego najnowszą powieść (a nie opowiadania, czy też ich zbiór) trzeba było czekać prawie dziesięć lat. W dzisiejszym pędzącym szaleńczo świecie to już prawie epoka, w literaturze zresztą podobnie. Tę książkę, zatytułowaną „Król Smutek” wydało właśnie na polskim rynku wydawnictwo Albatros. Przetłumaczyła ją Anna Dobrzańska. Sama książka wydana jest ładnie, ekskluzywnie, w twardej oprawie z barwionymi brzegami. Niby mały szczegół, a cieszy oko, i to nie tylko wtedy, gdy stoi na półce.

Tworząc swoje dość opasłe dzieło, Joe Hill sięgnął do całego szeregu gatunków literackich i ich specyfiki, kreując nawet nie amalgamat, a stop wydający się być trwały i błyszczący nie tylko z daleka. Dlatego też bezspoilerowe stwierdzenie, iż „jest to opowieść o grupce przyjaciół, która mając dobre intencje przywołała z innego wymiaru istotę mającą zmienić i zagrozić nie tylko ich życiu, ale też ogromnej liczbie innych osób”, to trochę tak jakby powiedzieć, że film „Interstellar” jest o tym, że szukali go w całym kosmosie a on się za szafą schował). Wielopoziomowa struktura, przenikanie się wątków fantastycznych, horrorowych i społecznych, do tego jeszcze podlanych piękną nostalgią za latami młodości autora (i tu się Joe Hill nie wyprze genów, bo pierwszym mistrzem takowej nostalgii, oczywiście dotyczącej lat zupełnie innych, był i jest właśnie jego ojciec) sprawiają, że od „Króla Smutku” nie można się wprost oderwać.

Chyba jedynym słabszym elementem tej monumentalnej – nie tylko w formie – powieści, jest to, że autor momentami reaguje i „nawraca na dobro” w kwestiach bardzo współczesnych. Myślę jednak, że wynika to z jego amerykańskości oraz faktu, że tamtejszy czytelnik lubi mieć podane prosto i jasno, co ma w danej sprawie myśleć. Tymczasem my tutaj, nawet zgadzając się z duchem myśli autora, wolimy, gdy bardziej wplata takie elementy nieco głębiej w fabułę swojej powieści, ot choćby tak, jak robi to w kwestiach społecznych z czasów sprzed dwudziestu, trzydziestu lat.

Joe Hill ma warsztat bardzo wysokiej jakości, co dobrze udało się oddać tłumaczce. Bogaty język, dobre tempo i niezliczona liczba wątków pobocznych, owijających się wokół głównej osi fabuły, które w żadnym wypadku jej nie duszą, lecz wzbogacają, uwypuklając w odpowiednich momentach to co najważniejsze. Są chwile, gdy pisarz wręcz bawi się językiem, bądź formą powieści, ale robi to wtedy kiedy może sobie na to pozwolić (np. choćby kwestia połączenia trolli z podań z trollami internetowymi, czy też rozdziały mające po pół stronicy). Troszkę gorzej na tle powyższej maestrii wypada tworzenie postaci. Z całego grona głównych bohaterów, mimo że pozornie są, wydawałoby się, bardzo odmienni, reprezentując różne wizje świata, tempa działań i poglądy na siebie nawzajem, trudno wyróżnić kogoś, kto pozostanie w pamięci na dłużej. Najbliższy temu jest główny antagonista, czyli sam Król Smutek – smok, trochę specyficzny, ale jednak smok.

Całe to bogactwo zawarte w potężnym woluminie okazuje się więc zasłużoną nagrodą dla wszystkich tych, którzy przez lata czekali na nową powieść Joego Hilla i zapewne martwili się, czy ich mistrz pióra nie „zardzewiał” i wciąż będzie w stanie zapewniać tak silne emocje, jak w swoich wcześniejszych utworach. Autor „Królem Smutkiem” udowodnił, że jest w świetnej formie literackiej i można jego twórczość stawiać w jednym rzędzie z najtęższymi piórami współczesnego horroru i nie tylko (w tym – tak, oczywiście, mówimy też o Stephenie Kingu). Jego monumentalna powieść jest dziełem, które mimo rozmiaru, można przeczytać bardzo szybko i… chce się jeszcze. To czy to „jeszcze” dostaniemy za rok, czy za dziesięć lat, to już zależy tylko od samego autora.

 

Piotr Wojnarowicz

    Mogą Cię zainteresować

    [Recenzja] „Obręcz. Gdynia 1959” Jacek Brzozowski
    Bookiety Piotr Wojnarowicz - 26 stycznia 2026

    Ta książka nie kończy swojego żywota w głowie czytającego tuż po skończeniu…

    [Recenzja] „Ostatnia batalia” C.J. Tudor
    Bookiety Piotr Wojnarowicz - 18 lipca 2025

    Wątek kryminalny, który oczywiście prędzej czy później zaczyna przeplatać się z tym…

    [Recenzja] „Połaniecka” Grzegorz Wielgus

    Atutem powieści jest to, że autor próbuje wraz z porucznikiem Grewlingiem nie…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *