Koszerna apokalipsa

Recenzja fantastyczna nimfa bagienna - 12 maja 2016

KomornikAutorka poniższej recenzji jako jedna z nielicznych miałaby szansę zachować własne imię, jeśli doszłoby do Zagłady wymyślonej przez Michała Gołkowskiego. Hanna Fronczak recenzuje książkę „Komornik”.

Czas temu jakiś głośno było o książce pod wdzięcznym tytułem „Rok biblijnego życia”. Jej autor, Arnold Stephen Jacobs, postanowił sprawdzić, czy we współczesnym świecie możliwe jest żyć w taki sposób, jak zaleca Stary Testament. Pomijając komiczne (z naszego punktu widzenia) lapsusy w rodzaju umywania nóg gościowi, okazało się, że wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Dziś w kręgu naszej kultury zamężna kobieta, która pragnie zmienić partnera, po prostu się rozwodzi, mając tę miłą świadomość, że nie zostanie ukamienowana jako cudzołożnica. Ale to nie będzie recenzja książki Jacobsa, skądinąd ciekawej i na swój sposób fascynującej. Bo dosłowność interpretacji Objawienia Świętego Jana okazała się idealnym materiałem dla Michała Gołkowskiego, który w swojej najnowszej książce „Komornik” zaprezentował nam rozgrywające się współcześnie postapo, przeprowadzone z zachowaniem zasad koszerności.

Wszystko, co zostało wymyślone z początkiem drugiego wieku naszej ery, staje się nielegalne i grzeszne. Kiedy piszę „wszystko”, mam na myśli wszystko – środki transportu, pożywienie, stroje, imiona… wszystko. Rzeczy i sprawy niezgodne z Apokalipsą ściągają na grzesznika gniew Pana, a w każdym razie jednego z licznych Komorników, zaprzysiężonych ludzi po lekkiej modyfikacji, mających za zadanie karać niepokornych śmiercią. Tak w skrócie przedstawia się idea „Komornika”. Jak łatwo się domyśleć, można z niej wycisnąć i wszystko, i nic. Gołkowski wycisnął wszystko… no, prawie.

Jego bohater, Ezekiel Siódmy Tego Imienia, odwala brudną robotę dla mitycznej „góry”, której nikt z ludzi nigdy nie widział. Niedobitki XXI-wiecznego społeczeństwa mają do czynienia z personelem średnim, czyli aniołami, archaniołem itp. Pojawia się nawet demon – nic dziwnego, jest koszerny, wierzono wszak w niego w czasach biblijnych. Od Zagłady minęło niewiele lat, ale ziemia zmieniła się nie do poznania. Paradoksalne – tym, co pozostało takie, jak przed Apokalipsą, okazuje się charakter samego Ezekiela.

Apokalipsa Gołkowskiego, przeprowadzona w sposób biblijny, trąci groteską i farsą. Na wszystko jest bowiem właściwe miejsce i czas, o czym boleśnie przekonał się Arnold Stephen Jacobs, który na przełomie drugiego i trzeciego millennium próbował żyć po bożemu. Są rzeczy, które się nie udadzą, bo udać się nie mają prawa. Tyle że groteska i farsa są gatunkami z założenia śmiesznymi, a Zagłada z „Komornika” nastraja raczej do zadumy, pukania się w głowę i wzruszania ramionami. We współczesnym świecie składanie ofiar całopalnych w ludnych miejscach poczytane byłoby może nie za objaw choroby psychicznej, ale za objaw lekkiego bzika – na pewno. Taka też wydaje się biblijna apokalipsa przeszczepiona na dzisiejszy grunt. Budzi uśmiech, owszem, ale podszyty smutkiem. Bo koniec świata miał nieść sprawiedliwość podle uczynków każdego człowieka, a nie stać się bezładną wyrzynanką według reguł, które dawno już się przeżyły.

Ezekiel nie jest aniołkiem. To twardy gość, który doskonale wie, że jeśli nie on ich, to oni jego. „Góra” sprezentowała mu parę bonusów, ale charakter mężczyzny pozostał taki sam, jak te kilka lat wcześniej, zanim wszystko się zaczęło. Boży zabójca z ognistym mieczem nie jest bezmyślną maszynką do mordowania, jest w nim miejsce na współczucie, braterstwo, wstyd… a także zawziętość i mściwość. Reguły może się zmieniły, na zamieszkanych jeszcze obszarach Ziemi panuje obca współczesnym mentalność i etyka. Jak każda sytuacja kryzysowa, Zagłada generuje szerokie spektrum rozmaitych ludzkich postaw. Co nasuwa gorzką refleksję, że jednak, mimo wszystko, są rzeczy, które się nie zmieniają. Czyli chciwość, skłonność do oszustwa, cwaniactwo i jeszcze parę innych. Smutne to.

Nie chcę być niewłaściwie zrozumiana – „Komornik” to książka czysto rozrywkowa, pełna wartkiej akcji i nietuzinkowych charakterów. Michał Gołkowski raczej nie pisał jej z myślą o tym, że jego najnowsza powieść będzie budzić metafizyczne dreszcze i dywagacje nad sensem istnienia. Tyle że – jak większość autorów, którzy mają coś do powiedzenia – udało mu się zamknąć w „Komorniku” coś więcej, coś, co stanowi o tym, czym jesteśmy.

Jeśli jeszcze ktoś miałby jakieś wątpliwości – gorąco polecam. Książka stanowi pierwszy tom cyklu, co akurat w tym przypadku jest zaletą. Już nie mogę się doczekać kontynuacji.

Hanna Fronczak

Tytuł: „Komornik”

Autor: Michał Gołkowski

Wydawca: Fabryka Słów 2016

Stron: 497

Cena: 39,90 zł

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Kosmiczny Sarmata
Recenzja fantastyczna nimfa bagienna - 15 stycznia 2016

Porządna spece opera z polskimi akcentami, czyli Konrad Fit recenzuje powieść Marcina Jamiołkowskiego…

Było sobie życie
Recenzja fantastyczna nimfa bagienna - 21 listopada 2014

Tytuł: „Władcy świtu” Autor: Andrzej Zimniak Wydawca: Rebis 2014 Stron: 320 Cena:…

Strefa Strefie nierówna
Recenzja fantastyczna nimfa bagienna - 2 stycznia 2017

Strefa niby ta sama, ale jednak trochę inna… na szczęście. Hanna Fronczak i jej wrażenia…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!