A. Kosel „Casus”

Opowiadania A. Kosel - 18 kwietnia 2013

Dzień, w którym zjawili się Obcy, był dla Ziemi wielkim wydarzeniem. Nie od razu co prawda, gdyż pierwsze informacje o statkach zbliżających się do naszego układu pojawiły się pierwotnie na portalach informacyjnych, gdzieś pomiędzy proszkiem do prania a trzecią kochanką znanego piłkarza, będącego świeżo po rozwodzie. Jak łatwo się domyśleć, większość ludzi czytających tego typu doniesienia nie przyłożyła należytej wagi do newsa.

Właściwie wina leżała po stronie uczonych, którzy, gdy tylko stwierdzili fakt zbliżania się Obcych, popędzili z tym do mediów. Naiwnie przy tym sądzili, że waga ich informacji jest na tyle istotna, iż stanie się ona wydarzeniem dnia. Redaktorzy serwisów byli odmiennego zdania. Tylko uporowi uczonych zawdzięczano, że wzmianka o Obcych w ogóle się pojawiła.

Jednak do południa informacja awansowała na pozycję gdzieś pomiędzy zapowiedziami o zniesieniu ulg na papierosy a wywiadem udzielonym przez wiceprezydenta. To już było coś. Tak na marginesie – wywiad dotyczył jego stosunku do ochrony pewnego gatunku motyla w świetle planowanej inwestycji w okolicach Nuuk na Grenlandii. „Jest to jedna z tych rzeczy – powiedział wiceprezydent – co do których zawsze byłem przekonany!”. Niestety nie uściślił, czy słowa jego odnosiły się do motyla, czy do inwestycji. Później się okazało, że nie miało to większego znaczenia, gdyż rzeczony motyl na tamtym terenie nie występował ani w przeszłości, ani obecnie. Jeżeli wierzyć naukowcom, w przyszłości również tam występować nie zamierzał. W każdym razie wyborcy byli zachwyceni. „To nasz człowiek!”, mówili z dumą. Część z nich przeczytała przy okazji wzmiankę o Obcych.

Ponieważ do wieczora news nie znikł, zainteresowały się nim służby specjalne. W następstwie przeprowadziły szereg czynności wyjaśniających, które skutecznie zaciemniły obraz. Zamierzano właśnie wprowadzić do akcji służby specjalne służb specjalnych, kiedy ktoś wpadł na pomysł, żeby zadzwonić do któregoś z obserwatoriów astronomicznych. Tam uzyskał potwierdzenie, a jednocześnie dementi informacji o zbliżaniu się statków Obcych do naszego układu, gdyż statki były już wewnątrz niego i przymierzały się do lądowania na Neptunie.

Trzeba z dumą przyznać, że służby zareagowały błyskawicznie. Zarządzono utajnienie informacji oraz powiadomienie prezydenta Ziemi. Informacje dostarczone przez uczonych – zgodnie z poleceniem służb – zniknęły z portali informacyjnych. Zostały zastąpione nagłówkami „Służby specjalne utajniają informację o zbliżaniu się Obcych!”. Opinia publiczna była oburzona. Jak można było zarządzić utajnienie tak istotnych dla Ziemi wiadomości! Przecież to wydarzenie bez precedensu! Oburzenie trwało mniej więcej do godzin porannych, kiedy ukazało się oficjalne orędzie prezydenta. Głosiło ono, że oto do naszego układu zbliżają się statki Obcych. Po kilkunastu minutach zmieniono jego treść.

Z nowej wersji wynikało, że statki są już wewnątrz układu. Ludzie byli pod wrażeniem orędzia. Ogólnie chwalono prezydenta za energiczne działanie i jasne postawienie sprawy. Tym razem zainteresowanie sięgnęło zenitu. Wszyscy oczekiwali dalszego rozwoju sytuacji.

Po kilku godzinach prezydent wystąpił na wizji. Nabrzmiałym ze wzruszenia głosem oznajmił, że oto ludzkość doczekała się w końcu odwiedzin z kosmosu. „To stawia przed nami nowe wyzwania”- poinformował ludzkość przed ekranami. Jednocześnie przestrzegł przed wzniecaniem paniki oraz napomknął, że on osobiście zawsze wierzył, iż za jego kadencji przyjdzie nam powitać przedstawicieli obcej cywilizacji w naszych gościnnych progach. Wystąpienie zakończyło się wezwaniem Obcych do lądowania na Ziemi z oficjalną wizytą i uściśnięcia naszych dłoni.

Wszyscy były poruszeni. Kamery w studio pokazywały klaszczącą i wiwatującą publiczność, a nawet uchwyciły przez moment szefa służb specjalnych, ocierającego ukradkiem łzę z policzka.

Przez kilka następnych dni euforia nie opadała. Ziemianie śledzili uważnie doniesienia z obserwatoriów w oczekiwaniu na wizytę Obcych, którzy tymczasem wylądowali na Neptunie.

Niestety, przez kilka następnych dni nic istotnego się nie wydarzyło. Ziemianie byli na Ziemi, a Obcy na Neptunie. W końcu co bystrzejsi ludzie zaczęli podejrzewać, że Obcy nie śledzą ziemskich portali informacyjnych, a być może nawet – o zgrozo! – nie obserwowali wystąpienia prezydenta. Po jakimś czasie dotarło to również do świadomości pozostałych. A w końcu do polityków.

