ISSN: 2658-2740

[RECENZJA] „Mroczny zew” Maciej Liziniewicz

Tytuł: "Mroczny zew "
Autor: Maciej Liziniewicz,
Cykl: Dzikie pola
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 15 lipca 2020
Liczba stron: 352
Format: 20,5x13,5 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-245-84-3-83
Więcej informacji: Maciej Liziniewicz „Mroczny zew”

Mroczna sprawiedliwość

Siedemnastowieczna Rzeczpospolita szlachecka wydaje się wręcz idealnym miejscem dla osadzenia fantastycznej fabuły. Cywilizacja powoli toczyła z zachodu na wschód kaganek oświaty, lecz jej tempo nie było szczególnie imponujące. Zatem w ówczesnej rzeczywistości świat racjonalny, w coraz większym stopniu mający za sobą zweryfikowaną i pewną wiedzę, nieustannie przenikał się z wiarą w różnego rodzaju duchy i stwory wywodzące się z lokalnych baśni i legend. Nie mniejsze znaczenie ma aspekt historycznych doświadczeń kraju nad Wisłą, toczonych zajazdów, konfliktów zbrojnych i wojen, dość mocno zmitologizowanych przez Trylogię Henryka Sienkiewicza czy książki Józefa Hena.

Właśnie w takich realiach toczy się kolejna powieść Macieja Liziniewicza „Mroczny zew”. Autor powraca do znanej z „Czasu pomsty” postaci Żegoty Nadolskiego herbu Bojno z Wygnanki, który za sprawą dwóch towarzyszy, porucznika artylerii Williama Murraya oraz porucznika Wernera Stillera, służących u arcybiskupa lwowskiego Jana Andrzeja Próchnickiego, zostaje nieco wbrew sobie wyrwany z sielskiego i względnie spokojnego życia, by pomóc zakończyć spór jątrzący się między katolikami rzymskimi a prawosławnymi. Co prawda nie pierwszy i nie ostatni, lecz ten jest niepokojący, ponieważ mają kryć się za nim siły nieczyste. A z nimi – na swoje szczęście – cała trójka, Nadolski, Murray i Stiller, mieli już do czynienia.

Podobnie jak w przypadku debiutu, również w „Mrocznym zewie” Maciej Liziniewicz powala czytelnika swoją znajomością organizacji społeczno-kulturowej czy militarnej I Rzeczpospolitej. Z pieczołowitością przedstawia funkcjonowanie zhierarchizowanego społeczeństwa i relacji zachodzących zarówno pomiędzy poszczególnymi stanami, jak i wewnątrz nich. Przedstawia zwyczaje związane z podróżowaniem, przyjmowaniem gości, spędzaniem czasu na posiłkach i naradach, organizacją polowania, w tym zwłaszcza na potwory, a jednocześnie porywa opisami walki i pojedynków. Przy czym erudycja autora powala, lecz w żadnym wypadku nie przygniata. Dzieje się tak, gdyż wszystkie informacje są podane w sposób bardzo przyjemny, wplecione niemal niezauważalnie w narrację.

„Mroczny zew” toczy się bowiem w ściśle określonym czasie historycznym, lecz mimo powoływania się na prawdziwe miejsca, wydarzenia czy osoby, nie jest podręcznikiem do nauki historii. To interesująca i wciągająca powieść przygodowa, chociaż w zestawieniu z „Czasem pomsty” zdecydowanie bardziej statyczna, zarówno jeśli chodzi o miejsce akcji, ograniczające się właściwie do trzech folwarków oraz terenów do nich przynależących (z wyłączeniem Wygnanki, gdzie rozpoczyna się książka), jak i wydarzenia; próżno jest w niej szukać spektakularnych bitew, toczonych czy to między ludźmi, czy bestiami. Ale w żadnym wypadku nie znaczy to, że ten tom jest gorszy od poprzedniego – jest po prostu inny, a raczej należałoby powiedzieć, że zdecydowanie inaczej zostały w nim rozłożone akcenty fabularne.

Niewątpliwą zaletą książki, obok odtworzenia realiów, są również postacie. Jeśli chodzi o  bohaterów pierwszoplanowych, dali się oni już wcześniej poznać jako intrygujący. Teraz ich losy tylko podkreślają wszystkie stojące za nimi dobre i złe atrybuty. Jednak na ich tle niemniej fascynujące okazują się osoby pojawiające się na drugim planie. Każda ważniejsza persona – czy to z rodu szlacheckiego, stanu duchownego czy chłopskiego – ma swoją historię, a wywodzące się z niej doświadczenia wpływają na bieżące zachowanie. Podobnie jak opisy dotyczące kultury, również charakterystyki są wplecione w narrację, a zatem jeszcze lepiej pozwalają wczuć się w opowieść.

Natomiast gdyby chcieć zwrócić uwagę na wady, tych także nie brakuje, choć są to raczej pewne mankamenty niż znaczące uchybienia Macieja Liziniewicza. Podstawowym problemem jest protagonista Żegota Nadolski, pozostający przez większość, żeby nie powiedzieć, że przez niemal całą powieść biernym słuchaczem lub obserwatorem rozgrywających się wypadków. Na pierwszy plan wysunięty zostaje duet popleczników arcybiskupa lwowskiego stanowiący ciekawą mieszankę żołnierzy i spiskowców, w pełni sprawdzający się jako para głównych bohaterów. Nie ma w tym nic złego, o ile oczywiście ktoś nie nastawia się na śledzenie losów pana z Wygnanki.

Można odnieść jednak wrażenie, że sam autor przypomniał sobie w pewnym momencie o Żegocie. Kiedy już to zrobił, postanowił włączyć go do akcji, co nie wymagało szczególnego uzasadnienia. Mogło to być na przykład podyktowane wdzięcznością za dawno okazaną pomoc. Liziniewicz trochę za bardzo chciał wytłumaczyć obecność Nadolskiego, co wyszło niestety dość sztucznie. O ile dość bezpardonowe odsunięcie na boczny tor Williama i Wernera w ostatnich rozdziałach można jeszcze zaakceptować, o tyle ponownie powołanie się na osobę żydowskiej wiedźmy Ryty jest już nieco zbyt naciągane.

Inny minusem „Mrocznego zewu” jest fakt, że opowieść toczy się niejako niezależnie od postępowania bohaterów. W pewnym sensie można uznać, że opisywane wydarzenia – na poziomie przyczyn i ich skutków – i tak miałby miejsce, nawet gdyby w danym miejscu i czasie nie pojawili się Murray i Stiller lub Żegota. Poniekąd to sprowadza się do wspomnianej marginalnej roli protagonisty, pozostającego przede wszystkim widzem wszystkich zachodzących wypadków. Ponownie, samo w sobie takie poprowadzenie fabuły nie jest to złe. Chodzi raczej o oczekiwania, jakie można było mieć w stosunku do powieści, biorąc za podstawę „Czas pomsty”.

Ale nawet mając na uwadze te drobnostki, nie należy mieć żadnych wątpliwości – „Mroczny zew” wyróżnia się bardzo pozytywnie na tle innych powieści przygodowo-historycznych. Maciej Liziniewicz łączy posiadaną specjalistyczną wiedzę z talentem do snucia opowieści i umiejętnością jej zaprezentowania w przystępnej formie literackiej. Co więcej, stworzona przez niego książka jest pozycją godną polecenia także czytelnikom, którzy nieszczególnie lubią literaturę fantastyczną. Pozwala to przypuszczać, że przed autorem stoi świetlana przyszłość, a z kolei jego odbiorców czeka jeszcze wiele przyjemnych doświadczeń.

Maciej Tomczak

Mogą Cię zainteresować

Kate Devlin „Seksroboty. O pożądaniu, nauce i sztucznej inteligencji”

Zapowiedź książki Kate Devlin „Seksroboty. O pożądaniu, nauce i sztucznej inteligencj”, która…

Prawdziwy detektyw, nie żaden magik
Bookiety nimfa bagienna - 16 czerwca 2014

 Autor: Robert Galbraith Tytuł: „Wołanie kukułki” Tłumaczenie: Anna Gralak Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie…

Mowgli i inni
Bookiety Maciej Tomczak - 8 marca 2018

Recenzja książki Rudyarda Kiplinga „Księga dżungli”. Od napisania „Księgi dżungli” minęło już…

Fahrenheit