Trylogia Pół bohatera

Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 16 marca 2016

pol-wojnyNapisanie powieści powinno mieć swój cel…no właśnie – powinno. Maciej Tomczak recenzuje książkę Joego Abercrombiego „Pół wojny”.

W klasycznym – a może konserwatywnym – ujęciu opowieść przedstawia wędrówkę bohatera (dosłowną lub metaforyczną), w efekcie której następuje jego przeobrażenie na lepsze lub gorsze, zależnie od woli autora. W fabule wszystkie zdarzenia prowadzą do rozwiązania intrygi, a każda pojawiająca się postać ma do wypełnienia określoną funkcję. Powiedzieć, że współcześni pisarze odchodzą od tego schematu, to jak nic nie powiedzieć. Eksperymenty z formą bywają niekoniecznie satysfakcjonujące tak dla pomysłodawców, jak i odbiorców. Wydaje się, że w nowej serii Joe Abercrombie miota się między potrzebą uwypuklenia własnego konceptu a zachowaniem tradycyjnej narracji.

Tym razem w wojnę toczącą się na Morzu Drzazg między zjednoczonymi siłami Gettlandu i Vasterandu a wojskami Najwyższego Króla i Babki Wexen autor wplątuje królestwo Throvenlandu. Skara, nastoletnia księżniczka, dzięki pomocy korsarza Sinego Jennera ucieka przed śmiercią do swojej dalekiej kuzynki Laithlin, matki Yarviego. W ten przypadkowy sposób niczego nieświadoma Skara staje się jednym z wielu narzędzi w rękach przebiegłego Yarviego, nieustannie szukającego zemsty za śmierć ojca. Odgrywanie roli bezwolnej marionetki nie jest jednak marzeniem nowej królowej Throvenlandu. Wrodzona inteligencja poparta naukami pozwala Skarze nie tylko odzyskać tron, lecz także utrwalić sojusz zawarty między królami Gettlandu Uthilem i Vasterandu Grom-gil-Gormem.

W tle krwawego konfliktu i politycznych rozgrywek toczą się losy bohaterów znanych z poprzednich książek: dobrodusznego Branda, bezwzględnej Zadry Bathu, uzdolnionej zbrojmistrzyni Riny czy terminującego na członka Ministerstwa Kolla. Do grona nowych bohaterów, obok Skary, dołącza Raith, przyboczny króla Grom-gil-Gorma. Piętno wojny odciska się na wszystkich postaciach, a osiągnięcie pokoju będzie wymagać wielu nierzadko ostatecznych poświęceń.

„Pół wojny” wieńczy trylogię Morza Drzazg Joego Abercrombiego. Pisarz w mniej lub bardziej satysfakcjonujący sposób zamyka niemal wszystkie wątki zapoczątkowane w poprzednich dwóch tomach. W tym kontekście może nieco dziwić wprowadzenie do fabuły kolejnych postaci. Ich namnożenie powoduje, że osoby pojawiające się po raz pierwszy nie dostają właściwej szansy na pełen rozwój. Z jednej strony czytelnik w trakcie toczącej się opowieści zdobywa wiedzę o ich przeszłości, a tym samym w jakimś stopniu poznaje motywacje protagonistów historii. Z drugiej strony Skara, Raith czy Siny Jenner wydają się nieco – nomen omen – papierowi, pozbawieni adekwatnej głębi, a ich nagłe przeobrażenia są mało wiarygodne. Z kolei narracja „Pół wojny”, klucząca między różnymi uczestnikami zachodzących wydarzeń, jakkolwiek dynamiczna, sprawia wrażenie nazbyt porwanej.

Co więcej, powtarza schematy poprzednich książek cyklu. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że „Pół wojny” asymiluje najważniejsze założenia „Pół króla” i „Pół świata”. W nowej książce Abercrombiego mamy zarówno wątki niesprawiedliwie utraconego dziedzictwa, zemsty za zniszczenie rodzinnych stron i śmierć najbliższych, antagonistę w postaci niezwyciężonego wojownika, jak i morską podróż w nieznane, niecne polityczne knowania i zdrady czy nastoletni romans. Przy tym ten ostatni jest równie źle pomyślany, jak w przypadku „Pół świata”. Nie dość, że od razu można domyśleć się, jak potoczą się relacje dwójki bohaterów, to jeszcze logika flirtu przywołuje na myśl powieści dla gospodyń domowych z lat 50. XX wieku.

