Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Proces” Katarzyna Wierzbicka

Tytuł: "Proces"
Autor: Katarzyna Wierzbicka,
Grafika: Marzena Piwowar, Joanna Wasilewska,
Cykl: Dni sądu
Seria wydawnicza: Mint Witch
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mięta,
Redakcja: Adrianna Hess,
Korekta: Barbara Szymanek, Magdalena Zwolińska,
Lektor: Diana Giurow,
Typ publikacji: papier, ebook, audiobook,
Premiera: 19 sierpnia 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 368
Format: 13x20 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-68608-95-3
Cena: 54.99 PLN
ISBN (ebook): 978-83-68608-96-0
Cena (ebook): 47.99
ISBN (audiobook): 978-83-68608-97-7
Cena (audiobook): 47.99 PLN
Więcej informacji: Katarzyna Wierzbicka „Proces”

Malleus Maleficarum

Mit, że Rzeczpospolita Obojga Narodów była państwem powszechnej tolerancji wyznaniowej jest równie bliski prawdzie, jak rzymsko-katolickie miłosierdzie wobec wszystkich bliźnich. Było to o tyle prawdziwe, o ile tylko osoba poszukująca akceptacji zaliczała się do polskiej szlachty (a najlepiej do grona sarmatów, zrodzonych z jaja orła Christiana, który na drugie miał Rafał) i wierzyła w jednego chrześcijańskiego Boga. Co zresztą gwarantowało wspomnianą łaskę ofiarowaną ze strony kleru. Jeśli było inaczej, w najlepszym wypadku można było spotkać się z obojętnością, w najradykalniejszej z kolei wersji czekało wybatożenie, wyklęcie i wygnanie. Lub spalenie na stosie. Ta ostatnia, wątpliwa atrakcja, była najczęściej przeznaczona dla kobiet, domniemanych mściwych wiedźm.

Akcja „Procesu”, najnowszej powieści Katarzyny Wierzbickiej, toczy się w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy Królestwo Polskie chyli się ku upadkowi. Konstancja Sawicka, młoda i ambitna, a zarazem wrażliwa i empatyczna czarownica, obdarzona darem hydromancji – czyli wróżenia z wody – rozwija swoje talenty pod okiem starszego pryncypała. Jednak jej wrażliwość na krzywdę zwykłych ludzi i sprzeciw wobec kupczenia czarami sprowadza na nią nieustanne kłopoty. Podobne zmartwienia ma Franciszek Brodzki, student Kolegium jezuitów w Poznaniu. On, chociaż pozbawiony mocy, jest ofiarą swej erudycji i zdolności, wzbudzających zazdrość u innych żaków. Problemów przysparza mu również nieskrywana niechęć wobec osób parających się magią. Na szczęście oparcia może szukać u swojego przyjaciela i dalekiego kuzyna, Ksawerego Zaleskiego, byłego najemnego żołnierza, z którym połączyła go wspólna tragedia. Na przestrzeni lat, gdy w tle toczy się wielka polityka, a kraj stacza się ku przepaści, ścieżki życia Konstancji i Franciszka kilkukrotnie się przetną, by ostatecznie powiodły ich ku miejscu, gdzie będzie toczyć się historyczny, tytułowy proces w Doruchowie.

Katarzyna Wierzbicka napisała bardzo dobrą książkę przygodowo-awanturniczą. Chociaż wykorzystuje sztafaż konkretnej epoki, przywołuje prawdziwe postacie oraz nawiązuje do minionych wydarzeń, nie należy w żadnym wypadku postrzegać jej jako powieści historycznej. Nie tylko ze względu na wprowadzenie własnych fikcyjnych bohaterów czy niekiedy swobodne potraktowanie materiałów źródłowych, lecz przede wszystkim za sprawą, co dość oczywiste, powszechnej obecności magii i związanych z nią wszelkich możliwych skutków. Niemniej jednak warto docenić dbałość autorki o oddanie ówczesnych realiów, stylizację języka (ale bez przesadnych archaizmów), w tym zwłaszcza dialogów i monologów, oraz umiejętne wplątanie protagonistów w minione i nierzadko doniosłe wypadki, które rzeczywiście miały miejsce. Trzeba za to przyznać, że autorka konsekwentnie rozbudowuje własne uniwersum Iskier i Wybrakowanych, na które składają się już dwie rozgrywające się współcześnie trylogie – „Między światami” (dla dorosłych) oraz „Córka maga” (dla młodszych odbiorców).

Fabuła „Procesu” jest jasna i przejrzysta. Najpierw zostają przedstawieni główni bohaterowie, będący jeszcze w dość młodym wieku. Choć nie są jeszcze w pełni uformowani, wyraźnie zarysowują się ich najważniejsze cechy. Następnie czytelnik śledzi ich dojrzewanie i formowanie charakterów. W końcu dochodzi do kulminacyjnego punktu opowieści, gdy Konstancja i Franciszek muszą zmierzyć się z serią niełatwych dylematów, a czasami następstwami przeszłych decyzji. Może brzmieć to nieco prosto, ale Katarzyna Wierzbicka potrafi nie raz i nie dwa zaskoczyć niespodziewanymi zwrotami akcji. Na przykład, stawiając Iskry po jednej ze stron Konfederacji Barskiej. Albo kiedy już wydaje się, że z wolna kieruje powieść w stronę banalnego romansu – wtedy sytuacja szybko ulega diametralnemu przeobrażeniu, zdecydowanie bliższemu grozie.

Bez wątpienia najmocniejszym aspektem powieści są postacie, nie tylko te wiodące, lecz również drugo- i trzecioplanowe. Osoby pojawiające się w historii wyłącznie na chwilę nie są jednowymiarowe i mogą pochwalić się jakąś przeszłością, rzutującą na ich bieżące postępowanie. Ludzie pozornie źli kryją w sobie całkiem duże pokłady współczucia i przyzwoitości, a ci z początku dobrzy nierzadko ulegają zgubnym namiętnościom. Nawet przyrodni brat Konstancji, Jerzy, pretendujący do miana głównego antagonisty serii, unika jednoznacznie negatywnej oceny.

„Proces” nie jest jednak pozbawiony pewnych bolączek i mankamentów. Największe zastrzeżenie można mieć do potęgi umysłów Franciszka i Ksawerego. Bowiem najpewniej już jedno z wielu dramatycznych a zarazem krwawych doświadczeń, jakie są ich udziałem, wystarczyłoby, żeby człowiek uległ szaleństwu, tracąc wiarę we własną poczytalność. Natomiast na protagonistach mierzenie się z demonami oraz świadkowanie kolejnym dekapitacjom i egzekucjom nie robią większego wrażenia. Nawet fakt, że drugi z nich był przez pewien czas na służbie zaciężnej i brał udział w otwartej walce, nie usprawiedliwia aż takiej łatwości w przyjmowaniu – jakby nie patrzeć – traumatycznych obrazów.

Inną rzeczą są implikacje wynikające z przypadłości, jaką Katarzyna Wierzbicka przypisała Franciszkowi. Jezuita cierpiący na „niemoc świętego Walentego”, czyli po prostu epilepsję, nie spotyka się ze szczególnym ostracyzmem, a jedynie potraktowaniem go z pewną dozą zrozumiałego współczucia. O ile współcześnie choroba nie wywołuje większych negatywnych emocji, o tyle kiedyś, niemal do przełomu XIX i XX wieku, była traktowana z dużą dawką podejrzliwości, przypisywano jej ślad obcowania człowieka z siłami nieczystymi albo znak poniesienia zasłużonej kary za grzech. Zatem wątpliwe, żeby nawet wywodzący się ze stanu szlacheckiego Brodzki, ze swoją dolegliwością, mógł z taką śmiałością poruszać się wśród ludzi, nie mówiąc już o robieniu kariery na królewskim dworze.

Trochę również zbyt często w imaginacjach bohaterów padają sugestie i zarazem obawy, że wzburzenie dopadające kolejne różne osoby doprowadzi je niechybnie do apopleksji.