Zebrała się Rada Światowa. Dwa dni trwały obrady, transmitowane na żywo do wszystkich zakątków Ziemi. Politycy jak zwykle nie zawiedli i uchwalili, że trzeba dokonać próby nawiązania kontaktu radiowego. Prezydent posunął się nawet do obietnicy, że łączność zostanie nawiązana w ciągu najbliższej godziny. Uświadomiony, że sygnał radiowy osiąga Neptuna po około czterech godzinach, wydawał się nieco rozczarowany, a nawet zganił uczonych, że przez tyle lat nie zrobili nic, żeby wymyślić szybsze radio. Świat nauki przyjął naganę z pokorą.

Tego samego dnia, w godzinach wieczornych, sygnał został nadany. Porę tę wybrano, aby odpowiedź mogła się pojawić w serwisach porannych. Przez całą noc radioteleskopy wsłuchiwały się w niebo, a obsługa była przygotowana na natychmiastowe dostarczenie odpowiedzi prezydentowi.

Niestety, odpowiedź nie nadeszła. Powołano w tej sprawie zespół, który miał zanalizować i wyjaśnić milczenie ze strony Obcych. Zespół składał się z trzech polityków, dwóch ekonomistów oraz jednego naukowca. Po tygodniu zespół przedstawił trzy hipotezy: jedną mówiącą o dwulicowości Obcych, którzy przygotowują się do najazdu na Ziemię (popieraną przez trzech członków zespołu), drugą zakładającą, że Obcych nie stać na dalszą podróż z powodu wyczerpania się środków finansowych (popieraną przez dwóch członków zespołu), oraz trzecią, że Obcy nie zrozumieli, że wysłano im jakiś sygnał (popieraną przez jednego członka). Prezydent po namyśle i konsultacji z doradcami stwierdził, że wszystkie trzy hipotezy są bardzo prawdopodobne i należy podjąć działania.

Ludzkość była w siódmym niebie. „Oto, jakiego mamy prezydenta!”, mówili z dumą ludzie, ściskając sobie dłonie.

Tymczasem naukowcy donieśli, że Obcy rozpoczęli działania na powierzchni Neptuna. Pojawiły się tam jakieś budowle, a dziwne maszyny poruszały się po powierzchni.

Nie było czasu do stracenia. Obcy Obcymi, uznano, ale takie rozjeżdżanie się po naszych planetach to już lekka przesada. W końcu to nasz Układ Słoneczny, i my, Ziemianie, byliśmy tutaj gospodarzami. Koniec końcem postanowiono osobiście powitać Obcych. Ruszyły przygotowania do wyprawy.

W ciągu tygodnia przystosowano statek kosmiczny, przerabiając w tym celu jeden z transportowców kursujących normalnie na trasie Ziemia-Mars. Innych statków w zasadzie nie było, gdyż Mars był do tej pory najdalszą planetą, która została skolonizowana, i jak na razie nie stać nas było na więcej. Przy okazji wyszło na jaw, że dwa ostatnie loty transportowiec odbył na pusto, ponieważ nie bardzo miał co wozić, a urzędnik odpowiedzialny za harmonogram lotów od miesiąca przebywał na zwolnieniu chorobowym. Sprawę zatuszowano.

Po tygodniu wszyscy mogli oglądać transmisję ze startu. Dwaj bohaterowie, którzy mieli być ambasadorami ludzkości, wyprężyli się przed kamerami, zasalutowali, po czym zniknęli we włazie. Dalej nikt nic nie obejrzał, bo jak się okazało, start odbywał się automatycznie, o czym nie wiedzieli przedstawiciele stacji telewizyjnych. Dowiedzieli się w momencie, gdy gazy wylotowe rozwaliły cały starannie poustawiany sprzęt transmisyjny. Na szczęście łączność ze statkiem funkcjonowała normalnie, i przez cały miesiąc, bo tyle trwała podróż, można było podziwiać bohaterską załogę. Początkowo zainteresowanie było nawet spore, ale w miarę wydłużania się czasu, w jakim sygnał docierał na Ziemię, lekko opadło. Tym bardziej, że nic się nie działo. Doniesienia na temat przebiegu lotu na portalach informacyjnych spadły z początkowo pierwszego miejsca za wypowiedzi polityków, potem za wiadomości sportowe. I już gdy prawie miały zostać wyprzedzone przez plotki o celebrytach, wróciły na samą górę wiadomością o transmisji z lądowania. Samą transmisję oglądali wszyscy.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Ken Follett „Upadek gogantów”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 25 sierpnia 2010

Albatros Powieść otwierająca monumentalną epicką trylogię, najnowsze dzieło autora Filarów ziemi i Świata…

Jacek Piekara „Rycerz Kielichów”
Fantastyka Jacek Piekara - 20 lipca 2018

Zapowiedź nowego wydania „Rycerza Kielichów” Jacka Piekary.

Tomasz Duszyński „Produkt uboczny”
Patronaty F-ta Fahrenheit Crew - 22 maja 2007

Płetwy, macki i mnóstwo oczu? Zdziwimy się, gdy w niedalekiej przyszłości opis ten – jak…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!