ISSN: 2658-2740

[RECENZJA] „Świat miniony” Tom Sweterlitsch

Tytuł: "Świat Miniony"
Autor: Tom Sweterlitsch,
Tytuł oryginalny: "The Gone World"
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS,
Redakcja: Agnieszka Horzowska,
Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 4 czerwca 2019
Wydanie: 1
Liczba stron: 416
Format: 13,5x21,5 cm
Oprawa: miękka,
ISBN (papier): 978-83-8062-478-8
Cena (papier): 34,90 zł
Więcej informacji: Tom Sweterlitsch „Świat Miniony”

Serce kontra rozum

Każdy, kto pisze lub chociażby rozmawia o szeroko pojętej kulturze – książkach, muzyce, teatrze czy filmie – wcześniej czy później będzie musiał stawić czoła konfliktowi serca z rozumem. Rozum mówi, że mamy do czynienia z rzeczą wysokiej klasy, ale do serca dzieło nie przemawia. Przy czym nie chodzi mi o sytuację typu „Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?” (gdy ocena jest nam narzucana z zewnątrz), ale o dylemat, gdy na płaszczyźnie intelektualnej wiemy, że to nie jest zła książka/muzyka/sztuka/film, ale jednocześnie całym swym jestestwem czujemy, że to nie dla nas. Nie bardzo wtedy wiadomo, co powiedzieć, żeby czasem nie wyjść na głupka, a w wypadku rzeczy uznanych jakoś tak trochę wstyd się przyznać. Gwoli ścisłości, bywają też sytuację odwrotne, gdy wiemy, że mamy do czynienia z gniotem, a jednak konsumujemy dane dobro kulturalne z dużą dozą przyjemności. I też jest nam wstyd się do tego przyznać.

Przejdźmy jednak do rzeczy, czyli do książki Toma Sweterlitscha „Świat miniony”. To właśnie ten pierwszy przypadek: mój rozum mówi, że to rzecz dobra, a przynajmniej przyzwoita, ale serce krzyczy, że to zdecydowanie nie dla mnie. Zobaczmy więc, co oba organy mają do powiedzenia.

Co powiedział rozum?

„Świat miniony” to barwne połączenie najprzeróżniejszych elementów fantastycznych: podróży w czasie, rzeczywistości alternatywnej, a nawet fantastyki eksploracyjnej (tej jest akurat niewiele) z wątkiem kryminalnym. Pomysł z pewnością nie nowatorski, ale podany sprawnie, a tu i ówdzie czuje się nawet lekki powiew świeżości. Autor z lekkością i gracją snuje sugestywne, przemawiające do wyobraźni odbiorcy wizje. Widać, że wyobraźni mu nie brakuje.

Także wątek kryminalny jest dobrze przemyślany, poprowadzony konsekwentnie i odpowiednio zagmatwany. Mamy nie jedną zbrodnię lecz kilka: morderstwo, które miało miejsce wiele lat temu, i szereg zbrodni dokonywanych współcześnie (aczkolwiek „współcześnie” w przypadku powieści o podróżach w czasie nie jest określeniem szczególnie precyzyjnym). Sweterlitsch snuje opowieść zgodnie ze wszystkimi zasadami gatunku: mnoży mylne tropy, rozrzuca po tekście wskazówki, co i rusz odkrywa przed czytelnikiem nowe fakty rozsiane w czasie i przestrzeni. Czytelnik może więc podążać za autorem, snuć domysły, a nawet próbować samodzielnie rozwiązać zagadkę – czyli robić to, co miłośnicy kryminałów lubią najbardziej.

Trudno też coś zarzucić logice autora. W tekście nie znajdziemy rażących błędów. Można, oczywiście, wytknąć pewne sprzeczności w wyjściowym założeniu – wszak podróże w czasie słyną z paradoksów. Jeśli jednak zaakceptujemy prawa fizyki obowiązujące w świecie książki, to okaże się, że jest on wewnętrznie zadziwiająco spójny, a o to przecież w fantastyce chodzi, o tworzenie światów innych niż ten, który dano nam poznać. Autor stawia karkołomne tezy, buduje niezwykle skomplikowaną i zawikłaną rzeczywistość (widoczne na okładce porównanie do „Incepcji’ jest jak najbardziej na miejscu), zabiera nas w pełną zaskoczeń podróż przez czas i przestrzeń.

Co ważne, oba wątki – fantastyczny i kryminalny – uzupełniają się wzajemnie. Jeden bez drugiego nie miałby racji bytu. Nie jest tak, że wątek fantastyczny jest jedynie tłem, sztafarzem, mającym za zadanie zwabić miłośników fantastyki. O nie! U Sweterlitscha koncept fantastyczny jest osią, na którym opiera się całość powieści. Bez fantastyki intryga kryminalna nie nie miałoby sensu.

Autor zadbał też o pogłębione charakterystyki postaci. Bohaterowie nie są marionetkami, których jedyną rolą jest przeżywanie kolejnych przygód. Są prawdziwymi ludźmi z wątpliwościami, zmartwieniami, wspomnieniami, planami i marzeniami.

Podsumowując, rozum mówi, że nie jest źle.

A co powiedziało serce?

Początek lektury był obiecujący, ale potem zaczęło wiać nudą. Im dalej w las, tym bardziej łapałam się na tym, że co i rusz tracę kontakt z autorem. Wzrok mechanicznie prześlizgiwał się po czytanym tekście, a myśli szybowały zupełnie gdzie indziej. Co z tego, że bohaterowie przeżywali dylematy, co z tego, że los piętrzył na ich drodze kolejne przygody, jeśli wszystko to było mi perfekcyjnie obojętne? Myślę, że winę za taki stan rzeczy ponosi, przynajmniej częściowo, kompozycja książki. Autor stosuje znany zabieg – różnicuje tempo powieści. Przeplata fragmenty szybkie, wręcz bardzo szybkie, z powolnymi. Kłopot w tym, że części powolne są zwyczajnie przegadane. W zamyśle, jak mniemam, miały to być chwile wytchnienia i zadumy, ale wyszło jedynie namolne ględzenie. Być może mój mózg miał problem z przystosowaniem się do zmiany tempa, podobnie jak oko ma czasem problem z akomodacja, gdy patrzymy na przemian na rzeczy bliskie i odległe. A może, w rzeczy samej, te powolne fragmenty są zbytnio rozbudowane? Trudno to jednoznacznie ocenić, bo granica między „mile powolny” a „nieznośnie rozlazły” jest bardzo subiektywna.

I co teraz? Polecam „Świat miniony” czy nie polecam? Warto po tę pozycję sięgnąć czy nie warto? Rozum mówi „warto”, a serce „niekoniecznie”.

Agnieszka Chodkowska-Gyurics

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Jak to się stało?

Do dziś nie wiem, jak to się stało, że przegapiłam cykl Odznaka honoru. Myślę, że stałam się…

Mężczyzna, który nienawidził prawników

Dawno, dawno temu byłam fanką Grishama. Może nie najbardziej zagorzałą, ale jednak fanką. Kolejnych…

Grecka tragedia

Należę do pokolenia, któremu wydawnictwo Burda kojarzy się wyłącznie z prasą kobiecą.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!