Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Sądny dzień Carla” Matt Dinniman

Tytuł: "Sądny dzień Carla"
Autor: Matt Dinniman,
Grafika: Will Staehle,
Cykl: Dungeon Crawler Carl
Tytuł oryginalny: "Carl’s Doomsday Scenario"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca,
Redakcja: Magdalena Stonawska,
Korekta: Beata Wójcik, Maciej Karbasiński,
Tłumaczenie: Sara Manasterska,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 15 lipca 2026
Liczba stron: 448
Format: 13x21 cm
ISBN: 978-83-8382-192-4
Cena: 59.99 PLN
Więcej informacji: Matt Dinniman „Sądny dzień Carla”

Cholerny, cholerny świat!

W niedawno recenzowanym „Dungeon Crawler Carl” Matta Dinnimana autor rozpoczął cykl z gatunku LitRPG. Przez sześć lat seria doczekała się ośmiu tomów, a nowa edycja pierwszego z nich była nominowana do tegorocznej Nagrody im. Arthura C. Clarke’a. Wiadomo, że w dłuższych cyklach, które obecnie stanowią gros wydawanej wysokonakładowej fantastyki, prawdziwym miernikiem zarówno jakości utworu, jak i potencjalnej popularności całej serii, zazwyczaj okazuje się tom drugi. Nie może on już bowiem korzystać z „prawa świeżości”, nie zachwyci czytelników prezentacją świata (która musiała dokonać się wcześniej), a na dodatek nie może pozamykać zbyt wielu wątków, by ukazywanie się dalszych części miało sens.

Niniejsza recenzja opowie Państwu o drugim tomie cyklu Dinnimana, zatytułowanej „Sądny dzień Carla”, która również ukazała się w Polsce za sprawą wydawnictwa Czarna Owca i, podobnie jak pierwsza, przetłumaczona została przez Sarę Manasterską. Szczuplejszy niż otwierający, ale wciąż prawie pięćsetstronicowy wolumin, opowiada o dalszych przygodach Carla, kociczki Pączuś oraz napotkanych po drodze sojusznikach i wrogach. Przynajmniej po dwóch książkach staram się wciąż nie używać terminu „przyjaciele”, choć być może część ze spotkanych istot powoli zaczyna na to miano zasługiwać. Jednak to, w jaki sposób Loch został skonstruowany przez zarabiające na nim korporacje (a tak naprawdę, to oczywiście przez pisarza), sprawia, że trudno mówić o przyjaźni wtedy, gdy każdy kolejny krok do przodu jest zarazem krokiem w stronę – zdawałoby się – nieuchronnego skonfrontowania się z bliskimi.

Protagoniści tym razem przez cały tom znajdują się na jednym, trzecim poziomie, jest to jednak tylko pozorne spowolnienie tempa. W rzeczywistości autor, korzystając z faktu, że gros światotwórczego lore przekazał czytelnikom uprzednio, tym razem tylko dosypuje informacji w ilości odpowiedniej, by wciąż intrygować miłośników cyklu, stawiając jednak na pierwszym miejscu akcję. Poziom trzeci nie bez powodu zwany jest Górnym Miastem, ponieważ to pozostałość ogromnej aglomeracji w klimacie klasycznego fantasy, która dotknięta została tajemniczymi, straszliwymi kataklizmami. Popękana dosłownie i w sensie społecznym, dostarcza uczestnikom Lochu nowego rodzaju wyzwań, czyli klasycznych RPG-owych questów. I tak jak w przypadku znanych gier, zadania te mogą być malutkie i proste, ale mogą też dotyczyć wręcz przyszłości całych dzielnic i niezliczonej ilości istot. Jak można się domyślać, Carl i Pączuś et consortes mają „szczęście” trafiać na te naprawdę skomplikowane i niebezpieczne, które w przypadku pozytywnego zakończenia nagradzają iście po królewsku, lecz w przypadku porażki oznaczać mogą kres przygód i życia.

Carl, z którego perspektywy poznajemy Loch i jego mieszkańców,  w porównaniu z pierwszym tomem okrzepł. Poza nieustanną walką o przetrwanie oraz próbą przedostania się dalej zaczyna także interesować się kulisami tego gigantycznego teatru, na którego deskach mimowolnie przyszło mu występować. Pokazawszy światu i czytelnikom, że wbrew pozorom jest ulepiony z naprawdę twardej gliny, wysyła sygnały świadczące o tym, że być może jego celem wcale nie będzie grzeczne poruszanie się w dół Lochu wedle zasad tego intergalaktycznego show. Myślę, że prędzej czy później będzie chciał stanąć do konfrontacji z tymi, którzy zmuszają uczestników do przekraczania wszelkich granic dla uciechy widzów.

Ponownie bowiem – mimo napakowania akcją po same brzegi okładek – książka Dinnimana okazuje się rewolucyjną (a może właśnie kontrrewolucyjną, biorąc pod uwagę fakt, że w oczach wielu rewolucja już dawno wygrała i okrzepła) włócznią, skierowaną prosto w tłuszczową oponkę naszego współczesnego społeczeństwa. Uważny czytelnik, poza masą autentycznej frajdy, humoru nieustępującego poziomem temu z „Dungeon Crawler Carl” oraz wszystkim nowościom zaimplementowanym na trzecim poziomie Lochu, dostrzeże, jak celnie autor chłoszcze nas czytelników i formę społeczeństwa, jaką wybraliśmy w trzeciej dekadzie XXI wieku.

Zatem „Sądny dzień Carla” jest udaną kontynuacją rozpoczętego cyklu, czego dowodem jest nie tylko niniejsza, jak najbardziej skromna opinia, ale choćby to, że autor wciąż ową serię kontynuuje. Trudno się dziwić – coraz popularniejszy podgatunek literacki, jakim jest LitRPG, na pewno potrzebował dzieła, które do znanych zasad owej „szufladki” dołoży solidną dawkę anglosaskiej satyry połączoną z wybuchową (nie tylko w przenośni) akcją i intelektualnym drugim dnem. To ostatnie może, ale nie musi, stanowić dodatkowy smaczek dla wygłodniałych czytelników. Myślę, że na polskim rynku seria Dinnimana powinna „chwycić”, a co za tym idzie – doczekać się tłumaczenia i wydania kolejnych tomów, w których Carl będzie mógł narzekać do Pączuś, jaki to cholerny jest ten świat.

 

Piotr Wojnarowicz

    Mogą Cię zainteresować

    Jednak wśród ludzi…
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 25 marca 2012

    Jacek Piekara Mój przyjaciel Kaligula Fabryka słów, 2011 Stron: 495 Cena: 32.90  …

    Ave, Cæsar, morituri te salutant*
    Bookiety Maciej Tomczak - 12 marca 2019

    „Krwawy las” jest udanym otwarciem kariery literackiej Gerainta Jonesa, a zarazem równie…

    Od zera do bohatera… negatywnego
    Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 17 sierpnia 2016

    Dziś premiera, dziś recenzja, czyli Hanna Fronczak i jej refleksje po lekturze „Moskala” Michała…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *