Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Patronka północy” Justyna K. Komuda

Tytuł: "Patronka północy"
Autor: Justyna K. Komuda,
Grafika: Tomasz Biernat,
Cykl: Córa Lasu
Wydawnictwo: Czarowne,
Redakcja: Karolina Klinowska,
Korekta: Magdalena Gonta-Biernat,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 29 września 2025
Wydanie: 1
Liczba stron: 448
Format: 16x20 cm
ISBN: 978-83-970767-6-1
Cena: 59.90 PLN
Więcej informacji: Justyna K. Komuda „Patronka północy”

Ostatni hegemon

Docieranie do finału cyklu powieściowego, niezależnie od tego, jakiego rodzaju jest to literatura fantastyczna, kryminalna, czy jakakolwiek inna, zazwyczaj wiąże się z dodatkowymi emocjami, przerastającymi typowe zakończenie książki. W końcu to, że czytelnik zamyka ostatnie strony jakiejś serii, oznacza, że towarzyszył jej od początku, zżył się z bohaterami etc. Często można poczuć żal, że to już, że nic więcej nie będzie, doświadczyć  satysfakcji, z racji fabuły, w której  wypełniło się to, co miało się stać w świecie stworzonym przez autora, czasem jest gorycz, gdy piszący postanowił cynicznie udowodnić, że zło ma i tak zawsze ostatnie słowo.

Sięgając po czwarty tom cyklu „Córa lasu” autorstwa J.K. Komudy, zatytułowany „Patronka Północy”, przyznać muszę, że nie obiecywałem sobie po tej książce zbyt wiele. Wizja kolejnych ponad czterystu stron, spędzonych na Elfich Ziemiach, trochę przerażała. Natomiast obiecałem Państwu, że powiem parę słów o tym tomie, jak i podsumuję całość serii, toteż uczciwie zasiadłem do lektury. Po skończeniu opanowało mnie uczucie szczerej radości, nie była to jednak radość związana ze współodczuwaniem tego, co protagoniści czuli na koniec książki, tylko taka, która wynikała z tego, że już całość cyklu jest za mną.

Szczerze przyznam – pozytywem „Patronki Północy” jest to, że jest ona najlepszą częścią cyklu napisanego przez Justynę Komudę. Z racji faktu, że jest to jej najnowsza książka, budzi pewną nadzieję, iż kolejne utwory będą miały lepszą wartość warsztatowo-literacką, zwłaszcza jeśli zostaną otoczone opieką dobrego redaktora. Sporo dobrego wniósł fakt ograniczenia ilości scen miłosnych i erotycznych, zwłaszcza w pierwszej części powieści, co pozwoliło na pojawienie się większej ilości fabuły, która w poprzednich tomach była dawkowana z iście aptekarską rozwagą; i nie jest to bynajmniej komplement.

Dopiero w „Patronce Północy” tak naprawdę na poważnie zawiązuje się akcja mająca wpływ na całość elfiego uniwersum, której czytelnik mógł wyczekiwać od pierwszego tomu. Niestety do samego końca gros owego świata pozostaje dla Apopi, jednej z bardziej niesympatycznych protagonistek, które niżej podpisany miał okazję poznać, niezbadany. Dlatego też to, w jaki sposób przedstawione społeczeństwo dokładnie funkcjonuje, staje się dla czytelnika prawdziwą tajemnicą, bowiem sprawia wrażenie bardzo niestabilnego, a przesilenie spowodowane przybyciem bohaterki z innego świata, wedle wszelkiej logiki, powinno mieć już dawno miejsce.

Apopi dużo mniej, ale jednak, wciąż klnie w sposób prymitywny, rzuca uwagi świadczące o jej miałkości intelektualnej i, mimo, że zdaje sobie sprawę, jak ważna jest osiągniętą przez nią (przypadkiem) pozycja, wciąż w niewielkim stopniu  rozważa logicznie swoje działania, zdając się na emocje, które sprawiają do tego wrażenie przysługujących raczej dziecku niż osobie po dwudziestym roku życia. Wszystko to sprawia, że mało wiarygodna jest jej popularność wśród wielu tuzów elfiego świata, nie mówiąc już o odczuwaniu pociągu seksualnego przez istoty, które przez minione setki lat swojego życia traktowały ludzi niczym żywe przedmioty użytkowe.

Warsztatowo jest więc to wciąż książka bardzo daleka od ideału i wymagałaby sporej pracy redaktorskiej (i mam tu na myśli jednego z tych redaktorów, którzy potrafią dość brutalnie ingerować w utwór). Jest bowiem „Patronka Pólnocy” dość nijaką fantasy z przewidywalną do bólu fabułą i drugą połową naznaczoną przesadnymnatężeniem niezbyt udanych wątków romantyczno-erotycznych. W sumie w ten sposób można podsumować również cały cykl, zauważając jednak, że im bliżej początku, tym nawet stwierdzenie o nijakiej fantastyce jest na wyrost, bowiem fabuły tak tyle co kot napłakał, za to romansu i erotyki po brzegi.

W żaden sposób którakolwiek z moich uwag nie miała na myśli personalnego zaatakowania autorki. Osobiście doceniam osoby odważne na tyle, by starać się wypłynąć na zdradliwe wody rynku czytelniczego. Niestety, kiedy (skoro pozostajemy przy marynistycznych porównaniach) ktoś używa złych żagli, ma dziury w kadłubie, a gdy nadchodzi sztorm, łamie linię wiatru, lepiej mu o tym powiedzieć niż gratulować tego, że cudem przeżył. Dlatego życzę pani Justynie, współdzielącej nazwisko z autorem znakomitym warsztatowo (watro podejrzeć!), nieustannej pracy nas sobą, owocującej sukcesami literackimi.

 

Piotr Wojnarowicz

    Mogą Cię zainteresować

    Niezupełnie dobra zmiana

    Nie lubię, kiedy w kolejnych tomach cyklu stanowiącego jedną całość autor kładzie akcenty na różne…

    Jak zwykle – solidnie
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 17 lipca 2012

    Robin Cook Polisa śmierci Tłum.: Aleksandra Górska Rebis 2012 Stron: 460 Cena:…

    O pomyjach w krysztale
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 17 grudnia 2013

    Autor: Ramez Naam Crux Tłumacz: Dominika Repeczko Drageus Publishing House 2013 Stron:…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *