Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Tik-tak” Xia Jia

Tytuł: "Tik-tak"
Autor: Xia Jia,
Grafika: Karolina Korbut, Wenjing Yang,
Wydawnictwo: Tajfuny,
Redakcja: Joanna Krenz,
Tłumaczenie: Joanna Karmasz,
Typ publikacji: papier, ebook,
Premiera: 17 czerwca 2025
Wydanie: 1
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-67034-40-1
Cena: 59.00 PLN
ISBN (ebook): k 978-83-67034-41-8
Cena (ebook): 56.00
Więcej informacji: Xia Jia „Tik-tak”

Cyberżycie algorytmiczne

Fantastyka naukowa w Chinach przechodzi okres rozkwitu. Chyba dlatego, że z jednej strony jest to kraj budujący w fabrykach technologiczne cuda dla całego świata, z drugiej zaś mocno podzielony na kilka centrów cywilizacyjnych i potężne obszary biedy i zacofania. Taki miks zdecydowanie musi wywoływać refleksje na temat pędzącego postępu, jego przedziwnej drogi omijającej tych mniej szczęśliwych lub tych szczęśliwych właśnie, choć często nieświadomych swego szczęścia. Stąd widok na fantastykę naukową może być zgoła odmienny, szczególnie gdy opisywany jest przez twórczynię widzącą ten świat przez humanistyczne szkło powiększające. Jest nią Xia Jia, autorka zbioru „Tik-Tak”.

Już dwa początkowe opowiadania prowadzą ze sobą dialog. Pierwsze to wejście w życie bardzo młodego człowieka. Dzieciaka, który właśnie skończył roczek. I tradycyjnie w Chinach tego dnia następuje czas wróżby. Można się domyślać, że w dzisiejszym stechnicyzowanym świecie tradycyjne metody zostają zastąpione przez algorytmy, które za nas decydują, wybierają i tak naprawdę za nas żyją. Dopiero przy zetknięciu się z tym opowiadaniem zdajemy sobie sprawę, że to już jest nasz świat. I to ta prostota opowiadania daje nam do myślenia. Prostota tego, co się dalej dzieje, zwykła ekstrapolacja. Jest właśnie tak oczywista, że aż jej nie widzimy. Na co dzień dążymy tą samą ścieżką, nie widząc jej pod własnymi elektronicznymi stopami.

I to pierwsze opowiadanie doskonale kontrastuje z drugim. Jego bohaterem jest człowiek u schyłku życia, aczkolwiek jeszcze nie na łożu śmierci. Tu znów pojawia się motyw, że gdzieś już wszystko za niego zostało zdecydowane i w zasadzie jedyną formą wolności, jaka mu pozostała, to próba wyrwania się z wszechobecnych mediów, a sam fakt, że nie chcesz być widziany, że nie chcesz, żeby w mediach wszyscy oglądali twoje życie, jest traktowany jak objaw ekstremizmu i uznawany za coś dziwnego, nienormalnego.

No cóż, biorąc pod uwagę ustrój polityczny kraju, ciężko się nie zastanowić nad formą indywidualizmu, jakiej można w Chinach zaznać. I z pewnością, tak jak kiedyś w Polsce, twórcy fantastyki socjologicznej przemycali swoje głębsze przemyślenia, próbując przebrnąć przez cenzurę, pokazać podszewkę tego zakłamanego świata, w którym znajdowaliśmy się przez kilka dekad. Mam wrażenie, że to samo robią teraz Chińczycy – przynajmniej tego oczekiwałem w serii opowiadań. A jednak pomimo pomysłów i środowiska wzbudzającego głębsze refleksje, jest w tej kwestii dość… waniliowo. Być może cenzura jest zbyt silna albo autorka nie zajęła się krytyką, a jedynie opisem stanu świata, bo wyrazów buntu praktycznie tu nie widać, poza chyba właśnie opowiadaniem drugim, choć i tu mówimy o ucieczce, a nie walce. Ta cicha uległość jest widoczna nieco pomiędzy linijkami tekstu. Sami sobie powiedzcie, czy jest tam celowo, czy też nie. I uległość ta w mojej opinii to trochę taki brak punka w cyberpunku.

A jednak autorka w ten delikatny, pełen uczuć i autorefleksji sposób uchyla nam rąbka tajemnicy świata przyszłości, której my sami być może czasem nie chcemy widzieć. Pomimo braku buntu wciąż są to bardzo niepokojące wizje trafiające nas jak prawy prosty w żołądek. Kulimy się z bólu od niektórych z tych pomysłów. A to dopiero trzy opowiadania.

