Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa”

Opowiadania Agnieszka Hałas - 5 września 2017

I dlatego Krzyczący nie zamierzał się ruszyć z miejsca.

Patrzyli na siebie, a powietrze między nimi wydawało się tężeć i niemal iskrzyć od napięcia. W końcu Karakkos wzruszył ramionami.

Jeśli któraś z nich okaże się winna, postaram się, aby wydano wyrok i na ciebie – oznajmił telepatycznie. Krzyczący przywołał moc, pozwalając, by źrenice zapłonęły mu żółto.

Przyjmuję do wiadomości. Teraz załatw to, z czym przyszedłeś.

– Niech sprawdza – powiedziała drżącym, ale buntowniczym tonem Fyllis, jakby czytając im w myślach.

Karakkos zdjął eleganckie rękawiczki z czerwonego zamszu i przyłożył staruszce ręce do skroni. Fyllis targnęła się i zamarła z otwartymi ustami. Po chwili mag kiwnął głową i puścił ją. Osunęła się na krzesło jak mokry łachman, a z jej gardła wyrwał się, pierwszy chyba od lat, stłumiony szloch.

– Teraz ty – powiedział mag do dziewczyny.

Nastąpiła powtórka z rozrywki, z tą różnicą, że Tei zniosła telepatyczne przesłuchanie nieco lepiej.

– I co? – odezwał się Krzyczący, który obserwował całą procedurę w milczeniu, ale było to milczenie ciężkie jak głaz i wymowne.

– Dziękuję – powiedział Karakkos. Skłonił się lekko i bez dalszych wyjaśnień rozpłynął się w powietrzu.

– Trzydzieści osiem lat! – wykrzyknęła rozdygotanym głosem Fyllis, gdy zniknął. – Trzydzieści osiem lat pracy dla organizacji i taki despekt!

– Już dobrze, babko – szepnęła Tei, równie roztrzęsiona.

 

***

 

Adwokat Lyspis był jeszcze cokolwiek blady, w czasie choroby znacznie schudł, ale odzyskał już animusz.

– Powstało podejrzenie, że to Fyllis mogła zlecić zemstę na mnie – wyjaśnił w odpowiedzi na pytanie żmija.

– Dlaczego?

– No cóż, wiesz zapewne, że dwa lata temu jej zięć, kupiec korzenny nazwiskiem Margell, zbankrutował, a wnuki zostały bez grosza. Tak się składa, że za tym bankructwem stałem ja. Margell nie był związany z Tarantulą, a wzbogacił się na tyle, że szkodził naszym interesom.

Krzyczący skinął głową, myśląc cierpko, że ta wiadomość doprawdy nie powinna go dziwić. Pasowała do obrazu Tarantuli, jaki zdążył sobie wyrobić.

– Szczęśliwie Karakkos doniósł mi dziś rano, że on i Żałobnik w końcu wytropili winnego – kontynuował Lyspis. – To pewien nieszczęsny urzędnik, którego żonę zmuszeni byliśmy otruć, bo szpiegowała dla Kwiatu. Była kochanką jednego z naszych ludzi, o czym jej mąż nie wiedział… Nawiasem mówiąc, on na swoje szczęście też już nie żyje, zmarł na serce dwa tygodnie temu. Ciekawy zbieg okoliczności, czyż nie? Tak czy owak cieszy mnie, że Fyllis nie miała z tą historią nic wspólnego.

– Mnie również – mruknął Brune.

Lyspis tymczasem otworzył stojącą na stoliku szkatułę. Była pełna złotych monet.

– Nagroda za Jaszczura – oznajmił. – Robi wrażenie, nieprawdaż?

Dwie trzecie z tego dostanie Tei, pomyślał Krzyczący. Ale wcześniej porozmawiam sobie przy kieliszku z Fyllis.

Z ironią pomyślał o wszystkich rozkazach, których złamanie Tarantula puściła mu płazem. Nagradzali skuteczność: liczyło się to, że adwokat jest zdrów, a poszukiwany listem gończym wróg nie żyje. Jedyna kara za nieposłuszeństwo, jakiej mógł się spodziewać, to ta, że nigdy nie dopuszczą go do struktur organizacji, zawsze pozostanie współpracującym wolnym strzelcem – co w pełni mu odpowiadało.

– Przechowajcie mi te pieniądze do jutra – powiedział na głos.

– Oczywiście. Ale zabierz swoje wynagrodzenie w związku z moją sprawą. – Adwokat podał mu hebanową kasetkę. Krzyczący otworzył ją i uniósł brew na widok siedmiu srebrnych pierścieni pokrytych wyrytymi symbolami. Moc bijąca od artefaktu sprawiła, że poczuł w dłoniach chłodne mrowienie. Zatrzasnął kasetkę.

– O – powiedział powoli. – Ładnie z waszej strony.

– Chętnie dorzuciłbym jeszcze coś ekstra – powiedział Lyspis z uśmiechem. – Na przykład… na przykład wizytę w domu uciech pani Spingl. Wyobraź sobie, że Trzyręki bardzo sobie chwali dziewczęta pani Spingl, chadza tam, ilekroć ma coś do załatwienia w Fal Tirra. – Trzyręki był odmieńcem mierzącym niecałe cztery stopy wzrostu, jednym z najlepszych skrytobójców Tarantuli.

Żmij prychnął cicho.

– Nie skorzystam.

Grinaldi, który szukał czegoś w szafie z dokumentami, nagle uśmiechnął się łobuzersko.

– A może wolelibyście noc u Fersellego?

Krzyczący popatrzył na niego przeciągle. Zdawało się, że w gabinecie nagle zrobiło się zimniej. Sekretarz przełknął ślinę, ale nim zdążył coś powiedzieć, żmij skłonił się lekko i wyszedł, zabierając kasetkę z pierścieniami.

– Jasme, synu – odezwał się Lyspis zmęczonym tonem, gdy drzwi się zamknęły. – Na drugi raz miej swój rozum i nie drażnij go, jeśli łaska. Nie tak łatwo w dzisiejszych czasach o dobrego sekretarza.

 

Agnieszka Hałas

Tekst ukazał się pierwotnie w czasopiśmie Fantastyka-Wydanie Specjalne nr 3 (44) 2014.

 

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Niepubliczna Biblioteka Fantastyczna im. Stanisława Lema
Aktualności - 4 sierpnia 2014

W dniu dzisiejszym został uruchomiony projekt dofinansowany ze środków Miasta Lublin zatytułowany Niepubliczna Biblioteka…

Warsztaty literackie Agnieszki Hałas
Aktualności - 3 maja 2018

10 maja 2018 od 18:00 do 20:00 Aktualności Biblioteka osiedlowa Spółdzielni Mieszkaniowej…

„Fenix” 1-2/2018
Aktualności - 18 stycznia 2018

Pierwszy numer reaktywowanego magazynu fantastycznego Fenix dostępny jest w wersji papierowej (można go…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!