ISSN: 2658-2740

[RECENZJA] „W pożyczonym czasie” Anna Szumacher

Tytuł: "W pożyczonym czasie"
Autor: Anna Szumacher,
Grafika: Joanna Widomska,
Cykl: Maria Dee
Seria wydawnicza: Światy wizjonerów
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX,
Redakcja: Ewa Białołęcka,
Korekta: Anna Grzeszczyk, Katarzyna Koćma,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 20 lutego 2022
Wydanie: 1
Liczba stron: 374
Format: 12x19 cm
Oprawa: twarda, miękka,
ISBN: 978-83-963610-4-2
Więcej informacji: Anna Szumacher „W pożyczonym czasie”

Popkulturowe inspiracje

Nadeszła wiosna, lato coraz bliżej, a jakoś tak jest, że gdy słoneczko przygrzewa mocno na bezchmurnym niebie (na co liczę!), mamy ochotę odstawić w kąt mroczne powieści i rozglądamy się za czymś lekkim i wesołym. Lato bez wakacyjnej książki trudno uznać za udane. Powiem wręcz, że to lato stracone. Na szczęście naprzeciw tym oczekiwaniom wyszło w tym roku Wydawnictwo IX, oddając do naszych rąk książkę Anny Szumacher „W pożyczonym czasie”.

„W pożyczonym czasie” jest zamyśle powieścią młodzieżową. Niech to jednak nie zniechęca czytelników nieco (a nawet mocno) starszych. Czasy, gdy można mnie było zaliczyć do młodzieży, dawno już odeszły do historii, ba!, nawet mój syn nieubłaganie zbliża się do wieku średniego, a jednak przeczytałam książkę Anny Szumacher z niekłamaną przyjemnością. To ten rodzaj literatury, który najlepiej określa słowo „uniwersalny”. Każdy bez względu na wiek znajdzie podczas lektury coś dla siebie.

„W pożyczonym czasie” to pierwsza część cyklu Maria Dee. Ma więc wiele cech, które na własne potrzeby nazwałam „atrybutami tomu rozpoczynającego”. Na kolejnych stronach stopniowo poznajemy bohaterów opowieści, obserwujemy powolne formowanie się drużyny, którą najprościej można określić jako zbieraninę nienormalsów i kształtowanie się ich wzajemnych relacji. Krok po kroku, a właściwie strona po stronie dowiadujemy się też coraz więcej o misji, którą mają do wypełnienia. Nie zdradzając szczegółów, powiem tylko, że nie wszystkie postacie podchodzą do zadania z równym entuzjazmem.

A jeśli już o bohaterach mowa… Nie sposób nie wspomnieć o kreacji i różnorodność postaci. Kogo tu mamy? Egocentryczny, ale bardzo skuteczny w działaniu Kindred. James, czyli mężczyzna z mroczną przeszłością. Seksowny Miachael. Wyalienowany Haruki. No i oczywiście Maria Dee: atrakcyjna, inteligentna i początkowo nieco cyniczna studentka prawa, która pewnego dnia wpada w kłopoty – i to nie byle jakie, lecz magiczne.

„W pożyczonym czasie” to swoista wariacja na temat powieści drogi, początkowo sprawiająca wrażenie nieco chaotycznej. Ot, bohater, a właściwie bohaterka wraz z przyjaciółmi przemieszcza się z punktu A do punktu B, po drodze stawiając czoła przeciwnościom i przeżywając wszelakie przygody. A nawet Przygody. Takie pisane dużą literą. Z czasem jednak z opowieści coraz wyraźniej wyłania się myśl przewodnia, a czytelnik odkrywa, o co w tym wszystkim chodzi.

Powieść Anny Szumacher to bardzo zgrabna urban fantasy. Autorka zaprasza nas do literackiej zabawy z motywami popkultury. Gdzieś w tle cały czas brzmią znajome motywy. Nawet anioł jest bez dwóch zdań znacznie bardziej popkulturowy niż biblijny. Nie mamy tu jednak do czynienia z wtórnym powielaniem znanych historii, lecz z twórczym wykorzystaniem mniej i bardziej znanych opowieści. Jakich? Tego nie zdradzę, żeby nie psuć przyjemności samodzielnego wyłuskiwania popkulturowych odwołań. A będzie co wyłuskiwać, bo tekst to istna kopalnia skojarzeń, aluzji i nawiązań zarówno do literatury, jak i do filmu.

Całość została szczodrze przyprawiona humorem – i to humorem najwyższej próby, tak charakterystycznym dla twórczości pisarki. Lubię tę jej nienachalność i lekkość żartu, inteligentne mruganie okiem spomiędzy linijek tekstu i umiejętność ciągłego wywoływania uśmiechu na twarzy czytelnika.

Język powieści został dobrze dobrany do treści. Lekki i przezroczysty, nie przytłacza historii i sprawia, że tekst dobrze się „wchłania”. Ledwie człowiek zacznie czytać, a tu nie wiadomo kiedy nadciąga nieuchronny koniec.

Jeśli na coś miałabym narzekać, to na formę krótkich, wręcz poszarpanych urywków. Tekst składa się z niewielkich kilkuakapitowych fragmentów. Nie przepadam za taką manierą. Wolę teksty bardziej potoczyste, ale to tylko osobista preferencja. Wiem, że są osoby, które taki styl lubią. Wiadomo, jak to jest z degustibusami.

I tak akcja toczy się wartko, przygoda goni przygodę, zagadka czeka na rozwiązanie i wtedy nadchodzi niespodziewany koniec tomu pierwszego. Klasyczny cliffhanger. Czytelnik aż przestępuje z nogi na nogę, żeby się dowiedzieć, co było dalej, ale nic z tego! Mam nadzieję, że kolejne tomy ukażą się niebawem. Czekam niecierpliwie – pewnie nie ja jedna.

 

Agnieszka Chodkowska-Gyurics

Mogą Cię zainteresować

Z tej i nie z tej ziemi

Z pisaniem o książkach gigantów pióra, takich jak Stephen King, mam zawsze…

[RECENZJA] „My” Jewgienij Zamiatin

Jest jednak coś, co tę książkę wyróżnia i czyni ważną także po…

Święta wyobraźni. „Dzień z Lovecraftem: W mackach Cthulhu” w Toruniu
Aktualności MAT - 25 marca 2019

Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu przedstawia program tegorocznego Dnia Lovecrafta.

Fahrenheit