Adam Cebula „Grzech niepierworodny” (8)

Opowiadania Adam Cebula - 12 lutego 2016

Słysząc głos nastawiony na ugadanie się, najzagorzalsi rajcowie spuścili z tonu.

– Bogiem a prawdą – odezwał się garncarz Konewka – dobrze wyprowadzić z miasta handel na ten przykład baranami, bo okrutnie bobcą i trza później sprzątać.

Gadali, gadali, mistrz Maurycy, jako że czuł się najważniejszy, postawił swoje warunki.

– Do roboty dokładał nie będę. A taki bruk trzeba położyć bardzo porządnie. Pomiędzy budynkami kładzie się inaczej, na wolnym placu trzeba pracować jak na gościńcu. Potrzeba mi z dziesięciu pomocników.

– To może weźmiesz sobie wyrostków z podgrodzia. Na czeladników się nie wyuczą, ale jak ich do jakichś robót przysposobisz, mogą się przydać i na później – zauważył Ongard.

Deliberowali do wieczora i w końcu się ugadali co do szczegółów. Jajcowe dla ratusza nie było ważne. Ongard to wiedział. Wiedział też, że to, czego rajcowie naprawdę się obawiali, to stałego uchylania się chłopów od wszelakich ciężarów. Jeśli więc jajcowe miało być zamienione na coś, co szło ku powszechnemu pożytkowi, czemu nie?

*****

Ludziska zebrali się u kładki, którą, wyczyniając wygibasy, by nie wlecieć do fosy, Ongard wracał z ratusza.

– No i cokolwiek my się ugadali – stwierdził. – Pytam was teraz, czy zgodzicie się na te pakta.

– Co, jakie pa…

– Słuchajcie – machnął ręką – mistrz Maurycy potrzebuje dziesięciu wyrostków do pomocy. Tych dziesięciu pójdzie do niego na czas tej roboty na takich warunkach, jakby poszli do niego na nauki. Nie obiecuje, że którenkolwiek stanie się czeladnikiem. Będzie robota albo nie, się zobaczy, ale naturalną rzeczą jest, że najpierw będzie brał tych przyuczonych. Do tego podgrodzianie odrobią jedną dniówkę na wożeniu kamienia. Trzeba będzie nawieźć ciężkich otoczaków, Mateusz obliczają se, że z pięć furmanek. Jeden z was się poświęci, inni w ten dzień muszą pomóc. Mateusz będą pracować za półtorej kopy jajec. A my przez dwanaście niedziel nie dajemy jajcowego do ratusza. Co nam się policzy za to, co mógł Grzdaczka naciągnąć. I co wy na to?

– Aaa… znaczy Mateusz plac brukować będzie?

– No właśnie o tym cały czas mówię. Wybrukuje za półtorej kopy jajec.

– Znaczy, zara – chłopka się wzięła pod boki – kto będzie brukował, łon czy tych naszych dziesięciu?

– Cichaj gu-upia ba-abo. – Burak najwyraźniej zrozumiał. – Cichaj, nie piskaj, Mateusz bruk nam kładzie, rozumiecie? Musi mieć chłopoków do-o po-omocy, a sam będzie wszystkiego do… – jąkanie nie pozwoliło dokończyć.

– Tak, gospodyni, Mateusz bruk położy, będzie pod straganami taki, jak na bocznych ulicach przy rynku.

– A czemu…

– A-aa, Jagna, wy mata może w szopie taką kostkę jak na rynku? Ni mota? To-o nie lamentujta. Po-o mo-ojemu dla na-aszych chłopaczysków bardzo dobra robota. Za-amiast bąki zbijać, się czego na-auczą.

– No popatrz, zbiegowisko było, a nawet nikt nikomu po gębie nie nałożył – zdumiał się stary nowy wójt.

*****

Ongard aż za dobrze wiedział, co jest przyczyną zamieszania. Sam szukał z tęgim kijem w ręce Maniusia. Nie bardzo mu było w głowie przekonywać pogdrodzian, że strażnicy przy dziurze nie będą pobierać żadnego kopytkowego czy pogłównego. Też chcieli oprać Maniusia, jako że Maniuś oprał po gębie kaprala strażników. Huncwot jeden znów ruszył na karcięta Pod Pluskwę. Mniejsza o to, co przegrał, czy kogo ograł. Wdał się w awanturę ze strażą. Ongard był pewien, że zaszył się w jakiejś mysiej dziurze w mieście, nie było go w warsztacie ani w okolicy, nikt nie widział go przy bramach. A dziury w murze, którą biegła najwygodniejsza droga na podgrodzie, strażnicy pilnowali od nocy. Psiakrwia przyczaiła się na jakimś stryszku czy w szopie. Ongard obiecywał sobie stłuc na kwaśne jabłko hultaja, żeby tylko go dopadł!

– Majster! – Gospodyni Jagna zastąpiła mu drogę. – No co teraz?

– A co ma być? Co was to obchodzi?

– A co, jak przy kładce straże staną i po groszaku łod człowieka będą brały?

– Nie będą. Robota na placu idzie? Idzie! Umowa spisana? Spisana. Maniusia szukają, przechery jednej. Rozumieta? – Śmignął kijem, aż kopka pokrzyw wyleciała w powietrze.

Maniuś się stracił jak kamień w wodę. Nie przyszedł w porze obiadowej, nie wrócił na wieczerzę, Ongard już, już za kija złapał, gdy usłyszał kroki na podwórzu. Niestety był to wójt. Ongard spojrzał uważnie w jego gębę, ale nie oprali go już więcej. Mimo tego był przestraszony.

– Ludziska się burzą. Na placu dziś pyskowały znów, że co z tego, że plac pobrukują.

– To już dawno gadały – zauważył Ongard. – Jagna z Łogorzanów, to chciała mieć kostkę taką foremną, jak przed ratuszem.

– Jest gorzej. – Podrapał się urzędnik w czubek czupryny. – Ludziska powiadają, że ktoś musi do ratusza biegać i o wszystkim rozpowiadać.

Majster popatrzył uważnie na starego wójta.

– No i gadają, że to wy?

Wójt tylko się skrzywił.

– A przecie to wasz łobowiązek. Jak by się we wsi tumult czynił, macie wezwać z miasta straże, buntowników wskazać i ukarać.

– Ale gardłują. To się źle skończy. Ktoś rozpowiada.

– Kto? Ludziska same ozorami mielą, bez pomyślenia, że inni słuchają.

– Ktoś…

– A wiecie, wójcie, kto mógł rozpowiedzieć o jajkowym za pierwszym razem? Maniuś Pod Pluskwą. Lata tam na karciochy, spija się regularnie. Wiem, kto do ratusza doniósł. Szynkarz Bacała. A od kogo wiedział?

Wójtowi nagle oczy rozbłysły.

– A wicie? A jakby tak Maniusia obwiesić…? Ludziska by się uspokoiły.

– Obwiesić Maniusia? – Ongard popukał się w czoło. – Za co? Że rozpowiadał, co my radzimy? Że to doszło do rajców? A to się rajce ucieszą! Wójcie – pokręcił głową – głupiście jak ćwierć mojego lewego kamasza. Nie pozwolę! Zapamiętajcie sobie: Maniuś u mnie terminuje. Sąd nad nim do mnie należy! – Pogroził palcem.

*****

– Dyń, dyń – pojawił się Guru z zafrasowaną miną.

– A ty co?

– Uważajta, majster, na wójta. Ten człek jest zły i przestraszony. Jak pies zagoniony do kąta.

– A co on mi może?

– Uważajta.

– Tak mi radzisz, jakeś mi radził, jakem przez kładkę pierwszy raz przechodził. No uważam. I co?

– Uważajta.

*****

Dobry sen przyniósł dobrą radę. Rano Ongard przegryzł pajdę chleba ze smalcem i przy tej pajdzie nabrał pewności.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456789

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Bodzenie owiec”
Felietony - 29 czerwca 2015

Cóż, czy trzeba być siwobrodym mędrcem, żeby dojść do wniosku, że nie chodzi o szlachetną ochronę środowiska? Z branży…

Adam Cebula „Pophistoria, czyli sos z uralskiego bombowca”
Para-Nauka - 11 lipca 2016

Wypada tylko na koniec napisać: kochani bujać to my, ale nie nas. Jeśli uwierzymy, to dopiero będzie nieszczęście.…

Adam Cebula „Świadomość krzywej”
Para-Nauka - 20 lipca 2018

Zawsze podziwiałem ludzi, którzy rozumieli. Co rozumieli, to dalsza sprawa, ale imponowało…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!