ISSN: 2658-2740

[RECENZJA] „Oprawca boży” Eugeniusz Dębski

Tytuł: "Oprawca Boży"
Autor: Eugeniusz Dębski,
Grafika: Szymon Wójciak,
Wydawnictwo: Fabryka Słów,
Redakcja: Małgorzata Hawrylewicz-Pieńkowska,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 7 czerwca 2019
Wydanie: 1
Liczba stron: 244
Format: 13x20 cm
Oprawa: twarda,
ISBN (papier): 978-83-7964-425-4
Cena (papier): 34,90
Więcej informacji: Eugeniusz Dębski „Oprawca Boży”

Boska licencja na zabijanie

Boscy posłańcy występują w literaturze nie od dziś. Do ich grona możemy zaliczyć stwory mityczne, anioły, gadające zwierzęta oraz normalnych ludzi. Tu wyróżnimy różnego typu proroków, kapłanów, mnichów, wędrownych kaznodziejów. Wszystko to znamy i nie raz o takich czytaliśmy. Więc może czas na nowość (jak dla mnie) i boskiego agenta z licencją na zabijanie?

Takim właśnie osobnikiem jest Durkiss, jeszcze młody, ale już doświadczony oprawca boży. Od dziecka szkolony do walki, świetnie operujący ostrymi narzędziami, wędruje przez świat z misją od boga. A N’gadufal, bo tak się zwie jego nadprzyrodzony zwierzchnik, dba o to, by nasz bohater się nie nudził. I kiedy tylko uda mu się zakończyć sukcesem aktualne zadanie, zsyła młodemu wojownikowi w swojej służbie wizję z kolejnym celem. I tak w kółko. A to trzeba ubić jakiegoś potwora, sieklicę na przykład, innym razem heretyka czy bluźniercę. Czyli robota na pełny etat, dobra na niespokojne czasy, a i wynagrodzenie nienajgorsze. Bo bóstwo dba o swojego wysłannika i nie ociąga się z zapłatą, zsyłaną zazwyczaj w naturze.

Czasami jednak boscy oprawcy (zdradzę sekret, że nasz Durkiss nie jest kimś wyjątkowym w tym świecie) dostają do wykonania zadanie, które wymaga czegoś więcej niż sprawne machanie mieczem, sztyletem czy innym morderczym narzędziem. Czasami trzeba się rzucić w wir przygody, która poniesie w świat polityki, władzy i postawi bohatera przed wyzwaniami, jakim jeszcze nie stawiał czoła. I to jest całkiem niezły punkt wyjścia do książki z potencjałem.

Od razu się przyznam, że książki Eugeniusza Dębskiego towarzyszą mi od początków mojej przygody z fantastyką. W podstawówce (tak, wiem, to było bardzo dawno temu) zaczytywałem się tomami (dlaczego ich tak mało?!) przygód detektywa z przyszłości – Owena Yeatesa. Tym, co mnie do tych książek ciągnęło, jest zbilansowana mieszanina humoru, przygód i ciekawej fabuły. Jak by się nad tym głębiej zastanowić, do tej pory pamiętam kilka scen i cytatów, mimo że minęło ponad dwadzieścia lat, od czasu, gdy trzymałem je w rękach. Nic więc chyba dziwnego, że kiedy trafiła się okazja do zrecenzowania najnowszej powieści tego autora, zgłosiłem się na ochotnika.

W odróżnieniu od książek o detektywie Owenie Yeatesie, tym razem przyszło mi podróżować przez świat fantasy. Z wieloma jego atrybutami – znajdziemy tu kolekcję broni białej, konie, gospody, otoczone murami miasta, a także element fantastyczny w postaci cudownego oręża i bezpośrednich kontaktów z bóstwami. I muszę przyznać, że ten ostatni element całkiem przypadł mi do gustu. Bogowie wpływający (mniej lub bardziej dyskretnie) na świat śmiertelnych nie są żadną nowością w literaturze fantastycznej, jednak u Eugeniusza Dębskiego robią to w prosty i skuteczny sposób. Nie zsyłają niejasnych przepowiedni, nie działają w ukryciu, co to, to nie! Stawiają zadania swoim „żołnierzom” w sposób bezpośredni i do tego wspierają ich w wykonywaniu misji. Nagrody też zsyłają zaraz po zakończeniu „roboty”, więc układ jest bardzo jasny i czytelny. A dzięki temu, że bóstwa mają cały czas oko na swoich wyznawców, to i zajęcia dla takich jak Durkiss bożych oprawców nie brakuje.

Ci, którzy mieli przyjemność spotkać się z autorem i z nim porozmawiać, wiedzą, że należy do grona urodzonych gawędziarzy. I potrafi to całkiem udatnie przenieść na karty swoich powieści. Tak więc akcja książki posuwa się do przodu w rozsądnym tempie, jest w niej miejsce zarówno na dynamiczne opisy walk, jak i dla humoru, ciekawostek, opisów budujących świat otaczający bohaterów. Tworzy to interesującą mieszankę, która może wciągnąć czytelnika i zapewnić mu kilka godzin satysfakcjonującej lektury. Tyle, że…

Jak już wspominałem, książki Eugeniusza Dębskiego pochłaniałem dawno temu. I ja się zmieniłem od tego czasu sporo, zmienił mi się gust, wymagania względem literatury. Tymczasem autor pisze wciąż dla podobnego czytelnika, co lata temu. Czy to źle? – zapytacie zapewne. Nie! To absolutnie normalna sprawa. Jednak, czytając „Oprawcę bożego”, miałem wrażenie, że gdybym na tę książkę trafił dwadzieścia lat wcześniej – wciągnęłaby mnie bardziej. A z tego można wysnuć wniosek, że jest to powieść dla czytelnika wchodzącego w przebogaty świat fantastyki i takiemu właśnie odbiorcy chciałbym ją polecić.

Jacek Falejczyk

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Magdalena Kozak „Młody”
Fantastyka MAT - 23 kwietnia 2017

Autor: Magdalena Kozak Tytuł: Młody Seria: Tajne Akta Vespera Wydawca: Fabryka Słów…

Wiktor Noczkin „Lichwiarz”
Fantastyka MAT - 28 kwietnia 2016

Autor: Wiktor Noczkin Tytuł: Lichwiarz Tłumaczenie: Michał Gołkowski Wydawnictwo: Fabryka Słów Premiera…

Początek kolejnej sagi

Recenzja książki Mercedes Lackey „Początek. Kroniki Kolegium”. Dawno, dawno temu, za siedmioma…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!