Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Półpacierz” Maciej Lewandowski

Tytuł: "Półpacierz"
Autor: Maciej Lewandowski,
Grafika: Tomasz Maroński,
Wydawnictwo: Drageus Publishing House,
Redakcja: Ewa Salwin,
Korekta: Dorota Piekarska,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 2 kwietnia 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 595
Format: 19x20 cm
ISBN: 978-83-68593-35-8
Cena: 59.90 PLN
Więcej informacji: Maciej Lewandowski „Półpacierz”

Kowboje i straszydła

Moc wykreowanego romantycznego mitu Dzikiego Zachodu można chyba porównać jedynie z równie odrealnionymi awanturniczymi opowieściami o piratach i kaperach przemierzających w poszukiwaniu łatwego złota rejony Morza Karaibskiego. Nawet jeśli obecnie, w trzeciej dekadzie XXI wieku, ich siła oddziaływania nieco osłabła, iskierka rozpalająca wyobraźnię tli się nadal na krańcach głównego nurtu, by w odpowiednim momencie rozgorzeć i pochłonąć kolejne osoby gotowe do wyruszenia ku przygodzie – na przykład dzięki grom elektronicznym albo planszowym. Nadal też preria jest wdzięcznym tematem dla literatów, czego niedawno dowód dał Maciej Lewandowski, publikując utrzymaną w duchu westernowym powieść „Półpacierz”.

Protagonistą książki, noszącym tytułowy przydomek, jest dawny konfederacki kapitan, a obecnie łowca nagród, Abner Ephraim Ranoux. Od dekady nieodłącznie (dosłownie) towarzyszy mu Polak Ignacy Ondruszewski, dość spostrzegawcza, choć nieco porywcza postać, nierzadko komentująca rozgrywające się wokół wydarzenia cytatami z różnych poematów. Podążając tropem zbiegłego zabójcy, bohater przybywa do położonego w cieniu Appalachów Nowego Narakortu. Jak się okazuje, jego wojenna legenda – przeinaczona za sprawą groszowych publikacji – nieco go wyprzedza, co sprawia, że szybko staje się obiektem zainteresowania kolejnych przedstawicieli zarówno lokalnej socjety, jak i światka przestępczego. Próbując zrealizować powierzone mu zadania, Ranoux odkrywa coraz mroczniejsze oblicze miasta szykującego się do festynu Świętej Nocy, a tajemnica kryjąca się za jego pomyślnością i rozwojem poprowadzi Półpacierza w ścieżki naprawdę odległe od zwykłej rzeczywistości.

Składająca się z trzech aktów książka („Abner”, „Pewnego razu w październiku” i „Gambit umarlaka”) zapowiada się jak powieść przygodowa rozgrywająca się w kowbojskim sztafażu. O ile bardzo łatwo ulec temu wrażeniu, o tyle nie należy w żadnym wypadku zapominać, że Maciej Lewandowski specjalizuje się w grozie, i ostatecznie tym właśnie jest „Półpacierz” – horrorem nawiązującym do literackiej klasyki, a zatem twórczości Edgara Allana Poe, Brama Stokera, H.P. Lovecrafta czy Stephena Kinga. Zresztą uważny odbiorca odnajdzie wiele mniej czy bardziej bezpośrednich nawiązań do kultury popularnej. Wystarczy wspomnieć te najbardziej oczywiste, jak powtarzana plotka o noszeniu przez Ranoux dwóch rewolwerów – jednego zwykłego na ludzi i drugiego srebrnego na potwory – czy ksywka „Munny” szeryfa Fredericka Warrena.

Nie oznacza to bynajmniej, że powieść jest wyłącznie zabawą konwencją westernową albo swoistą grą z różnymi upiornymi motywami. Wręcz przeciwnie. To mroczna, ale jednocześnie wciągająca historia opowiadająca o walce toczonej ze złem, wpływie wierzeń i mitów na ludzi, a także po części o schyłku Dzikiego Zachodu i jego zmianie, gdy technologia zaczęła wypierać tradycyjnych rewolwerowców. I w tym przypadku nie ma znaczenia, że miejsce oraz technika niewiele mają wspólnego z prawdziwym światem, ponieważ liczą się emocje towarzyszące tego typu przemianom, które zawsze są uniwersalne. To niepewność, lęk, być może poczucie rozczarowania współczesnością, powodujące, że dawni wrogowie, stojący kiedyś po różnych stronach unickich i konfederackich barykad, teraz patrzą na siebie z szacunkiem i pewnym sentymentem do minionych dni chwały i glorii, nawet jeśli była okupiona wieloma wyrzeczeniami i krwią niewinnych.

Abner Ephraim Ranoux oraz Ignacy Ondruszewski to wyjątkowo frapująca para. Pozornie jawią się niczym ogień i woda, choć nie do końca wiadomo, komu należałoby przyporządkować który z żywiołów. Zarazem w momentach przesilenia potrafią ze sobą bez najmniejszych problemów współpracować, doskonale się uzupełniając. Ranoux nie jest herosem, lecz raczej zmęczonym życiem i otaczającą go śmiercią wiarusem. Ignacy to archetyp dziewiętnastowiecznego Polaka wywodzącego się ze stanu szlacheckiego, który łączy w sobie romantyczną duszę z powstańczym zapałem, zaprawioną pewną wcale niemałą dozą rezygnacji. Nie jest jednoznacznie wyjaśnione, co dokładnie połączyło te dość dla siebie egzotyczne osoby, ale bez wątpienia kryją one wiele przeszłych zagadek.