Trzeba natomiast oddać sprawiedliwość autorowi, że ponownie potrafi zaskoczyć. Z wykreowanymi osobami obchodzi się tym razem wręcz bezwzględnie, a niektóre sytuacje okazują się mieć inne przyczyny, niż początkowo mogło się wydawać. Ciekawym zabiegiem, choć pozostającym właściwie w fazie koncepcji, jest także zasygnalizowanie, kim były (lub raczej mogły być) elfy i jaką technologią dysponowały. Niewątpliwie najbardziej satysfakcjonujące jest zakończenie „Pół wojny”. Abercrombie nie stawia na proste rozwiązanie w stylu „i żyli długo i szczęśliwie”. Wszyscy bohaterowie ponoszą konsekwencje dobrych i przede wszystkim złych czynów, co przekłada się na ich dalsze los. Przygody postaci nie zostają definitywnie zamknięte. Nie tyle w sensie zapowiedzi kolejnych fabuł – chociaż biorąc pod uwagę zachowania wydawców, zapewne tak właśnie będzie – co sugerowania, że żyją oni nie tylko na kartach powieści.

Pozostawienie otwartych drzwi do tworzenia dalszych opowiadań lub powieści nie jest wyłącznym uzasadnieniem pojawienia się na łamach „Pół wojny” Skary i Raitha. O ile bowiem obserwacja poczynań Yarviego z punktu widzenia innych uczestników jest interesującym zabiegiem, o tyle wzbudzający początkowe współczucie nadspodziewanie inteligentny, lecz ułomny fizycznie nastolatek stał się osobą dość mroczną, a nawet odpychającą. W dążeniu do ziszczenia złożonej przysięgi Yarvi pozbawiony jest skrupułów. Dla osiągnięcia upragnionego celu bez wahania poświęca nawet najbliższych ludzi, nie wspominając o tych zupełnie mu obcych. W obliczu tej przemiany zdecydowanie większą sympatię wzbudza nie tylko księżniczka Skara, lecz i zabójca Raith. Abercrombie musiał zdawać sobie z tego sprawę, ponieważ ostatni głos w powieści należy właśnie do nich, a nie – jak to powinno mieć miejsce – do zepchniętego na dalszy plan Yarviego.

Doświadczenia z lektury trylogii Morza Drzazg wyraźnie wskazują, że nie jest łatwo stworzyć dobrą powieść. Umiejętnościami językowymi i pomysłami (nie zawsze oryginalnymi) Joe Abercrombie bezwiednie wciągał czytelnika w snutą historię. Niewątpliwy komercyjny sukces został okupiony wieloma wyrzeczeniami. Ufając swej literackiej biegłości autor z tomu na tom coraz bardziej obniżał poziom epizodów, nowych postaci czy wreszcie głównego wątku. Ograniczając do minimum potrzebę refleksyjnego myślenia, stworzył tak naprawdę półprodukt, czego najlepszym świadectwem jest odrzucenie porządku i praw stworzonego świata.

Powieść może nie pozwalać na identyfikację czasu, wskazanie określonego miejsca czy być pozbawiona akcji. Może wreszcie eliminować w taki czy inny sposób postać bohatera. Ale powinna przynajmniej mieć jakiś cel, niekoniecznie wyłącznie zysk finansowy wydawnictwa i autora. Niezłą odpowiedzią jest rozrywka. Ale warto, by i ona trzymała się jakiś standardów.

Maciej Tomczak

Tytuł: „Pół wojny”

Autor: Joe Abercrombie

Tłumacz: Agnieszka Jacewicz

Wydawnictwo:  Rebis 2016

Stron: 456

Cena: 34,90 zł

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

O uczuciach (z)mieszanych
Bookiety - 9 czerwca 2016

Jest ryzyko, jest zabawa! Agnieszka Chodkowska-Gyurics recenzuje egzotyczny kryminał – „Podróż do Transylwanii”…

Bookiet detektywistyczny z mocną nutą szaleństwa
Bookiety - 7 czerwca 2014

Tytuł: „Detektyw Monk w rozterce” Autor: Lee Goldberg Tłumacz: Paweł Laskowicz Wydawca: Rebis…

Graham Masterton „Wyklęty”
Ksiażki fantastyczne - 2 września 2014

Autor: Graham Masterton Tytuł: Wyklęty Tłumaczenie: Danuta Górska Wydawca: Rebis wrzesień 2014…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!