Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Szmelc” S.J. Lorenc

Tytuł: "Szmelc"
Autor: S.J. Lorenc,
Grafika: Mariusz Banachowicz,
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mięta,
Redakcja: Julia Zając,
Korekta: Barbara Szymanek, Maria Kiczka-Nowaczyk,
Lektor: Mikołaj Krawczyk,
Typ publikacji: papier, ebook, audiobook,
Premiera: 14 stycznia 2026
Wydanie: 1
Liczba stron: 368
Format: 13x20 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-68608-13-7
Cena: 54.99 PLN
ISBN (ebook): 978-83-68608-14-4
Cena (ebook): 47.99
ISBN (audiobook): 978-83-68608-15-1
Cena (audiobook): 47.99 PLN
Więcej informacji: S.J. Lorenc „Szmelc”

Nie tylko dla fotografów

Zaczęłam czytać książkę S.J. Lorenca „Szmelc”, przeświadczona, że jest to kryminał – takie bowiem odniosłam wrażenie po przeczytaniu blurba. Kiedy jednak zaczęłam zagłębiać się w lekturę, powoli dotarło do mnie, że aczkolwiek powieść zaczyna się ciekawie, to na kryminalną zagadkę nie mam co liczyć, ponieważ książka, którą trzymam w ręku, to horror. Literatury grozy nie trawię pod żadną postacią, pozostało mi więc westchnąć, zacisnąć zęby i bohatersko dotrwać do jej końca w poczuciu recenzenckiego obowiązku. Tymczasem czekała mnie niespodzianka: zaciskanie zębów okazało się niepotrzebne, a obowiązek zamienił się w przyjemność – książkę pochłonęłam w dwa wieczory!

Nie lubię literatury grozy, bo podczas czytania – nawet jeśli dzieło wyszło spod ręki mistrza gatunku – czuję się tak, jakby clou mi umykało. Jakbym czytała powieść w języku, który słabo znam – fabuła niby dociera, akcja też, ale niuansów nie przyswajam, dreszczyk się nie pojawia. Ba! Elementy, które w założeniu mają być niesamowite i budzące lęk, u mnie powodują albo salwę śmiechu, albo lekceważące skrzywienie ust. Przy książce Lorenca niczego takiego nie doświadczyłam. Kolejne „niesamowitości” wchodziły mi do głowy gładko, zwłaszcza że na początku odczytywałam je jako sen Lucy’ego albo zwidy będące kombinacją jego zmęczenia i niepokoju o przyjaciela. Kiedy zaś nie miałam już wątpliwości, że czytam horror, a nie kryminał, powieść stała się dla mnie na tyle interesująca, że szłam dalej – co jest o tyle niezwykłe, że „Szmelc” praktycznie nie ma akcji, a fabuła jest linearna i ogranicza się do najbardziej niezbędnych elementów.

Byłam zdumiona, ile zainteresowania wywołało u mnie śledzenie losów bohatera, który początkowo nie robi nic poza wspominaniem przeszłości, alkoholizowaniem się w klubie i snuciem się po mieszkaniu przyjaciela, który zniknął. Protagonista, Lucy, podobnie jak jego zaginiony przyjaciel, są fotografami, widać też, że autorowi historia fotografii nie jest obca, wykazuje się niezłą znajomością tematu. Lucy odkrywa w mieszkaniu kolegi, gdzie tymczasowo mieszka i opiekuje się kotami, bogate archiwum zdjęciowe, które daje mu do myślenia. Znajduje też aparat do robienia zdjęć natychmiastowych… i tu się zaczyna.

Nie będę odbierać czytelnikowi przyjemności śledzenia losów bohaterów ani samodzielnego odkrywania powiązań między nimi, dlatego powstrzymam się od wszelkich aluzji do fabuły czy intrygi. Wspomnę tylko, że – inaczej niż w większości horrorów, jakie przyszło mi w życiu przeczytać – w tym clou nie leży w niesamowitym nastroju czy atmosferze strachu. Tak, to horror, jednak prawie na tyle logiczny, na ile jest to możliwe.

Prawie – bo jak na mój gust w opowiedzeniu historii zabrakło pewnego elementu, do którego ja, jako czytelnik, przykładam dużą wagę. Czym on jest? Nie mogę napisać wprost bez potężnego spoilera, więc posłużę się przykładem. Kiedy np. czytam o nawiedzonym domu, chętnie dowiem się, cóż takiego się wydarzyło, że został on nawiedzony. Czy żona zarżnęła w nim męża we śnie, a mąż w jakimś sensie wciąż tam mieszka i dzięki niemu (jego duchowi? emanacji?) ma miejsce seria niezwykłych wydarzeń? Może podczas wojny Niemcy dokonywali w tym miejscu egzekucji, a zabici ludzie nie umieją odnaleźć spokoju? Ktoś spłonął żywcem, a jego ból wniknął w mury i nagina rzeczywistość ku nieprawdopodobieństwu? W „Szmelcu” owszem, istnieje pewien niesamowity artefakt, a od pewnego momentu nawet dwa, jednak autor nie zająknął się ani słowem, co sprawiło, że są tym, czym są.

Bardzo mi to przeszkadzało i jest to dla mnie największy minus tej powieści. Był i drugi – jednak nieco mniejszy. Miałam wrażenie, że Lorenc podczas pisania sięgał do katalogu ze stereotypowymi postaciami i żywcem „przeklejał” je do książki. Szefowa Zmory (i potem Lucy’ego) – wyposzczona czterdziestka na wysokich obcasach i z dekoltem do pępka. Sąsiadka Zmory – pogubiona dziewczyna z problemem alkoholowym. Witek – chamowaty, roszczeniowy artysta z przerostem ego. I tak dalej, i tak dalej. Na tle tych jednowymiarowych postaci, płaskich, jakby zostały wycięte z kartonu, stosunkowo najlepiej prezentuje się sam Lucy. Wykazuje się inicjatywą, niekiedy myśli i działa nieszablonowo, ma ciekawe pomysły. Czytałam o nim z przyjemnością, a końcową woltę dotyczącą jego tożsamości powitałam z pomrukiem uznania.

Czy polecam tę książkę? Tak, i to nie tylko fanom horrorów czy wielbicielom fotografii. Dobrze bawiłam się przy czytaniu, autorowi kilka razy udało się mnie zaskoczyć. Dostałam to, czego potrzebuję od literatury rozrywkowej – i za to składam S.J. Lorencowi serdeczne dzięki.

 

Hanna Fronczak

    Mogą Cię zainteresować

    Krzyk redakcji i korekty
    Recenzje fantastyczne A.Mason - 17 grudnia 2013

    Joseph Nassise Krzyk Aniołów Przekład:Aleksandra Zielińska Replika 2013 Stron: 234 Cena: 29,90…

    Growo i Rozrywkowo
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 27 czerwca 2012

    Karen Traviss Gears of War. Pola Aspho Tłum.: Piotr Pieńkowski Fabryka Słów…

    Historia razy trzy

    W małej, odciętej od świata wiosce w północnej Anglii znika nastolatka. Tak…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *