Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa” (11)

Opowiadania Agnieszka Hałas - 5 września 2017

Wyjątkowo skomplikowany czar bojowy czy chowaniec z królestwa salamander – cokolwiek to było, Krzyczący nie chciał sprawdzać, czy zaklęcie tarczy go przed tym ochroni. Dlatego ruchem dłoni uaktywnił z powrotem portal, którym tu przybyli. Błękitny krąg zalśnił w powietrzu nad żmijem, a ogniste coś nie zdołało w porę zrobić uniku i wpadło w świetlistą pułapkę. Najwyżej w Bel Ingre komuś spłonie magazyn.

Brune wygasił portal i wstał, cały czas osłaniając się czarem tarczy. Zerknął w bok – Zakari stał bez ruchu, sparaliżowany strachem, a Tei kuliła się obok na trawie, nie podnosząc głowy. Mądra dziewczynka, pomyślał żmij. Miał nadzieję, że będzie miała dość rozsądku, by nie wstawać, nie ściągać na siebie uwagi.

Dla kogo pracujesz? – spytał telepatycznie Rhost Ulfer. Strzepnął dłonią, jakby chciał rozluźnić palce. – Możemy dojść do porozumienia, bracie.

Brune zmierzył go wzrokiem, skupiając się.

– Scabre Jaszczur? – zapytał głośno. Drgnienie tamtego – czysty odruch, niemożliwy do stłumienia – powiedziało mu to, co chciał wiedzieć.

Czarnobrody musiał się zorientować, że sam się niechcący zdemaskował, bo cisnął następną ognistą kulę, większą od pierwszej. Krzyczący skrzyżował przed sobą ręce, wzmacniając tarczę. Wokół niego zagotowało się od płomieni, ale trwał bez ruchu, bezpieczny za osłoną.

Brat przeciwko bratu? – zawołał drwiąco w jego myślach Jaszczur, podczas gdy ogień huczał i trzaskał. – Gdzież się podziała solidarność talentu?

Żmij nie uznał za stosowne odpowiedzieć. Przywołał z pamięci wspomnienie spalonego dworu i nieszczęsnych dzieci starosty, skupił się na nim, podsycając w sobie czarną moc. Nakarmiona tymi obrazami, nakarmiona gniewem, pulsowała w nim jak drugie serce; podtrzymywanie zaklęcia tarczy, które w normalnych warunkach już zaczęłoby go męczyć, wydawało się dziecinnie łatwe, choć wiedział, że to poczucie siły potrafi być złudne.

Ognisty czar osłabł. Chwilę później Brune stał w kręgu spalenizny, z którego unosił się dym. Gdy tylko płomienie opadły, sam zaatakował, rzucając niemal niewidoczny grot energii.

Trafił wroga pięknie. Podręcznikowo, w sam środek klatki piersiowej. Lecz tym, kto upadł, krwawiąc z nosa i ust, był Zakari. Tei wrzasnęła i przypadła do niego, zapominając o ostrożności.

– Nie, nie… – zaszlochała. – Nie!

Krzyczący zamarł. Nie wiedział – w żadnej ze znanych mu ksiąg nie było o tym mowy – że spętani zaklęciem odebrania duszy mogą służyć za żywe tarcze. Ale tak, to było nieubłaganie logiczne.

Dalej, młodszy bracie! – zakpił telepatycznie Jaszczur. – Atakuj! Ilu moich niewolników zdołasz jeszcze zabić, nim zabraknie ci sił?

Zanim skończył mówić, podstępnie cisnął trzeszczącą zielonkawą błyskawicę, która w powietrzu rozwidliła się, celując i w Krzyczącego, i w Tei. Brune jakimś cudem zdołał ją zablokować, zakrzywić jej tor, choć wysiłek zmusił go do jęku. Błyskawica poszła w grunt z trzaskiem przypominającym wystrzał z muszkietu.

I wtedy, jakby to była kropla, która przelewa czarę, krucha równowaga magicznych prądów wokół tego miejsca załamała się. Niebo rozbłysło setką barw, zmieniających się jak w kalejdoskopie. Zawył wiatr, po czym – choć nie było chmur – lunął lodowaty deszcz. Krzyczący kątem oka dostrzegł, jak kawałek dalej na ziemię spada kilka żab, potem coś wijącego się, co szybko odpełzło w trawę.

Scabre nadchodził, walcząc z podmuchami wichru. W jego aurze wzbierała czerń, a wokół uniesionej dłoni zalśniło światło: szykował jakiś potężny czar, ale też taki, który wymaga kilku sekund, żeby dojrzeć. Najwyraźniej zakładał, że przeciwnik osłabł po ostatnim zrywie i można go dobić jednym porządnym uderzeniem.