Nie mniej intrygujące są postacie drugoplanowe, począwszy od już przywoływanego szeryfa, poprzez tropionego listem gończym mordercę albo kilka wyraźnych i silnych kobiet z trudną przeszłością, a skończywszy na nieoczywistych antagonistach. Podobnie zajmujące jest miejsce akcji. Nowy Narakort nie jest niewielkim preriowym miasteczkiem, lecz miejscowością aspirującą do wielkości, do której właśnie podciągnięto kolej. To jednak powoduje, że obok reprezentacyjnych ulic i zamożnych dzielnic dorobiła się także mniej eleganckich i zadbanych przecznic, gdzie przedstawiciele prawa zapuszczają się zdecydowanie niechętnie, a handel nielegalnym towarem kwitnie w najlepsze.

I chyba właśnie ten nadmiar „wszystkiego” jest największym mankamentem „Półpacierza”, nawet biorąc pod uwagę, że powieść liczy ponad pięćset stron. Liczba interesujących bohaterów i wiążących się z nimi lokalizacji (salony, szulernie czy pracownie w pozornie zwykłych domach), odmiennych linii fabularnych oraz wątków z baśniowymi istotami jest naprawdę bardzo duża. Może nie przytłaczają, a co więcej, znajdują ogólnie satysfakcjonujące rozwiązanie, ale po prostu szkoda kryjącego się w historii i jej elementach potencjału. Innymi słowy, chciałoby się dłużej śledzić losy łowcy nagród, przemierzającego coraz bardziej niesamowite miejsca.

A Maciej Lewandowski potrafi nie raz i nie dwa naprawdę zaskoczyć odbiorcę. Pierwszy akt, podobnie jak trzeci, mają strukturę liniową. Z kolei w drugim niemal każdy z rozdziałów mógłby stanowić punkt wyjścia dla indywidualnego opowiadania, ukazującego nowy detal układanki, jaką stanowi mikroświat Nowego Narakortu. Można w tym kontekście zauważyć, że Ranoux jak na osobę w pewnym momencie akcji intensywnie poszukiwaną przez różne stronnictwa, zbyt swobodnie, a nawet nonszalancko, porusza się po mieście. Ale to drobiazg. Natomiast przejście między II a III częścią wydaje się dość radykalne, żeby nie powiedzieć, bombowe, co jest raczej logiczną konsekwencją toczących się wydarzeń, a zarazem bardzo sprytnym i wygodnym zabiegiem, by poprowadzić przygody Ranoux dalej, w nowe, nie mniej ciekawe rejony.

Inną sprawą, wykraczającą poza treść „Półpacierza”, jest sugestia do redaktorów lub wydawców pisarza, by na przyszłość przekonali go do umieszczania swoich „kilku słów od autora” w ramach zwieńczenia, a nie otwarcia powieści, ponieważ nie pierwszy raz (wystarczy spojrzeć na „Grzechòt” czy „Diabelstwò”) zdarza się, że zbyt wiele tajemnic odkrywa on zawczasu przed czytelnikiem, czym może nie tyle pozbawia go przyjemności z lektury, co na pewno niepotrzebnie ogranicza siłę oddziaływania wykreowanego suspensu.

„Półpacierz” bardzo dobrze przypomina, za co miliony osób na całym świecie kiedyś pokochało Dziki Zachód, niezależnie czy mowa o jego kolorowej i radosnej formie, znanej na przykład z „Rio Bravo”, czy wydaniu bardziej brudnym, szarym i ponurym, jak w „Bez przebaczenia”. Równocześnie Maciej Lewandowski nie podąża utartymi ścieżkami, lecz po kilku krokach skręca we własną, chyba ulubioną drogę, jaką są znane z legend i ludowych podań różnej maści straszydła. Efekt jest piorunujący. I tak jak Wiktor Frankenstein za sprawą gromów powołał do życia bezimiennego potwora, tak Maciej Lewandowski wykorzystał swoją moc, by porwać opowieścią o Abnerze Ephraime Ranoux, Półpacierzu.

 

Maciej Tomczak

    Mogą Cię zainteresować

    Prawda za wszelką cenę

    Konrad „Khorne_S” Fit podąża tropem łowców. „Łowców nazistów”, których z kolei śledził Andrew Nagorski.…

    Piaski Diuny
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 19 września 2013

    Piasek Piotr Nestorowicz Wydawca: Novae Res, 2013 Liczba stron: 276   Gdzieś…

    Jak pudełko czekoladek
    Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 16 marca 2015

    Tytuł: „Światy równoległe” (e-book) Autorzy: Michał Cholewa, Katarzyna Rupiewicz, Szymon Gonera, Anna…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *