Adam Cebula „Grzech niepierworodny”

Opowiadania Adam Cebula - 12 lutego 2016

– Musi, psia wiara, tam siedzi, trza to sprawdzić – zdecydował.

Kilka pacierzy później szynkarz ze Słodkiej Bułki, kilku jego chłopaków i Ongard ruszyli przeczesać stryszek nad chlewikiem, który majster tak pracowicie w początku swej kariery czyścił. Nie trzeba było czekać długo, aż rozległ się lament Maniusia. Aż się strażnicy zbiegli, ale zobaczywszy, że wymierzana jest sprawiedliwość dość tęgim kijem, i że wymierzana będzie jeszcze przez wiele pacierzy, tylko z szacunkiem pokiwali głowami.

– No… Majster ciężką rękę mają…

Lament trwał całą drogę do dziury. Tamże Ongard stwierdził, że sprawiedliwości stało się zadość i puścił Maniusia przodem. Szedł sobie szparko do warsztatu, nawet wesoło rozmyślając, jak to mu się udało wszelkie trudne sprawy wyprostować, aż nagle tuż koło jego chałupy zastąpił mu drogę wójt z kilkunastoma chłopami.

– No i już nie ma straży przy dziurze w murze – oświadczył im wesoło.

Wójt spojrzał na niego i na resztę, jakby całkiem nie rozumiał, co do niego mówi.

– Mamy zdrajcę! – wrzasnął nagle.

Nim Ongard zmiarkował, co się dzieje, już go trzymali.

– Do ratusza chodził donosić… Złodziej jeden.

– Jak do ratusza, do Słodkiej Bułki, tego psiekrwie Maniusia…

– A talary macie?

– Dwa trzymam u rajcy Kuzynofa…

– Dwa talary ma złodziej!

– Ale to moje! Nic nikomu nie jestem winien! – Ongard się dopiero wystraszył, bo go za hajdawery unieśli i tylko mógł wierzgać nogami.

– Nie ma co się cackać, pod dąb z nim! – zakomenderował wójt.

– Ludzie, ludzie, co robicie?

– Złodziei obwieszamy, dopiero będzie dobrze, jak wszystkich powiesimy.

– Ale ja nic nie ukradłem, wszystko, co mam, tymi ręcami zdobyłem!

– Każdy tak opowiada!

– Ludzie, ale ja wam załagodziłem awanturę z ratuszem… Dobrze wam zrobiłem… Ludzie!

Tumult się robił coraz większy. Ongard zobaczył, jak przed chałupę wybiegła jakaś dziewka. To była Kaśka, szybko się zakręciła, i gdzieś pobiegła. Dzieciska, które na gościńcu w kałuży się bawiły, z krzykiem się rozbiegły, rozjazgotały się psy. Ludzie wójta ciągnęli go szybko w kierunku zagajnika, gdzie rósł wielki dąb. Majster wierzgał, kopał, ale zyskał tylko tyle, że zobaczył, jak z bramy, na której pierwszego dnia w mieście Urgam widział wystającą rzyć, wyglądają strażnicy. Zapierał się, ale już byli pod dębem, już przewiesili sznur przez konar. Ktoś wiązał pętlę. Kto? Maniuś!

– Psiawiaro, nie tak się wiąże stryczka – wrzasnął na niego zły, że jak zwykle partoli robotę. Maniuś nie słuchał, nadział mu sznur na szyję.

– Ciągnij! – Ktoś komenderował. Katowska robota szła koślawo, Ongard, przyduszony stanął na końcach palców, szur się gdzieś u góry zaklinował i nie popuszczał ani w te, ani we wte, choć go szarpali na różne sposoby. W tumulcie i szarpaninie nagle usłyszał:

– Łuciejakta, łuciekajta!

Nagle wójtwi go opuścili. Chwycił za pętlę, podciągnął się, i szczęście go opuściło. Poczuł, jak ziemia ucieka mu spod nóg. Poniosło go po pochyłości pagórka i zawisł pewnie z piędź nad gruntem. Zobaczył jeszcze, że lecą ku niemu dwie kupy, jedna z pogdrodzia: chłopy z widłami i baby z kijami z Kaśką na czele, druga: strażnicy z miasta. Słyszał, jak ktoś wrzeszczał:

– Ratujta majstra, laboga, ratujta!

Ale byli daleko. Pętla, choć kiepsko związana, zacisnęła się.

G-rr-r G-r-rr.

– Trzech króli – podpowiedział usłużnie duszek. – W tej sytuacji tylko trzech króli.

– Co?

– Control, alt, delete!

*****

Antoni Guzdra z wściekłością cisnął komputerowy hełm rzeczywistości wirtualnej.

– Z czego się, głupki, śmiejecie?! – Pogroził dwóm wyrostkom.

– Ale wujek koncertowo przerżnął! – rechotali obaj, aż im się brzuchy trzęsły.

– Zostały wszystkie porady i prawie nieruszone talary – rżeli radośnie, a on naprawdę nie widział, co w tym takiego niezwykłego, że zostały?

– Co to w ogóle jest?! – Chwycił ręką pudełko.

– Wujek sam wybrał – rechotali dalej.

Wyciągnął z kieszeni okulary. Nasadził na nos, fukając gniewnie, i w końcu odczytał:

„Gra dydaktyczna Podgrodzie w ruinie” .

– Gdzie tu jaka dydaktyka, jaka nauka, przecież w normalnym życiu takich rzeczy nie ma. Tfu! To trzeba zwrócić!

– No… ale wujek spojrzy, która godzina, wujek grał, a grał, zapomniał się zupełnie…

Antoni oprzytomniał. Świat miasta Urgam nagle opuścił go, jakby to był sen. Co za bzdura! A on jeszcze będzie się wykłócał ze smarkaczami. Dobrze… Jeszcze zdąży. Zerwał się z fotela, wrzucił palto na grzbiet i ruszył przed siebie. Na dworze ochłonął zupełnie. Durne, bo durne to było, ale prezent gwiazdkowy ma z głowy. A niech tam! Niech se małolaty grają, niech się zajmują, głupsze rzeczy potrafią robić. Mijał w pośpiechu sklepowe wystawy ustrojone w choinki i mikołaje, girlandy świateł, przeróżne gwiazdy oraz inne mrugające cudactwa, i w kwadrans zapomniał całkiem o sromotnym zakończeniu gry.

– Dobra, jedną sprawę mam z głowy – powiedział sobie. Nic nie będzie z pewnością zwracał. Piszą, że dydaktyczna, niech piszą, tyle warte, co reklama, że najtańsze czy najlepsze. Ich zbójeckie prawo. Teraz musi się skupić na innych rzeczach. Naprawdę ważnych. Ludzkie zbiegowisko wyłoniło się nagle zza rogu ulicy, jakiś facet z mikrofonem coś perorował z emfazą w głosie, co chwilę rozlegały się oklaski.

– Antoni! – Obejrzał się. Zobaczył kolegę, Krzyśka.

– Jestem.

– Antoni… Ten Kowalski… To nie jest…

– Aniołek on nie jest – potwierdził wątpliwości.

– Za mądry także nie.

– Ale widzisz, ma poparcie… My poprzemy jego… coś się uda załatwić, nie?

Krzysiek pokręcił głową z powątpiewaniem. Podeszli bliżej, wmieszali się w tłum. Antoni słuchał jednym uchem przemówienia. Znał te hasła i frazesy na pamięć. Interesowały go raczej reakcje ludzi. A niewielki tłumek zaczynał reagować coraz bardziej żywiołowo. W końcu wszyscy zaczęli skandować równo:

– Zło-dzie-je! Zło-dzie-je!

Antoni dostrzegł łysego osobnika potrząsającego groźnie pięścią. Łeb miał ogolony i na dodatek czymś chyba wysmarowany, jakby dziegciem.

Adam Cebula

Ściągnij tekst:
Strony: 123456789

Powiązane wpisy

Adam Cebula „Moje sądzenie sędziów Powstania”
Felietony - 13 sierpnia 2014

  Chciałem zacząć od tego, że podziwiam łatwość wygłaszania przez ludzi historycznych sądów. To nieprawda. Nie podziwiam.…

Adam Cebula „Średnio o średniej”
Para-Nauka - 23 grudnia 2015

Osobliwe i niezrozumiałe rysunki odnoszą się do kabalistycznie mistycznego zjawiska, jakim jest wartość średnia.…

Adam Cebula „Marzymy marzeniami dziadków”
Para-Nauka - 22 września 2017

Często różni dziennikarze publicyści używają sformułowania „marzenie ludzkości”. W istocie chyba jest…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!