W zasadzie wszystkie historie w pierwszej części, czyli opowieściach noworocznych, tak naprawdę bardzo mocno dotyczą życia w świecie wirtualnym. Jedno z nich opowiada o metaforycznym przeżywaniu wszystkiego w formie elektronicznej. Tego, co na co dzień bardzo mocno by nas dotknęło. Dziś to tylko kwestia aplikacji. Jutro będzie następna, spersonalizowana na kolejne przeżycie. Kolejny klik. Zamiast się martwić, może zmienimy profil. Nieważne, że właśnie straciliśmy randkę, którą wszyscy dookoła oglądali i swoimi reakcjami doprowadzili nas do szału. Wbrew naszej woli. Zwymiotujemy. Jutro będzie OK, tak.

To samo jest zresztą z kolejnym opowiadaniem. Cała rodzina zbiera się, żeby odwiedzić babcię. To smutna historia, ale jednocześnie niosąca pierwiastek nadziei, właśnie w postaci tej jednej osoby, która elektronice powiedziała: nie! Przybyła osobiście, chociaż mogła zwyczajnie zadzwonić, wysłać wiadomość czy odpalić hologram. I w zasadzie żadna różnica, prawda? No właśnie. To tak jak różnica w fikcji pisanej przez maszynę i tej pisanej przez człowieka. Jeżeli nie potrafimy odróżnić, to niby żadna różnica, ale jednak… prawda?

W środku zbioru trafiło się opowiadanie, które muszę opisać w zasadzie jako trochę nudne, bardzo mocno skupione na przeżyciach głównej bohaterki – i problem w tym, że  można było to samo przekazać w jednej dziesiątej objętości. Zgaduję jednak, że jest ono dla autorki bardzo ważne i mocno osobiste. Oczywiście nudno było do momentu pojawienia się informacji o wielorybie. Poczułem, że to opowiadanie do czegoś jednak zmierza. Później pojawił się wynalazek, który bardzo fajnie się z tym skomponował, ale mam wrażenie, że zabrakło mocniejszej końcówki. Tak jakbyśmy mieli bardzo fajny koncept, bardzo ciekawe rozwiązanie i już jesteśmy na finiszu, i o, to już.  Ale zdaję sobie sprawę z tego, że to mój prywatny odbiór. Generalnie nie przepadam za taką fantastyką wewnętrzną, gdzie większość historii dzieje się w głowie bohaterki, która tak bardzo przeżywa, tak bardzo cierpi. No nie, nie tego oczekuję w fantastyce naukowej i dlatego też właśnie to opowiadanie mnie znudziło, nie oznacza to jednak, że jest złe.

Na szczęście słabszy tekst wynagradzają kolejne, mocniejsze opowieści. Pojawiła się w końcu wyczekiwana krytyka realiów życia w Państwie Środka. Otrzymujemy też sporą dozę odniesień do chińskiej kultury, dzieł poetyckich, legend czy podań zaserwowanych nam w steampunkowej formie postapokalipsy.

Całość zbioru oceniam pozytywnie. Autorce nie brakuje pomysłów, acz nie oczekujcie tu epickich bitew czy potyczek hakerskich na zdolności w kodowaniu. To proza dość spokojna, melancholijna i uczuciowa. W dużej mierze traktująca o przemijaniu starego świata połykanego przez cyfrową rzeczywistość, zalgorytmizowaną do stopnia, w którym młodzieńcza pogoń za uczuciem szybko zamienia się w przedwcześnie starczy spokój w obliczu nieuchronnego działania rządzących nami aplikacji. Ale czy nieuchronnego na pewno?

 

Karol Ligecki

    Mogą Cię zainteresować

    Krzyk redakcji i korekty
    Recenzje fantastyczne A.Mason - 17 grudnia 2013

    Joseph Nassise Krzyk Aniołów Przekład:Aleksandra Zielińska Replika 2013 Stron: 234 Cena: 29,90…

    Wilk w owczej skórze
    Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 16 grudnia 2012

    Aneta Jadowska Wilk w owczej skórze Ebook Gavran Fan-dom.pl Stron: 73 Cena: 9…

    Bardzo gruba książka

    Zazwyczaj staram się pisać o książce jak najszybciej, zaraz po zakończeniu lektury.…

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *