Twórcy literatury fantastycznej oraz fantastyczno-naukowej nierzadko decydują się zrezygnować z realistycznego sztafażu na rzecz różnego rodzaju komizmu, poczynając od prostych, choć nie prostackich komedii, poprzez krytyczną satyrę, na absurdzie i grotesce kończąc. Te zabiegi pomagają odbiorcy zdystansować się do otaczającej go rzeczywistości, chociaż najczęściej różnego rodzaju wątki z niej się wywodzą. Mniej lub bardziej parodystyczne ujęcie ma na celu uwypuklić konkretne sytuacje, zdarzenia lub dominujące trendy i zachowania, niekoniecznie pożądane, czy tak naprawdę negatywne. Jednak nazwanie ich wprost nie spotkałoby się z uznaniem lub też refleksją, a czasami jest również obwarowane obowiązującymi normami.
Motywem przewodnim szesnastego numeru Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego „LandsbergON” jest właśnie humor i satyra w fantastyce. Tym razem w czasopiśmie znalazło się siedem opowiadań, których autorzy w odmienny sposób podeszli do tematu.
W utworze „Gorzowski Festiwal Fantastyki” Anna P. Szarejko przedstawia historię konsekwencji amerykańskich eksperymentów na mrówkach, prowadzących do dosłownego ziszczenia się ludzkich marzeń, fantazji i pragnień, związanych – jak się okazuje – przede wszystkim z różnymi literackimi stworami lub ich filmowo-serialowymi odpowiednikami. W przygodowym tekście Szarejko zarysowuje ciekawą rzeczywistość z parą nietypowych bohaterów, sprawujących niejako opiekę nad ziemią lubuską. O ile relacja protagonistów w układzie uczeń-mistrzyni nie odbiega od utartych schematów, o tyle fabuła wywołuje uśmiech na twarzy odbiorcy, zwłaszcza gdy do głosu dochodzą egzaltowane postacie ze „Zmierzchu” Stephenie Meyer (tutaj odzywa się miłość autorki do Anny Rice). Odwołania do różnych książek, ale też subtelne komentarze dotyczące współczesnej kultury, sprawiają, że otwarcie magazynu należy uznać za bardzo dobre.
Następny tekst. „Czekolada z orzechami” George’a Dimitriu, to miniatura literacka przedstawiająca świat, w którym pozornie błahe pragnienia mogą stać się zalążkiem buntu wobec sztucznej inteligencji, jakoby dbającej o ludzkie dobro. Tak naprawdę to dramatyczna i wywołująca mocno gorzką refleksję historia, w której jedynie impuls skłaniający bohaterkę do próby wyrwania się z niewoli ma po części humorystyczny charakter.
Trzecie opowiadanie, „Na etacie straszaka bulwarowego” Joanny Łebkowskiej, wywołuje zdecydowanie lżejszy nastrój. Oto nastolatek mierzy się z konsekwencjami przeprowadzki z dużej metropolii do zdecydowanie dla niego mniej atrakcyjnego Gorzowa Wielkopolskiego, jawiącego się mu jako – co tu dużo mówić – nudne i prowincjonalne miasto. Okazuje się jednak, że spotkany przypadkowo na bulwarze starszy mężczyzna, Zdzisiek, będący tytułowym straszakiem bulwarowym, odkrywa przed protagonistą wielce baśniowe element kryjący się w Warcie. Niestety, intrygujący pomysł i przełamanie stereotypowego ujęcia demonów wodnych nie zostało właściwie w żaden sposób fabularnie rozwinięte. A ostatnie zdanie, chociaż miało zapewne zabrzmieć żartobliwie, wydaje się nieco zbyt patetyczne i z nadmierną dawką sztucznego dydaktyzmu.
Kolejne opowiadanie, „Grabarz” Sebastiana Balińskiego, to pełnoprawna groza utrzymana w klimacie Edgara Allan Poego, nawiązująca zresztą do jego „Przedwczesnego pogrzebu”, a i sam autor daje znać czytelnikowi, do kogo się odwołuje, ponieważ bohater czyta „Portret owalny” amerykańskiego pisarza. Tę lekturę dotkniętego przez los protagonisty przerywa zleceniodawca, domagający się nietypowej ostatniej posługi, której wykonanie przyniesie dalekosiężne konsekwencje. Biorąc pod uwagę, że Baliński w momencie publikacji utworów był licealistą, jego dojrzałość literacka jest godna podziwu, nawet jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że sam zamysł utworu nie był w pełni oryginalny. Pojawia się natomiast pytanie, kierowane już nie do twórcy, lecz do redakcji „LandsbergON”, w czym dokładnie przejawia się „humor i satyra” tegoż tekstu?
Podczas gdy przynależność „Grabarza” do tego akurat tematu czasopisma jest co najmniej wątpliwa, powinowactwo „XIV Futuro Kongres w Nowym Landsberu” Dariusza Jacka Bednarczyka jest bezsprzeczne, popadające chyba nawet w skrajność i pewną przesadę. Tym razem patronem duchowym opowiadania jest Stanisław Lem, a bohaterem jeden z wielu kosmicznych pilotów, przybywający na tytułowy kongres razem z innymi nawigatorami i podróżnikami. Traf chciał, że ta edycja wydarzenia przerodziła się w regularną bitwę, zakończoną dla protagonisty w sposób niekoniecznie przyjemny. Mimo że akcja toczy się w przyszłości, to w utworze została zastosowana stylizacja archaizująca, nawiązująca do trylogii Henryka Sienkiewicza, a zachowanie głównej postacie i jego popleczników przypomina (aż chciałoby się rzec „jako żywo”) postępowanie Sarmatów. Jest zatem „XIV Futuro Kongres w Nowym Landsberu” wielopoziomową zabawą z konwencją, językiem oraz wątkami fantastycznymi.
Na jego tle „Problem” Michała Narożniaka wydaje się wręcz faktograficznym reportażem o zaskakującym wydarzeniu, jakim stała się wędrówka Dominanty (dla osób niewtajemniczonych – jest to dość specyficzna wieża widokowa, wywołująca zarówno wśród mieszkańców miasta, jak i pozostałych przedstawicieli regionu, a nawet kraju, kontrowersje; wielokrotnie była nazywana najdziwniejszą lub najbrzydszą budową) po Gorzowie Wielkopolskim. Po wielu próba jej ujarzmienia ostatecznie pomocy udziela w sposób dosłownie magiczny pewien starszy człowiek, choć przysparzający jednocześnie nowych problemów. Narożniak, opisując reakcje władz i gorzowian na zaistniałą sytuację, przywołuje znane i lubiane obrazy z kultury popularnej, poczynając od „Misia” Stanisława Barei.
Ostatnim opowiadaniem zamieszczonym w magazynie jest „Aktor” Krzysztofa T. Dąbrowskiego. Gdyby „Czekolada z orzechami” była pierwszy utworem szesnastego numeru, razem tworzyłby klamrę kompozycyjną, bowiem w „Aktorze” wiodącym motywem również są różne przejawy działalności sztucznej inteligencji. Otóż w niemal cyberpunkowym świecie przyszłości, gdzie panuje turbokapitalizm, a każda czynność wiąże się z ponoszeniem wydatków, młoda gwiazda holo-kina, Ben Whiteman, stara się przedostać do producenta filmowego, by otrzymać kolejny angaż. Niestety, braki kredytów na jego koncie sprawiają, że nawet wyjście z mieszkania nie jest oczywistą sprawą. Świat wykreowany przez Dąbrowskiego wydaje się doprowadzony do granic absurdu, ale krótka refleksja choćby nad tym, jak już współcześnie towarzyszące nam mobilne urządzenia starają się dopasować swoją ofertę do naszych potrzeb (wyimaginowanych lub prawdziwych) budzi pewien słuszny niepokój. Podobnie przecież różne przejawy pracy tak zwanej sztucznej inteligencji, będącej tak naprawdę multimodalnymi generatywnymi modelami bazującymi na mniej lub bardziej pewnej wiedzy (stworzonej przez człowieka), już zastępują ludzi w wykonywanej pracy. O ile wykonują powierzone obowiązki nadal dość nieporadnie, to na pewno dużo szybciej, co dla wielu przedsiębiorców i korporacji nastawionych wyłącznie na maksymalizację zysku w zupełności wystarcza. „Aktor” jest zatem wyjątkowo trafną satyrą.
Uzupełnieniem warstwy literackiej są grafiki i ilustracje Sebastiana Trzoski oraz Waldemara Jaglińskiego. Jeśli chodzi o prace tego pierwszego, na łamach „LandsbergON-u” znalazły się wybrane fragmenty jego cyklu „Dzienniki gwiazdowe: izolacje”, przedstawiające intrygujące kolaże. Z kolei zaprezentowane obrazy Waldemara Jaglińskiego są nieco bardziej klasyczne zarówno w tematyce, jak i formie, częściowo nawiązując do podejmowanych w opowiadaniach tematów.
Humor i satyra szesnastego numeru Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego „LandsbergON” wywołuje radość podszytą znaczną dawką goryczy. W podejmowanych zagadnieniach mniej jest wyśmiewania absurdów i niedorzeczności wynikających z otaczającej nas rzeczywistości, co przede wszystkim ukrytego lęku przed niepewną przyszłością. Dominuje dość oczywisty strach o los ludzkości w obliczu dokonujących się technologicznych przemian. Aczkolwiek przecież równą niepewność wywołuje toczący się za wschodnią granicą otwarty konflikt czy następne „zakończone” (a wcześniej rozpoczęte) przez amerykańskiego prezydenta wojny – a przecież nikt z autorów nie pokusił się o tego typu refleksję. Jest to oczywiście o tyle zrozumiałe, o ile jakiekolwiek wyśmiewanie konfliktów zbrojnych wymaga upływu czasu lub też dużego dystansu do siebie samego. O co współcześnie nie jest łatwo.
Nie należy potraktować powyższej uwagi jak zawoalowanej krytyki twórczyń i twórców, którym jakoby miałoby zabraknąć odwagi czy determinacji w podjętym trudzie. Chodzi raczej o wskazanie, że szeroko rozumiany komizm, także ten w wydaniu fantastycznym, może mieć różne oblicza.
Sam „LandsbergON” pozostaje nieustannie jedną z ciekawszych lokalnych inicjatyw promujących konkretne miejsce z jego niepowtarzalną kulturą i historią, a zarazem stawiających na szeroko rozumianą fantastykę, zarówno w wykonaniu autorów wywodzących się bezpośrednio z regionu, jak i niekoniecznie, ale zawsze mających do opowiedzenia ciekawą historię. Czasami „na poważnie”, a czasami nie.
Maciej Tomczak

Ave, Cæsar, morituri te salutant*
„Krwawy las” jest udanym otwarciem kariery literackiej Gerainta Jonesa, a zarazem równie…

Wizja kusi, ale…
Tytuł: „Szary len” Autor: Marcin Orlik Wydawca: Sumptibus 2015 Stron: 195 Cena:…

Obrazki z życia rzymskiej prowincji
Autor: Douglas Jackson Tytuł: „Waleriusz. Nieustraszony trybun” Tłumacz: Marta Jabłońska-Majchrzak Wydawca: Rebis…


















Lublin
20.02.2026 - 22.02.2026