Niesłusznie – bo Krzyczący bynajmniej nie był wyczerpany. Nie był nawet szczególnie zmęczony. Czekał tylko, aż drań podejdzie bliżej.

Typ był silny, i owszem. Zdolny, też. Ale nie powodowała nim chęć odwetu za cudzą krzywdę. A poza tym nie spędził ostatniego tygodnia, przesiadując w sypialni ciężko chorego człowieka, karmiąc się jego cierpieniem, strachem oraz rozpaczą jego żony.

Brune przywołał moc i wpatrzył się w przeciwnika – prosto w te jarzące się zielono źrenice. Skupił całą swą siłę woli w jednym niszczycielskim ataku mentalnym, równie zabójczym co pchnięcie nożem.

Poczuł, jak niewidoczna bariera między nim a Jaszczurem pęka, a jego ciało zaczyna zalewać gorący prąd. Równocześnie w umyśle Krzyczącego zamigotały obrazy i wrażenia. Twarze, imiona, głosy. Bogate wnętrza, wystrojone kobiety. Rozsypane złote monety na stole, krew na śniegu… rulon pergaminu wkładany do skrzyni pełnej takich samych rulonów…

Wspomnienia tamtego. Brune zadrżał, gdy to pojął, i niewiele brakło, by się cofnął, przerywając kontakt. Ale wygłodzona czerń wyła w jego głowie, domagając się więcej, a zwykły pragmatyzm potwierdzał, że zdobytą przewagę trzeba wykorzystać.

Trzeba to skończyć. Zaciskając zęby, skoczył do przodu, złapał półprzytomnego przeciwnika za ramiona i czerpał dalej.

Scabre Jaszczur wydał ochrypły okrzyk i zwiotczał, oklapł cały. Ale nie upadł. Kiedy uniósł głowę, jego spojrzenie było mętne, a aura przywodziła na myśl śmierdzącą rozgrzanym metalem latarnię, w której zgaszono płomień.

Brune oddychał ciężko, ledwie rejestrując zimne strugi deszczu, który spływał mu po twarzy, moczył włosy i ściekał za kołnierz. Paliło go w gardle, a w żyłach tliło się gorąco. Siła życiowa wyssana z Jaszczura oraz coś jeszcze – sama kwintesencja jaźni tamtego.

Jego dusza.

Żmij odetchnął, próbując się uspokoić. W miarę jak docierało do niego, co się stało, zaczynał czuć chłodny, pełzający strach. Pojedynki woli zwykle nie kończyły się w ten sposób, już prędzej śmiercią słabszego. To, co właśnie zrobił, poszło zaskakująco łatwo. Chyba zbyt łatwo.

Tknięty brzydkim podejrzeniem zamknął oczy i sięgnął darem w głąb własnego umysłu, lecz nie wyczuł żadnych śladów obcej obecności.

Wciąż był sobą.

Rozejrzał się. Niebo nadal płonęło kolorami, ale ulewa zaczynała słabnąć. Tei kuliła się obok zwłok brata, dygocąc z zimna i strachu. Popatrzyła na Krzyczącego z niemym pytaniem w oczach.

Brune szybko podjął decyzję. Dotknął czoła pokonanego, nakładając zaklęcie posłuszeństwa. Na wszelki wypadek. Potem podszedł do dziewczyny i delikatnie pomógł jej wstać.

– Nie możemy zabrać jego ciała – powiedział cicho, wskazując Zakariego. – Przykro mi.

Tei potaknęła tępo, chyba była w szoku. Brune odmówił szeptem modlitwę za zmarłych, po czym skinął dłonią, wypowiedział rozkaz i ciało nieszczęsnego młodzieńca objęły sine płomienie czarodziejskiego ognia.

– Chodź, wracamy – powiedział. Skinął na Jaszczura, który podszedł potulnie, z półotwartymi ustami i bezmyślnym wyrazem twarzy.

Powrót portalem do magicznie zabezpieczonej piwniczki Fyllis odbył się bez nieprzewidzianych incydentów. Krzyczący pozostawił Tei pod opieką babki, której pospiesznie opowiedział, co się wydarzyło. Czarnobrody ka-ira w czasie tej rozmowy stał obok, gapiąc się w podłogę.

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Agnieszka Hałas „Dwie karty”

Autorka: Agnieszka Hałas Tytuł: Dwie karty Cykl: Teatr węży Wydawnictwo: Dom Wydawniczy…

Program Dragonu!
Aktualności Fahrenheit Crew - 21 maja 2016

patronatWielkimi krokami zbliża się Ogólnopolski Konwent Gier Fantastycznych Dragon! Przez cztery dni uczestnicy…

Fantazmaty. Tom I
Aktualności Fahrenheit Crew - 18 kwietnia 2018

Zespół Fantazmatów upublicznił pierwszy tom antologii, w której znalazło się dwadzieścia opowiadań.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!