Mimo to powieść Katarzyny Wierzbickiej, z dynamiczną akcją oraz społeczno-obyczajowym epizodami, ludzkimi dramatami, walką o polityczną dominację, czyta się przyjemnie i zaskakująco szybko. Jest to otwarcie nowej serii autorki, „Dni sądu”, ale właściwie wszystkie najważniejsze wątki zostały w książce domknięte, zatem można potraktować ją jako jedną i zamkniętą historię, godną polecenia na nadchodzące jesienne wieczory; jak i inny czas w roku.

Płonące stosy, na których w zdecydowanej większości znajdowały się kobiety i dziewczęta, są jedną z bardziej wstydliwych kart w historii Kościoła katolickiego, który nie miał dość sił i chęci, by powstrzymywać świeckie sądy. Stanowią świadectwo nie tyle walki z pogaństwem, innowiercami czy wyimaginowanymi złymi mocami, co dowód zwykłej zazdrości, zawiści, czasem bezradności wobec biedy i epidemii lub po prostu braku wiedzy. To ostatnie szczególnie źle świadczy o księżach, odgrywających kiedyś główną rolę w kształceniu wiernych. Na szczęście, czasy stosów minęły. Na nieszczęście, znalazły się inne, dużo gorsze sposoby gnębienia niewinnych. Widać, że ludzka natura w pragnieniu dręczenia bliźnich jest niestety dość stała.

 

Maciej Tomczak

    Mogą Cię zainteresować

    Nostalgiczna podróż
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 23 sierpnia 2012

    Guy Gavriel Kay Fionavarski Gobelin Tłum.: Dorota Żywno, Michał Jakuszewski Zysk i S-ka…

    [Recenzja] „Ćma: Żabie królestwo” Tomasz Grodecki, Tomasz R. Borkowski, Kacper Wilk
    Komiks Maciej Tomczak - 17 czerwca 2026

    Wbrew tytułowi „Żabie królestwo” nie jest opowieścią o powstaniu czy istnieniu zbrodniczego…

    [Recenzja] „Arcana” Anna Szumacher
    Recenzje fantastyczne Hanna Fronczak - 30 października 2024

    Tytułowa bohaterka w wieku lat siedemnastu opuszcza pensję dla arystokratycznych panienek, zbrojna…

    Komentarze: 2

    1. Kasia Wierzbicka pisze:

      Dziękuję serdecznie za recenzję! Ja bym tylko dodała jedno: akurat Kościół na terenach Rzeczypospolitej dość aktywnie przeciwstawiał się procesom o czary (np.„Czarownica powołana”, tekst przeciwstawiający się stosowaniu tortur w procesach o czary i tzw. powołaniom został napisany prawdopodobnie przez jezuitę). W sądach kościelnych kobietom podejrzanym o czary nie groziła kara śmierci, stos groził oskarżonym przed sądami miejskimi. Kościelni hierarchowie często protestowali przeciwko prowadzeniu spraw o czary przed sądami świeckimi – ba, biskup wrocławski groził nawet klątwa tym władzom miejskim, które by sadziły czarownice zamiast dostarczyć ją pod sąd kościelny. W 1699 r. biskup wrocławski ogłosił werdykt zakazujący torturowania czarownic. Tak więc te starania były czynione przez kościół i z pewnościa wpłynęły na to, że w 1776 r. zakazano stosowania tortur oraz orzekania kary śmierci w procesach o czary, co doprowadziło do zakończenia tego typu spraw.

    2. MAT pisze:

      Generalnie stosy to domena sądów świeckich. Aczkolwiek należy dodać, że ze względu na fakt, iż duchowni co do zasady nie powinni przelewać krwi, skazanego przekazywali w ręce władzy świeckiej, aby ta wykonała wyrok.
      Rzeczywiście jednak w podsumowaniu jest dokonany pewien publicystyczny – moim zdaniem w tym kształcie dopuszczalny – skrót.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *