Autor: Howey Hugh,
Grafika: Mikołaj Piotrowicz,
Tytuł oryginalny: "Beacon 23"
Wydawnictwo: AltoBook,
Redakcja: Dagmara Michalak,
Korekta: Magdalena Chrobok,
Tłumaczenie: Piotr Kuś,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 19 listopada 2024
Liczba stron: 304
Format: 14x20 cm
ISBN: 978-83-958897-9-0
Cena: 59.90 PLN
Więcej informacji: Howey Hugh „Latarnia 23”
Grawa
Żegluga po bezmiarze Kosmicznej próżni potrzebuje latarni wskazujących drogę podróżnikom dokładnie tak samo, jak żegluga po morzach Ziemi. W „Latarni 23” znajdujemy więc kosmiczną wersję posterunku na krawędzi lądu, opierającego się furii oceanicznego żywiołu, którego fale rozbijają się o skały zwieńczonej światłem nadziei wskazującym drogę zagubionym. Kulturowy, poniekąd anglosaski, imprint latarni morskiej w edycji kosmicznej i twardziela, który ją obsługuje. Książkowy 23 posterunek nawigacyjny stoi na klifie wyznaczającym skraj przestrzeni, butnie określanej jako opanowana przez Ludzkość. Posterunek w głębokim Kosmosie, ważny punkt żeglugi grawitacyjnej. Dobre miejsce dla samotnika, odludka, zesłańca… i zahartowanego bojem weterana.
„Latarnia 23” to grawitacyjna stawa żeglugi kosmicznej albo inaczej boja nawigacji grawitacyjnej, co trafniej „żeglugowo” niż w polskim wydaniu oddaje tytuł oryginału (Beacon 23). Jest w niej bowiem sporo z tradycyjnej latarni morskiej. Mamy sprzęt topornie zbudowany i takoż działający, prosty i odporny na próżnię. Stacja kosmicznej latarni, podobnie jak jej ziemski pierwowzór, jest niewrażliwa na siłę żywiołu. Osadzony w niej grawi(la)tarnik tak samo przerzuca dźwignie przełączników, biega od panelu do generatora grawitacji (jest tam przecież sztuczne ciążenie, a co), majstruje w tablicach rozdzielczych, wymienia spalone bezpieczniki. Ma natomiast łączność nadświetlną z centralą, bo w końcu to wiek XXIII.
Grawa ma działać bez fajerwerków, ma naprowadzać bez wodotrysków, itd. Nie może jednak klekotać, stukać i trzeszczeć w niezidentyfikowany, nieznany sposób. Dokładnie tak, jak przaśnie i prosto buduje się sprzęty dla wojska, dla marynarki. I tak właśnie ta 23 kopia modelu grawiboi działa, a mimo wszystko ma to swój urok. W tej wojskowej solidności i jednocześnie przaśności jest klimat serialu „Gwiezdna eskadra” („Space: Above and Beyond”) z połowy lat 90-tych, uznawanego w miarę powszechnie za najlepszy serial militarnej SF (zakończony po jednym sezonie, ale co to był za sezon! Pełna seria 23 odcinków, a do tego zwiastun sezonu drugiego). Ta solidność konstrukcji i działania „Latarni 23” jest ważna, bo od niej rozpoczyna się akcja książki.
„Dokując” do „Latarni 23” spodziewamy się – ba, oczekujemy – latarnika grawitacyjnego, takiego jak ten podziwiany przez bohatera na zdjęciu z Ziemi. Zahartowanego galaktyczną pustką, bez lęku przed próżnią, krzepko zawiadującego maszynerią, obowiązkowego i rzecz jasna z głębią melancholii wnętrza. Sam jeden przeciw otchłani, pośród roju meteorytowego. Za śluzą spotykamy natomiast weterana po przejściach, udręczonego stresem pourazowym. Chwilami irytuje to tak bardzo, że jego nieporadność prowokuje wręcz do pytania o to, jak facet tak przetrącony przez życie trafił w takie miejsce. Tę irytację wzmaga nierówne tempo narracji, które co kilkanaście stron zatapia się w rozpamiętywaniu przeszłości i gonitwie myśli bohatera. Obiecujący pomysł książki zdaje się w tych miejscach gubić w meandrach przemyśleń operatora 23 posterunku grawitacyjnego. To jednak jest chytry i raczej udany zabieg Howey’a, żeby z „Latarni 23” nie uczynić banalnego kosmicznego westernu z szumowinami pokroju łowców nagród, kosmopiratami grabiącymi wraki i dzielnym strażniku prawości.
Pod kosmiczną zasłoną warto poszukać w książce czegoś więcej. Słychać przecież echa wojny, której okropności doświadczył bohater. Tak dalekie, a jednocześnie zatrważająco bliskie, bo podróże między gwiazdami są nadświetlne. Miejsca kosmicznych bitew dzielą nie dekady i lata czy miesiące, ale ledwie dni. Odległa wojna niemal w każdej chwili może zawitać także do posterunku ustanowionego na granicach cywilizowanego, czyli ludzkiego wszechświata.
Trauma osobistego doświadczenia i dotyku śmierci wraca teraz przywołana zdarzeniami wokół Latarni. Czy wojna napędzana imperatywem obłędu bezmyślnej, wręcz dogmatycznej walki z Obcymi, ma jakikolwiek sens? Trzeba ich zniszczyć tylko dlatego, że są od nas tak inni, tak obcy? Ta walka to przecież obowiązek wobec własnej społeczności i nie ma w niej miejsca dla zrozumienia i empatii. To byłaby zdrada swojego gatunku, a los takich zdrajców jest oczywisty i z góry wiadomy. Na Ziemi i na innych światach, u Ludzi i u Ryfian jest dokładnie tak samo, i trzeba tę morderczą paranoję zakończyć. Kosmiczna wojna to droga do zatracenia, zniszczenia i eksterminacji. I jednych, i drugich.
W „Latarni 23” pytania o absurd wojny nie pojawiają się od razu. Rozwój wypadków doprowadza nas do nich powoli, serwując po drodze kolejne dawki akcji. Rozwijającej się narracji nie dodają jednak lekkości imaginowane dialogi latarnika, bo nie wprowadzają do niej komizmu zamierzonego przez autora, a brzmią jak zwyczajne urojenia. Mentalny hamulec co chwilę zaciągają też nawroty PTSD, wyzwalane przebłyskami bitewnych wspomnień. Zmagania latarnika z przeszłością okraszają za to zręcznie opisane wyjścia w próżnię i kompozycja zdarzeń finałowych.
Warto zwrócić uwagę na dwa rozdziały umieszczone za finałowym. Idealistyczne, ale nie utopijne. Przedstawiciele różnych ras, którzy dorastali we wzajemnej nienawiści, teraz skoncentrowani na pracy…. Być może to naiwne, ale nie głupie, i ma sens. Nie jest jednak pean na cześć wspólnoty, nie jest to też żaden manifest ani pacyfistyczna deklaracja. Po prostu przyjemnie jest to sobie wyobrazić. Wystarczy chcieć i zwalczyć uprzedzenia.
Nawigacja grawitacyjna to wspaniała sprawa, bo dała Ludzkości klucz do Wszechświata. Gdyby się tak po inżyniersku zastanowić, to książkowa implementacja technologii grawitacyjnej (generator EFG) wygląda lichutko. Jeśli Ludzie śmigają po Galaktyce z 20c na liczniku, to czy wszystko w „Latarni 23” nie powinno wyglądać przynajmniej tak, jak w „Star Treku”? Może i powinno, ale wtedy nie dowiedzielibyśmy się, że działka grawitacji daje tak miły odlot i uzależnia od pierwszego razu.
Tomasz Kokowski

Wszystko po krakowsku
Tytuł: Ostatni Dzień Pary Autorzy: Anna Kańtoch, Krzysztof Piskorski, Daniel Nogal, Małgorzata…

[Recenzja] „Tik-tak” Xia Jia
No cóż, biorąc pod uwagę ustrój polityczny kraju, ciężko się nie zastanowić…

Ludobójstwo zombie
Tytuł: „Szczury Wrocławia. Chaos” Autor: Robert J. Szmidt Wydawca: Insignis 2015 Stron:…
















Wydarzenie wirtualne
20.05.2026
Warszawa